Witam wszystkich, ponieważ czuje się samotny, a ta samotność będzie mi raczej towarzyszyć do końca, postanowiłem jednak napisać.Wpisać w google hasło "samotność" i od razu znajduje sie pomoc.Przepraszam za gorycz.Ale siedzę tu nad ranem i zastanawiam się czy może spotkać mnie coś dobrego w tym życiu.To paradoks, gdyż wielu z Was ma za sobą doświadczenia w związkach, podczas gdy ja tylko z innymi ludźmi.Domyślam się, jak jest wam wszystkim ciężko.Samemu idę przez to życie w sposób nieprawidłowy, czyli nie taki, jak większość.(możliwe , że błędnie myślę, więc poprawcie mnie).Próg dorosłości, który minąłem był dla mnie nieważny i ze wszystkich pytań jakie niesie życie dla każdego, nie zdawałem sobie sprawy do momentu, kiedy minął okres buntu.
Jestem samotnym człowiekiem i bez nadziei na zmianę, moje życie mija mi przez palce i jedyne czego pragnę to zatrzymać się i wysiąść z tego szaleństwa.
wysiąść z zycia, czy z samotności...?
to dwa zupełnie różne wyjścia i prowadzące w diametralnie różnych kierunkach...
3 2011-12-05 15:31:22 Ostatnio edytowany przez różyczka (2011-12-05 15:32:05)
Ktoś kiedys dał mi zaskakujacą rade gdy nie mogłam znaleźć rozwiązania problemów.
Mianowicie napisać na kartce problem, a pod nim w punktach co bym zrobiła gdybym się nie bała.
Wyszło kilka podpunktów i pytam co dalej a ta osoba mówi masz rozwiązanie , zrób to a twój kłopot zniknie.
Tak samo i ty. Napisz sobie co byś zrobił by wyjść do ludzi, jeden z kroków już zrobiłeś pisząc tu.
Znajdź inne. Człowiek który ma pasję, przyciąga innych ludzi.
Więc do dzieła twoje życie zależy od ciebie. Pozdrawiam ciepło.
Też jedyne czego pragnę to zakończyć tą męczarnię.
5 2011-12-25 00:40:43 Ostatnio edytowany przez motylek79 (2011-12-25 00:45:04)
....lekiem na samotność mogą by nasi znajomi, przyjaciele. To ze nie masz partnera nie znaczy ze musisz byc samotny. Wez telefon i podzwon po znajomych, rodzinie, wyjdz do ludzi...
...ja znam cala mase ludzi ktorzy czuja sie samotni - jedni sa rozwiedzeni, inni w zwiazkach, ale tez samotni jeszcze inni - pracuja sami na emigracji, ....takze nie narzekaj, bo samotnosc byla, jest i bedzie. Po prostu sie nie zamykaj w 4 scianach, tylko proboj zmienic to....
...wczoraj dzwonil do mnie kolega z anglii i powiedzial mi ze teraz rozumie co to jest za specyficzna samotnosc na emigracji, z dala od rodziny...i utworzylismy grupe wsparcia, polegajaca na tym ze bedziemy do siebie dzwonic (on twierdzil ze wstydzil sie dzwonic i zadreczac znajomych, choc zna mnie 10 lat!) bo ja po swietach rowniez sie wybieram na pewien czas...
Takze wiecej otwartosci na ludzi, bo inni czesto sa w podobnej sytuacji....
Ale czasem zdarza się, że człowiek próbuje wieeeeele razy i za każdym nic nie wychodzi. Wiem, że to pachnie pesymizmem ale dla niektórych pesymizm = realizm.
Wiem, mam 32 lata próbowałam kilka razy
. Wedlug mnie nie ma co rozmyslać nad tym, az glowa pęknie, tylko robic swoje, zdać się na los....
Nadzieja na zmianę musi zawsze gdzieś w nas tkwić.
Byłam samotna, a może nadal jestem, nie wiem.
Wiem tylko tyle że wtedy kiedy godziny się z losem i godzimy się z samym sobą, cieszymy się swoim własnym towarzystwem nawet tym że mamy ulubiony serial który oglądamy, wtedy życie nabiera chociaż troszkę sensu. Wtedy kiedy już godzimy się z tym, wtedy nie zawsze ale czasem dzieją się cuda. Może nie zmienia się wszystko, ale to co daje nam siłę, kopa i potoczne powera ![]()
Wtedy po bolesnych doświadczeniach, możemy zanalizować wszystko i przygotować się na dalszą drogę, czasem szczęśliwą a czasem pełną gór i dolin.
I nie powiem oklepanych formułek typu "inni mają gorzej" czy jeszcze innych. Ból samotności jest straszny. Ale potrzeba czasu czasem bardzo wiele by z niej wyjść, potrzeba otwartego serca, otwartych myśli, i otwartych ramion... by otworzyć się na innych samotnych i nie samotnych. Czasem nawet jeśli życie nie pozwala nam od razu tego zrobić to przyjedzie moment gdy wyjdzie to z nas samo ![]()
pozdrawiam i życzę wesołych świąt
taki trochę filozoficzny post
Wedlug mnie nie ma co rozmyslać nad tym, az glowa pęknie, tylko robic swoje, zdać się na los....
Podpisuje sie pod powyższym zdaniem wszystkimi 4 konczynami.
Nie myśleć o tym dlaczego mimo wysiłków, tego enigmatycznie brzmiacego i nie do konca rozumianego stwierdzenia "wyjsć do ludzi", randek, umawiania sie , wprowadzania zmian jestesmy sami.
Robić to co od nas samych zależy a to czego sami nie jestesmy w stanie zmienic w reku przeznaczenia.
Motylek mam nadzieje, ze mimo wyjazdu bedziesz tu zaglądac ![]()
Niobe, zalezy czy się tam podlącze do internetu. Mam nadzieje że tak.