Witam,
mój problem może wydać się komuś banalny, dla mnie jednak taki nie jest. Mamy okazję wykupić mieszkanie spółdzielcze na korzystniejszych warunkach. Wszystko ok, mój facet też jest chętny dołożyć się na wspólną przyszłość co mnie cieszy. Do tej pory mieszkałam z mamą, jednak mama wyszła za mąż po raz drugi. Wyprowadziła się, ale nie wymeldowała i nie zabrała 3/4 swoich rzeczy. Kiedy delikatnie zapytałam, kiedy ma zamiar to zabrać, usłyszałam, że zachowuję się jak nie jej córka, że mam jej dość...boli mnie to, ponieważ ustalane było wcześniej, że jak będą już po ślubie mieszkanie jest nieformalnie moje. Przed ślubem obiecywała, że zabierze rzeczy. Teraz słyszę, że u męża nie ma miejsca, a nie będzie trzymała kartonów...
Ja u siebie chciałabym już zacząć działać - jakiś remont, chciałabym żeby mój facet tu zamieszkał...a tak, skoro są tu mamy rzeczy, może przyjść kiedy chce i wtedy już nie mam poczucia swobody. Większość opłat ponoszę sama, bo od jakiegoś czasu mam mieszkanie dla siebie. Po wykupie mieszkanie mama chce przekazać mnie. Na moją sugestię, że mój facet też chce coś wnieść na poczet wykupu mama zaczyna mi mówić, że nie wiadomo, jak ułoży się życie...żebym się zastanowiła...Zaczynam się jednak zastanawiać, czy nie lepiej zrobie przenosząc się do faceta. Jej przecież też nie wyszło już raz, przecież czasem nie da się przewidzieć co będzie. Może, jak się wyprowadzę do niego, ona zmieni zdanie? i zacznie mnie traktować poważnie, bo nie zauważyła, kiedy wydoroślałam i skończyłam 28 lat...cały czas traktuje mnie jak dziewczynkę, a to zaczyna mnie irytować. Telefony, czy już dotarłam albo wróciłam męczą mnie. Jeśli zwrócę uwagę, to jest niepocieszona, nie wie o co pretensje, że ona mi serce na dłoni a ja jej tak odpłacam....może gra na mnie emocjonalnie? próbowałam powiedzieć, że ma teraz męża, niech się nim zajmuje, ja sobie dam radę. jak sprawić, żeby traktowała mnie jak dorosłą osobę?