Minęło już blisko pół roku odkąd rozstałam się z moim piewszym chłopakiem, mam 18 lat, ale wciąż boję się komuś zaufać. Wiedział o tym bardzo dobrze, czekał cierpliwie na pierwszy pocałunek, ale gdy w końcu zaufałam PUF zniknął. Pół roku a mnie wciąż boli w klatce piersiowej, co gorsza, muszę przebywać w wielu miejscach gdzie byliśmy razem, miejsca zamieszkania czy edukacji nie zmienię przez kilka wspomnień, ale właśnie, to są wspomnienia, które się wryły. Przez pierwsze trzy tygodnie płakałam, w końcu się odezwałam, okazało się że już wyrywał inne, (byliśmy razem blisko 7-8 miesięcy, ale to zawsze ta pierwsza miłość, wtedy myśli się niewyobrażalne rzeczy), teraz też ma inną, którąś tam z kolei. Pęka mi serce gdy o tym myślę, ale taka jest prawda. Próbowałam wielu sposobów na pozbycie się go z mojej głowy, ale bezskutecznie, na chwilę znikał i znów sie pojawiał. Zastanawiam się czy kiedykolwiek o nim zapomnę na tyle by zacząć nowy związek, czy będę w stanie znów komus zaufać na tyle by się przed nim otworzyć i nie bać się że jutro czy za tydzień zniknie. Z resztą zauważyłam dziwną rzecz, mianowicie że gdy z nim byłam (zapomniałam wspomnieć że to był związek na odległość, widzieliśmy się dwa dni na kilka tygodni, fakt faktem że gdy już się widzieliśmy nie było oschłości, wręcz przeciwnie myslałam że budowało się między nami szczere uczucie) kręciło się wokól mnie sporo facetów, ale ani mi się śnilo zdradzać go! Za bardzo go kochałam..kocham? Nie wiem już. A dziś, w ogóle nie przyciągam niczyjej uwagi, jestem tak jakby powietrzem lub szarą masą zlewającą się z otoczeniem. Nie rozumiem, czyżbym nagle straciła na wyglądzie? Uśmiecham się, choćby do ludzi w tramwaju, nie wiem czy to ma związek z tym jak się ubieram? Lubię czuć się swobodnie w ubraniach, więc zwykle zadowalam się czarnymi spodniami, glanami i koszulą w kratę. W drodze wyjątku założę sukienkę, ale czy to ma taki drastyczny wpływ? Często też zastanawiam się czy gdyby chciał do mnie wrócić zgodziłabym się? Nie wiem czy byłabym w stanie znów nauczyć się mu ufać. Proszę, jak mam sobie z tym poradzić? Wychodzę na spacery, więcej się nawet uczę, dbam o siebie, zmieniłam wygląd, ale on wciąż jest w mojej głowie. Zapewnienia że mnie kocha. Byłam głupia że wierzyłam, ale taka chwila uniesienia gdy pierwszy raz się słyszy takie słowa od kogoś kogo też się pokochało.
Droga zaspana, przeżyłam coś podobnego.
Byłam z chłopakiem 2 lata, zerwaliśmy gdy miałam nieco ponad 19 lat. Wszystko z nim przeżyłam, byłam szczęśliwa. Po zerwaniu nie mogłam znieść tego co się dzieje, codzienny widok jego na studiach, jego nowa dziewczyna. Byłam tak strasznym stanie że z miesiąca na miesiąc traciłam coraz więcej.
W moim życiu były tylko epizody gdy pojawiał się ktoś kto mi pomagał. Tak było z jednym chłopakiem poznanym przez neta, dowartościował mnie, bo też miałam wrażenie że nikomu już się nie podobam. Ale gdy ten znikł znów było to samo. (będąc z kimś łatwij dostrzec zainteresowanie innych mężczyzn) Po tamtym związku leczyłam się prawie dwa lata. Pierwsze miesiące na siłe chodziłam w miejsca wspomnień, później rozpoczęłam etap, odcinania się i manifestacji udawanego szczęścia przed ludźmi- gdzie w domu nadal płakałam. Później miałam chwile normalności i depresji tak na zmiane w towarzystwie. Później pomagali mi tylko znajomi i przyjaciele, wychodząc z nimi czułam się leiej, próbowałam go sobie obrzydzić. Przełom nastąpił po roku. Na wspólnej imprezie wyznałam co do niego czuje, wracałam sama nocą do domu i płakałam, aż obcy ludzie mnie zaczepiali, a to ta sytułacja, uświadomiła że to był fałsz... z miesiąca na miesiąc był mi coraz mniej potrzebny, czułam wścikłość, dowiadywałam się coraz większych tajemnic dotyczących naszego związku i zerwania. Zrozumiałam że to nie miało sensu. A na koniec zrozumiałam ze to nie była miłość. To było zauroczenie, liczyło się to co ja czuje, by ktoś mnie uszczęśliwiał, zbyt mało dojrzała byłam, zbyt mało wtedy przeżyłam. Teraz kiedy jestem starsza i mądrzejsza o ponad 2 lata, i jestem ze wspaniałym mężczyzną, wiem co to prawdziwe uczucie. A był tak blisko, zawsze był przy mnie (paradoks, był najlepszym kumplem i najlepszym przyjacielem tego mojego byłego). Teraz nie cofnęła bym czasu, wiem że dzięki cierpieniu i porażką które ponosiłam po zerwaniu w różnych dziedzinach życia wiele mnie nauczyło.
Wiem że się rozpisałam, ale myślę że jestem przykładem hardcorowo długiej drogi wyleczenia się z pierwszej "miłości". Wiem jak bolało i jak może teraz Cie boleć, wszystko przyjdzie swoimi fazami, tylko pamiętaj nie bądź sama, miej przy sobie kogoś komu możesz powiedzieć wszystko (koleżanka, mama) nawet gdyby Twoje myśli raz mówiły kocham a drugi raz nienawidzę.
I polecam dużo muzyki, przydaje się jak wypłaczesz może łez przy muzyce to już później nie ma czym płakać.
A i z zaufaniem to jest tak, że ja też bałam się zaufać i temu pierwszemu, gdy zaufałam skończyło się później nie ufałam nikomu aż do teraz, krok po kroku staram się to robić, bo wierzę ![]()
pozdrawiam
Dziękuję. Nie chciałabym żeby to zabrzmiało złośliwie, ale to dość pocieszające, że nie przechodzę przez to sama.
Zaspana to normalne że człowik chce żeby ktoś inny przeżywał to samo. Ja gdy byłam świeżo po rozstaniu to bardzo lgnęłam do takiego towarzystwa, a trudno było mi odnaleźć się w śród dziewczyn w związku lub tych wyzwolonych singielek. Później już było łatwiej, gdy sama stałam się świadoma swej kobiecości i tego kim jestem po rozstaniu, zaczęłam czytać, wychodzić, a później coraz częściej widywać z przyjacielem aż w końcu wyszło to co wyszło i wróciłam do stanu "prawdziwej siebie" czyli szczęśliwej kobiety żyjącej w związku.
Trzymaj się i pamiętaj, to stan przyjściowy, jeszcze poznasz tak wspaniłego faceta że nie będzie Ci w głowie rozpamiętywanie starych ran i zadrapań ![]()
Dziękuję Kami ![]()
Faktem jest, że obacam się w towarzystwie dziewczyn żyjących w związkach, ale muszę mieszkać w internacie, więc to chyba jest nieuniknione. Brakuje go.. strasznie. Ale niby czas leczy rany, choć to już trwa bardzo długo. Długo jak dla mnie. Usłyszałam też "lecz się czym się strułaś" ale ja tak nie potrafię, gdy po głowie wciąż chodzi mi on.
Eh...skad ja to znam. Chodzenie w pewne miejsca z nadzieja, ze go tam spotkasz... Ten okropny, fizyczny bol serca i ciagle zadreczanie sie dlaczego tak sie stalo...
Jak juz kolezanka napisala, nie jestes jedyna, ktora przechodzi przez cos takiego.
Co do braku zainteresowania, wcale nie zbrzydlas, wiec nawet tak nie mysl. Tutaj chodzi raczej o twoje samopoczucie. Wciaz nie jestes soba i to widac, nawet jesli bedziesz sie usmiechala do innych, twoje oczy mowia wszystko. Wiem, ze to jest straszne, bo akurat teraz kiedy kogos potrzebujesz, to nikt nie zwraca na ciebie uwagi. Uwierz mi to sie zmieni.
Jak widzic na przykladzie Kami jak i moim mozna sobie z tym poradzic. Ja rowniez jestem w szczesliwym zwiazku, juz ponad 3-letnim, ufam mu i wiem, ze nigdy mnie nie skrzywdzi. Skad to wiem...nie mam pojecia, po prost to wiem ![]()
Dlatego glowa do gory, bo gdzies tam czeka na ciebie twoj ksiaze ![]()
Pozdrawiam ![]()
Zaspana, nie wierz w słowa "czym się strułaś tym się lecz" to najgorsza z możliwych opcji. Możesz w ten sposób skrzywdzić siebie (bo zostanie Ci uraz do facetów, nie będziesz umiała zaufać, zakochać się) a przy okazji skrzywdzisz faceta którego uwiedziesz. Wiem, jak to wyglądało w moim przypadku, gdybym nie znalazła wtedy faceta który oczekuje braku zobowiązań to oboje byśmy wyszli z tego nieźle poobijani.
Zresztą mój obecny partner też wiedział że trzeba odczekać, dlatego zaczęliśmy się spotykać teraz a nie dużo wcześniej ![]()
I tak jak pisze Beautiful Nightmare, nie zbrzydłaś, tylko tajemnica tkwi w oczach, kiedyś zrobiłam taki eksperyment, miałam zrobione zdjęcie, zaraz po rozstaniu (jakieś 2 tygodnie 3 po) byłam na nim uśmiechnięta ale sama wiem co czułam w tym momencie, pokazałam to zdjęcie najbliższym, nawet byłem. Usłyszałam "piękne zdjęcie, ładnie wyglądasz, ale ten uśmiech jest fałszywy, a Twoje oczy "płaczą" oczy też mają uśmiech, ludzie gdy widzą głęboki smutek w oczach nie zwracają takiej uwagi jak gdy się uśmiechają, bo unikają cudzych problemów. Przyjdzie czas i znów uśmiech wypełni całą Twoją buzie.
Sama w to nie wierzę, minął rok od mojego starego wątku. Czy coś się zmieniło? Czy w moich oczach pojawił się nowy blask? Oczywiście, że tak. Jestem od 7 miesięcy w szczęśliwym związku, choć po drodze stawało nam wiele przeszkód. M.in. ludzie - ale nimi nie wolno się przejmować, w gruncie rzeczy to chyba oni psują nam krew. Dziś się uśmiecham, dziś moje serce potrafi dla kogoś bić. Już nie płaczę za nim, ale czasem wspominam, dochodzą mnie o nim różne słuchy, ale w zasadzie po prostu mnie bawią. Ostatnio miałam śmieszną sytuację, idąc ulicą spotkałam mojego byłego, w chwili gdy mnie zobaczył, odwrócił się i uciekł. Minął rok od mojego zeszłorocznego dramatu. Leżałam w łóżku, obok śpi on - przypomniało mi się kilka chwil, oraz ta strona, to dziwne, ale pamiętałam hasło więc weszłam. Przeczytałam jeszcze raz swój wątek - pomyślałam "jaka ja byłam nieszczęśliwa". Dziękuję dziewczyny, za ciepłe słowa wsparcia, chociaż się w ogóle nie znamy - to jest właśnie takie wspaniałe w tej stronie. Wszystko co nas boli - możemy tu zamieścić. DZIĘKUJĘ ![]()
Mam nadzieję, że wszystkie jesteście równie szczęśliwe jak ja!