Witam Was serdecznie, jestem tu nowa (jak pewnie wiele kobiet). załuję trochę, ze tak późno tu trafiłam. Jęśli będziecie zaiteresowani przeczytajcie moja historię i dodajcie mi otuchy. Jestem teraz w ogromnym dołku, nie wiem co dalej, ale zacznijmy od początku.
Jesteśmy (jeszcze) małżeństwem od 5 lat, mamy małe dziecko (3 latka). Bywało między nami różnie, szczególnie od momentu pojawienia się dziecka. Ostatni rok były tylko upadki, coraz mniej wzlotów. Wieczne awantury, pretensje, z każdej strony. Nic z tm nie robiłam, czego teraz bardzo żałuję, bo widziałam, że jest źle. Chyba jakaś moja duma nie pozwalała mi na pierwszy krok, on tez go nie robił. I tak oddalaliśmy się od siebie coraz bardziej. Zyliśmy razem, rozmawialismy tylko o domowych sprawach, dziecku, o tym co trzeba załatwić i ewentualnie gdzie pojechać na wakacje. Jeszcze w sierpniu byliśmy razem na urlopie, było juz jakoś dziwnie, wisiało cos w powietrzu, ale nie umiałam tego określić. Po powrocie było coraz gorzej, po jakijś awanturze, ułsyszałam od męża, że to wszystko co się dzieje to jest moja wina, jak próbowałam z nim rozmawiać, że przecież wina leży zawsze gdzieś po środku i żebyśmy zaczęli w końcu ze soba rozmawiać, zaczał krzyczeć, że to nie jest jego wina tylko moja. Później było kilka dni cichych dni (jak u nas norma). Jednak zaczął znikać wieczorami, wracał o 21, 22. Ja nic nie mówiłam, czekałam, a on wtedy zaczął z nią sypiać. Zaczęło się chodzenie z telefonem nawet do łazienki. Juz wiedziałam, co się dzieje. Któregoś dnia wzięłam w nocy jego telefon i sprawdziłam rejestry połączeń (wszystko inne było wykasowane) i zobaczyłam mnóstwo połączeń z jedna kobietą. zapytałąm kto to to oczywiście powiedział, ze koleżanka z pracy. Faktycznie tak było, ale juz nie tylko koleżanka, co okazało sie bardzo szybko i że chce rozwodu, ze mnie nie kocha. Od tej nocy przechodziłam koszmar, zmienił sie o 18 stopni. Był zimny, oschły, nie dawał sie dotknąć, był chamski. Nie wiedziałam co robić, błagałam prosiłam, że mamy dziecko. Z jego strony padło dużo obraźliwych słów, nie liczyłam się juz dla niego zupełnie. Niszczył mnie, sam mi to mówił ze mnie zniszczy. Trwało to miesiąć, byłam na skraju wytrzymałości. Nie wyobrażałam sobie jednak zycia bez niego i wiedziałam ze w przeszłości równiez nie byłam super żoną. Do pewnego momentu gdy znalazłam namacalne dowody zdrady. Rzuciłam mu nimi w twarz, emocje wzięły górę, kazałam mu się wyprowadzić. Od miesiaca zreszta mówił mi że to zrobi, że się wyprowadzi, bo nie chce byc ze mną. Miałam nadzieję, ze jak się dowie, że wszystko wiem to coś w nim pęknie, przeprosi i będziemy razem, jednak on się nie przyznał. Spakował wszystkie swoje rzeczy i się wyprowadził. Do dziaij nie wiem gdzie mieszka, wiem tylko tyle że spotyka sie z tą kobietą, ona ma dziecko malutkie. Troszczy sie o nich. O nas zapomniał w kilka dni. na moją prośbe zaczął odwiedzać nasze dziecko, ale jest to bardzo powierzchowne, widać, że się spieszy, przychodzi co jakiś czas na godzinę i mówi że się spieszy i juz idzie, ja się nic nie odzywam. Dziecko cierpi, ja również a on sobie nic ztego nie robi, z dzieckiem był bardzo związany, spędzał z nim naprawdę dużo czasu, a teraz... Z dnia na dzień zostałam ze wszystkim sama, jakoś sobie radzę, ale budzę się z myślą o nim i kładę sie spać również o ni myślę. Chciałabym zapomnieć, ale nie potrafię, cały czas zyje nadzieją, ze do nas wróci....boże jak to boli, rozrywa mnie od środka. Bardzo bym chciała żeby wrócił, żeby się opamiętał, ale to juz chyba za daleko się posunęło, żeby wrócić. Czasami żałuję że go wyrzuciała, że ułatwiłam mu życie na nowo. Dlaczego on to zrobił, jak tak można. Jak można wymienic sobie nagle rodzine na nowszy model, zapomnieć o wszystkim co nas łączyło.
Prosze doraddzie mi co ja mam zrobic w obecnej sytuacji, czy mogę mieć jeszcze nadzieję? Tak bardzo bym chciała żeby wrócił, ale nie wiem co robić, z drugiej strony bardzo mnie zranił. Co się dzieje z facetami w takiej chwili (pytanie równiez do mężczyzn), ze potrafią w ciągu kilku tygodni pokochac kogoś innego, przewartościować swoje życie, pzrkreślić jedną kreską i układać sobie nowe. Ja tego nie potrafie zrozumieć, tak bardzo boli.
Twoja sytuacja jest nie do pozazdroszczenia, ale cóż nie zmusisz go do powrotu na siłę. Postaraj się skupić na dziecku, bo ono najbardziej cierpi w tej sytuacji. Pytasz co sprawia, że facet z dnia na dzień potrafi zmienić swoje życie!? Cóż sądzę że tak robi albo facet niedojrzały, albo taki który od początku nie bardzo wiedział czego chce. Wiem że ciężko pogodzić się ze stratą miłości, ale musisz być silna. Pomyśl o sobie i o dziecku. Nie ma sensu czekać na ''cud'' że on wróci i będzie znowu świetnie, bo to raczej się nie spełni. Z tego co opisałaś wydaje mi się że to nie była z jego strony nagła decyzja, on chyba od dłuższego czasu myślał o odejściu. Życzę Ci dużo siły.
Jak można wymienic sobie nagle rodzine na nowszy model, zapomnieć o wszystkim co nas łączyło.
Nic sie nie dzieje nagle i pewnie niewiele Was tak naprawde laczylo..niestety:( Przynajmniej tak to sama na poczatku postu opisalas...zgon Waszego zwiazku zaczal nastepowac juz 3 lata temu a nie pare miesiecy wczesniej.
tak ja wiem, ze coś się psuło....dlaczego człowiek rozumie to zbyt późno. Nie myslałam jednak, ze aż tak, że to moze doprowadzic do takich sytuacji. On mi najpierw powiedział tylko że chce odpocząć, że się zastanowic, a tu nagle okazało się ze jest ktoś inny. Kocham go bardzo, nikogo w życiu tak nie kochałam, on o tym wie, chociaż pokazuje teraz silna babę, którj wszystko jedno, ale to jest gra przed nim. Wiem, ze nikt nie wie o tym ze on ma kogoś, nawet jego rodzina. Jak on sobie to wyobraża, to życie z nią, w ukryciu? Czy macie jakieś doświadczenia, czy w takich sytuacjach faceci wracaja, czy raczej ciągna nowe życie? On się boi złych słow na swój temat, dlatego wszystkim mówi, ze jest teraz sam, chciałabym to jakoś wykorzystać i spróbować coś zrobic aby wrócił, pokochał....nie umiem bez niego żyć. Jak umrze nadzieja ja umrę razem z nią.
Moje zdanie jest takie, ze gdyby Cie kochal to nie zakochalby sie w kims innym. Serca nie da sie rozdwoic. Czyli najpierw sie w Tobie odkochal (dlaczego to sama powinnas wiedziec) a potem zakochal.
Czy tacy wracaja? Czesc z nich tak, czesc z nich nie. Ale ciezko jest ponownie zyc z osoba, ktora juz raz odeszla, bo moze to zrobic kolejny raz. Potrzeba mega sily aby zaufac i wybaczyc. Zapomniec sie nie da.
wiem, ze mnie nie kocha i to boli jeszcze bardziej, ale przecież sa sytuacje, ze mozna pokochac na nowo... Błagam czy ktos miał taka sytuację, że udało udało sie wam coś zrobic, zeby mąż wrócił, żeby spróbować razem być, aby pokochał na nowo... Ja teraz dopiero zrozumiałam, że nie potrafie bez niego żyć, wiem późno, wiem że dawał mi sygnały wcześniej a ja nic z nimi nie robiłam.... chcę wierzyc że nigdy nie jest za późno, że zawsze jest jakieś wyjście, boje się tylko że jeśli dam mu czas i nic nie zrobię, to on zostanie z nią....
wiem, ze mnie nie kocha i to boli jeszcze bardziej, ale przecież sa sytuacje, ze mozna pokochac na nowo... Błagam czy ktos miał taka sytuację, że udało udało sie wam coś zrobic, zeby mąż wrócił, żeby spróbować razem być, aby pokochał na nowo... Ja teraz dopiero zrozumiałam, że nie potrafie bez niego żyć, wiem późno, wiem że dawał mi sygnały wcześniej a ja nic z nimi nie robiłam.... chcę wierzyc że nigdy nie jest za późno, że zawsze jest jakieś wyjście, boje się tylko że jeśli dam mu czas i nic nie zrobię, to on zostanie z nią....
no to ja Ci niestety nie pomoge:( Bo jestem taka osoba, ktora jak sie raz odkocha to juz drugi raz nie zakocha. Piszesz teraz podobnie jak moj eks maz: ze tez nie widzial zadnych sygnalow naszego rozkladu malzenstwa (przez 10 lat rozmow, awantur, prosb i placzow!), ze teraz to by wrocil i na rekach mnie nosil i ze sie zmieni i tak w kolko. Niestety..bylo za pozno, na mnie to juz nie podzialalo. To by bylo takie odgrzewanie zimnej zupy, smak juz nie ten sam.
Niech napisza wiec te z nas, ktore maja inne doswiadczenia i potrafily odgrzac takie wystygle malzenstwo.
8 2011-10-10 14:36:10 Ostatnio edytowany przez domini182 (2011-10-10 14:43:03)
Obwinianie to typowe ,nie obwiniaj się to on zdradził ,a teraz szuka winnych najlepiej winę zrzucic na Ciebie... kazdy sie kłóci a to nei powód do zdrady..... Chce Cie psychicznie zniszczyć... Nie dzwon do niego nie pisz daj mu spokój walka nic nie da. I pamietaj on ma wsparcie ze strony tej kobiety a Ty jestes sama , z resztą jak Taka sie przyczepi to nie wiem czy odpuści wiem ze swojego doswiadczenia NIE OBWINIAJA SIĘ BŁAGAM TO NIC NIE DA. jedyne co mogę Ci doradzic idź do lekarza jak Ci jest ciezko, bo nie dasz rady....
Rządzi Tobą teraz obsesyjna chęć zatrzymania przy sobie męża, która tak naprawdę do niczego nie prowadzi, bo Twój mąż uwił sobie już nowe gniazdko. Uwierz, że widok walczącej kobiety o mężczyznę, który odszedł do nowej partnerki jest żałosny i upokarzający, a moim zdaniem lepiej jest wyjść z tego wszystkiego z twarzą. Nie wystarczy udawanie przy nim twardej sztuki, bo i tak knujesz sposoby na jego powrót. Musisz z godnością usunąć się w cień przeszłości i pogodzić się z jego odejściem. Zdaję sobie sprawę z tego, że bardzo trudno jest w takim momencie włączyć opcję racjonalnego, bez emocjonalnego myślenia, jednak pora wziąć się w garść dla własnego zdrowia i dziecka.
zdaję sobie sprawę, że mam jakąś obsesję, że zachowuje sie jak wariatka, ale wiem jedno jak dłużej pozwolę mu w tym tkwić to napewno go nie odzyskam, a ja chce walczyć o miłość, o rodzine, przecież to jest najważniejsze. Kiedyś mu powiedziałam, ze będę o niego walczyć, ale później zrobiłam parę rzeczy, ze powiedział mi, że walczę z nim a nie o niego.
Może więc powinnam powalczyć, może wtedy poczuję ze mi zależy na nim bardzo. Nie chcę sie pogodzic z tym ze go nie ma. Myślałam, że może przeczekam, ale wiem ze wtedy będzie gorzej, bo on sie jeszcze bardziej zaangażuje.
Nie walcz to nic nie da.... odpuść tak będzie lepiej dla Ciebie.... wykończysz sie
chciałabym odpuścić, ale nie potrafię.... czy wierzycie w to, ze nie da się budować szczęścia na czyimś nieszczęściu, że zło które kiedyś się wyrządziło wróci ze zdwojoną siłą?
Zastanawiam sie jeszcze nad jednym - jak on to sobie wyobraża, nikt o niczym nie wie, trzyma to w zupełnej tajemnicy, znajomym mówi że jest sam. I co nagle któregoś dnia przdstawi rodzinie swoja nową rodzinkę. Wiem, ze on sie boi złych opini na swój temat, zastanawiam się jak z tego wybrnie. Jak wasi "kochani mężowie" wychodzili z takich sytuacji?
13 2011-10-10 16:03:10 Ostatnio edytowany przez Outsiderka (2011-10-10 16:04:50)
Trzeba było walczyć o miłość, rodzinę, gdy byliście razem. Miałaś na to 3 lata, od momentu gdy coś zaczęło się psuć. Żadne z was podczas tego okresu nie wyciągnęło pierwsze ręki, nie było chętnych na naprawę relacji. Teraz tego żałujesz, ale co Ci po tym przyjdzie? Twój mąż zaczął układać sobie życie od nowa, a Ty co zamierzasz zrobić? Żyć nadzieją,która będzie wyniszczała Cię od środka? Pogodzić się z jego odejściem nie będzie łatwiej, ale później będzie Ci o wiele lżej.
bo to tak jest, ze dopiero kiedy poczujesz, ze starciłaś chcesz coś naprawić. Gdyby on był teraz na moim miejscu pewnie byłoby podobnie, to on by cierpiał, ale tak nie jest. Tak jak juz pisałam, uważam, że nigdy nie jest za późno...on nie złożył jeszcze pozwu, może czeka, aż minie wiecej czasu, wtedy łatwiej nam go dadzą, a może czeka na coś innego, może nie chce go składać... sama nie wiem. Miałąm nadzieję, że pomożecie mi nie w tym że mam odpuścić, tylko w tym jak walczyć, z której strony to ugryść... ja wiem, że się poniże, ale mam swój rozum i zdaje sobie z tego sprawę...chce tego, może będę żałowała, ale na razie żałuje tych decyzji, które podjęłam dotychczas i nie chce ich wiecznie żałować.
15 2011-10-10 16:28:19 Ostatnio edytowany przez Outsiderka (2011-10-10 16:32:11)
Gdyby nad moim związkiem zawisły czarne chmury, próbowałabym je przepędzić, nie czekałabym do rozstania - więc jak widzisz, nie zawsze tak jest, że chce się działać dopiero po stracie.
Napisałaś w pierwszym poście, że to duma nie pozwalała Ci na podjęcie kroków do naprawy relacji, a teraz duma pozwoli Ci się przed nim poniżyć ? Brałaś pod uwagę opcję, że takie rozpaczliwe zachowanie, może przynieść odmienny skutek niż ten oczekiwany? Osobiście nie chciałabym być z człowiekiem, który błaga mnie o to, abym z nim była. Nie chciałabym być z desperatą.
Poradziłyśmy Ci to, co według nas jest najbardziej sensowne, decyzja co zrobisz i tak należy do Ciebie. Jednak zastanów się dobrze zanim podejmiesz jakiekolwiek kroki, abyś ich dodatkowo nie musiała żałować. Pozdrawiam.
Lepiej dać sobie spokój, bo im bardziej będziesz naciskać, by do Was wrócił, tym bardziej go do siebie zniechęcisz, a tak przynajmniej istnieje jakaś szansa na przyjacielskie kontakty, bo przecież macie dziecko, które on będzie odwiedzał. Jedynie będąc na stopie przyjacielskiej istnieje szansa, że może kiedyś... Że może znów dostrzeże w Tobie kobietę, w której się zakochał. Do miłości nie da się nikogo zmusić. Może trzeba zamknąć ten etap i starać się ułożyć sobie życie na nowo. Mówi się, że człowiek uczy się na błędach, a Ty już wiesz czego w związku nie należy robić, co go może zabić, więc ze swym doświadczeniem masz szanse na kolejny, tym razem bardziej udany związek- czego z głębi serca Ci życzę. Pozdrawiam
17 2011-10-11 00:52:01 Ostatnio edytowany przez bellew (2011-10-11 01:05:04)
18 2011-10-11 00:53:37 Ostatnio edytowany przez bellew (2011-10-11 01:06:10)
rozczarowana78 napisał/a:załuję trochę, ze tak późno tu trafiłam.
Większość piszących w tym wątku zapewne też
rozczarowana78 napisał/a:Jęśli będziecie zainteresowani przeczytajcie moja historię i dodajcie mi otuchy.
jedziemy
rozczarowana78 napisał/a:szczególnie od momentu pojawienia się dziecka.
rozwiń to
rozczarowana78 napisał/a:Ostatni rok były tylko upadki, coraz mniej wzlotów. Wieczne awantury, pretensje, z każdej strony.
i to
rozczarowana78 napisał/a:Nic z tym nie robiłam, czego teraz bardzo żałuję, bo widziałam, że jest źle.
a dlaczego ?
rozczarowana78 napisał/a:Chyba jakaś moja duma nie pozwalała mi na pierwszy krok, on tez go nie robił.
też dumny
rozczarowana78 napisał/a:I tak oddalaliśmy się od siebie coraz bardziej.
akceptując solidarnie to zjawisko
rozczarowana78 napisał/a:Zyliśmy razem,
raczej nie
rozczarowana78 napisał/a:było juz jakoś dziwnie, wisiało cos w powietrzu, ale nie umiałam tego określić.
tzn wyciągnąć wniosków ?
rozczarowana78 napisał/a:jak próbowałam z nim rozmawiać, że przecież wina leży zawsze gdzieś po środku i żebyśmy zaczęli w końcu ze soba rozmawiać, zaczał krzyczeć, że to nie jest jego wina tylko moja.
a podał jakieś argumenty ?
rozczarowana78 napisał/a:Jednak zaczął znikać wieczorami, wracał o 21, 22. Ja nic nie mówiłam, czekałam, a on wtedy zaczął z nią sypiać. Zaczęło się chodzenie z telefonem nawet do łazienki. Juz wiedziałam, co się dzieje. Któregoś dnia wzięłam w nocy jego telefon i sprawdziłam rejestry połączeń (wszystko inne było wykasowane) i zobaczyłam mnóstwo połączeń z jedna kobietą. zapytałąm kto to to oczywiście powiedział, ze koleżanka z pracy. Faktycznie tak było, ale juz nie tylko koleżanka, co okazało sie bardzo szybko i że chce rozwodu, ze mnie nie kocha.
To taki standard nic nowego
rozczarowana78 napisał/a:Od tej nocy przechodziłam koszmar, zmienił sie o 18 stopni. Był zimny, oschły, nie dawał sie dotknąć, był chamski.
to też
rozczarowana78 napisał/a:błagałam prosiłam, że mamy dziecko.
To dużo tłumaczy dlaczego nie było "tych rozmów" wcześniej
rozczarowana78 napisał/a:Z jego strony padło dużo obraźliwych słów, nie liczyłam się juz dla niego zupełnie. Niszczył mnie, sam mi to mówił ze mnie zniszczy. Trwało to miesiąć, byłam na skraju wytrzymałości. Nie wyobrażałam sobie jednak zycia bez niego i wiedziałam ze w przeszłości równiez nie byłam super żoną.
nie super żona i nie super mąż - co to znaczy super ?
rozczarowana78 napisał/a:Do pewnego momentu gdy znalazłam namacalne dowody zdrady. Rzuciłam mu nimi w twarz, emocje wzięły górę, kazałam mu się wyprowadzić. Od miesiaca zreszta mówił mi że to zrobi, że się wyprowadzi, bo nie chce byc ze mną.
tutaj akurat nie ma czego żałować
rozczarowana78 napisał/a:Miałam nadzieję, ze jak się dowie, że wszystko wiem to coś w nim pęknie, przeprosi i będziemy razem, jednak on się nie przyznał.
że co ? wróć do kilku pierwszych zdań wcześniej
rozczarowana78 napisał/a:Dlaczego on to zrobił, jak tak można. Jak można wymienic sobie nagle rodzine na nowszy model, zapomnieć o wszystkim co nas łączyło.
mówisz że nagle ?
rozczarowana78 napisał/a:ze potrafią w ciągu kilku tygodni pokochac kogoś innego, przewartościować swoje życie, pzrkreślić jedną kreską i układać sobie nowe. Ja tego nie potrafie zrozumieć, tak bardzo boli.
Nie kilku tygodni a 2-3 lat w Twoim przypadku,teraz trafił tylko na podatny grunt .... i tylko miłość do dziecka (?) może go do Ciebie zwrócić
ale czy Ty tego chcesz ? To niezdrowe .Pomimo wszystko życzę WAM DOJRZAŁOŚCI bo chyba tego najbardziej zabrakło PO OBU STRONACH
Powodzenia!
ja Ci powiem, żebyś walczyła... bo uważam że warto!! Poddać się mozna zawsze, bo to wbrew pozorom najłatwiejsza z dróg. Niemniej jednak moi przedmówcy mają wiele racji w tym co piszą. Musisz walczyc z godnością, zdecydowanie nie możesz się poniżać - bo stracisz w jego i swoich oczach szacunek, a potem ciężko to odbudować...
Zrób coś dla siebie, dla dziecka. Teraz to wy jesteście najważniejsi. Spróbuj nie stawiać męża na piedestale - bo nie ruszysz z miejsca. Musisz sobie powtarzać jak mantrę, że też dasz radę, że jesteś silna. Wiem i doskonale Cię rozumiem, że straszliwy ból rozrywa Twoje serce, gdy sobie myślisz, że on jest ze swoją nową partnerką, a Ty sama jak palec z dzieckiem. Takie jednak jest życie...
Może wróci, może nie... wszystko zależy czy mu wyjdzie w nowym związku... teraz ma pewnie motyle w brzuchu, z nową osobą nie rozmawia o problemach, jest na swój sposób szczęśliwy. Może nowa osoba daje mu to czego zabrakło w relacjach z Tobą i choćbys teraz dawała mu gwiazdkę z nieba to dla niego nie bedzie to miało zadnego znaczenia. Na siłę go nie przyciągniesz, na dziecko raczej też nie skoro nowa partnerka też ma swoje.
Widzisz, mnie żona tez zdradziła... ja ze swojej strony podobnie zresztą jak Ty dorzuciłem swoje do pieca... po kilku miesiącach walki moja małżonka wniosła pozew rozwodowy, twierdząc że to co zrobiła nie było zdradą (poczytaj moj wątek - może zaoszczędzi Ci to czas).
Na wszystko potrzeba czasu, daj czasowi czas, w innym przypadku oszalejesz ![]()
Ja dopiero teraz dochodzę po wszystkim do siebie (5 miesięcy). Znajomi i przyjaciele przywrócili mi radość życia i byli dla mnie wsparciem w tym wszystkim. Porozmawiaj z kimś, kto na całą sytuację spojrzy bez emocji (rodzice i rodzina stoją pewnie za Tobą). Walcz, bo warto walczyć. Ja walczylem do czasu, aż byłem w stanie odpowiedzieć twierdząco na pytanie CZY ZROBIŁEŚ WSZYSTKO, ŻEBY URATOWAĆ SWOJE MAŁŻEŃSTWO? Jeśli odpowiesz tak - dopiero bedziesz mogła wystartować z miejsca i ułożyć sobie życie. Wyciągnij jednak wnioski z tego co zrobiłaś źle, abys nigdy w przyszłości nie popełniała błędów, które popełniłaś.
Zdrada zawsze pozostanie zdradą i nic nie usprawiedliwia Twojego męża - jak równiez mojej żony. Tak się nie traktuje ludzi, którym przysięgało się miłość na dobre i na złe. Ja mam nadzieje, że Twój mąż zrozumie w końcu swój błąd - podobnie zresztą jak moja żona, o którą sie modlę codziennie!!!
Życze dużo siły i wytrwałości i ściskam Cię mocno, bardzo mocno, gdyż doskonale wiem jak się czujesz i co się dzieje w Twojej głowie ![]()
PS. "jeszcze życie wyjdzie Ci" to tylko pewien fragment smutnej piosenki zespołu Love Store - Talitha kum. Posłuchaj ją sobie ![]()
po kilku miesiącach walki moja małżonka wniosła pozew rozwodowy, twierdząc że to co zrobiła nie było zdradą
To jest najważniejsze zdanie !
Ja walczylem do czasu, aż byłem w stanie odpowiedzieć twierdząco na pytanie CZY ZROBIŁEŚ WSZYSTKO, ŻEBY URATOWAĆ SWOJE MAŁŻEŃSTWO? Jeśli odpowiesz tak - dopiero bedziesz mogła wystartować z miejsca i ułożyć sobie życie.
Tylko zapominasz jeszcze o najważniejszym - ŻEBY W TEJ WALCE NIE ZATRACIĆ SIEBIE.
Dla żadnej kobiety, dla żadnego mężczyzny - nie należy poświęcać siebie. To nie jest zdrowe, normalne podejście - to forma uzależnienia.
K.82 napisał/a:Ja walczylem do czasu, aż byłem w stanie odpowiedzieć twierdząco na pytanie CZY ZROBIŁEŚ WSZYSTKO, ŻEBY URATOWAĆ SWOJE MAŁŻEŃSTWO? Jeśli odpowiesz tak - dopiero bedziesz mogła wystartować z miejsca i ułożyć sobie życie.
Tylko zapominasz jeszcze o najważniejszym - ŻEBY W TEJ WALCE NIE ZATRACIĆ SIEBIE.
Dla żadnej kobiety, dla żadnego mężczyzny - nie należy poświęcać siebie. To nie jest zdrowe, normalne podejście - to forma uzależnienia.
Nie zapomniałem ![]()
Musisz walczyc z godnością, zdecydowanie nie możesz się poniżać - bo stracisz w jego i swoich oczach szacunek, a potem ciężko to odbudować...
Lubię czytać Twoje posty niekochana, chociaż z wieloma się nie zgadzam. ![]()
IMHO każdy powinien umieć odnaleźć się w związku. Nie warto zatracać siebie i swojej osobowości. Olbrzymią sztuką jest będą w związku czuć się wolny, a nie tak jak piszesz uzależnionym. Szczęście, czego wielu z nas nie rozumie, to uczucie które tworzymy sami w naszych głowach. Nikt nie jest w stanie dać nam szczęścia - to my czujemy sie szczesliwi przy kimś ![]()
Pzdr
23 2011-10-11 08:13:48 Ostatnio edytowany przez niekochana72 (2011-10-11 08:21:24)
Lubię czytać Twoje posty niekochana, chociaż z wieloma się nie zgadzam.
IMHO każdy powinien umieć odnaleźć się w związku. Nie warto zatracać siebie i swojej osobowości. Olbrzymią sztuką jest będą w związku czuć się wolny, a nie tak jak piszesz uzależnionym. Szczęście, czego wielu z nas nie rozumie, to uczucie które tworzymy sami w naszych głowach. Nikt nie jest w stanie dać nam szczęścia - to my czujemy sie szczesliwi przy kimś
Pzdr
Miło mi
Nawet jak się nie zgadzasz, ![]()
A jeśli pozwolisz - pytanie do Ciebie. Odpowiedź pewnie przyda się autorce.
Do tych wniosków - o szczęściu to kiedy doszedłeś? I nie jest żadna złośliwość
Bo ja osobiście bardzo PO czasie. Niestety.
Zresztą - Ci, którzy posiadają WCZEŚNIEJ tą wiedzę tajemną - nie pakują się w chore relacje ![]()
Zastanawiam sie jeszcze nad jednym - jak on to sobie wyobraża, nikt o niczym nie wie, trzyma to w zupełnej tajemnicy, znajomym mówi że jest sam. I co nagle któregoś dnia przdstawi rodzinie swoja nową rodzinkę. Wiem, ze on sie boi złych opini na swój temat, zastanawiam się jak z tego wybrnie.
A to wydaje mi się prawdziwym motorem Twojego zachowania. To nie ma nic wspólnego z miłością. ![]()
Dziękuję Wam za odpowiedzi, szceże troszkę mnie zdołowaliście, no ale cóż... K.82 jak walczyłeś, co robiłeś, ja nie wiem jak się do tego zabrać, wiem, ze ułatwiłam mu życie, bo teraz mieszka sam lub pewnie juz z nią, z nowym dzieckiem, jaby nadal był w domu to mogłabym jakoś go trzymać a teraz nie mam wpływu. Przychodzi tylko do dziecka, nie rozmawiamy, wogóle na mnie nie patrzy...
Ciekawe jak walczyć jak ktos nie chce rozmawiac,można walić głową w mur a to i tak nic nie da.... może przemysli ,moze wróci. Ty nie rób nic odsuń sie ,nie pisz ,nie dzwoń ,nie kontaktuj się... Ja walczyłam 3 miesiące uwierz mi to nic nie daje ,pogrążasz się jeszcze bardziej... On ma wsparcie , a Ty jestes sama. Nie obwiniaj sie to on zdradził nie Ty ,a tłumaczenia ,ze kłotnie to bzdety w ten sposób sie uspawiedliwia i tyle ,chce zrzucić całą winę na Ciebie.....
sama nie wiem jak to wszystko zrobić, dlatego proszę o radę...myśłam o napisaniu listu, takiego szczerego, ale nie wiem czy mnie nie wyśmieje...myśłałam również o tym żeby częściej przychodził (do dziecka) ale tym samym do mnie...myśłąłm również o rozmowie z jego rodziną, ale tu chyba nic nie da.... jak mu udowodnić, że dużo stracił, że to wszystko co nas łączyło może juz nie wrócić, jak sprawić żeby zaczął wspominać...
Miło mi
Nawet jak się nie zgadzasz,
A jeśli pozwolisz - pytanie do Ciebie. Odpowiedź pewnie przyda się autorce.
Do tych wniosków - o szczęściu to kiedy doszedłeś? I nie jest żadna złośliwośćBo ja osobiście bardzo PO czasie. Niestety.
Zresztą - Ci, którzy posiadają WCZEŚNIEJ tą wiedzę tajemną - nie pakują się w chore relacje
Moja relacja nie była raczej chora, tak mi sie przynajmniej wydaje. Cokolwiek wydarzyło się w moim życiu po ślubie... jest złem w najczystszej postaci, niemniej jednak nigdy nie żałowałem i nie będę żałował tego że tyle czasu spędziłem z A.. Wiele osób żałuje tego czasu, piszą już po rozstaniu ze ktoś ukradł im ileś lat życia, że zmarnowały najlepsze lata młodości. Ja naprawdę czułęm się kochany i samemu kochałem jak umiałem najpiękniej.
Do weryfikacji szczęścia dochodziłem stopniowo... długo o wszystkim myślałem. Pomógł mi w pewnym sensie post o prawie przyciągania, autorstwa bodajże un-hombre.
Ważne jest, żeby zrzucić tą najważniejszą i jedyną (jak nam się wydaje) dla nas osobę ze szczytu (piedestału) bo inaczej nigdy na to nie będziemy w stanie spojrzeć chłodno, bez emocji! Czy to wiedza tajemna... hmm... w jakimś sensie na pewno. Zawsze powtarzałem, że najłatwiej i najtaniej uczyć się na cudzych błędach - ale ilu z nas tak naprawdę robi... Większość z forumowiczów niestety musiało ostro dostać po tyłku, żeby wyciągnąć jakieś wnioski.
Dziękuję Wam za odpowiedzi, szceże troszkę mnie zdołowaliście, no ale cóż... K.82 jak walczyłeś, co robiłeś, ja nie wiem jak się do tego zabrać, wiem, ze ułatwiłam mu życie, bo teraz mieszka sam lub pewnie juz z nią, z nowym dzieckiem, jaby nadal był w domu to mogłabym jakoś go trzymać a teraz nie mam wpływu.
rozczarowana78 - poczytaj mój wątek... http://www.netkobiety.pl/t26525.html
wiele zrozumiesz... niemniej jednak nie jest on dobry dla Ciebie pod jednym względem... mi nie pomógł, tzn. moja syzyfowa jak się wydaje praca nie trafiła na podatny grunt. Powiem więcej. Żona jak złożyła wniosek o rozwód, stwierdziła, że walczyłem w swojej głowie... MASAKRA!! A ona to mnie nawet nie zdradziła...
Ja masz jakieś pytania, lub chcesz pogadać pisz na priv ![]()
.
Ważne jest, żeby zrzucić tą najważniejszą i jedyną (jak nam się wydaje) dla nas osobę ze szczytu (piedestału) bo inaczej nigdy na to nie będziemy w stanie spojrzeć chłodno, bez emocji!
Dla mnie wazne jest, zeby tej osoby w ogole na tym piedestale nie ustawiac, od samego poczatku. To i zrzucac nie bedzie trzeba.
Ale musze tez przyznac, ze do tej wiedzy "tajemnej" dochodzi sie latami i poprzez kolejne zwiazki:) Wielu z tych pokrzywdzonych forumowiczow, ktorzy odnalezli szczescie w drugim (albo i dziesiatym) zwiazku juz wie jak zachowac zdrowa rownowage miedzy miloscia do partnera a miloscia wlasna.
To tak na marginesie a wracajac do watku to ja nie wiem, co rozczarowana chce jeszcze sklejac, bo dla mnie to calkowita strata czasu i zdrowia. Tam sie juz rozlecialo i to ewidentnie. Poza tym, jak sie kogos kocha to sie go kocha od poczatku a nie jak ten ktos odejdzie, wtedy jest ciut za pozno. Nic z tej walki nie bedzie, chyba tylko wieksza zlosc i oddalenie sie..nawet kosztem kontaktow z dzieckiem.
Po przeczytaniu jeszcze raz wszystkich postów, przyszła mi do głowy myśl, że rozczarowana78 czuje się tak naprawdę zaskoczona odejściem męża, gdyż żyła w przekonaniu, że dziecko jest gwarancją na to, że już zawsze będą żyć razem długo, chociaż nie koniecznie szczęśliwie. Owa myśl pociągnęła za sobą drugą, a mianowicie uważam, że rozstanie autorkę postu bolałoby mniej, gdyby w życiu jej męża nie pojawiła się druga kobieta. Nie mogę oprzeć się też wrażeniu, że autorka odczuwa potrzebę rywalizacji z obecną partnerką swojego męża i zrobi wszystko byleby wygrać. Taka moja mała analiza i sądzę, że jest w niej ukryte choć trochę rzeczywistości.
30 2011-10-11 12:42:40 Ostatnio edytowany przez domini182 (2011-10-11 12:43:59)
kochana uwierz mi przerabiałam tą walkę szkoda czasu ,jak ma wrócić to wróci sam,ale narazie jest zafascynowany inną ,ma wsparcie w niej a Ty jestes sama... Jak sobie radzisz??? masz gg ??? to pogadamy
Outsiderko, jak mam nie czuć się zaskoczona odejściem męża, to chyba normalne odczucia. Nigdy nie uważałam, ze dziecko może coś scalić, wręcz przeciwnie, ze moze coś popsuc między dwojgiem ludzi. Uważam natomiast, że rodzina to dobro, którego nic, nikt nie powinien niszczyć. Teraz są po...ne czasy, gdzie wszystko wszystkim łatwo przychodzi. Czyli jest źle, nie róbmy z tym nic, zakończmy i wskoczmy w nowy związek, a jak ten drugi się nie uda to w następny i tak az poczujemy, że jesteśmy starzy i chcielibyśmy mieć kogos obok siebie na stałe, tylko ilu ludzi po drodze się zraniło, nikt na to nie patrzy.
To są zachowania małolatów, tak możemy postępować nie mając zobowiązań, zyjąc chwilą. Gdy ma się rodzinę trzeba myśleć nie tylko o sobie i swoich potrzebach. Jak zaczęło się psuc między nami, i nie widziałam nici porozumienia proponowałam nieraz terapię na którą mój mąz się nie godził. Nie twierdzę, że mnie w tym związku było super, ale wiem ze gdybyśmy spróbowali RAZEM uratowalibyśmy coś ważnego. W dzisiejszych czasach nie ma żadnych wartości, a dla mnie rodzina jest ogromną wartością.
I jeszcze jedno, jeśli chodzi o rywalizację - pewnie gdzieś w tym wszystkim jest i ona, ale nie jest najważniejsza. Jeśli nie było by innej kobiety tez bym chciała walczyć.
Domini,
jak u Ciebie to wyglądało, czy Twój mąż przyznał sie do zdrady? Czy od razu sie wyprowadził? Czy tamta kobieta miała dziecko? Co na to jego i Twoja rodzina? Czy wiedzieli od razu? Czy przedstwaił swoją nowa kobiete rodzinie, znajomym?
moje gg 6900304 to pogadamy
Domini,
teraz nie mogę odpalic gg
Jak możesz napisz mi tutaj, a pogadamy później.
My nie byliśmy małżeństwem,ale żylismy jak maż i żona,byliśmy ze soba 8 lat mieszkalismy 6 ja juz 3 miesiac dochodzę do siebie ,nie śpię ,nie jem masakra ,zostałam bez mieszkania ,ale jest wspólne wiec sąd bo z nim nie mozna sie porozumieć. Poznał kobietę i zwariował zamienił się w bestię . walczyłam i nic mi to nie dało . jezli to jest u Ciebie swieze to rozumiem ,ze chcesz walczyc ,ale nie widze sensu naprawde wykonczysz się. Nie wiem czy ma pracę moze to Ci pomoze.... Skup się na sobie i dziecku . Szkoda ,ze nie mozemy pogadac na gg . Ja przechodziłam gehenne zgotował mi masakre....
mam pracę, ma dziecko, mam mieszkanie - na razie, chociaż sąd i tak mi go przyzna, jeśli sie nie dogadamy. Mój tez był bestią dopóki go nie wyrzuciłam, wtedy walczyłam bardzo, do momentu jak znalazłam dowody zdrady- teraz jest spokojniejszy, chociaż obcy, widujemy się z powodu dziecka. Nie przyznał mi się, nie wiem dlaczego, bo ułatwiłoby mu to całą sytuację, on jednak idzie w zaparte, nawet przed znajomymi, nie wiem jak przed rodziną, a jestem pewna ze z nia jest.
Tonący brzytwy się chwyta ....... nic dodać nic ująć. Czytam i szkoda mi Ciebie. Poczatkowo widziałam przed oczami swoją historię ale nie ..... ja nie mam aż tak niskiej samooceny. Ty kochana zabijasz nieświadomie samą siebie od środka. Mało tego cokolwiek nie napiszesz, to tłumaczysz jego postępowanie obwiniając siebie. Dopóki nie pokochasz samej siebie nie ma szans by on do Ciebie wrócił. Żadne listy, rozmowy z jego rodziną nie pomogą a wręcz zaszkodzą.
Nie mówię, byś przestała walczyć. Ale zacznij od siebie. Zwalcz swoje poczucie winy (bo nawet, to wina jest chyba po obu stronach?), zwalcz soją niską samoocenę. I przejdź do działania jako KOBIETA świadoma własnej godności i szanująca siebie. Chociaż jak to już osiągniesz to może wtedy własnie odpuścisz
. A wtedy życzę Ci z całego serca by on to zauwazył i błagał o powrót do Ciebie ![]()
Poprostu inna kobieta go zmieniła ,manipuluje nim nakreca wspiera a ty zostalaś sama . Moze jak zmądrzeje wróci musisz byc pewna ze jest z tą kobietą. Mnie prawie wykończyli ona i on. takie suki potrafia naprawde zmienic faceta... Jęczenie i biadolenie niczego nie zmieni musisz byc silna i juz
Domini - zaj.... to określiłaś. SUKI.
Tonący brzytwy się chwyta ....... nic dodać nic ująć. Czytam i szkoda mi Ciebie. Poczatkowo widziałam przed oczami swoją historię ale nie ..... ja nie mam aż tak niskiej samooceny. Ty kochana zabijasz nieświadomie samą siebie od środka. Mało tego cokolwiek nie napiszesz, to tłumaczysz jego postępowanie obwiniając siebie. Dopóki nie pokochasz samej siebie nie ma szans by on do Ciebie wrócił. Żadne listy, rozmowy z jego rodziną nie pomogą a wręcz zaszkodzą.
Dużo w tym prawdy, moja samoocena poszła na dno.
Nie mówię, byś przestała walczyć. Ale zacznij od siebie. Zwalcz swoje poczucie winy (bo nawet, to wina jest chyba po obu stronach?), zwalcz soją niską samoocenę. I przejdź do działania jako KOBIETA świadoma własnej godności i szanująca siebie.
..jednak on zawsze uważał, ze jestem silna, zawsze mu to pokazywałam, że sobię poradzę, teraz tez sobie radzę, może troche na pokaz, bo płaczę po kątach.
Chociaż jak to już osiągniesz to może wtedy własnie odpuścisz
. A wtedy życzę Ci z całego serca by on to zauwazył i błagał o powrót do Ciebie
A ja jednak boję się tego, że on to tak przyjmie - jest silna, da sobie radę, więc moge robić co chcę ona sobie poradzi...
kombinara a Ty tez miałaś podobna historię????
troche chyba nie umiem "cytować" ale mam nadzieję, ze da sie odczytać co tam nabazgroliłam
Wydawało mi się że podobną. Mój partner (bo mieszkamy tylko razem ale mamy synka 6 lat) też czasami dziwnie się zachowywał. Mieliśmy wzloty i upadki tak jak rozczarowana to opsywała, też obwiniał zawsze winą mnie (mimo że w danej chwili ewidentnie był winien) i nne takie, powroty po 23 do domu też zaliczyłam
. Wogóle przeczytajcie mój post - jak to się poukładało. Nie piszę w nim jak do tego wszystkiego doszło tylko o odkryciu zdrady i jak to się zakończyło. Też walczyłam, ale nie natarczywie. Z rozwagą, inteligentnie
.
Mnie się udalo i jesteśmy razem, lecz ja nie dopuścilam to tego aby się wyprowadził. Wiedziałam, i powiedziałam jasno, że jak się wyprowadzi nie będzie miał już otwartych drzwi na powrót. Moja historia jest więc trochę inna. Mój mąż się długo wahał z którą chce być i to bylo straszne.
U Ciebie mąż już chyba wybrał. Możesz tylko pomysleć, co zrobisz gdyby chciał wrócić? czy umiałabyć tak naprawdę wybaczyć???
gdzie jest twoja historia ,nie mogę znaleźć
gdzie jest twoja historia ,nie mogę znaleźć
"Dowody zdrady....i co z tego??"
kombinera to jest inna sytuacja .Twój nie chciał odejsc od Ciebie a u nas oni sami zdecydowali ze odchodzą ,miałas przewagę... A nasi traktują nas agresją i nie chca ,chcą tamte. buuuu
Dziewczyny byłyście mądrzejsze (kombinera przeczytałam Twój post), rozsądniejsze, ja działałam pod wpływem emocji, teraz tego żałuję jak cholera. Bo może gdybym postawiła mu ultimatum to byłby inaczej. A teraz zagłębia sie w tamten związek i mnie ma gdzieś...
Oj Domini. Nie buuu. Zdrada to zdrada - dlatego stanowcze TAK Solidarnosci macic. Kurcze musimy się wspierać Co nie? Każda historia inna ale cierpimy jednakowo, więc jednak buuu ![]()
mój zdradził ,ponizył wywalił z mieszkania , szykował sie do suki jak mieszkalismy razem żelował włoski ,znikał na noce potem wracał i smiał mi sie w oczy zmienił sie w bestie,jakby inny facet ,wiem ze to zasługa tej suki... buuuuuuuuuuuuuuuu
wiecie co, tak sobie teraz myślę, że jednak gdyby został to chyba byśmy się pozabijali, bo im ja bardziej chciałam tym on był bardziej agresywny, tym bardziej nie chciał, a jak w końcu go wyrzuciłam to troche złagodniał. To nic pewnie nie znaczy, bo będąc w domu chciał mnie zniszczyć (sam mi to mówił) i robił wszystko żeby to zrobić. Nie wiem tylko co on teraz myśli, ze co teraz to już będziemy przyjaciółmi, cały czas mi powtarzał, ze dla dobra dziecka, nie możemy pokazywać emocji. Taaaa jemu jest łatwiej ale ja również się staram. Czasami tylko mam ochotę wykrzyczeć mu jak mnie zranił.
i jeszcze Wam cos powiem, on ma zakorzenione (najprawdopodobniej przez ta sukę), ze to ja i tylko ja go zraniłam, że on nic złego nie zrobił, nie robi. Jak myślicie czy kiedyś takie sumienie faceta sie odzywa? No bo przecież nie jesteśmy zwierzętami mamy sumienie.
wiecie co, tak sobie teraz myślę, że jednak gdyby został to chyba byśmy się pozabijali, bo im ja bardziej chciałam tym on był bardziej agresywny, tym bardziej nie chciał, a jak w końcu go wyrzuciłam to troche złagodniał. To nic pewnie nie znaczy, bo będąc w domu chciał mnie zniszczyć (sam mi to mówił) i robił wszystko żeby to zrobić. Nie wiem tylko co on teraz myśli, ze co teraz to już będziemy przyjaciółmi, cały czas mi powtarzał, ze dla dobra dziecka, nie możemy pokazywać emocji. Taaaa jemu jest łatwiej ale ja również się staram. Czasami tylko mam ochotę wykrzyczeć mu jak mnie zranił.
Widzisz im więcej i dłużej o tym wszystkim mówisz, tym Twoje nastawienie do sytuacji jest bardziej konstruktywne. Może właśnie nie chodzi wcale o to, że chcesz by wrócił, tylko by wykrzyczeć ten ból, który w Tobie siedzi. Krzycz , krzycz z całych sił. Potem weź głeboki oddech, weź dziecko w ramiona i zobacz jaką jesteś szczęściarą, że je masz. Głowa do góry ![]()
aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa, chce mi się wyc i krzyczeć. dziękuję wam, ze jesteście. Tylko co ja mam robić, tkwic w tym wszystkim tak jak jest? On miał złozyc pozew, sam mi to powiedział, ze tego chce i to zrobi. Jednak do dzisiej tego nie zrobił. Kurcze jak ja bym chciała, zeby on się ocknął, ale dopóki ona będzie przy nim, bedzie go wspierać i utwierdzać, ze dobrze zrobił, a on jak ciele będzie w to wierzył. Jak tu wykombinować (kombinera podpowiedz:)), zeby ona nie miała na niego takiego wpływu. On w tym momencie nie ma swojego rozumu i to widać jak na dłoni, jest prowadzony za raczkę.
Jejuś nie wiem
co mam Ci poradzić. Znając mnie
to ja bym zablefowała. Ryzyk, fizyk (mi zawsze wychodziło
) i zadzwoniła do niego z informacją, że właśnie byłaś w Sądzie i złożyłaś ten pozew sama, a że byłaś u prawnika i wspólnie napisaliście do tego pozew o alimenty (duuuuuużeeee) to niech się spodziewa pisemka na dniach. Ciekawe jak by zareagował? Hmmm a może jednak nie rób tak, bo jak się okaże, że własnie na to czeka? No ale dalej idąc tym tropem wtedy by się okazało, czy naprawdę tak jak mówisz ona go prowadzi za rękę, czy to Twoja wyobraźnia Ci tak podpowiada by zagłuszyć Twój ból. W takim wypadku nie ma co żałować drania.
rozczarowana powiem Ci coś brutalnego co mi powiedział kolega on jest teraz zajeba..... sexem z nią rozumiesz i ma w dupie Ciebie i wszystkie sprawy urzedowe, dopiero jak emocje opadną to wtedy moze zajmie sie tymi sprawami ,to zalezy do jakiego stopnia jest zaangazowany. Z resztą powinnas zapytac go o prawdę ,bo Ci sie nalezy..Zmusić zeby Ci prawde....
to że myśli teraz hu..em to ja wiem. Dla niego sex byl zawsze b. ważny. Ja mu go ostatnio mało dawałam. Więc napewno bzyka do woli, tylko kurcze czy na tym ma sie wszystko opierać. Liczę na to, że kiedyś mu te emocje opadną tylko nie wiem w która stronę wtedy pójdzie. Właśnie dlatego chciałabym go jakoś naprowadzić. Niech teraz bzyka (Boże co ja piszę) a jak już się wyszaleje (matko - głupia jestem) to chcę zeby wiedział, ze może spróbować ze mną. łatwo mu napewno nie będzie, nie pozwolę na to, ale chciałabym dac mu promyczek nadzieji, że może wrócić. W jakiś wyrafinowany, delikatny sposób. Trwać, być, nie dawać zapomnieć i zrobić coś jeszcze, żeby wiedział, że rodzina jest ważna.... a z nią tworzy fikcję i fikcyjną rodzinkę...
Domini, on mi się nigdy nie przyzna, bo wie że mogłabym to ewentualnie w sądzie wykorzystać. On wie ze moge to zrobić.
Outsiderko, jak mam nie czuć się zaskoczona odejściem męża, to chyba normalne odczucia.
Skoro od dawna nie układało się Wam i nie próbowaliście tego ratować, to zaskoczenie powinno być nieco mniejsze. W końcu egzystencja w związku pełnym negatywnych emocji, nie dostarcza żadnych pozytywnych bodźców i bez sensu jest owy związek ciągnąć.. Jednak przyjmijmy, że staram się zrozumieć, bo każdy przeżywa różne sytuacje indywidualnie.
Nigdy nie uważałam, ze dziecko może coś scalić,wręcz przeciwnie,ze moze coś popsuc między dwojgiem ludzi
Więc z tego wynika, że nie powinniście mieć dzieci. Potomstwo zazwyczaj jeszcze bardziej zbliża do siebie dwoje ludzi, a nie oddala.
Uważam natomiast, że rodzina to dobro, którego nic, nikt nie powinien niszczyć.
Było pomiędzy Wami źle. W waszym związku panowały napięte relacje, przez które oddalaliście się od siebie. Wówczas pojawiła się kochanka Twojego męża. I kto tu jest odpowiedzialny za rozpad waszej rodziny, jak nie Wasza dwójka ? Moim zdaniem, gdyby wszystko było pomiędzy Wami okej, ta kobieta mogłaby na rzęsach stawać i tak by nic nie wskórała.
Jak zaczęło się psuc między nami, i nie widziałam nici porozumienia proponowałam nieraz terapię na którą mój mąz się nie godził. Nie twierdzę, że mnie w tym związku było super, ale wiem ze gdybyśmy spróbowali RAZEM uratowalibyśmy coś ważnego.
W pierwszym wątku twierdziłaś, że pozostawiliście rozwój sytuacji między wami swojemu biegowi, że oboje byliście "zbyt dumni", aby wyciągnąć do siebie ręce. Więc jak to faktycznie jest?
I jeszcze jedno, jeśli chodzi o rywalizację - pewnie gdzieś w tym wszystkim jest i ona, ale nie jest najważniejsza. Jeśli nie było by innej kobiety tez bym chciała walczyć.
Jednakże wówczas sprawy miałyby się zupełnie inaczej. Twój mąż nie brałby odpowiedzialności za nowy związek i w każdej minucie mógłby do Ciebie wrócić, a tak jest 'ta druga' opcja, w której znajduje to, czego mu w małżeństwie brakowało.
Na koniec cytat z wypowiedzi nie skierowanej do mnie:
to że myśli teraz hu..em to ja wiem. Dla niego sex byl zawsze b. ważny. Ja mu go ostatnio mało dawałam. Więc napewno bzyka do woli, tylko kurcze czy na tym ma sie wszystko opierać. [...] Niech teraz bzyka (Boże co ja piszę) a jak już się wyszaleje (matko - głupia jestem) to chcę zeby wiedział, ze może spróbować ze mną.
Więcej szacunku do siebie samej - a dobrze na tym wyjdziesz i to z kimś lepszym niż ten gucio !
A ja jednak boję się tego, że on to tak przyjmie - jest silna, da sobie radę, więc moge robić co chcę ona sobie poradzi...
taaak.. najlepiej, żeby był z Tobą z litości..
Ja ci powiem jak to wygląda z drugiej strony- ja co prawda nie zdradziłam, ani nie odeszłam od męża- ale był czas, że strasznie zafascynowałam się jednym żonatym mężczyzną- z wzajemnością z resztą. Czułam się jak walnięta obuchem w łeb- zakochana jak nastolatka, przypomniały mi się stare czasy, te wszystkie zauroczenia, miłości. Mąż to była ostatnia osoba, o której myślałam, z którą chciałam rozmawiać, przebywać albo współżyć. Mógł dla mnie nie istnieć, drażnił mnie jego głos, dotyk i wszystko co było z nim związane. Ja marzyłam o tamtym!
Więc powiem Ci jedno- teraz jest z twoim mężem jak ze mną- drażnisz go, nie ważne co mu obiecasz, czym mu zagrozisz, albo na jaką litość będziesz chciała go brać- dla niego mogłabyś przestać istnieć. Przynajmniej dopóty, do póki on jest w stanie zauroczenia tamtą kobietą. Niestety- to zauroczenie może nie minąć, może przekształcić się w miłość. Ja uważam, że nie można nikogo zmuszać do bycia razem, do kochania itp. Jeżeli on nie chce być z tobą, to przestań się poniżać, weź się w garść i zacznij myśleć o tym jak stanąć na nogi- w pojedynkę. Nawet największy ból kiedyś przejdzie i zrozumiesz, że lepiej być samą niż z kimś, kto bez litości porzucił Ciebie i Twoje dziecko. Miej trochę szacunku do siebie samej.
Rozumiem Cie, jestes troche jeszcze po tym wszystkim w szoku. Potrzebujesz czasu, zeby faktycznie stwierdzic czy chcialabys zeby do Ciebie wrocil. Zastanow sie jakby wygladalo wasze zycie, gdyby teraz stanal w drzwiach i oznajmil, ze chce wrocic ze wzgledu na dziecko. Jestem w podobnej jak Ty sytuacji... Moze kiedys o tym napisze...
I wiesz co, jeszcze jedno. Czy Jestes pewna, ze kochanka nie pojawila sie juz wczesniej i dlatago miedzy wami zaczelo sie psuc. Mam nadzieje, ze Jej dziecko nie jest rowniez Jego. Nie obwiniaj sie tylko, nie ma zwiazkow idealnych, kiedy maz odchodzi zastanawiamy sie co zrobilysmy zle, jak do tego doszlo. Mnie sie wydaje, ze czesto jest to zwykly przypadek. Nagle pojawia sie ktos kto sie nim zachwyca, prawi komplementy, jest namietnie itd. Nie ma problemow, normalnego malzenskiego zycia. Najgorsze, ze schemat postepowania takich facetow hest taki sam, nagle zona staje sie ta najgorsza na swiecie jedza, ktora jego wspanialego mezczyzne nie potrafi docenic. Moj tez probowal i probuje mnie zniszczyc... Widzisz teraz przynajmniej jak z Toba nie mieszka trudniej jest mu Ciebie zranic. Wiem, ze trudno jest Ci o nim nie myslec, o tym co z ta kobieta robi. Zostaw Go teraz, niech " nazre" sie tym uczuciem , ta kobieta. Wierze, ze to co nas spotyka, nawet jesli wydaje sie nam czyms nie do przejscia, otwiera przed nami cos nowego ,lepszego. Byc moze poznasz w swoim zyciu jeszcze kogos kto Cie doceni , bedzie kochal najmocniej na swiecie i nigdy nie zrani, a moze Twoj maz do Ciebie wroci i jesli umiesz naprawde wybaczyc, wasz zwiazek bedzie oczyszczony i silny po tych wszystkich przejsciach. Pozna jaka silna i prawdziwa jest Twoja milosc...
czytam Was i przecież to są historie powtarzające się tak często, a scenariusze są prawie takie same.
Też walczyłam, dałam drugą szansę, a po kilku latach senariusz powtórzył się.
Zadałam sobie w krzyku rozpaczy i słabości pytanie: co/kto jest najważniejszy? Odpowiedź była prosta: JA. Potem spojrzałam w lustro i w swoich oczach nie zobaczyłam szacunku do samej siebie. I nie lubiłam siebie - osoby z którą spędzałam 24 godziny na dobę.
I znów zaczęłam walczyć, ale tym razem o siebie. Trzeciej szansy już mu nie dałam.
I dałam radę. Osiągnęłam wszystko co chciałam: szczęście, spokój, szacunek i miłość, choć ta ostatnia już i innym, wspaniałym mężczyzną.
Przecież Ty masz kolosalną przewagę: NIE JESTEŚ SAMA (masz dziecko), ZAWSZE DASZ SOBIE RADĘ i TO NIE TWOJA WINA
Jedna osoba sama nie naprawi związku, tego muszą chcieć obie i same sobie nie pomogą...niestety.
Nie naciskaj, nie osaczaj go, pokaż mu, że dajesz sobie radę, a dziecko świetnie się rozwija właśnie przy tobie, a jego opieka nad dzieckiem jest Ci potrzebna tylko gdy chesz odpocząć w miłym towarzystwie. I nie mów nic złego o jego partnerce. Kto wie, może jak zobaczy że wam na nim nie zależy, to właśnie jemu zacznie zależeć na Was
Też walczyłam, dałam drugą szansę, a po kilku latach senariusz powtórzył się.
I to powinien być ostatni wpis
63 2011-10-12 08:48:42 Ostatnio edytowany przez domini182 (2011-10-12 09:12:07)
didina napisała 100% prawdy, im więcej ty szalesz ,ponizasz się błagasz tym bardziej on sie odsuwa, najchetniej pozbyłby się Ciebie ,jest pochłonięty czymś nowym,nowe ciało,brak kłotni zero codziennosci z Toba ,zero rutyny,tamta jest miła wspiera go ,a Ty krzyczałas wiec jemu jest dobrze. Uwierz mi na siłę nic nie zrobisz. Mój ex mówił mi ,tyle przykrych słow,ze nawet nie chce myslec o tym bo serce mi peka. Wywalił mnie z domu jak psa , w sumie sama sie wyprowadziłam bo nie zniosłabym cisnienia mieszkania tam po tym wszystkim, nawet teraz jak pojechałam ostatnio do tej chaty to wyć mi sie chciało ile tam zaznałam krzywdy..... Nie wiem jak on moze tam mieszkać... A najgorsze jest to jego obwinianie mnie na kazdym kroku i wyciaganie wszystkich złych chwill,próbuje sie oczyścić a to on zdradził, oszukał,ponizył i nie martwił sie co ze mną bedzie ,najchetniej wywalił by mnie na ulicę....... a ja jak ta głupia ponizałam sie i błagałam i po co mi to było.Tylko jeszcze bardziej sie nakręcałam w swoim cierpieniu. tamta kobieta zawładnęła nim na maxa ,a ja jestem stara niepotrzebną rzeczą i taka jest prawda. wiec rozczarowana daj sobie spokój naprawdę radze Ci dopóki mu emocje nie opadną nic nie mozesz zrobic, zupełnie nic.....
rozczarowana78 napisał/a:wiecie co, tak sobie teraz myślę, że jednak gdyby został to chyba byśmy się pozabijali, bo im ja bardziej chciałam tym on był bardziej agresywny, tym bardziej nie chciał, a jak w końcu go wyrzuciłam to troche złagodniał. To nic pewnie nie znaczy, bo będąc w domu chciał mnie zniszczyć (sam mi to mówił) i robił wszystko żeby to zrobić. Nie wiem tylko co on teraz myśli, ze co teraz to już będziemy przyjaciółmi, cały czas mi powtarzał, ze dla dobra dziecka, nie możemy pokazywać emocji. Taaaa jemu jest łatwiej ale ja również się staram. Czasami tylko mam ochotę wykrzyczeć mu jak mnie zranił.
Widzisz im więcej i dłużej o tym wszystkim mówisz, tym Twoje nastawienie do sytuacji jest bardziej konstruktywne. Może właśnie nie chodzi wcale o to, że chcesz by wrócił, tylko by wykrzyczeć ten ból, który w Tobie siedzi. Krzycz , krzycz z całych sił. Potem weź głeboki oddech, weź dziecko w ramiona i zobacz jaką jesteś szczęściarą, że je masz. Głowa do góry
kombinera, popieram. Rozczarowana,powiedz szczerze- czy tak na 100% uważasz, że jest o co walczyć i co ratować? czytam wszystko, co piszesz i wnioskuję jedno. Jesteś osobą, która boi się/ nie lubi samotności- zresztą kto ją lubi?? Piszesz, że Twój mąż był bestią, zanim się rozstaliście- dalej, że nie było Ci w tym związku dobrze, później piszesz cyt: "wiecie co, tak sobie teraz myślę, że jednak gdyby został to chyba byśmy się pozabijali"- więc powiedz mi kochana, co tu ratować? Chcesz wrócić do tego co było?Chcesz wychowywać dziecko w niezdrowej atmosferze? Może uważasz, że tylko niedojrzali ludzie się rozwodzą, jak to napisałaś"małolaty", ale ja uważam, że moja decyzja by uciekać z chorego związku była jak najbardziej dojrzała. 10 lat do tego dojrzewałam i uważam, że dobrze zrobiłam. Raczej żadnej samotnej matce nie jest lekko, ale żadne pieniądze nie są warte świętego spokoju. Właśnie przez taką decyzję udało nam się w końcu znaleźć z mężem nić porozumienia. Nie każdy kto się decyduje na ślub musi do siebie pasować, wszystko wychodzi z czasem. Ludzie czasem są ze sobą długie lata, a tak naprawdę się nie znają. Znam też małżeństwa, które spędziły ze sobą 30 lat, skaczą sobie do oczu, jedno na drugiego nie może patrzeć, ale uważają, że się nie rozwiodą, bo są dzieci i nie po to brali ślub, żeby się rozwieść.Dzieci- choć głośno o tym nie mówiły, to jednak uważały, że lepiej byłoby, gdyby rodzice się rozeszli.
Wracając do wątku... Rozczarowana, jesteś młoda i masz szansę na miłość- na tę prawdziwą, odwzajemnioną .
Nie chcę byś, to co napisałam odbierała w taki sposób, iż jestem przeciw Tobie, bo tak nie jest. Po prostu wiem z doświadczenia, co czuje kobieta zraniona, samotna. Też w takich chwilach szukałam ratunku i sposobu by wrócić do tego, co było. Czas goi rany i otwiera oczy. Z jego perspektywy umiemy trzeźwo spojrzeć za siebie i wyciągnąć wnioski. Ja na ogół twierdzę, że moje łzy nie były żadnego warte. Wtedy tego nie zauważałam, że nie byłam traktowana w sposób, na jaki zasługiwałam. Nawet zdradę wybaczyłam, by do mnie wrócił, ale z czasem "wytrzeźwiałam" i zadałam sobie pytanie "co ja robię, po co się do takiego stopnia poniżam i dla kogo??" Oni mieli wszystko, a ja "ochłapy". Wiedzieli, że mi zależy i stosowali szantaż emocjonalny typu: "jak nie, to odejdę". Myślę, że jeśli Twój mąż zechciałby wrócić, to sytuacja byłaby podobna
lewa a Ciebie tez mąż zostawił dal innej ??? walczyłas??? opisz troszkę