Witajcie Netkobietki:)
Pisze tutaj poniewaz jestem rozdarta wewnetrznie... czuje sie slaba, rozbita, chociaz buduje w sobie sile aby ulozyc sobie zycie na nowo. Otoz moj facet (juz byly) jest w UK wyobrazcie sobie ze pojechalam tam aby przez 2 tygodnie zajac sie jego bratanica 6msc(on mieszka z bratem i bratowa jak tez mieszka tam lokator) Jego bratowa nie miala na kogo liczyc wiec ja postanowilam jej pomoc zwazajac na to jak oni pomagali mojemu bylemu. Cieszylam sie rowniez ze bede z nim ze sie zobaczymy(nie widzielismy sie 2 msc). Ucieszyl sie kiedy przyjechalam, powitanie bylo wspaniale... czulam jak tesknil. Niestety nie trwalo to dlugo. Cieszylam sie tym 2 dni, kiedy pierwszy dzien zostalam z malutka on mial wtedy wolne, opiekowalismy sie nia wspolnie.
Nagle przestal sie do mnie odzywac, widzialam ze traktuje mnie obojetnie , jak powietrze. Nie wiedzialam o co mu chodzi, nie pytalam sadzilam ze sam mi powie ale sie nie doczekalam. Trwalo to 5 dni. Nie wytrzymalam tego i kiedy lezelismy juz w lozku zaczelam szlochac i zapytalam dlaczego mnie tak traktuje o co mu chodzi... okazalo sie ze wina jest to ze ja biorac dziecko z lezaczka pochylilam sie i tym samym wypielam sie do tego lokatora kiedy on byl w kuchni. Wytlumaczylam ze to bylo nieswiadome,ze nawet tej sytuacji nie pamietam.. i plakalam. On wpadl w furie kazal mi przestac beczec bo on idzie za 5h do pracy. Ja nie moglam chcialam aby przytulil i aby bylo juz dobrze. Niestety spakowal sie wyzywajac mnie wtedy od popierdolonych, pustych lbow, i zanim wyszedl powiedzial aby mnie szlag trafil.
Cos we mnie peklo. Wrocil po chwili polozyl sie do lozka. A ja nie moglam byc juz ta sama dziewczyna.Postanowilismy ze na drugi dzien porozmawiamy. Mialam wyjsc na przystanek po niego wieczorem. ubierajac sie rozmawialam miedzy czasie z jego bratem ... i on juz byl przy drzwiach.. nie zdazylam za to on juz nie chcial ze mna rozmawiac... powiedzialam dosc. Rozwinela sie klotnia .. wyszlam wtedy bo glupio mi bylo przy wszystkich. Wyszedl za mna... bardzo po nim pojechalam nie szczedzilam w slowach... przeklinalam... chcialam aby on poczul sie tak jak ja...Zachowalam sie tak bo chcialam aby doszlo do niego ze to koniec mojego kulenia uszu. Ze to juz za duzo braku szacunku itd.
W te noc nie spalam juz z nim co trwalo do dnia mojego wyjazdu.. Jego bratowa dala mi materac i powiedziala abym spala u nich w pokoju. Byla zaskoczona i nie rozumiala jego zachowania.Myslala ze sie zmienil bo byla zone traktowal tak samo. Przez kolejne dni nie odzywalismy sie. Chociaz zrobilam z siebie idiotke bo pewnej nocy przyszlam do niego i sie przytulilam-a on nic kompletnie.Bylo mi glupio. Nadszedl dzien mojego wyjazdu po 2 tygodniach. nie widzielismy sie wtedy.... nie pozegnalam sie z nim. Bylam twarda bo wiedzialam ze nie powinien mnie tak traktowac.
Nie zrobil nic kompletnie aby jakos dac mi do zrozumienia ze mu zalezy ,ze mnie kurcze tak bardzo kocha. W drodze do Kraju zadzwonil do mnie zyczyl mi szczescia abym znalazla sobie kogos "kto mnie bedzie szanowal" rowniez zyczylam mu szczescia i sie skonczylo. Ale pomimo to wydzwanial codziennie. Ja juz sama nie wiedzialam czego chce... choc podswiadomie nie chcialam byc tak traktowana ...( to sie zdazalo nie raz, nie raz plakalam przez niego) powiedzialam STOP. W niedziele dzwonil... nie odebralam swiadomie. Od tamtej pory cisza. I tu jest glupota bo byc moze sie od niego uwolnilam odetchne z ulga, ale wewnatrz jest mi zle ze tak to sie stalo i jakas czastka mnie za nim teskni. To jakis obled... powinnam pojsc do psychologa?
I myslicie ze on ma jakis problem sam ze soba? Czy on nada sie jeszcze do zycia z kobieta?
Przepraszam ze takie to dlugie ale musialam sie tym podzielic... mam dzieciaczki i dla nich musze funkcjonowac