Witajcie!!! Zacznę od tego ze wyszłam za maż młodo.Miałam 19 lat i córeczkę w drodze .Meza którego kochałam całym sercem. Ale tylko Ja jego;[ Znikał ciągle bawił się i miał przelotne romansiki. alkohol. awantury tolerowałam wszystko-bo Kochałam.Byłam sama Zawsze sama. z wszystkimi problemami chorobami. Myslalam ze wszystko sie zmieni z czasem. Moze jak dojrzeje. to bedzie ok ! Rozmowy wspólne wyjazdy i kolacje ktore organizowałam kończyły sie niczym. W łóżku tez mnie olewał......każda próba zbliżenia kończyła się płaczem z mojej strony .Nie sypiamy ze sobą od 5 lat..Tak bylo przez 25 Lat .Teraz pękło cos we mnie bo widze ze jestem w takiej depresji ze nie daje sobie rady z niczym.Zapisałam sie do psychiatry;Jestem niezależna finansowo zaradna ,a jednak ??????? Boje sie odejść i tu jestem słabiutka jak mały kociaczek [ Przez te lata nabawiłam sie nerwicy .samotnosci i braku akceptacji samej Siebie.
Straszna jest twoja historia. Czemu tak długo w tym tkwisz?, w związku bez przyszłości bez miłości bez seksu, przekreśl to grubą kreską i ŻYJ, zacznij żyć
Droga Anetko, skoro jesteś zaradna i niezależna to nie wahaj się ani chwili dłużej, już dość życia zmarnowałaś, przy takim nieodpowiedzialnym człowieku, piszesz, że jesteś słaba psychicznie? Poszukaj fachowej pomocy, bo na prawdę warto, dobrze, że zapisałaś się do psychiatry, on pewnie skieruje Cię do psychologa , a jak nie to zrób to sama, można bezpłatnie w MOPS jest w każdym mieście, przekonasz się że my kobiety, jesteśmy bardzo silne, nawet nie zdajesz sobie sporawy jak bardzo, dasz sobie radę, jestem tego pewna. Tu na forum dziewczyny też się wspierają wzajemnie i na pewno Ci pomożemy
głowa do góry, bo wszystko co piękne w życiu dopiero przed Tobą, walcz o siebie i swoje życie, bo mamy je tylko jedno i drugiego nikt nam nie da .Pozdrawiam i życzę powodzenia ![]()
anettka trochę przespałaś swoje życie. Ale wiesz - nigdy nie jest za późno, żeby zacząć je na nowo. Masz jakieś pasje, zainteresowania? Może zacznij od tego, żeby żyć dla siebie - poczujesz się pewnie, poczujesz, że żyjesz. A później pomyśl o rozstaniu i o ułożeniu sobie życia na nowo. Wszak masz je tylko jedno i nikt za Ciebie go nie przeżyje, jak i nikt nie ma prawa mówić Ci jak masz żyć. Powodzenia!
Droga Anetko, skoro jesteś zaradna i niezależna to nie wahaj się ani chwili dłużej, już dość życia zmarnowałaś, przy takim nieodpowiedzialnym człowieku, piszesz, że jesteś słaba psychicznie? Poszukaj fachowej pomocy, bo na prawdę warto, dobrze, że zapisałaś się do psychiatry, on pewnie skieruje Cię do psychologa , a jak nie to zrób to sama, można bezpłatnie w MOPS jest w każdym mieście, przekonasz się że my kobiety, jesteśmy bardzo silne, nawet nie zdajesz sobie sporawy jak bardzo, dasz sobie radę, jestem tego pewna. Tu na forum dziewczyny też się wspierają wzajemnie i na pewno Ci pomożemy
głowa do góry, bo wszystko co piękne w życiu dopiero przed Tobą, walcz o siebie i swoje życie, bo mamy je tylko jedno i drugiego nikt nam nie da .Pozdrawiam i życzę powodzenia
Czytam i lzy mi kapia po policzku ! Dziekuje Bardzo bo dziekiej pomocy nie bede sama i z czasem dam rade
anettka trochę przespałaś swoje życie. Ale wiesz - nigdy nie jest za późno, żeby zacząć je na nowo. Masz jakieś pasje, zainteresowania? Może zacznij od tego, żeby żyć dla siebie - poczujesz się pewnie, poczujesz, że żyjesz. A później pomyśl o rozstaniu i o ułożeniu sobie życia na nowo. Wszak masz je tylko jedno i nikt za Ciebie go nie przeżyje, jak i nikt nie ma prawa mówić Ci jak masz żyć. Powodzenia!
Dzieki !!!!! zaczynam sie pomalu budzic;]
To bardzo dobrze, że pomyślałas o swoim zdrowiu i zapisałas się do psychiatry. W razie potrzeby nie wahaj się korzystać z porad i wsparcia psychologa - pomoże Ci odbudować akceptację i miłość do samej siebie. Świetnie, że jesteś finansowo niezależna i zaradna!
Postaraj się zaopiekować sama sobą i znaleść tą siłę, dzięki której przestaniesz czuć się jak ten 'kociaczek'. Minęło już wiele lat, ale
jeszcze wiele ich przed Tobą. Głowa do góry!
Twoja historia jest podobna do mojej. Przez 15 lat małżeństwa bałam się odejść od męża, czekałam na dowody jego zdrady. W końcu doczekałam się w 15 rocznicę naszego ślubu:)
Jeśli myślisz o odejściu od męża - zrób to, bo szkoda Twojego życia.
Depresje masz przez męża i sytuację jaką Ci zafundował.
Ja przez 25 lat byłam zależna finansowo od męża.Nie pracowałam ...zajmowałam się trójką dzieci (w tym jedno chore na padaczkę) i po tak "długim stażu małżeńskim" postanowiłam zacząć wszystko od początku.Ze znalezieniem pracy miałam duże kłopoty,bo wiek i brak praktyki i stażu (mimo wyższego wykształcenia)...ale pracuje choć może nie jest to szczyt moich marzeń jednak wykonuję tę pracę z przyjemnością. Jestem w trakcie rozwodu i zaczynam "oddychać pełną piersią". Wreszcie widzę,że świat jest piękny.
A według mnie skoro jesteś niezależna finansowo to nie powinnaś mieć żadnych wątpliwości.......zaczniesz od nowa i zobaczysz jakie to może być nawet w tym wieku wspaniałe.Jednak pamiętaj o jednym...rozwód nie należy do "przyjemności",,,no, chyba,że mąż zgadza się na wszystko.
Odejsc po 25 latach???
w takiej sytuacji? oczywiście!
jak nie odejść, to przynajmniej zawalczyć o siebie, o swoje zdrowie, o swoją godność, o uśmiech na twarzy i spokojne sny...
będę trzymać kciuki...
:)
anettka, a dlaczego boisz się odejść? Myślę, że to jest naturalna dla większości ludzi niechęć do podjęcia jakiegokolwiek działania. Bo obecnie masz "oswojone" zło. A czeka Cię coś nieznanego. I stąd może poczucie strachu. Po tylu latach w związku czujesz się po prostu trochę uzależniona. Ale pewnie z każdym rokiem będzie Ci trudniej. Wiesz, wydaje mi się, że czasami trzeba zamknąć oczy, wziąć głęboki oddech i... skoczyć. To Twoje życie i Twoje prawo do bycia z niego zadowoloną. Wiem, wiem, łatwo się mówi
Ale tylko tyle możesz dostać od kogokolwiek. A decyzję i tak podejmujesz Ty. I ryzyko też, niestety:)
Zdumiewa mnie jak dużo jest na tym forum historii takich jak moja.
Wiem jak trudno zdecydować sie na ostateczny krok choć w zasadzie nie rozumiem czy to efekt przyzwyczajenia, czy strach przed nową porażką.
Strasznie przy tym żal kolejnych mijających dni...
Jeśli masz siłę jeśli czujesz ją w sobie to zacznij budować własny świat, ja już jakiś czas korzystam z pomocy psychiatry, ale za długo zwlekałam i nie umiem odzyskać równowagi . więc tkwię w miejscu.
Zdumiewa mnie jak dużo jest na tym forum historii takich jak moja.
Wiem jak trudno zdecydować sie na ostateczny krok choć w zasadzie nie rozumiem czy to efekt przyzwyczajenia, czy strach przed nową porażką.
Strasznie przy tym żal kolejnych mijających dni...
Jeśli masz siłę jeśli czujesz ją w sobie to zacznij budować własny świat, ja już jakiś czas korzystam z pomocy psychiatry, ale za długo zwlekałam i nie umiem odzyskać równowagi . więc tkwię w miejscu.
Mnie też było bardzo trudno zdecydować się ostateczny krok.Siedziałam w domu i byłam przekonana,że w żaden sposób sobie w tym wieku nie dam rady.Miałam depresję...nic mi się nie chciało i wydawało mi się,że już wszystko jest za mną.....ale przyszedł taki jeden dzień.....Powiedziałam sobie dość.....wzięłam się ostro za siebie.....schudłam,znalazłam pracę i zaczęłam cieszyć się życiem.Teraz rozwód jest jeszcze w toku ale ja chodzę zadowolona z życia a mój mąż (widząc,że bez niego radzę sobie doskonale) nie może tego znieść.
Można mimo 54 lat zacząć od nowa i być jeszcze szczęśliwym.:) Trzeba tylko wierzyć bardzo mocno w samą siebie.
trzymaj się kobieto jestem w podobnej sytuacji ale damy rade do nas słonko się uśmiechnie tylko trochę trzeba mu pomóc
15 2012-01-31 20:20:07 Ostatnio edytowany przez mariap (2012-01-31 20:22:25)
witam jestem w takiej samej sytuacji po 25 latach chcę odejść, największym problemem jest to .że razem prowadzimy firmę i boję się że będzie robił mi trudności w pracy
Niestety po 25 latach małżeństwa trzeba być przygotowaną na mnóstwo trudności.Nasi mężowie tak się już przyzwyczaili do naszej "głupoty",że nie mieści im się w głowach "nasze wyzwolenie".
Musisz się przygotować na wiele nieprzyjemności ze strony męża.Pewnie stracisz wielu wspólnych znajomych.
Rzeczywiście wspólna firma nie jest atutem przy rozstaniu...... pewnie skończy się na tym,że któreś z was będzie musiało ustąpić.
Najlepiej postaraj się poczytać na forach prawniczych jak to wygląda od strony prawnej.
Nie napisałaś nic o dzieciach...jeżeli je macie to jaki jest ich stosunek do Twojej decyzji.......nawet nie wiesz jakie to jest ważne przy rozwodzie o tylu latach małżeństwa.