Witam!
Ostatnio dręczą mnie sytuacje, które dosyć szybko zawładnęły nad moją osobą pod względem psychicznym. Tydzień temu spotkałam się z chłopakiem [X], z którym rozmawiałam ponad rok przez internet (tylko!). Najogólniej okazała się to bardzo toksyczna znajomość, a na "realu" chciałam tylko sprawdzić, jak mi się będzie z nim rozmawiać. Niestety sytuacja chciała, że musiałam spać u wspólnego kolegi, który udostępnił nam jedno łóżko (dowiedziałam się o tym na miejscu). Kazałam trzymać mu się z dala, po czym zaczął prowadzić niezwykle nudny monolog i pomimo moich wielokrotnych próśb nie zaprzestał. W końcu w ruch poszła metoda "udawaj, że śpisz". Po czym on ZACZĄŁ MNIE DOTYKAĆ! Chciałam, aby przestał, ale on później znowu zaczynał... błędne koło! Rano czułam się z tym bardzo źle (tak, jakby dokonał na mnie gwałtu...).
Lecz nie w tym rzecz!
Drugiego dnia na imprezie (na którą przyjechałam razem z X) poznałam naszego drugiego, wspólnego kolegę [Y](wcześniej utrzymywałam z nim db kontakt). Od razu bardzo mi się spodobał. Bardzo. Niestety mieszka bardzo daleko (ok 8godzinna podróż) i nie jesteśmy w stanie spotykać się np co 3-4 dni.
Przez cały czas imprezy nie zdarzyło się nic co wskazywałoby na jakąś sympatię. Lecz po powrocie do domu dużo się zmieniło. Y pisze do mnie codziennie, sporo rozmawiamy na różne tematy. Okazało się (tzn. napisał mi), że bardzo mu się spodobałam, ale ze względu na X nic nie zrobił (OCZYWIŚCIE, X powiedział, że jesteśmy razem, co w ogóle mija się z prawdą).
Problem leży w tym, że jest on typem "imprezowicza", tzn. zazwyczaj przyprowadza jakieś laseczki z imprezy i wiadomo co robi.. Chociaż gdy o to spytałam to powiedział, że jestem dużo ważniejsza od nich i znamy się zbyt długo, żeby...
Ech, pomóżcie!