Witam,
w chwili obecnej jestem osoba bezrobotna i zajmuje sie dzieckiem.Mieszkamy z mezem w mieszkaniu mojej matki,ktore jak moj maz twierdzi jest moje.Maz chce zrobic rozdzielnoisc majatkowa i kupic tylko sobie mieszkanie,ale nadal z nami mieszkac.Rozdzielnosc potrzebna jest mu do uzyskania kredytu,bo w przypadku brania pod uwage utzrymania rodziny nie ma zdolnosci kredytowej.Prosze o porade czy mozna umowe notarialna sporzadzic tak aby to co w przyszlosci nabedzie czyli mieskzanie i dochody byly odzielne a reszta rzeczy ktora nabylismy w trakcie malzenstwa byla nadal wspolna?Czyli zawrzec taka klazuule ze od tej chwili istnieje rozdzielnosc a rzeczy nabyte wczesniej pozostaja wspolne bez ich wymieniania aby ominac takse notarialna i wzajemne rozliczenia?
Jakie negatywne konsekwencje moga mnie czekac w przypadku rozdzielnosci?Nie mam pracy,nie wiem jak z prawem do emerytury,co z lozeniem na dziecko,itp.
A co w przypadku gdyby maz po jakims czasie zdecydowal sie ta rozdzielnosc majatkowa zlikwidowac?
Mieszkacie u Twojej mamy i mieszkać zamierzacie, po co mąż chce kupić dla siebie mieszkanie na kredyt? Ma to być inwestycja dla Was? Czy chce Cię wylulkać? Bo tak mi to wygląda.
Twój mąż twierdzi, że mieszkanie Twojej matki jest Twoje... Wydaje mi się, że to Ty powinnaś wiedzieć czyje jest to mieszkanie. Matka żyje? Przepisała Ci je przed ślubem, po ślubie, czy wcale tego nie zrobiła?
Dziwna ta historia i raczej, zgodzę się z koleżanką powyżej, że czymś trąci. Po co mu mieszkanie, skoro macie gdzie mieszkać?
Bo jak bylo zle miedzy nami to mama pokazal mu drzwi,ja zrestza tez,a moja mama nie chce go tu zameldowac,wiec on uwaza ze musi miec cos swojego.Chce byc z nami,ale chce miec na chwile obecna cos sowjego,bo ja mam swoje mieskzanie a on chce swoje a bedziemy mieszkac u mnie.Moze nasze stosunki sie poprawia i zaczniemy sobie ufac to moze kiedys zadecydujemy ze wszystko jest nasze.On teraz zadecydowal ze nie chce byc wylulkany przez nas.Twierdzi ze zawsze bedziemy u mnie mieszkac a kiedys kupimy sobie razem dom i bedzie nasz,a restza zostanie dla dziecka
Z moja matka nie raz byly rozmowy zeby je na mnie przepisala,albo ze ja splacimy skoro czuje sie poszkodowana ze bysmy mieli je miec ale zadnej decyzji w tej sprawie nie podjela(uwazam ze ma w tym interes bo sie zabezpiecza na emeryture,poza tym nie ufa mojemu mezowi i uwaza ze by mnie jeszce wywalil).Chcialam by mi je darowala wiec i tak by bylo moje nie mojego meza,to mi powiedizla ze pewnie bym juz je dawno sprzedala wiec kladzie łapę na wszystko
Na dzień dzisiejszy sprawa wygląda tak: nie masz swojego mieszkania.
Mieszkacie gościnnie u Twojej matki...i nie wiadomo jak to się skończy.
Z mężem , jak piszesz, bywało różnie.
Zniesienie wspólnoty małżeńskiej spowoduje , że wszystko co kupisz będzie Twoje a co kupi mąż będzie tylko jego.
To dotyczy też dochodów.
Jeśli zechcecie po czasie znieść rozdzielność, na co potrzebna będzie zgoda obojga! - mąż może powiedzieć ale ja nie chce i go niczym nie zmusisz.
Teraz przykład:
Rozdzielność, mąż bierze kredyt , kupuje mieszkanie (jest tylko jego), z wypłaty (która jest jego) spłaca kredyt, kupuje różne inne dobra...to wszystko jest tylko jego-gdyby doszło do rozstania jest jasne co-- czyje.
Rozdzielność, maż bierze kredyt, kupuje mieszkanie (jest jego), znosicie rozdzielność, zarobki są wspólne, spłacacie kredyt, kupujecie wspólne urządzenia, meble itp.-jeśli się rozstajecie, mieszkanie i kredyt są męża, Ty możesz żądać zwrotu nakładów poniesionych na jego mieszkanie.
Oczywiście bank nie bedzie od Ciebie żądał spłaty kredytu ale płacić będziecie ze wspólnych środków.
Rozdzielność majątkowa nie zwalnia od obowiązku alimentacji.
Zameldowanie nie daje tytułu własności , jest tylko administracyjnym potwierdzeniem zamieszkiwania( w niedalekiej przyszłości będzie zniesione).
Mieszkanie jest matki i nie ma obowiązku przepisywania go na Ciebie.
------------------------
Zanim zdecydujesz sie na jakikolwiek krok przyjrzyj sie swojemu małżeństwu, bo chyba macie problemy.
Ja wychodzę z założenia, że mieszkanie nawet z super teściową nie wróży nic dobrego. Mieszkałam z mężem kątem u rodziców, później u teściów i nigdzie dobrze nie było, przez co i między nami małżonkami zaczęło się psuć. Stwierdziliśmy, że lepiej będzie jeść codziennie rosół gotowany na samej wodzie, niż mieszkać z rodzicami. Tak zrobiliśmy i przynajmniej było o jeden powód do kłotni mniej ![]()
Nie lepiej kupić coś razem i żyć na swoim garnuszku?
lewa444-nie zrozumialas sytuacji-nie mieszkam z matka,ale u matki
A no chyba, że tak ![]()
Jak mam rozumiec ze rozdzielnosc nie zwalania od obowiazku alimentacji?czy to znaczy ze mimo rozdzielnosci maz ma obowiazek dawac nam na zycie skoro jestesmy nadal razem?Nie chce czuc sie jak na łasce,zwlaszcza,ze w chwili obecnej nie mam pracy.
Jak wyglada teraz sprawa łożenia na dziecko jak jest rozdzielnosc?
art. 27 KRiO
Oboje małżonkowie obowiązani są, każdy według swych sił oraz swych możliwości zarobkowych i majątkowych, przyczyniać się do zaspokajania potrzeb rodziny, którą przez swój związek założyli. Zadośćuczynienie temu obowiązkowi może polegać także, w całości lub w części, na osobistych staraniach o wychowanie dzieci i na pracy we wspólnym gospodarstwie domowym.
I rozdzielność majatkowa nie zwalnia również z ojcostwa. ![]()
ok,wspolnego,ale jak podejść do sprawy mniej prawnie?Powiedzmy ja mam prace i on i ja zarabiam mniej(poswiecalam sie wiecej domowi i dziecku i moja kariera na jakis czas stanęła,maż w tym czasie się "piął"),zatem zawsze można ustalić ponoszenie wspólnych kosztów proporcjonalnie do zarobków,ale gdzie tu jest w tym wszystkim pozycja mężą?
Po prostu czuję,że będę zalezna tylko i wyłącznie od siebie,a co mąż będzie miał więcej to jego wyższość,biorąć pod uwagę całą rozdzielność...
A teraz nie czujesz się zależna?
Może powinnaś popisać w innych działach o swoim małżeńskim problemie? ![]()
Nie musisz zgadzać się na rozdzielność jak masz wątpliwości. Możesz w każdej chwili dochodzić pomocy od męża w sądzie.