Witam, szanowne forum. Jak wiadomo, każda kobieta jest inna, dlatego też, nikt nie będzie w stanie przedstawić jasnej odpowiedzi na moje pytanie. Myślę, że jednak pomożecie mi zrozumieć, a także doradzić co dalej w związku z zachowaniem pewnej kobiety. Otóż w zeszłym roku spotykałem się z pewną kobietą, trwało to przez 4 miesiące, po czym urwało się z powodu wyjazdu tej kobiety z mojego miasta. Przed jej wyjazdem zapytałem co dalej, czy możemy kontynuować to "spotykanie" na odległość, do czasu gdy ona znajdzie pracę w moim mieście. W odpowiedzi stwierdziła tylko, że to nie ma sensu. Dodam jeszcze, że ona bardzo chciała zostać w moim mieście, a mianowicie w jej wymarzonej Warszawie. Od tego momentu nie kontaktowaliśmy się przez 3 tygodnie, aż nie wytrzymałem i napisałem do niej z ciekawości, co u niej słychać, ona, że jest u koleżanki. I na tym skończył się nasz kontakt. Za równy miesiąc, dostałem od niej sms z pytaniem co u mnie, oraz, że ona dalej nie może znaleźć pracy, nawet u siebie, w rodzinnym mieście. Zignorowałem tą wiadomość, nie chciałem dalej cierpieć z jej powodu. Niestety mocno zakręciła mi w głowie. Chciałem wtedy odciąć się od niej całkowicie, zacząć nowy etap życia. To był październik. Po woli o niej zapominałem, aż nagle dostałem świąteczne życzenia. Znów wkradł się zamęt. Pisaliśmy przez chwilę, ona powiedziała wtedy, że znów jest w Warszawie. Zapytałem, czy możliwe jest znów spotykanie się. Stwierdziła, że nie wchodzi się dwa razy to tej samej rzeki. Jednocześnie przepraszając za daną mi nadzieję. Po czym dodała, że ceni sobie znajomość ze mną, i nie chce urywać kontaktu. Z bólem serca zgodziłem się. Nie oddzywałem się do niej dwa tygodnie, po czym zaproponowałem wyjście na kawę. Nie mogła, była u siebie w mieście w odwiedzinach u rodziców, więc ok. W tym samym czasie stwierdziłem, że ta znajomość nie ma sensu, zadaje mi ona dużo bólu, i nie będę utrzymywał z nią kontaktu. Znów przestałem się odszywać. Powoli odzyskiwałem spokój, aż nagle, 3 dni temu, czekając na autobus, usłyszałem za plecami "cześć". Prawdę mówiąc, to ostatnia osoba którą się spodziewałem spotkać, serce znów zabiło. Porozmawialiśmy chwilę, takie zwykłe co u nas, po czym nasze drogi się rozeszły. Następnego dnia, przemyślałem to jeszcze raz, i zaproponowałem wyjście na kawę, zgodziła się... Idziemy w weekend. I tu kończy się opowieść. Bo jak na razie w mojej głowie jest pełno wątpliwości. Sam już nie wiem co myśleć.
Po pierwsze. Teraz żałuję tej propozycji wyjścia na kawę. Znów wrócił ten koszmarny stan cierpienia. Znów o niej myślę, odżyło to, z czym walczyłem całą jesień.
Dlaczego ona podeszła? Skoro mnie skreśliła, a bardzo dobrze wie, że nie jest mi obojętna, to dlaczego to zrobiła. Przecież skoro nie odzywałem się do niej, to raczej znaczy, że niezbyt chcę utrzymywać kontakt.
Męczy mnie to wszystko, najgorsze jest to, że powinienem był konsekwentnie nie odnawiać tej znajomości. Wiem, jestem skończonym idiotą, sam wpędziłem się w tą sytuację.
Czy znacie może podobny przypadek, gdzie kobieta mówiła definitywnie nie, a potem jednak udawało się coś z tego stworzyć?
Zapraszam do dyskusji, proszę o wszelkie komentarze i rady, jak dalej postępować. Jak widzicie tą sytuację? Będą to dla mnie bardzo cenne rady.
Na zakończenie dodam, że mamy po 25 lat, a ona jest właśnie po studiach, ja będę je kończył w tym roku.