znamy się 2 lata, przez net praktycznie. tak też się poznaliśmy.
Jakieś 2 miesiace temu zaczelismy się spotykać... i było cudownie. Nawet nie wiedziałam że może coś takiego mnie jeszcze spotkać...
wspólne spacery, kwiaty, rozmowy, milion smsów...
spotykalimy się coraz cześciej..
fakt On nie chciał zbyt często bo uznał, że się Nim znudzę..
przyjechał do mnie dostałam kwiaty, białe róże i prezent, który sama mu kiedyś pokazałam na wystawie..
kochaliśmy się. było cudownie. Po.. leżeliśmy wtuleni z jakąs godzinę.
Później rzucanie poduszkami, wyglupianie się..
i tak trwało to z 2 tygodnie...Czasem miał nocne telefony których nie odbierał, nie chciał powiedzieć kto dzwoni ale nie wyciszał telefonów nigdy przy mnie..
Po czym w jedna niedziele, pisał, że leniuchuje, ale jakos nie chciał się spotkać.
zapytałam do czego dąrzymy...
a On że szczerze nie ma ochoty na związek. nie chce tez żeby nasza relacja opierała się tylko na seksie choc ja tego nie ułatwiam...
Szok, cios nie wiem? ból
Nie rozumiem?
Powiedziałam mu że jestem zbyt wrażliwa żeby tylko spotykać się dla seksu i że inaczej jak bez związku nie wyobrażam sobie.
zapytał jakie mamy wyjscie?
ja widzę tylko jedno... skoro nie chce ze mną być to chyba musimy się pożegnać? ( mimo że boli bo strasznie mi na Nim zależy)
On "zostawiasz mnie",
Ja "Nie, to Ty mnie zostawiasz, ale lepiej tak niż żebym miała Cię do czegokolwiek zmuszać"
i na tym skończyła się moja wspaniała przygoda...
co się stało?![]()