Witajcie,
Cóż, postaram się opisać w miarę dokładnie sytuację... Więc może wyjść długo ![]()
Partnerka ma syna z poprzedniego małżeństwa, 10 lat. Już rok razem jesteśmy, trochę poobserwowałem, próbowałem "na chłopski rozum" coś zrobić (o tym dalej), jednak... Co jakieś dodatkowe rady to rady
Nie znam pełnej genezy, jestem z Nimi od roku. Podejrzewam, że po prostu moja ukochana jako, że go bardzo kocha to zawsze dbała o to, aby zjadł jak najwięcej i po prostu jedzenie jest dla niego karą...
Otóż młody... No cóż, nie potrafię go rozgryźć do końca... Niezły aktor
Będzie to w przyszłości łamacz kobiecych serc, wygląda jak zachudzony królewicz, piękne rysy - i nauczył się to wykorzystywać - każda kobieta jest jego
Rzecz ma się odnośnie jedzenia... Otóż, posiłki wyglądają u niego tak:
1) śniadanie: chleb z nutellą (ostatnie parę miesięcy), mleko z płatkami czekoladowymi (parę miesięcy pod rząd), parę razy jajecznica, ze 2x parówki
2) obiad: rosół (zawsze), 2gie danie: kluski (60%) / ziemniaki (20%) / makaron/ryż/kasza (20%) - tak na oko te %, mięso - kotlet z kurczaka, mało wysmażony lub gulasz jakiś (wieprzowe/wołowe). innego nie tyka.
3) kolacja: chleb z nutellą, chleb z "szynką" (szynka z piersi kurczaka...)
(4)) śniadanie szkolne: chleb z nutellą, chleb z szynką.
tak, poważnie - zero warzyw.
Aha, kanapki muszą być dokładnie zrobione - szynka nie może wystawać za obrys i broń boże za dużo masła... Bez masła też być nie może
Przy jakimkolwiek odstępstwie od "standardowego" jadłospisu, gdy jest coś inaczej na talerzu masa pytań - co to jest?
Jeśli chodzi o smaki: lubi słone, słodkie średnio, choć nie wzgardzi. Nienawidzi ostrych rzeczy, jest wyczulony na ostrość - keczup łagodny potrafi być za ostry, jedzenie jakie je - jest moim zdaniem mdłe. Trochę pieprzu lub ostrej papryki (szczypta, lub nawet pół) - wykrzywia go i podobno go "pali".
W przypadku chleba zawsze zostawia skórki. Nawet jak są miękkie. Słodyczy dużo nie jada, trochę soku, coli w ogóle. Warzyw zero. Owoce - jabłko, kiwi, niedawno... parę razy pomarańcza.
Kiedyś nałogowo żarł chipsy, odkąd jestem z Nimi to chipsów prawie nie ma... Zresztą w pewnym momencie nażarł się chipsami i było mu niedobrze... Wtedy zbastował z chipsami.
Nie próbuje nowych rzeczy. Zrobiłem devolay'e z kurczaka, ser w środku - wydłubał ser (ser jadał i je, ale tam mu "obrzydliwie wyglądał"). Krzywi się jak na stole stoją brokuły. Na talerzu jeśli mu leżałyby warzywa - NIC NIE ZJE. Szczytem było, gdy dostał zapiekankę na wakacjach i jej nie tknął, rozbeczał się, że jest głodny i chcą go otruć. Bo były grzyby i cebula na tej zapiekance. Oczywiście Mama nie chciała, aby dziecko było głodne to zamówiła mu kolejną - ale nie zapiekankę, tylko bułkę od zapiekanki z serem...
Ja z kolei uwielbiam jedzenie zdrowsze - warzywa muszą być
Nie lubię kluch itp.
Wygląda na zachudzonego to fakt, moim zdaniem nie jest głodny, jednak Mama widząc jak jest chudy - stara się cokolwiek w niego wcisnąć, więc zawsze ma te swoje kluchy, rosół i chleb z shitem.
Co zrobiłem do tej pory:
- urozmaicam posiłki, staram się wymyślać jakieś rzeczy, których nie jadł i które można przemycić
staram się na talerzach układać ładnie porcje ("oczy jedzą"). Generalnie nie lubię jak jedzenie jest "rzucone"... Parę razy młody stwierdził, że "jak w restauracji")
- gdy pyskuje, że mu nasze warzywa śmierdzą to mu odpowiadam, że przynajmniej nie jemy tak głupio i monotonnie jak on
- wiele razy stwierdził, że boi się, że mu nie posmakuje nowa rzecz, dlatego nie próbuje (moim zdaniem wymówka, bo on się wielu rzeczy nie boi, jest otwarty i potrafi otwarcie zapyskować - staram się temperować to słownie) - wtedy "wyśmiewam" go w takim sensie - to jak pójdziesz gdzieś na obiad do kogoś to nic nie zjesz, bo będzie na talerzu coś zielonego? itp ![]()
- zachęcam, że dobre, żeby spróbował - nie, bo nie, dlatego, że nie. No ale kluska czy inny paść ma na talerzu, to co będzie próbował, lepiej się zapchać...
Nie ma alergii żadnych, itp. Po prostu je bo musi, bo go wołają. Potrafi tłuczone ziemniaki gryźć przez 2 minuty itp... Wiele razy widziałem, że NIE BYŁ GŁODNY (jak by był głodny to by wcinał - prawda?), a wg. harmonogramu dnia już powinien.
Moim zdaniem po prostu - zrezygnowanie z obiadów robionych specjalnie pod niego (bo robi się dwa - jeden dla nas, drugi dla niego), embargo na soki, słodycze itp - zostawienie tylko normalnego jedzenia w lodówce tak długo jak trzeba, twarda egzekucja - sam zacznie jeść inne rzeczy bo będzie kurde głodny. Mam tu rację? Czy jakieś inne pomysły?
Wykonywalność w/w: 0% na chwilę obecną, Mama widząc "jaki on chudy" nie dopuści "aby dziecko było głodne". Parę razy rozmawialiśmy o tym - podchodzi bardzo emocjonalnie do tego, że on musi jeść. Jednocześnie sama "była zmuszana do jedzenia rzeczy, których nie lubiła" jak była mała i "w pewnym sensie go rozumie"... Natomiast podejrzewam, że zmieni się jej to, gdy urodzi się już nasze wspólne dziecko w przyszłym roku
Znam paru gości, dorosłych, którzy jedzą jak on... W sensie jedli, jeden dostał wylewu w wieku 28 lat i przywitał św. Piotra. Teraz mu "nie smakuje", później sobie ubzdura, że "prawdziwy mężczyzna nie je roślin"...
Generalnie - jak młodego przerobić na zdrowe jedzenie? Nieinwazyjnie? Nie metodą "na głoda?" Próbowałem zachęt, jemy razem, widzi, że ja mam klusek mniej niż on, a więcej warzyw, itp - zero reakcji. Zachęty "spróbuj" - "nie bo mi niedobrze się robi jak o tym myślę".
Pomysły? Rady z życia wzięte? Tylko bez głupich wymądrzeń "jak do tego doszło?" - potrzebuję jakichś rozwiązań
Wierzę, że ktoś miał jakiś podobny problem... W internecie niestety takie problemy dotyczą dzieci w wieku 2-4 lat - metody na takich młodziaków na tego 10-letniego byka odpadają...