Witam wszystkich serdecznie.
Opiszę pokrótce mój przypadek i będę bardzo wdzięczny za każdą poradę.
Jestem w związku z kobietą ponad rok (znamy sie kilkanaście lat i od znajomości, przyjaźni doszliśmy do etapu związku) , wiemy o sobie bardzo dużo (co ma swoje dobre i złe strony).
Czas który jesteśmy generalnie nie obfitował w jakieś większe utarczki czy kłótnie aczkolwiek zdarzały się ponieważ Ona jest bardzo nerwową kobietą (trochę przez pryzmat jej przeżyć - straciła męża, ma trochę różnych problemów). Pomagam jej jak mogę i w zasadzie wydaje się, że jest całkiem nieźle. Ona ma dziecko, które ja uwielbiam a i ono mnie lubi.
Jeśli chodzi o nas to ja Ją bardzo kocham, zrobiłbym i oddał wszystko za Nią i jej córkę. Ona wie o tym aczkolwiek przez pryzmat moich poprzednich związków ( o których wie wszystko bo kiedyś była (w sumie jest dalej
) w pewien sposob, moją przyjaciółką) czasami wypomina mi to czy tamto ze tamte tez kochałem i ciężko ją przekonać tak do końca ze teraz to co innego ( a naprawde tak jest).
Z jej strony natomiast kilka razy uslyszalem co prawda ze mnie kocha ale ona jest bardzo powsciagliwa w slowach plus fakt ze nie minęło jeszcze duzo czasu od smierci męża to rozumiem to. Często mi mówi ze jej dobrze ze mną, planujemy przyszłość razem etc.
Spędzamy bardzo dużo czasu razem, Praktycznie mieszkamy razem.
I teraz tak. Ostatnio byliśmy na wspólnym wyjedzie na ferie. Było bardziej niż fantastycznie - dużo słów bardzo miłych z jej strony padło i po prostu rewelacja. Ja zostawilem ja na kilka dni u rodziców a sam wrocilem do siebie. Przyjechala kilka dni pozniej - i juz jakos wieczorem zaczyna rozmowę, że przez te kilka dni to dużo się wydarzylo, sporo myślała rozmawiała itp i generalnie to ona potrzebuje czasu bo nie wie czy chce być ze mną. M.in jej bratowa urodziła córkę (Ona do tej pory za bardzo o drugim dziecku nie chce slyszec bo duzo siły nerwów itp kosztowalo ja samotne wychowanie dziecka wiec moje rozmowy w tym temacie raczej zawsze byly na nie (czasami co prawda mowi ze moze ale raczej na NIe), tak więc mowi mi ze nie wie czy chce byc ze mna, napewno chce mieć dziecko, ze za dużo jest mnie w jej życiu (tylko fakt jest taki - co jej tez powiedzialem że jak chciałem jej dać troche oddechu czy zostac dzien dwa u siebie to zaraz dzwoni zebym przyjechał itp) i ze generalnie to ona nic nie wie, mowi ze jest nienormalna , ma zły czas teraz itp.
Mowi ze jak ktoś ją pyta czy mnie kocha to nie umie odpowiedziec ze tak i to jej daje do myslenia czy to napewno to itp. Poza tym chce miec juz normalna rodzine, drugie dziecko i stabilizację bo juz ma swoje lata itp (do czego ja caly czas dążę)
Przyznam się ze mnie to wszystko zszokowalo nieco bo kilka dni wczesniej byla euforia a teraz nagle takie slowa.
Była długa rozmowa etc. Jakkolwiek miło się wieczór nie skonczyl.
Na drugi dzień zapłakana powiedziala ze myślała w nocy długo o tym wszystkim i ze za duzo powiedziala i ze jak sobie wyobrazila ze moze mnie nie byc to jej sie strasznie przykro zrobilo i zle, przeprosila mnie za wszystko etc jakkolwiek powiedziala ze potrzebuje troche czasu pobyc bardziej sama, zebym na nią poczekał i jak juz minie zly okres to żebysmy zaplanowali powaznie przyszlosc itp.
I tak - co ja mam o tym wszystkim myśleć??? Po tym rozmowachm widujemy się dalej rozmawiamy w zasadzie normalnie (ale razem nie mieszkamy poki co), aczkolwiek wyczuwam ze jest nieco zdystansowana (chociazby w banalnej kwestii pocalunkow które do tej pory między nami były czymś niesamowitym i ponad wszystkim i całowaliśmy się kiedy tylko się dalo i gdzie ) a teraz są zdawkowe i wymuszone przeze mnie.
Jest trudną kobietą, jest zmęczona, ma trudne życie - staram się jej to wszystko ułatwiać, pomagać być zawsze obok.
Ale nagle slysze takie slowa (pare dni bo wspanialych wyznaniach) i jestem mocno skonsternowany.
Troche przydlugie to wszystko mam nadzieje ze Was nie znudzi ale chcialem w miare dokladnie opisac sytuacje.
Bardzo dziękuję za każdą poradę.
Pozdrawiam
Marek