Witam wszystkich.
W koncu odwazylam sie napisac cos o sobie na tym forum. Zastanawiam sie czy tylko ja mam taki problem, a podejrzewam, ze nie, to przynajmniej chcialabym wiedziec jak sobie z tym radzicie.
Moze opowiem krociutko o sobie. Mam 21 lat i od ponad 5 lat mieszkam za granica. Zawsze bylam zamknieta w sobie i niezalezna. Jak to niektorzy mowia, indywidualistka. Zawsze podazalam swoja droga, robilam to co uwazalam za sluszne, a nie to co robili inni. Bylam bardzo niesmiala i szczerze mowiac nie mialam zbyt wielu dobrych znajomych. Zaczelam jakos z tym walczyc i stalam sie bardziej otwarta osoba. Juz nie wstydzie sie kiedy mam porozmawiac z kims nieznajomym. Jak tak o tym mysle, to wlasciwie znam dosc sporo osob, aczkolwiek tylko kilka z nich widuje regularnie.
Nigdy nie potrzebowalam, albo moze tak mi sie tylko wydawalo, tzw. "najlepszej przyjaciolki". Osoby do ktorej moge zadzwonic w kazdym momencie by pogadac czy sie spotkac na kawe, isc na zakupy czy jakas impreze. Jakos nigdy tego nie potrzebowalam, aczkolwiek ostatnimi czasy zauwazam, coraz wiecej moich znajomych, ktorzy maja takie przyjaznie. I szczerze mowiac czasem im zazdroszcze.
Wiem, ze mam osoby do ktorych zawsze moge zadzwonic, ale mam wrazenie, ze ciagle bym sie narzucala. W koncu to tylko znajomi, a nie przyjaciele, ktorzy sa prawie jak rodzina. Pomimo tego, ze wszyscy mysla, ze mam tylu przyjaciol, bo znam tyle osob, ja czasem mam wrazenie, ze stoje posrod tlumu i nikt mnie nie zauwaza.
Jak sobie poradzic z takim uczuciem?
Czy ktos z was jest w podobnej sytuacji? Jak sobie z tym radzicie? Jak rozladowywujecie swoje emocje?
Pozdrawiam serdecznie i dzieki za dotrwanie do konca. ![]()