Witam wszystkie Panie.
Mam mały problem z chłopakiem..
Jesteśmy ze sobą już około 2 lata i przez ten czas nigdy nie było za wesoło.. wiem, że w każdym związku są wzloty jak i upadki. Traktuje ten związek poważnie.. zazwyczaj jak się kłócimy jest to jedno i to samo.. wymagam od niego szczerości i wierności.. ostatnio także strasznie pokłóciliśmy się, że skutkiem było rozstanie - uważałam że tylko to da mu w końcu do myślenia i zmieni swoje nastawienie do mnie. I tak też się stało.. zaczął się starać, pokazał mi że mu naprawdę na mnie zależy. Doszliśmy do wniosku że dajemy sobie szansę ponieważ ja go kocham i chcę coś w sobie zmienić i tak samo on mnie kocha i też chce coś w sobie zmienić. A więc przejdę do mojego problemu. Ostatnio spławił mnie do domu ponieważ chciał się niby wyspać do pracy, dziś się źle czuł i nie poszedł do pracy - ja zatroskana o niego martwię się co to się stało, lecz przyznam się bez bicia.. bardzo mnie to wszystko zdziwiło i miałam "intuicję" że coś tu jest nie tak, a więc weszłam na jego konto na fb i tam się dowiedziałam że ugadał się z kolegami że mają mi nic nie mówić że pił i się struł owymi środkami alkoholowymi - a przecież miał być w domu
. Może i za bardzo się czepiam, ale nie wiem co mam robić.. Wybierając to że powiem mu prawdę że przeczytałam to w jego wiadomościach nie uniknę konfliktu a nawet mogę się spodziewać złego zakończenia - ponieważ jest dość nerwowy - a gdy znowu chciałabym przemilczeć sprawę i siedzieć cicho - to znów ja będę się źle z tym wszystkim czuła. Wiem może i za bardzo się czepiam, ale mówiłam mu nie raz że to nie problem aby powiedział mi że idzie z kumplami się napić czy coś.. ale to że ktoś próbuje mi wmawiać kłamstwo gdy znam prawdę bardzo mnie irytuje.. Także mam nadzieję że nie odczytam tutaj uwag że jestem idiotką czy cokolwiek innego.. i będziecie wyrozumiałe.. i doradzicie.. bo własnie dlatego napisałam o moim małym problemie aby jakoś wyjść z tej okropnej sytuacji.
wymagam od niego szczerości i wierności..
Tego się nie wymaga. To dostaje się w pakiecie z miłością i szacunkiem do Ciebie. Jeżeli tego nie ma to nie ma sensu ciągnąć związku.
Nie mam więcej rad dla Ciebie, bo wszystko wskazuje na to, że on sobie a Ty sobie, oboje jesteście sfrustrowani i nie ma co tego ciągnąć.
Żyj i daj żyć innym.
I jak on sie stara?
Klamstwem chce sie zmienic?
Zle.....
Teo ma rację Ty tego wymagasz, więc prawdopodobnie naciskasz na niego w jego mniemaniu. A facet jak to facet, chociażby z przekory będzie Ci robił na złość. Dla niego to trzymanie na krótkiej smyczy, ograniczanie wolności. No i dajesz mu powody do takiego myślenia, jeśli powiesz mu, że sprawdziłaś fb i jego prywatne wiadomości teraz, to co będzie dalej? Kontrola, chcesz mieć nad wszystkim kontrolę. "ale mówiłam mu nie raz że to nie problem aby powiedział mi że idzie z kumplami się napić czy coś.. " no i to tak zaczyna się smycz. Najlepiej by było jakbyś sobie odpuściła trochę. Odwróć kota ogonem. Niech to on zacznie się teraz martwic i troszczyć o Ciebie. Np. ogranicz co możesz w jego kierunku. Pisz mniej niż zawsze smsów, z opóźnieniem godzinnym, wychodź z koleżankami i mu nie mów o tym, wróć późno. Spróbuj robić tak jak on. Zobaczysz, czy mu naprawdę zależy i czy się stara. Jeśli tak, zauważysz reakcję z jego strony.Tylko rób to z wyczuciem. Nie mów o fb pod żadnym pozorem! Masz prawo źle się z tym czuć, bo źle zrobiłaś. Jeśli mu o tym powiesz, to on zrobi tak, że zmieni hasła do wszystkiego i nawet jeśli będziesz chciała poznać prawdę w słusznej sprawie to nie będziesz już miała takiej możliwości. Zastanów się.
Weź go pod włos właśnie. Niech to on wreszcie zacznie się o Ciebie martwić i niech będzie zazdrosny. Porządny kopniak mu się przyda, bo póki co jest chyba zbyt pewny siebie.
6 2012-02-10 15:42:38 Ostatnio edytowany przez nocnalampka (2012-02-10 15:47:19)
Jesteśmy ze sobą już około 2 lata i przez ten czas nigdy nie było za wesoło..
zazwyczaj jak się kłócimy jest to jedno i to samo
Przez 2 lata? To z przykroscia zawiadamiam, ze nie sa to "normalne wzloty i upadki".
Szczegolnie, ze powodem klotni jest to:
wymagam od niego szczerości i wierności..
Ze co? Serio az tak wygorowane masz wymagania? Dziewczyno! To jest pakiet minimum. MI-NI-MUM! Bez tego nawet sie nie robi podejscia do bycia w zwiazku. A Ty 2 lata zyjesz przy kims od kogo musisz tego WYMAGAC i wciaz tego nie dostajesz...
skutkiem było rozstanie - uważałam że tylko to da mu w końcu do myślenia i zmieni swoje nastawienie do mnie.
Powtarzam za madrzejszymi stad - rozstanie to nie srodek pedagogiczny na niesfornego partnera! Rozstanie to, jak sama nazwa wskazuje, ten moment w ktorym nie jestesmy juz razem, ale osobno. I jedynym skutkiem jaki ma wywolac jest zakonczenie zwiazku. Jak ludzie chca naprawic cos, a nie konczyc, to rozmawiaja, ida na terapie, robia tysiace innych rzeczy. Ale nie rozstaja sie!
Rozstanie jako manipulacja jest totalna glupota chocby dlatego, ze motywacje do "walki o zwiazek" rozstaniem zyskuja tylko bluszcze, wampiry energetyczne, psychopaci i roznej masci manipulatorzy, ktorym bol sprawia swiadomosc, ze oto ofiara wymyka sie. Wszyscy inni, pomimo bolu, uwazaja rozdzial za zamkniety i po wyplakaniu sie ida dalej.
Dobra i wlasciwie tu moglam skonczyc czytanie posta. Choc doczytalam do konca, ale dalej nic tam nowego. On niedojrzaly, majacy Cie w d*** pajac, Ty nachalna kontrola narzucajaca sie i blagajaca "kochaj mnie, szanuj mnie, badz ze mna".
Nie, idiotka nie jestes. Idiotka pewnie nie dostrzeglaby ze jest problem. Ale jestes zaslepiona wizja jakiejs milosci, ktorej nie ma i ktorej ten facet juz teraz nie chce Ci dac. Wiec o co chodzi?
Po co z nim jestes?
Co daje Ci ten zwiazek?
Dlaczego wybralas na partnera kogos, kogo musisz prosic o uwage, troske, szacunek?
Kochasz go? Ale co kochasz: bardziej byc ponizana, czy bardziej niewiernosc?
To w czym zyjesz nie jest zdrowym zwiazkiem. Wiesz, przez pewien czas bylam niepelnosprawna i wtedy okazalo sie, ze skorzystanie z toalety to wymaga niezlej logistyki, ze samodzielne wziecie prysznica to wyczyn. I nagle zaczelam zwracac uwage na te drobne czynnosci, ktore sprawny czlowiek wykonuje automatycznie i nie zwraca na nie uwagi. I tak Ty teraz zyjesz w swoim zwiazku jak ja zylam wtedy. W zdrowym, dojrzalym zwiazku nikt od nikogo nie wymaga milosci, szacunku, wiernosci. Nikomu nie przyszloby do glowy sie o to klocic. Bo to po prostu masz w zdrowym zwiazku. To jest oczywiste, ze jest szacunek, wiernosc i cala reszta. Tak jak dla zdrowego czlowieka jest oczywiste, ze ma sprawne cialo i moze sam usiasc i wstac z toalety i zwykle ktos pozbawiony doswiadczen osoby niepelnosprawnej nie oglasza nagle: ale to super, ze staw biodrowy pozwala mi ta taki zgiecie, aby usiasc na sedesie. Bo o tym nie mysli. Bo jest sprawny i z tego korzysta i nie mysli ze to dzieki sprawnej nodze, czy rece. Serio, odpowiada Ci zycie w kalekim zwiazku?