witam w waszej kobiecej społeczności
mam taki problem, jestem ze świetną dziewczyną od 3.5 roku, jest wręcz dla mnie i nie raz mówiłem że jest moim marzeniem, wiadomo na początku wielkie zakochanie, pomimo pewnych kłopotów miałem je gdzieś i chodź by się paliło i waliło tylko ona się liczyła, całym spotkaniom towarzyszyły niesamowite emocje, radość, szczęście, cieszyłem się że wreszcie znalazłem swoją towarzyszkę życia , bo tak o sobie mówiliśmy, mimo spotkań, często rozmawialiśmy na gg, pisaliśmy esy, dzwoniliśmy. Jednym słowem cali w skowronkach, i jeszcze po pewnym czasie wyznaliśmy sobie tak na prawdę miłość w pięknych okolicznościach. I tak właśnie BYŁO, teraz jest normalne spotkanie bez emocji, nie raz przyznam szczerze się po prostu nudzę i czuje że ona po części też (chodź wiem że ona mnie bardziej darzy uczuciami), nigdy nie mieliśmy wielkich sprzeczek, nie było tak ze się nie odzywaliśmy, problemów między nami praktycznie nie było, każde z nas było skłonne na kompromis, jednak gdzieś to uczucie przynajmniej z mojej strony wygasło, aż żal mi i coś mi się robi w sercu jak pomyśle co przeżywałem 2,5 -3,5 roku temu, chciałbym znowu poczuć to coś do niej, dać jej wielkie uczucie, ostatnio myślałem żeby zrobić listę zmian motywacyjnych tylko dla siebie ku polepszeniu tych uczuć a tym bardziej żeby ona to zauważyła.
Boję się też że po prostu kiedyś czy nawet nie długo będe miał tego wszystkiego dość i zakończę to bo będę chciał poszukać "czegoś więcej" jednym słowem innej dziewczyny z którą znowu odpłynę.
Co radzicie ? jak sobie z takim "wypaleniem" radzicie ?