Chciałabym się podzielić z wami całą moją historią, gdyż nie mam z kim o tym porozmawiać... proszę przeczytajcie ....
Poznałam go w kwietniu poprzedniego roku i od razu wiedzieliśmy, że pasujemy do siebie, rozumieliśmy się bez słów... i tak miesiącami trwała sielanka, widywaliśmy się codziennie, rozmawialiśmy nocami do rana...oprócz pracy pochłaniał cały mój czas... zakochałam się....
miałam dobrą pracę, którą jednak straciłam w maju przez redukcję pracowników,zaczęłam szukać czegoś nowego... razem z pracą straciłam mieszkanie gdyż było służbowe... najpierw wynajęłam pokój, ponieważ stwierdziła, że to za wcześnie na zamieszkanie z facetem, którego poznałam miesiąc wcześniej...
on wyjeżdżał służbowo i bywało tak, że przez tydzień się nie widzieliśmy a ja miałam czas na szukanie pracy, więc szukałam...chodziłam na rozmowy... wtedy myślałam, że znajdę pracę i będzie tak jak wcześniej...
jednak on zaproponował mi wspólne wyjazdy, że mogę mu pomóc bo znam niemiecki i będę jako tłumaczka, więc zgodziłam się, mogliśmy razem spędzać więcej czasu...
i tak po miesiącu zaproponował mi wspólne mieszkanie, ja nie wiedziałam jak mam odmówić, pytałam tylko czy jest pewien i stało się w lipcu zamieszkaliśmy razem... na początku jeździliśmy razem jeszcze kilka tygodni a potem musiał zająć się firmą na miejscu, ponieważ pojawiły się pewne problemy na Urzędzie Celnym, i wtedy zaczęło się...
wcześniej nie zwracałam uwagi na to że pije, po prostu myślałam, że nie ma z tym problemu, nigdy nie miałam do czynienia z alkoholikiem... ciągle sobie mówiłam, że popija bo lubi ale jak trzeba to przecież nie pije... i tak tkwiłam w tym wszystkim do września... stał się wtedy nie znośny, poniżał mnie, wyzywał, zastraszał i sama nie wiedziałam za co, szukałam w sobie winy, postanowiłam odejść...
pojechałam do rodziców i pomyślałam,że ułożę sobie wszystko na nowo, w końcu znajdę pracę i uwolnię się od niego, jednak po dwóch tygodniach zadzwonił i prosił żebym wróciła, jak go usłyszałam wszystko pękło i przyjechał po mnie i z powrotem byłam u niego.... wszystko było tak jak na początku i nie pił, tylko że nie pił przez dwa miesiące a potem co dziennie, najpierw małe ilości a po kilku dniach upijał się do nieprzytomności i zasypiał... nie mogłam na to patrzeć i postanowiłam odejść...
zanim odeszłam zrobiłam test ciążowy, bo coś mnie natknęło, i okazało się, że jestem w ciąży, myślałam, że się załamie... powiedziałam mu o tym, on się ucieszył, jednak nadal nie widział, że ma problem, wtedy stwierdził, że będzie opijał to że jestem w ciąży i że będzie tatą... i znowu upił się do nie przytomności, i tak jeszcze trwałam z nim kilka tygodni... przestał pracować, nie chciał z nikim utrzymywać kontaktu, pojechaliśmy na wigilię do moich rodziców i po pół godziny musieliśmy wracać bo niby się źle czuł a jak wróciliśmy to nie odzywał się do mnie ani słowem i znowu się upił...byłam na skraju rozpaczy, w ogóle nie miałam z nim kontaktu... w pierwszy dzień świąt pojechaliśmy do jego rodziców i tam również, byliśmy pół godziny i do mieszkania, które miał w mieście swoich rodziców... i wtedy poprosił mnie, żebyśmy poszli na spacer a przy okazji zaszedł do sklepu, i znowu alkohol... byłam bezsilna, nie mogłam nic zrobić a bałam się zwrócić mu uwagę bo wtedy był agresywny...więc wróciliśmy do domu i wtedy zaprosił kolegę i zaczęło się, zaczął mnie przy nim poniżać, traktować jak kur... i dlaczego nie wiem, ja spędzałam z nim czas 24h na dobę, był pijany... miałam już dość tej patologi tym bardziej, że jestem w ciąży i żyłam w stresie... tego wieczoru jak kolega poszedł do domu, on wyszedł razem z nim i poszedł gdzieś bez słowa, rozpłakałam się, był pijany i tak po prostu sobie wyszedł, bez tel, bez pieniędzy i bez dokumentów.... przez godzinę chodziłam zestresowana po mieszkaniu, aż w końcu się położyłam i czekałam, po chwili usłyszałam przeraźliwy krzyk a następnie dzwonek do drzwi... wrócił... otworzyłam mu drzwi a on zaczął dzwonić sąsiadowi do drzwi...błagałam go żeby przestał a on tak przez około pół godz dzwonił tym dzwonkiem, myślałam że zwariuje, tym bardziej, że była 24 w nocy. Sąsiada musiało nie być bo nikt nie wyszedł i nie było też policji...jak wszedł do domu zaczął mnie wyzywać i .... bić...rzucał mną o podłogę i kopał....i po chwili przestał i dalej mnie wyzywał oblał mnie resztką piwa, które zostało i dalej wyzywał, podniosłam się w szoku, poszłam do sypialni spać, jednak spać nie mogłam, bo on do rana chodził i mówił sam do siebie.... następnego dnia od rana dalej pil a ja zabrałam się do jego rodziców, którzy zdawali sobie sprawę że on ma problem z alkoholem, i wszystko opowiedziałam, namówili mnie że mnie odwiozą do naszego mieszkania a tam ja się spakuje i wrócę do rodziców, to może on się ocknie i pójdzie na odwyk....
i wróciłam do rodziców, po tygodniu picia odwiedził mnie i zapewniał, że pójdzie na odwyka, jednak po dwóch dniach przyjechał i kazał mi wracać do siebie, a jak nie to mój wybór, tylko że jak już będę miała i brzuch i wtedy mnie zobaczy to już za późno, bo to ja wybrałam życie bez niego....został na noc i rano pojechał, mówił, że przyjedzie za dwa dni, jednak od tamtej pory nie mam z nim kontaktu i nie wiem co się z nim dzieje....
jestem w 10 tygodniu , dziecko ma 25 mm, i dopiero zaczynam czuć, że będę mamą...jest mi strasznie ciężko... wiem, ze ojciec dziecka jest uzależniony, i choroba nim kieruje...jednak czuje się przez niego oszukana, zostawił mnie samą i nie odzywa się już prawie miesiąc, prawie z nikim nie rozmawiam, jestem smutna i codziennie płacze... chciałabym się uśmiechać ale nie umiem...nie mam pracy... rodzice mi pomogą, chociaż też nie mają za wesoło i ja źle się z tym czuje, mam 24 lata i nie powinnam być na ich utrzymaniu, a jak się dziecko urodzi przecież to straszny wydatek, szukam pracy ale na razie nic i boję się, że tak zostanie...