Witam was wszystkich,
Proszę o pomoc i wsparcie. Jesteśmy razem od 1,5 roku, nie mieszkamy razem, mamy po 30 lat. Na początku może tego nie widziłam, a może nie chciałam widzięc. Mój partner często nie miewa nastroju i we wszystkim widzi problem i się dołuje. Ja wiem, że każdy ma problemu czasami mniejsze lun większe. I każdy ma słabsze dni, ale u niego w tygodniu - dobry dzień przypada tylko na sobotę. Na początku jak to zauważyłam to sądziłam, że to coś ciężkiego - w pracy, w rodzinie itp - wspierałam, byłam podporą, po roku takich zachodów, które trwają codziennie i przesłaniają miłość, radość, i chęć dalszego dnia - jestem zmęczona, a czasem podirytowana.
Próbowałam go wielokrotnie namówic na psychologa psychiatrę, ale obiecywał i na tym się kończyło.
To zabija mnie nie potrafię się od tego izolować. zamiast każdego dnia cieśzyć się, czy usłyszed dobre słowo od swojego faceta - widzę jego minę pt życie jest do du.... mruczenie pod nosem, nie odzywanie się a często izolowanie się.
Moje wsparcie doprowadziło do tego, że nawet zaczął gdzieś to wykorzystywac i szukac we mnie oparcia.Bardzi często stawia się w roli ofiary, że on ma najgorzejj i nie ma się z czego cieszyc. Radość naszych dni i tego związku bardzo mi to przesłania, nie wyobrażam sobie jak będą z nim wyglądały dni po pracy jak on wszystko przeżywa , wszystkim się przejmuje. POtrafi być tak zamyślony w ciągu dnia że nawer się nie odezwie do mnie. W takich momentach, które praktycznie są codziennie totalnie mnie olewa. Jak do niego dzwonię nie odbiera, potem przeprasza, że on ma problemy, że ma ciężko - każdy dzień jest b ciężki.
Przeszłam z nim wiele rozmów aby może poszukać rozwiążanie - w pracy zmienić na inną, bardziej się odstresowac, zapisac się na basen, pójśc na psychotaerapie, psychologa, szukac pozytywów itp - nic nieprzynosiło rezultatów, dzień było ok na drugi dzień podobnie.
Dzisiaj nie wytrzymałam i powiedziałam, mu że tak nie można i że zachowuje się jak księżniczka, najbardziej cierpiący, mający najgorzej, obrażony na cały świat a nie widzi nic poza tym. Odparł mi , ze jak mi się nie podoba to mam znaleźć innego.
Wiem, ze byłąm zbyt bezpośrednia i z pewnością zrobiło mu się przykro bo "znów ktoś go nie rozumię" ale jestem załamana. Tak się nie da funkcjonowac, ani uodpornić, nawet jak chcesz zadzownic w ciągu dnia usłyyszec miłe słowo to mam burczenie w słuchawce. ciągle boli go głowa, na nic nie ma ochoty.
CO byście zrobiły na moim miejscu.
To nie pojawiło się nagle - on tak ma zawsze bardziej lub mniej internsywnie. Patrząc na niego zazdroszcze mu niektórych rzeczy, którymi on się np dołuje i nie widzi sensu.
On jest DDA - ale bez terapii ani rusz. JAk powinnam się zachować, wspierając go i "głaskając po głowie" pogłębiam jego bycie ofiarą.
Czasami mam wrażenie że wielu rzeczy nie potrafi docenic i się cieszyc.