Alone in the crowd... - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » SAMOTNOŚĆ » Alone in the crowd...

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 11 ]

Temat: Alone in the crowd...

Witam wszystkich.

W koncu odwazylam sie napisac cos o sobie na tym forum. Zastanawiam sie czy tylko ja mam taki problem, a podejrzewam, ze nie, to przynajmniej chcialabym wiedziec jak sobie z tym radzicie.

Moze opowiem krociutko o sobie. Mam 21 lat i od ponad 5 lat mieszkam za granica. Zawsze bylam zamknieta w sobie i niezalezna. Jak to niektorzy mowia, indywidualistka. Zawsze podazalam swoja droga, robilam to co uwazalam za sluszne, a nie to co robili inni. Bylam bardzo niesmiala i szczerze mowiac nie mialam zbyt wielu dobrych znajomych. Zaczelam jakos z tym walczyc i stalam sie bardziej otwarta osoba. Juz nie wstydzie sie kiedy mam porozmawiac z kims nieznajomym. Jak tak o tym mysle, to wlasciwie znam dosc sporo osob, aczkolwiek tylko kilka z nich widuje regularnie.

Nigdy nie potrzebowalam, albo moze tak mi sie tylko wydawalo, tzw. "najlepszej przyjaciolki". Osoby do ktorej moge zadzwonic w kazdym momencie by pogadac czy sie spotkac na kawe, isc na zakupy czy jakas impreze. Jakos nigdy tego nie potrzebowalam, aczkolwiek ostatnimi czasy zauwazam, coraz wiecej moich znajomych, ktorzy maja takie przyjaznie. I szczerze mowiac czasem im zazdroszcze.

Wiem, ze mam osoby do ktorych zawsze moge zadzwonic, ale mam wrazenie, ze ciagle bym sie narzucala. W koncu to tylko znajomi, a nie przyjaciele, ktorzy sa prawie jak rodzina. Pomimo tego, ze wszyscy mysla, ze mam tylu przyjaciol, bo znam tyle osob, ja czasem mam wrazenie, ze stoje posrod tlumu i nikt mnie nie zauwaza.

Jak sobie poradzic z takim uczuciem?
Czy ktos z was jest w podobnej sytuacji? Jak sobie z tym radzicie? Jak rozladowywujecie swoje emocje?

Pozdrawiam serdecznie i dzieki za dotrwanie do konca. smile

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Alone in the crowd...

I nikt nie zauważył.

Odp: Alone in the crowd...

I to chyba najlepsze podsumowanie tematu...

4

Odp: Alone in the crowd...

Pozory mylą.
Popatrz na tytuł swego wątku. Mnie, skutecznie, nim odstraszyłaś, nawet do niego (ze względu na tytuł w j. angielskim) nie zajrzałam. Teraz - przez przypadek.

Ale, do rzeczy.
Napisałaś, że masz wrażenie narzucania się innym ludziom. Jeśli ktoś do Ciebie zadzwoni też myślisz o nim, ze się narzuca?
Nie potrzebowałaś do tej pory bliskiej osoby. Dlaczego zmieniłaś swoje poglądy?

Odp: Alone in the crowd...

Sama wlasciwie nie wiem dlaczego tytul w jezyku angielskim. Tak po prostu jakos wyszlo. Szczerze mowiac, to nawet nie pomyslalam, ze taka blahostka moze odstraszyc...

No wlasnie, kiedy inni dzwonia to wcale mi nie przeszkadza i nie mysle, ze sie narzucaja. Teraz tak myslac o tym, to widze co chcesz powiedziec. Jestem osoba, ktora zawsze stara sie pomagac innym, wspierac, rozwiazywac ich problemy, ale kiedy sama mam problem to czuje sie jakby on wcale nie byl tak wazny, ze trzeba komukolwiek o tym powiedziec.

Zawsze bylam tzw. indywidualistka. Nigdy nie robilam tego co inni tylko dlatego, ze wszyscy tak robili. Zawsze robilam wszystko tak jak ja tego chcialam i jak uwazalam bedzie najlepiej, nie patrzac na to co mysla inni. Nigdy nie mialam latwo, ze wzgledu na sytuacje rodzinne, ale jakos dawalam rade, bo wiedzialam, ze musze byc silna ze wzgledu na moich rodzocow i mlodszego brata. Po prostu nie chcialam sprawiac jeszcze wiekszych klopotow, niz te ktore mielismy. Wszystko zatrzymywalam w sobie i gdzies to zamykalam. Teraz jednak sytuacja sie zmienila diametralnie i chyba moge dac temu wszystkiemu upust. Czy zmienilam poglad, ze nagle teraz kogos potrzebuje, nie wiem. Mozliwe, ze zawsze potrzebowalam sie komus wygadac, ale nie pozwolalam sobie na to by sie przed kims otworzyc. Wstydzilam sie tego, ze ja tez moge miec problemy, tego, ze tez potrzebuje pomocy, bo przeciez wszyscy na okolo widzieli we mnie sile, ktora pozwala mi sobie ze wszystkim poradzic.

6 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2011-11-30 01:23:43)

Odp: Alone in the crowd...

Takich odpowiedzi się spodziewałam. smile

Jeżeli uważasz, że nikt swoim telefonowaniem nie narzuca się Tobie, czemu myślisz o sobie inaczej, tzn. że Ty, robiąc to samo, narzucać się będziesz? Dlaczego tak kiepsko oceniasz innych ludzi? Ty lubisz być szlachetną, lubisz pomagać innym, chcesz innych wspierać. Dlaczego uważasz, że w swym otoczeniu jesteś taką jedyną osobą? Dlaczego decydujesz za innych (oceniając Twoje problemy za błahe, nie warte ich zainteresowania)?

Wszyscy widzieli to, co im pokazywałaś. hmm
Ukrywałaś osobę, która jest chętna do bliższych kontaktów - więc nie narzucali się Tobie. Ty oceniałaś to jako brak zainteresowania.
Udawałaś osobę silną, szybko i samodzielnie rozwiązującą swe problemy - więc nie wtrącali się, uznali Twą niechęć do dzielenia się swymi problemami.
Nie chciałaś się przed nikim otworzyć - inni nie naruszali postawionej przez Ciebie granicy.

Może czas na zdjęcie maski?

Odp: Alone in the crowd...

Musze byc strasznie przewidywalna w takim razie.

Nie chce oceniac innych ludzi kiepsko. Wiem, ze to glupio brzmi, ale sama nie wiem dlaczego tak mysle. Jak to mowia, kazdy sobie rzepke skrobie. Niestety nie potrafie zrozumiec, dlaczego w mojej glowie to dziala tylko w jedna strone...

Masz racje, widzieli to co pokazywalam. Ale wiesz Wielokropku bardzo ciezko mi bylo mowic o moich problemach, kiedy bedac w podstawowce czy w gimnazjum dzieciaki cie nie lubia, bo masz dobre oceny, bo dobrze ci idzie w sporcie, bo rowiesnicy uwazaja, ze jestes pupilem nauczyciela. Wstyd bylo mi rozmawiac kiedy widzialam, ze inni maja markowe ciuchy czy najnowsze telefony komorkowe, podczas kiedy ja czsem wracajac do domu jedyne co moglam znalezc w lodowce do garnek zupy i nic poza tym. Nie moglam byc taka jak inni, bo po prostu nie bylo nas na to stac i wstydzilam sie tego... Dlatego tez czesto bylam wysmiewana  i obrazana.

Pewnie przyszeld czas na zdjecie maski. nie jestem pewna jednak czy nie jestem do niej zbyt przywyczajona... Co jesli uda mi sie ja sciagnac i okaze sie, ze jestem jedna wielka beksa...

8

Odp: Alone in the crowd...

Nie jesteś strasznie przewidywalna, tylko zwykle takie są przyczyny ukrywania się za maską i niepozwalania zbliżania się do siebie.

Nie chcesz oceniać ludzi kiepsko, to zmień swój sposób myślenia o nich. Nie twierdzę, że masz wokół siebie samych chętnych do pomocy, ale parę sztuk pewnie się znajdzie. Jak to było w dowcipie: daj szansę. smile

Nie znam osoby, dla której mówienie o swych problemach jest łatwe. To wygląda tak z boku. Jeżeli chcesz (decydujesz się) na korzystanie z pomocy innych, musisz pokonać swe obawy. To, czy uda Ci sie ściągnąć maskę zależy tylko od Ciebie, od Twej decyzji. Czy zaryzykujesz? Znam osoby, które całe życie są z założoną przez siebie maską, tylko... bardzo je uwiera.

Napisałaś o swoim wstydzie. Wówczas byłaś dzieckiem, wielu rzeczy nie rozumiałaś. Czy teraz też tak myślisz, że było się czego wstydzić? Masz wpływa na swoje myślenie. Możesz je zmienić. Wg mnie nie ma nic wstydliwego w tym, że nie stać kogoś na wiele wymarzonych rzeczy.

Znasz siebie. Jesteś beksą? Nic na to nie wskazuje.

Odp: Alone in the crowd...

Dziekuje ci bardzo za tych kilka wypowiedzi i czas jaki mi poswiecilas.
Sprobuje nad soba popracowac i zobaczymy co z tego wyniknie.
Pozdrawiam cie serdecznie

10

Odp: Alone in the crowd...

Powodzenia. smile

I pamiętaj, że jesteś mądrą osobą.

Posty [ 11 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » SAMOTNOŚĆ » Alone in the crowd...

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024