Wiele razy zastanawiałam się jak to jest z dniem, który zwyczajowo powinien być ,,moim" dniem, ale nim... nie jest. Weźmy pod uwagę choćby takie urodziny czy imieniny - niby święto, ale co to za święto kiedy organizując imprezę człowiek najpierw musi zrobić wielkie zakupy, przytaszczyć je do domu, w domu posprzątać, potem to wszystko przygotować, w czasie imprezy obsługiwać gości, dbać, żeby niczego im nie zabrakło i dobrze się bawili, a na sam koniec jeszcze to wszystko posprzątać.
Kiedy mój mąż czy syn mają swoje święto, ja to wszystko naprawdę chętnie organizuję, ale niekoniecznie w ten sam sposób chcę spędzać swoje. I właśnie dlatego od pewnego czasu odeszłam od tej tradycji, postanawiając, że takie dni będę spędzać zupełnie inaczej - w pełni po swojemu i na luzie, bo to jest w końcu ,,mój" dzień i ja powinnam o tym decydować. Tak więc robię dla siebie coś miłego - kino, wieczór w kafejce z przyjaciółmi lub kolacja we dwoje w restauracji albo też bawię się, ale to już obowiązkowo poza domem.
A co Wy o tym myślicie? W jaki sposób spędzacie ,,Wasze" dni?