Jak mam dalej żyć? Proszę o pomoc...
Prawie rok mnie tu na forum już nie było
niektóre z Was na pewno wiedzą co mnie wcześniej spotkało. W skrócie: 4lata związku na odległość i zdrada od strony partnera. Było ciężko jakoś przeżyłam, ale teraz jestem już totalnym wrakiem człowieka.
Otóż...po tym jak się otrząsłam poznałam nowego faceta w swoim wieku ze swego miasta, potem udało mi się dostać pracę, powoli życie mi się układało ale szczęscie nie trwalo dlugo...od maja zeszłego roku moj swiat runął a teraz jest ze mna coraz gorzej psychicznie ![]()
rozchorowalam sie powaznie, tak że lekarze nie wiedzieli co mi jest, robili mi mnostwo badan, spedzilam dobre trzy miesiace w szpitalu, w tym 2 w psychiatryku bo w czasie leczenia jakies komplikacje wystapily (bylam nieprzytomna itp.i uznali ze dla mego dobra musze poddac sie obserwacji, dawali mi jakies leki itp to byla katorga dla mnie bo czulam sie dobrze itp ale mama pod presja lekarzy "zmusila" mnie bym tam zostala, w miedzy czasie stracilam prace- załamalam sie bylam zla na lekarzy na mame, potem jak wyszlam to spotkalam sie z moim ukochanym, myslam że chociaz w nim bede miala oparcie, a tu kolejny cios- postanowil sie rozstac ze mna bo jak stwierdzil- wypalil sie po byciu ze mna a bylismy razem niecale 8 miesiecy
załamałam sie totalnie. Podczas gdy bylam w szpitalu jakims cudem moja pierwsza milosc 4letnia dorwala moj nr komorki i nekala mnie telefonem (a mialam zmieniony numer) i koszmar powrocil, a tak sie staralam zapomniec o tym bo bardzo przezylam pierwsze rozstanie.
Teraz jestem bez pracy, bez faceta i kłębkiem nerwów. Z dnia na dzien jest coraz gorzej, male miasto, mega bezrobocie, zero stażów nawet, choć mam 25lat mam wrazenie jakbym miala z 80 i najlepsze lata juz za mna, wysylalam tyle cv, bylam na kilku rozmowach i nic (brak pracy to moj najwiekszy problem, bo marze by miec jakas prace a tylko ciagle klody pod nogami
) w dodatku po tych lekach, chorobie, nachodzą mnie teraz złe myśli, czuje sie bezsilna i beznadziejna, nigdzie mnie nie chca a o facetach juz nie wspomnę te dwa nieudane zwiazki mnie tak wyniszczyly ze juz nawet nie mysle o kolejnym, w dodatku nie mam zadnej kolezanki czy przyjaciolki, z kim pogadac
ach....jest mi cięzko w jednej chwili moje zycie znow zmienilo sie na gorsze
nie umiem juz dluzej tego wytrzymac, z dobre 2 miesiace nie spalam po nocach i wogole, teraz jest lepiej ale za to mam w glowie tylko mysli o tym by ukrocic swoje zycie. Ciagle chodze smutna nie potrafie sie otrzasnac. Z rodziny mam tylko mame...ale ona i tak ma tyle klopotow ze nie chce jej dokladac. Z radosnej i pewnej siebie dziewczyny stalam sie mega zakopleksioną pesymistką...ta optymistka co bylam nia kiedys - umarła. Zostalam sama jak palec, osoby ktore kochalam okazaly sie egoistami i zostawily mnie, tak bardzo potrzebuje pomocy a nikt mi jej nie chce dać...mam wrazenie jakby ludzie mysleli tylko o sobie ![]()