Witam, na początek chciałbym wspomnieć, że jestem facetem i postanowiłem napisać posta z prośbą o porade na tym forum, licząc na to, że akurat tu znajdę zrozumienie. Od półtora roku związany jestem z kobietą - muzykiem. Na początku było super - pod każdym względem.. do czasu aż sprawy związane z muzyką nabrały tempa. Zdarzył się przełom, życie mojej dziewczyny diametralnie się zmieniło poprzez to iż za sprawą pewnego programu promującego talent show stała się rozpoznawalna a przez to zasypana została masą ofert koncertów itd itp... Bardzo ciężko pogodzić mi się jest z tym faktem, ponieważ wiąże się to z ciągłymi wyjazdami - to warszawa, wrocław, gdańsk... cała polska wzdłuż i w szerz.. Poznałem ją jako szarą myszkę, mającą z muzyką tyle wspolnego że raz, dwa razy w tyg. miała próby na których grała, śpiewała.. nie pochłaniało to wiele czasu i było w pełni do zaakceptowania, przecież każdy ma jakieś pasje w życiu. Do momentu przełomowego jakim był ten program wszystko się zmieniło. Dziewczyna bardzo mnie kocha ale równie często wyjeżdża a ja jej z oczywistych przyczyn jakimi są obowiązki codzienne np praca nie mogę jej towarzyszyć. Od zawsze muzyka była dla niej bardzo ważna, wyznaje że chce to robić w przyszłości i na pewno z tego nie zrezygnuje. Jednakże ja od tego przełomowego momentu bardzo cierpię. Głównie chodzi mi o te kilkudniowe wyjazdy. Mam pełne zaufanie do swojej dziewczyny, lecz ona obraca się w środowisku show biznesu i gdy jej nie ma bardzo cierpię. Kilka razy byłem z nią na takich wyjazdach i wiem iż na koncercie się nie kończy. Zazwyczaj po nich miejsce mają imprezy w takimże środowisku, które nie przypadły mi do gustu. Wiele tam kontrowersyjnych zachowań... wręcz można powiedzieć że w takim towarzystwie dochodzi często do obscenicznych zachowań. Pełno ludzi po prostu klei się do mojej dziewczyny. Żeby nie było nieporozumień mam do swojej dziewczyny pełne zaufanie, jednakże gdy jest daleko głupie myśli same przychodzą mi do głowy:( Bardzo ją kocham, ale gdy jej nie ma bardzo cierpię... Wiem, że nie mogę jej stawiać ultimatum typu "albo ja, albo kariera" ale jest mi niezwykle ciężko... Tak na prawdę to ona rozdaje karty w tym związku bo co ja mogę wobec tego wszystkiego. Nie wyobrażam sobie życia bez niej, równocześnie cierpię jednak poprzez zaistniałą struację. Wiem, że to dla niej życiwą droga - ona jest artystą, ja zwykłym chłopakiem. To trwa już kilka miesięcy a ja dalej nie umiem się do tego przyzwyczaić. Kiedyś spędzaliśmy niemal każdą chwilę razem. teraz jest to niemożliwe... Coraz częściej zadaję sobie pytanie czy to ma sens? Nie wyobrażam sobie życia bez niej, a jednocześnie gdy jestem z nią strasznie cierpię i przeżywam tą częstą rozłąkę. Wydaje mi się, że to coraz bardziej nabiera tempa z którym jestem coraz to bardziej zagubiony....
1 2011-10-07 00:42:43 Ostatnio edytowany przez nieznany24 (2011-10-07 00:51:12)
No tak, to oczywiste że po koncercie, jest potem imprezka, dużo alko, jakaś lufka i do przodu. Zabawa przednia, każda taka sama lub podobna.
Wiem, wiem dobrze co mówię, bo sama śpiewam w kapeli. A powiem Ci coś jeszcze. Przed występem też trzeba się rozluźnić, bo wiesz trema jest dość potężna. Chłopaków dużo, każdy chce dotknąć, pogadać, pogratulować. Ni i w ogóle dużo się dzieje. Na wyjazdach nie ma mowy o nudzie a już w ogóle nie ma się czasu myśleć o ukochanym, bo jest tyle ważniejszych i przyjemniejszych rzeczy to zrobienie....Nie piszę tego żeby Cię załamać. Piszę to po to, abyś wiedział, że wiążąc się z artystką musisz mieć twardą dupę i znosić wszystko. ewentualnie wbić się do ekipy i rzucić dotychczasowe życie. Jeżeli nie możesz tego zrobić, to nie wytrzymasz psychicznie tego ciśnienia, myśli o niej co robi zeżrą Cię całego i padniesz.
Dla niej teraz ważniejsza jest kariera a nie Ty. I musisz to wziąć na klatę.
Rozjasniacz wyszłaś chyba z założenia że skoro" wszyscy" muzycy tak robią jego dziewczyna prędzej czy później i tak stanie się alkoholiczka względnie narkomanka która daje na lewo i prawo wiadomo co...
No toś chłopaka uświadomiła.
A moje zdanie jest inne. Życie idzie do przodu, miłość do muzyki była pierwszą miłością. Dawać ultimatum nie ma sensu, za to może warto by było stać się z chłopaka mężczyzna i partnerem dla swojej dziewczyny?
Chciałeś żeby było jak dawniej ale wy dorastacie, nie można ciągle trzymać się za rączki, miziu miziu jak mi dobrze niech tak trwa. Kolego i tak kiedyś musiał byś zacząć być mężczyzna dla swojej dziewczyny, musiał byś dorosnąć stać się wsparciem, przystanią.
Jest ci źle, ale nie tylko tobie, jej na pewno też. Do tego to poczucie winy, zostawiam go znowu, znów widzę zbolała minę piska którego pani zostawia w domu.
Nie moglibyście by para która ma swoje poboczne pasje? Zajmij się czymś co cie pochłonie, związek to nie sens życia . Sensem życia to jest pozostać szczęśliwym i spełnionym będąc w związku.
Masz jakieś pasje, hobby które pozwala ci się czuć szczęśliwym? Czy tez dziewczyna to to co masz i reszty już ci nie trzeba?
Twoja dziewczyna się rozwija to i ty zacznij bo nie dogonisz jej. Przecież była by szczęśliwa patrząc jak tobie na coś błyszczą oczy. Więc nie marudź a dorośnij.
Co do środowiska muzyków, moim zdaniem jeśli twoja dziewczyna jest mądra, ma swój plan na życie to żadne bagno jej nie wciągnie. I jest wiele muzyków którzy nie piją, nie biorą, liczy się dla nich muzyka koncerty i ludzie.
Do picia jeśli nie chcę nikt mnie nie zmusi, tak samo do zdrady.
Od nas samych zależy co robimy w życiu.
Moja dziewczyna faktycznie ma olej w głowie. Na prawde pokazuje że mnie kocha. Jednak widzę, że muzyke stawia na pierwszym miejscu, chociaż nigdy mi tego nie powiedziała. Na pytanie co jest ważniejsze mówi, że tych dwóch rzeczy nie sposób porównywać. Kwintesencją tego co chce przekazać i co mnie najbardziej przeraża to wizja, że życie idzie do przodu, im dalej w las tym więcej drzew. Boje się tego ,że jednak coraz to bardziej angażuje się i przeżywam to i wydaje mi sie ze nadejdzie moment aż dostanie propozycję wyjazdu gdzieś za granicę, albo np stanie się kimś bardzo sławnym a wiem iż życie takiej osoby wygląda w ten sposów iż w domu gości 1-2 dni/ tydzień. Reszta to ciągła trasa. Może wydaje sie wam głupie to co piszę ale gdy zdarzył się ten przełom w jej życiu też w to nie wierzyłem że szara myszka naraz stanie się kimś kogo często widuje sie w TV. Problem jest tez we mnie. Ona jest dla mnie wszystkim i nie widzę po za nią świata. Na inne dziewczyny nawet nie spojrzę...
Mam pełne zaufanie do swojej dziewczyny
Żeby nie było nieporozumień mam do swojej dziewczyny pełne zaufanie
Siebie próbujesz przekonać, czy nas? Skoro masz do niej zaufanie, to czego się obawiasz? Do niej się kleją, a ona stanowczo mówi, że ma partnera i koniec. Czy Ty to widzisz jakoś inaczej?
gdy jej nie ma bardzo cierpię
jest mi niezwykle ciężko...
Nie przesadzasz aby? Pachnie histerią.
Tak na prawdę to ona rozdaje karty w tym związku bo co ja mogę wobec tego wszystkiego.
Wspierać ją. Ona Cię znienawidzi, jeśli zatrujesz jej radość z pasji życia. Czy do Ciebie dociera, Panie Egoisto, że ona właśnie pokonała ogromną konkurencję, co oznacza, że jest bardzo dobra w tym, co robi? Że właśnie spełnia się jej marzenie? A Ty w kółko o sobie, że Tobie się coś nie podoba i Tobie nie przypadło do gustu. Wybacz, to nie Tobie miało się podobać, tylko jej, bo to jej życie.
Na koniec kobieca rada od serca: zajmij się sobą. Zadbaj o to, byś był dla swojej kobiety na tyle atrakcyjny, żeby chciała z każdej takiej imprezy szybko wyjść i biec do Ciebie. Taki facet, który sam nie robi nic ciekawego, a na dodatek podcina skrzydła najukochańszej osobie i chce ją zamknąć w klatce, bardzo szybko się jej znudzi.
6 2011-10-07 11:14:59 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2011-10-07 11:16:30)
nieznany24,
rozpisałeś się o swej miłości do dziewczyny.
Mam jednak duże wątpliwości, czy faktycznie ją kochasz. Póki była, jak nazwałeś, "szarą myszką', wszystko było dobrze. Twoje problemy zaczęły się, w momencie, gdy dziewczyna stanęła mocno na nogi, gdy nabrała pewności siebie, gdy zaczęła się realizować zawodowo.
Miast jej dobrze życzyć, cieszyć się jej sukcesami, zaczynasz biadolić nad swym losem. Zazdrość dopadła Cię? I nie o męską konkurencję Ci chodzi, tylko o brak Twoich własnych sukcesów. Nie dasz rady sprowadzić ją z powrotem do poziomu "szarej myszki"? Może zacznij sam się realizować, pracować nad własnym rozwojem, wówczas jest szansa, że Twoja zazdrość i zawiść minie. Fatalnym pomysłem jest świecić światłem odbitym. Zadbaj o własne źródło energii.
Babo no gęba mi się uśmiechnęła na twojego awatara
Masz zdecydowanie rację i ten chłopak przegra jeśli nie zacznie wspierać swojej dziewczyny.
Nie jesteś z niej dumny? Taka szara myszka a ma taki talent, tyle w sobie piękna. Nie widzisz ile to dla niej znaczy?
Wiele aktorek np ma za mężów kogoś spoza branży, czyli można. Można wspierać drugiego człowieka w jego pasjach, być obok i na równi z nim mając swoje własne pasje.
Czym ty się nieznany interesujesz w życiu?
8 2011-10-07 11:25:23 Ostatnio edytowany przez nieznany24 (2011-10-07 11:41:01)
W dwóch ostatnich postach doszukuje wiele racji. Wiem, wyglada to rzeczywiście histerycznie ale jestesmy mlodzi i bardzo chcemy sie soba cieszyc a niebardzo jest kiedy. Co do miny zbitego pieska, którego wsoja pani zostawia w domu - ok, sporo w tym racji, ale gdy ten piesek siedzi bez swojej pani wiekszosc czasu to czy to nie jest przejaw tego ze jednak pasja mojej dziewczyny niebardzo godzi sie z zyciem partnerskim? Ciezko jest nawet zaplanowac jutrzejsze wyjscie do kina, niemowiac juz o wspolnym wyjezdzie np na wakacje. Zyjemy doslownie z dnia na dzien. Nasze charaktery sa bardzo podobne i zawsze sie doskonale rozumiemy, aczkolwiem jestem typem czlowieka ktory planuje, organizuje, lubi miec wszystko poukladane. Jej zyciem natomiast rządzi chaos i widze ze nie jest to dla mojej dziewczyny czyms dziwnym. Kiedyś mialem pasje np sport w czysto amatorskim wydaniu. Gdy przyszedl ten ciezki okres dla nas probowalem znalezc w tym odskocznie, bo przyznam sie ze nie bylo chwili zebym nie myslal o swojej dziewczynie. NIE POTRAFIE.... mysle o niej nawet robiac czynnosci wymagajace naprawde duzego skupienia. Przyczyny dopatruje sie w tym ze nigdy nie poszczescilo mi sie w sferze partnerstwa, moje poprzednie zwiazki to bylo cos o czym nawet nie warto wspominac, ten natomiast jest zwiazkiem w ktorym znalazlem odwzajemnienie swych uczuc, czuje sie otoczony miloscia. Boje sie to stracic... Boje sie ze muzyka pochlonie ja do reszty.
"Póki była, jak nazwałeś, "szarą myszką', wszystko było dobrze. Twoje problemy zaczęły się, w momencie, gdy dziewczyna stanęła mocno na nogi, gdy nabrała pewności siebie, gdy zaczęła się realizować zawodowo." Wielokropek, chyba faktycznie coś w tym jest, wstyd sie przyznac ale jednak...
9 2011-10-07 11:32:25 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2011-10-07 11:33:54)
Związek partnerski n i e p o l e g a na tym, że siedzi się sobie na głowie, trzyma cały czas za ręce, i chodzi wszędzie (łącznie z WC) razem.
Z Twego opisu wynika, że Tobie do szczęścia potrzebna jest tzw. kura domowa, która można kontrolować, na której można zawisnąć i opleść ją jak bluszcz. I taki związek nazywasz partnerskim.
Dojrzej, dorośnij. Jeśli nie zmienisz swego poglądu na udany związek, to poszukaj innej kobiety. I nie dlatego, że dla Twojej obecnej dziewczyny muzyka jest ważniejszą, tylko dlatego, bo TY chcesz mieć w domu inną kobietę. A kochasz swoje wyobrażenie o obecnej.
(...)Boje sie ze muzyka pochlonie ja do reszty.
Zaufanie do niej aż bije po oczach!
Babo no gęba mi się uśmiechnęła na twojego awatara
![]()
Nasze charaktery sa bardzo podobne i zawsze sie doskonale rozumiemy, aczkolwiem jestem typem czlowieka ktory planuje, organizuje, lubi miec wszystko poukladane. Jej zyciem natomiast rządzi chaos i widze ze nie jest to dla mojej dziewczyny czyms dziwnym.
No i co z tego? Partnerzy nie muszą być identyczni.
Kiedyś mialem pasje np sport w czysto amatorskim wydaniu. Gdy przyszedl ten ciezki okres dla nas probowalem znalezc w tym odskocznie
Jaka to pasja? Zwykła rozrywka. Gdyby to była Twoja pasja, to byś rozumiał, co czuje teraz Twoja dziewczyna. A tak, widocznie nie traktowałeś sportu jak PASJI!
bo przyznam sie ze nie bylo chwili zebym nie myslal o swojej dziewczynie. NIE POTRAFIE.... mysle o niej nawet robiac czynnosci wymagajace naprawde duzego skupienia.
No i to jest słodkie, ale tylko do pewnego stopnia. Ty już przekroczyłeś granicę i stałeś się toksyczny. Dusisz, męczysz i osaczasz, rozumiesz? Ty się bez niej po prostu nudzisz, bo nie masz co robić. Masz za dużo czasu i snujesz czarne scenariusze.
W związku nie chodzi o to, żeby spędzać 24 h na dobę razem, wisząc na sobie!
Boje sie to stracic... Boja sie ze muzyka pochlonie ja do reszty.
Nie pochłonie. Każdy potrzebuje miłości - człowieka i miejsca, do którego będzie wracał ze swoich wojaży. Ale jeśli się nie zmienisz, to nie Ty będziesz dla niej tym człowiekiem.
Wielokropek, bardzo sobie cenie Twoje opinie, są krytyczne ale na prawdę wiele w nich sensu. Co do kury domowej - nie mowie aby dziewczyna siedziala na tylku, ale zrozum bylabys zadowolona z takiej kolei rzeczy iz w domu partner jest dzien, góra 2 w tyg a tak cały czas w rozjazdach? Chcialbym aby to nieco pogodzić... Wiem, marynarze jak wypływaja w rejs nie ma ich miesiącami.. no właśnie, ale..
(...)
"Póki była, jak nazwałeś, "szarą myszką', wszystko było dobrze. Twoje problemy zaczęły się, w momencie, gdy dziewczyna stanęła mocno na nogi, gdy nabrała pewności siebie, gdy zaczęła się realizować zawodowo." Wielokropek, chyba faktycznie coś w tym jest, wstyd sie przyznac ale jednak...
Wyjścia z tej sytuacji są dwa:
1. robisz porządek we własnej głowie i wyrzucasz swoje chore myślenie, zostajesz w związku;
2. hodujesz swój sposób widzenia rzeczywistości i odchodzisz, bo TY CHCESZ CZEGO INNEGO, a dziewczyna nie jest niczemu winna.
W tym drugim wypadku musisz mieć świadomość, że każdy związek z Tobą będzie toksycznym. Z Twojego powodu.
Wielokropek, bardzo sobie cenie Twoje opinie, są krytyczne ale na prawdę wiele w nich sensu. Co do kury domowej - nie mowie aby dziewczyna siedziala na tylku, ale zrozum bylabys zadowolona z takiej kolei rzeczy iz w domu partner jest dzien, góra 2 w tyg a tak cały czas w rozjazdach? Chcialbym aby to nieco pogodzić... Wiem, marynarze jak wypływaja w rejs nie ma ich miesiącami.. no właśnie, ale..
Jestem w partnerskim związku od 28 lat.
Przez bardzo długi czas moja praca zawodowa wymagała ode mnie bycia poza domem. Te nieobecności trwały od 4 do 24 dni. W tym czasie "dorobiliśmy się" dwojga dorosłych już teraz i dojrzałych dzieci. Związek i nasza miłość - dalej kwitnie.
Wielokropek Twoje rady i spostrzeżenia szczególnie wiele mi pomogły;) Rzeczywiście problem tkwi we mnie i muszę robić wszystko aby być oparciem dla swojej dziewczyny. To głupie i szczeniackie ale utkwil mi w pamieci moment gdy wyjezdzala po raz którys na kilka dni i ja zamiast ja wspierać, zacząłem mowic jak mi zle i ciezko... Paradoksalnie to wlasnie ona mnie pociesza w takich momentach. Za wszelka cene musze to zmienic. Faktycznie takim skomleniem i rozżalaniem sie przy dziewczynia a czasami rowniez obarczaniem jej wina za to ze to tak wyglada nic sie nie wskóra a jedynie przyczyni sie do podburzania naszego związku... po prostu w zyciu chyba jeszcze zbyt malo doswiadczylem... całe szczescie ona rozumie fakt iz tak bardzi to przezywam
Proponuję, byś zmienił w swoim sposobie myślenia jedno słowo: "muszę", na "decyduję się".
Bo nic nie musisz, możesz dalej żyć zawiścią i dalej możesz być egocentrykiem.
Jeśli podejmiesz decyzję, by zmieniać się i rozwijać, będę Ci kibicowała.
Wielokropek, bardzo sobie cenie Twoje opinie, są krytyczne ale na prawdę wiele w nich sensu. Co do kury domowej - nie mowie aby dziewczyna siedziala na tylku, ale zrozum bylabys zadowolona z takiej kolei rzeczy iz w domu partner jest dzien, góra 2 w tyg a tak cały czas w rozjazdach? Chcialbym aby to nieco pogodzić... Wiem, marynarze jak wypływaja w rejs nie ma ich miesiącami.. no właśnie, ale..
Myślę, że boisz się, że nie będziesz miał kontroli nad swoim związkiem. I to Cie przeraża. Do tej pory wiedziałeś czego mogłeś się spodziewać, a teraz wszystko się zmieniło. Boisz się, że ona odsunie się od Ciebie, a Ty nie będziesz mógł z tym nic zrobić.
Zmiany, które nastąpiły budzą w Tobie niepokój spowodowany niepewnością sytuacji. Mówisz o zaufaniu, ale do tej pory Twoje zaufanie wynikało z kontroli swojej partnerki. A od kiedy nie masz kontroli nad ukochaną, Twoje zaufanie zaczyna maleć.
Mam nadzieje, że podejmiesz słuszne decyzje. Ja również Ci kibicuje ![]()
Dżizas... Jak czytam coś takiego, to ręce mi opadają. Co Ci przeszkadza w tym, że Twoja ukochana realizuje się? Masz niby do niej zaufanie, ale gdzie, na dobrą sprawę, ono jest? Piszesz, że jest Ci ciężko, ok rozumiem. Ale nie możesz się ogarnąć, kopnąć w zadek i zacząć żyć jak człowiek? Daj dziewczynie się rozwinąć, bądź wsparciem, niech wie, że może na Tobie polegać. Prędzej czy później wyjdą na wierzch wszystkie problemy w związku z jej wyjazdami.
Wiesz... Piszesz, że lubisz mieć wszystko zaplanowane i nawet do kina wyjść nie możecie nie mówiąc o wakacjach. Odwróćmy teraz sytuacje: Ty, młody, pracujący człowiek masz szanse kariery i wspięcia się kilka szczebli wyżej. Warunek? Całkowita dyspozycja. W związku z tym w każdej chwili dzwoni szef i Cię wzywa, wysyła w delegacje i nie możesz sobie pozwolić na urlop, bo od tego zalezy Twoje "być, albo nie być". Rozumiem, że jeżeli kariera dotyczyłaby Ciebie to nie było by problemu?? Jej kariera polega dokładnie na tym samym schemacie tyle, że nie pracuje w korporacji, a w branży muzycznej.
Nie możesz z nią nic zrobić, ani zaplanować? Zacytuje Wielokropka "Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód."
A mnie się wydaje, że chyba jej trochę zazdrościsz, że jej wychodzi a Tobie nie(?).
Słuchaj, ja rozumiem wszystko, wyjazdy, imprezy - wiem o czym mówię, bo siedziałam w tym samym co Twoja dziewczyna. Na takich wyjazdach wszystko jest na wyciągniecię ręki. Też miałam faceta, nigdy go na zadnym wyjeździe nie zdradziłam itd. Raz tylko przecholowałam z alkoholem, ale to raczej z własnej głupoty.
Skoro masz do niej zaufanie to po co nas pytasz o radę?
Skoro ją kochasz, to znaczy, że chcesz jej szczęścia.
Więc jak to jest?
Nie 'blokuj' jej drogi do kariery. Być może kiedyś ona będzie Ci za to bardzo wdzięczna.
Nie możesz stawiać ultimatum. Żaden partner nie chce otrzymać ultimatum.
Ona się zmieniła. To fakt, żadna jej wada, po prostu ludzie się zmieniają. Ty tez kiedyś się zmienisz na tyle, że ona to zauważy.
Wasz związek dobrze działał w poprzednich warunkach, teraz jest potrzebne nowe porozumienie, albo danie sobie spokoju ze sobą.
@Wielokropek ma swoje oceny i rady, ja mam inne:
Nie daj wmówić sobie zawiści i egocentryzmu, jeśli po prostu chcesz byście razem byli szczęśliwi. Po prostu nie jesteście szczęśliwi na starych zasadach.
Dziwna to miłość, która akceptuje każdą, dosłownie każdą zmianę, można przez to stracić szacunek do samego siebie, a w partnerskim związku, który dąży do szczęścia obu partnerów jest to nie do pomyślenia.
?Zawiść i egocentryzm? ? to zło, ale chyba nie ma tego Twoim wypadku, po prostu boisz się jaki będzie nowy porządek po zmianach + chcesz by także Twoje potrzeby bliskości, intymności, ukochania były zaspokajane.
Kochaj ją, wspieraj, nie obwiniaj, ale pamiętaj byś także odnalazł szczęście w związku, też masz prawo być wspierany i kochany, nie jesteś jej fan klubem!
Relacja powinna być wzajemna i uszczęśliwiająca obu partnerów, na ile to możliwe.
Toksyczne może być tak samo uleganie partnerowi na każdą zachciankę.
Zostać nieszczęśliwym jej pomocnikiem, nie partnerem, który na wszystko pozwala i wszystko daje, odmawia sobie szczęścia, to dobra droga do toksycznego związku i bycia puszczonym w trąbę?
Razem pogadajcie o tym, co dla Was ważne. Jak się w tym porozumieć i pogodzić, nie rancie się oskarżeniami, czy poczuciem winy.
Jeśli przejdziecie ten test to, to na pewno was wzmocni i przygotuje na inne problemy życiowe ![]()
Moja dziewczyna faktycznie ma olej w głowie. Na prawde pokazuje że mnie kocha. Jednak widzę, że muzyke stawia na pierwszym miejscu, chociaż nigdy mi tego nie powiedziała. Na pytanie co jest ważniejsze mówi, że tych dwóch rzeczy nie sposób porównywać. Kwintesencją tego co chce przekazać i co mnie najbardziej przeraża to wizja, że życie idzie do przodu, im dalej w las tym więcej drzew. Boje się tego ,że jednak coraz to bardziej angażuje się i przeżywam to i wydaje mi sie ze nadejdzie moment aż dostanie propozycję wyjazdu gdzieś za granicę, albo np stanie się kimś bardzo sławnym a wiem iż życie takiej osoby wygląda w ten sposów iż w domu gości 1-2 dni/ tydzień. Reszta to ciągła trasa. Może wydaje sie wam głupie to co piszę ale gdy zdarzył się ten przełom w jej życiu też w to nie wierzyłem że szara myszka naraz stanie się kimś kogo często widuje sie w TV. Problem jest tez we mnie. Ona jest dla mnie wszystkim i nie widzę po za nią świata. Na inne dziewczyny nawet nie spojrzę...
Czytam i czytam... Dziewczyna się rozwija, a Ty powinieneś ją wspierać- moje zdanie. Przypomniała mi się chłopak z liceum, który powiedział do mnie: "Widzę, że nauka jest dla Ciebie ważniejsza, wybieraj: ja albo nauka?" Wiadomo, co klasowy dziobak wybrał;)
Jeżeli się kocha, znajdzie się sposób. W moich oczach porównywanie, stawianie wyborów nie jest dobre. Po co mi mężczyzna, który zamiast mnie wspierać i cieszyć się z moje rozwoju (rzecz jasna musi to działać w obie strony) etc., nie jest zadowolony i pewnie chcę, aby wszystko rzuciła i była tylko z nim. Zawiało, jak dla mnie, egoizmem.
22 2011-10-07 14:52:22 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2011-10-07 14:53:29)
Wywołana przez Zajin odpowiadam.
Nikomu niczego nie chcę wmówić, autorowi wątku, również. Czytam jednak uważnie to, co on sam napisał.
A napisał między innymi tak:
(...)Bardzo ciężko pogodzić mi się jest z tym faktem, ponieważ wiąże się to z ciągłymi wyjazdami - to warszawa, wrocław, gdańsk... cała polska wzdłuż i w szerz..
(...)ja jej z oczywistych przyczyn jakimi są obowiązki codzienne np praca nie mogę jej towarzyszyć.
(...)Jednakże ja od tego przełomowego momentu bardzo cierpię. Głównie chodzi mi o te kilkudniowe wyjazdy. Mam pełne zaufanie do swojej dziewczyny, lecz ona obraca się w środowisku show biznesu i gdy jej nie ma bardzo cierpię.
(...) gdy jej nie ma bardzo cierpię... Wiem, że nie mogę jej stawiać ultimatum typu "albo ja, albo kariera" ale jest mi niezwykle ciężko... Tak na prawdę to ona rozdaje karty w tym związku bo co ja mogę wobec tego wszystkiego. Nie wyobrażam sobie życia bez niej, równocześnie cierpię jednak poprzez zaistniałą struację. Wiem, że to dla niej życiwą droga - ona jest artystą, ja zwykłym chłopakiem. To trwa już kilka miesięcy a ja dalej nie umiem się do tego przyzwyczaić.
(...)Problem jest tez we mnie. Ona jest dla mnie wszystkim i nie widzę po za nią świata.
(...)Nasze charaktery sa bardzo podobne i zawsze sie doskonale rozumiemy, aczkolwiem jestem typem czlowieka ktory planuje, organizuje, lubi miec wszystko poukladane. Jej zyciem natomiast rządzi chaos i widze ze nie jest to dla mojej dziewczyny czyms dziwnym.
(...)przyznam sie ze nie bylo chwili zebym nie myslal o swojej dziewczynie. NIE POTRAFIE.... mysle o niej nawet robiac czynnosci wymagajace naprawde duzego skupienia.
(...)oment gdy wyjezdzala po raz którys na kilka dni i ja zamiast ja wspierać, zacząłem mowic jak mi zle i ciezko...
A też było i o tym, że dziewczyna to "artystka", autor zaś jest tylko "zwykłym chłopakiem". Rozumiem, to skromność.
23 2011-10-07 15:09:37 Ostatnio edytowany przez nieznany24 (2011-10-07 15:20:47)
?Zawiść i egocentryzm? ? to zło, ale chyba nie ma tego Twoim wypadku, po prostu boisz się jaki będzie nowy porządek po zmianach + chcesz by także Twoje potrzeby bliskości, intymności, ukochania były zaspokajane." - trafione w sedno. Szczerze teraz brakuje mi tych wymienionych rzeczy. Mam bardzo wrażliwą duszę.
"Toksyczne może być tak samo uleganie partnerowi na każdą zachciankę.
"Zostać nieszczęśliwym jej pomocnikiem, nie partnerem, który na wszystko pozwala i wszystko daje, odmawia sobie szczęścia, to dobra droga do toksycznego związku i bycia puszczonym w trąbę?" - powili zaczynam się tak czuć...
Mowie jej pogódźmy to jakoś. Zrezygnuj z części koncertów. Broń boże ze wszystkich - jedynie z części - wiadomo jedne ważniejsze, inne mniej. Dostaje odpowiedź przecież możesz mi towarzyszyć. Kiedy moge, pozwala mi na to czas i pieniądze to jade na koncert. Jednakże tak jak wcześniej pisałem po całej Polsce tułać się nie mogę. Musiałbym rzucić pracę... Byłbym do tego zdolny, jednakże za co będę zył. Byłbym zdolny na takie wyrzeczenie mówie to otwarcie. Wiem że część ludzi straciłaby do mnie szacunek, nazywając mnie pantoflarzem, lecz ich zdanie się dla mnie nie liczy. Próbowałęm podjąć próbę, aby dizewczyna faktycznie odpuściła raz na jakiś czas koncert, lecz to dla niej bardzo ważne i raczej niewarte podejmowania wysiłków w celu przekonywania itd bo z autopsji wiem iż prowadzi to jedynie do kłótni.
"nie blokuj jej drogi kariery" obrazowo mogę przedstawić to tak jej kariera pochłania 5/7 - 6/7 czasu bo w domu gości raz - dwa razy na tydzień.
W tym wszystki brakuje mi jednak konsensusu. Pewnego porozumienia. Wyrzeczeń również z jej strony. Tym bardziej, ze kiedyś wyglądało to jak miliony innych związków, szkoła, praca, czynności codzienne. Mogłem się z nią spotkać w zasadzie kiedy chciałem. Chociażby pomóc w realizowaniu codziennych obowiązków ale być jednak razem.. - przy niej.
(...)
Mowie jej pogódźmy to jakoś. Zrezygnuj z części koncertów. Broń boże ze wszystkich - jedynie z części - wiadomo jedne ważniejsze, inne mniej. (...)
Kto tę ważność ocenia?
(...)
"Zostać nieszczęśliwym jej pomocnikiem, nie partnerem, który na wszystko pozwala i wszystko daje, odmawia sobie szczęścia, to dobra droga do toksycznego związku i bycia puszczonym w trąbę?" - powili zaczynam się tak czuć...(...)
Tobie nie odpowiada życie z dziewczyną, której praca polega na częstych wyjazdach. Wobec tego, byś był szczęśliwy, proponujesz, by ona zrezygnowała ze swoich marzeń zawodowych.
I dalszy mój komentarz - w sygnaturze.
Wielokropek - zgadza się dla niej jest wszystko ważne co związane ze sceną. Może mało to ma sensu ale wybiegnijmy w przyszłość. Chcemy zamieszkać razem, założyć rodzinę. Jakie to ma perspektywy w zaistniałym ukłądzie rzeczy? Nie sądzisz że moja druga połówka z czasem również powinna nieco zwolnić?
Wielokropek - zgadza się dla niej jest wszystko ważne co związane ze sceną. Może mało to ma sensu ale wybiegnijmy w przyszłość. Chcemy zamieszkać razem, założyć rodzinę. Jakie to ma perspektywy w zaistniałym ukłądzie rzeczy? Nie sądzisz że moja druga połówka z czasem również powinna nieco zwolnić?
Przeczytałeś mojego posta? Ona pnie się teraz po szczeblach kariery i chce to robić. Teraz jest jej czas. Gdybyś Ty był w jakiejś korporacji i się po tych szczeblach piął, a ona by Ci powiedziała "nie jedź na tą delegacje, idź ze mną do kina", albo "nie odpowiadaj na telefon szefa bo jesteś ze mną" Jakbyś reagował? I jak byś się zachował, gdyby w trakcie najwyższych Twoich obrotów i gorącego okresu powiedziała Ci "zwolni trochę bo kiedyś może ze sobą zamieszkamy, a teraz czuje się niedopieszczona".??
Przeczytałem Teo. Napisałaś tam wiele sensownych rzeczy. Dla mnie kobiety są zagadką. Cięzko zrozumiec mi ich tok myslenia. Myślisz ze to co sie teraz dzieje jest przejsciowe? Myslisz ze kiedyś to chociaż zbliży sie do normalności i nieco wyhamuje? Po prostu nie wyobrażam sobie calego zycia na takich zasadach.
Nie wiem czy zauważyłeś, ale jedne piosenkarki są na topie przez lata, inne przez sezon czy dwa. Żadna z nas nie jest wróżką i nie przepowie Ci, ile Twoja ukochana będzie koncertowała i nagrywała.
Daj jej się teraz wykazać. Skoro jest na topie, to niech korzysta z tego ile się da. A jeśli będziesz jej ciągle powtarzał, żeby trochę zwolniła, mniej koncertowała, mniej nagrywała, to albo ona Cię zostawi, albo koncern muzyczny rzuci ją. Proponowałabym Wam szczerą rozmowę. Powiedz, co Ci leży na sercu i wysłuchaj, co ona na ten temat myśli i znajdźcie jakiś kompromis.
Ale kariera i jej szczeble nie mają nic wspólnego z rozumieniem kobiet, bo wszyscy tak samo mają, choć kobiety często gorzej.
Nie myśl na razie co będzie w przyszłości, myśl o tym co jest teraz. Snujesz dalekosiężne plany, ale czy jesteś już gotowy finansowo i psychicznie przygotowany na wspólne życie? Czy pracujesz na takim stanowisku, że z całą szczerością możesz powiedzieć, że w razie problemów zapewnisz byt rodzinie, którą chcesz założyć? A kto powiedział, że jak jej kariera się uspokoi o właśnie Ty nie dostaniesz jakiejś lukratywnej propozycji pracy, która będzie wymagała pełnego zaangażowania z Twojej strony? Może warto pomyśleć o tym teraz? Teraz, kiedy możecie sobie na to pozwolić.
Jest ciężko i nikt Ci nie powie, że to się kiedyś skończy lub zmieni. Na pewno jeżeli Twoja dziewczyna zaistnieje na rynku muzycznym i ustabilizuje swoją karierę to pewnie wszystko wróci do normy. Wszyscy Ci radzą wziąć się za siebie i zająć się sobą, może warto posłuchać ich rady?
Wielokropek - zgadza się dla niej jest wszystko ważne co związane ze sceną. Może mało to ma sensu ale wybiegnijmy w przyszłość. Chcemy zamieszkać razem, założyć rodzinę. Jakie to ma perspektywy w zaistniałym ukłądzie rzeczy? Nie sądzisz że moja druga połówka z czasem również powinna nieco zwolnić?
Od początku mojej kariery zawodowej pracowałam na półtora etatu, oprócz tego dwa lata wyjazdowych studiów podyplomowych (3 dni pod rząd poza domem), później dalsze dokształcanie (wyjazd raz na dwa miesiące na 6-7 dni, przez dwa lata), później praca związana z wyjazdami (w miesiącu nie było mnie zwykle tydzień, dwa). W tym czasie urodziłam dwoje dzieci, razem je wychowaliśmy i jesteśmy w dalszym ciągu szczęśliwi razem.
Jak ktoś chce, znajdzie sposób.
Jak ktoś nie chce, znajdzie powód.
Na razie wynajdujesz powody, bądź masz sposób na jej życie zawodowe.
Może najwyższa pora, byście p o r o z m a w i a l i. Temat brzmi: "Co zrobić, byśmy będąc razem byli szczęśliwi?"
I zaczynacie wynajdować pomysły (nie Ty startujesz z "najlepszymi i jedynymi"), spisujecie je wszystkie bez komentarzy i odrzucacie te, które nie są do przyjęcia przez jedno z was. To, co zostanie - jest najlepszym, dla was obojga, rozwiązaniem problemu. Na tym polegają (w olbrzymim skrócie) negocjacje.
Nie możesz wymagać od niej niemożliwego. Miłość miłością, ale gdyby Wam nie daj Boże nie wyszło, to ona zostałaby na lodzie.
Nie zrozum mnie źle, ale nie można się kierować tylko swoim dobrem, bo to egoistyczne. Spróbuj ją zrozumieć. bo takie kilkudniowe nieobecności to nie koniec świata. CHyba masz swoje życie? Masz czym się zająć gdy jej nie ma?
Po raz kolejny porozmawialismy z dziewczyną. Ta rozmowa dużo mi dała, lecz nie wniosła niczego przełomowego. Przyznam się, że postanowiłem przeprowadzić taką dogłębną diagnozę tego co mi przeszkadza. Wziałem kartkę i metodą od ogółu do szczegółu przeanalizowałem problem. Wnioski jakie wyciągnąlem są następujące:
- wydaje mi się iż jej sukcesy nieco mnie przytłumiły i wywołały u mnie hmmm.. pewnego rodzaju zazdrość, jednak zdałem sobie sprawę, że jej sukcesy są również po częsci moimi
Jako panaceum na tą ''głupią zazdrość, postanowiłem rozwijać się w sferze pracy zawodowej - zapisałem się na kurs podnoszący moje kwalifikacje zawodowe ![]()
- drugim bodźcem, który działa na mnie znacznie bardziej drażniąco i z którym trudniej jest mi się zmierzyć to lęk przed zdradą, który wywołany jest poprzez te wszystkie sytuacje sprzyjające nawiązywaniu nowych znajomości (często lukratywnych) po koncertach - imprezy, eventy itd itp.
Próbowałem z nią porozmawiać o tym i zapewniała mnie o tym że jestem dla niej jedynym facetem w jej życiu i nie zrobiłąby nigdy nic takiego. To głupie ale nie umie to do mnie trafić... Wcześniej nie trzymałem dziewczyny na smyczy, ale te wyjazdy - kilka w tyg = kilka imprez, na których jest alkohol itd itp. Jak mogę z tym walczyć? ![]()
Jako panaceum na tą ''głupią zazdrość, postanowiłem rozwijać się w sferze pracy zawodowej - zapisałem się na kurs podnoszący moje kwalifikacje zawodowe
Brawo! ![]()
drugim bodźcem, który działa na mnie znacznie bardziej drażniąco i z którym trudniej jest mi się zmierzyć to lęk przed zdradą (...) Jak mogę z tym walczyć?
Musisz zrozumieć, że wyjazdy i alkohol nie mają nic wspólnego ze zdradą. Powiem brutalnie: jeśli będzie chciała Cię zdradzić, to może to zrobić nawet wtedy, gdy wyjdziesz po bułki. Na trzeźwo.
A kogo zdradzają kobiety? 1. Mężczyzn zimnych emocjonalnie. 2. Mężczyzn nudnych. Nad punktem nr 2 już pracujesz, a co do 1 nie mamy informacji. Sam sobie odpowiedz na pytanie, czy masz się czego bać.
Mojej dziewczynie ofiaruje masę czułości. Bardzo się kochamy to nie ulega wątpliwości. Między nami jest pewna róznica wieku - ja jestem świeżo po studiach i podjąłem swoją pierwszą pracę, ona jest na 2 roku studiów. Ja jestem już ustatkowany, powoli chciałbym myśleć o wspólnym mieszkaniu. Nie mówie o zakładaniu rodziny - jeszcze nieco za wcześnie. Boje się że mimo tego że ona mnie kocha, będzie chciała spróbować czegoś z kimś innym. Dajcie mi jakąś kobiecą radę co robić, aby być atrakcyjnym dla swojej partnerki? Nie mówie o radach aby być czystym, dbać o kondycję, bo to jest akurat dla mnie oczywiste.
35 2011-10-09 14:15:03 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2011-10-09 14:15:55)
Co masz robić, a raczej co masz zrobić?
Z r o b i ć p o r z ą d e k w s w o j e j g ł o w i e. K o n i e c z n i e.
Bez tego wasz związek rozleci się w tempie błyskawicznym. O czym piszę? O Twoich lękach, obawach. Oto dowód z ostatniego postu:
(...)Boje się że mimo tego że ona mnie kocha, będzie chciała spróbować czegoś z kimś innym.(...)
Jeśli prześledzisz wszystkie swoje posty, zauważysz w każdym stwierdzenia świadczące o Twoich lękach. Lękach bezpodstawnych, z którymi Twoja partnerka nie ma nic wspólnego. Stworzyłeś je sam, w swojej głowie. Wolę nie domyślać się ich celu.
Jedno wiem, życie z podejrzliwą osobą u boku wcześniej czy później staje się nie do zniesienia i kończy się rozstaniem.
I jeszcze jedno.
Czym, Twoim zdaniem, różni się wspólne mieszkanie z ukochaną, od założenia rodziny?
Bo, moim zdaniem, tylko ceremonią w kościele lub USC.
No może źle sformułowałem. Chciałbym zamieszkać razem, aczkolwiek nie myśleć o dziecku ![]()
No może źle sformułowałem. Chciałbym zamieszkać razem, aczkolwiek nie myśleć o dziecku
Oooo kochany! Każdy by tak chciał, ale podejmując pewne kroki musisz liczyć się z konsekwencjami. Siłą rzeczy mieszkając i żyjąc razem prawdopodobieństwo ciąży się zwiększa, ponieważ jesteśmy wyluzowani, nie spieszymy się, nie myślimy o tym tak dokładnie jak na zaplanowanych randkach i bum! Może się przytrafić. Także może najpierw to Ty się chłopie ogarnij i pomyśl czy jesteś gotowy psychicznie jak i finansowo na wzięcie odpowiedzialności za swoje czyny ![]()
Dodam do tego jeszcze jedno.
Przed podjęciem decyzji o wspólnym życiu, czyli założeniu rodziny, przemyśl swoje priorytety.
Czy na pewno wiesz, że z tą kobietą, mającą określony zawód i sposób na życie, chcesz przez to życie przejść.
Bo w to, że ta kobieta podoba Ci się, nie mam wątpliwości.
Wątpliwości dotyczą tego, czy to właśnie nią (a nie swe wyobrażenie o niej) chcesz mieć jako partnerkę życiową. O czym myślę? Odpowiem wprost. O Twoich pomysłach ukrócenia jej zawodu.
39 2011-10-09 15:19:00 Ostatnio edytowany przez nieznany24 (2011-10-09 15:20:36)
Wielokropek, nie bardzo na chwilę dzisiejszą potrafię sobie wyobrazić aby chociaż zamieszkać z nią (chociazby dlatego aby sprawdzic jak to jest, czy da sie tak funkcjonowac w zwiazku partnerskim w ktorym ona robi to co robi). Stać mnie na to, mimo że niedawno zacząłem pracować i nie zarabiam kokosów. Jednak chyba przyznacie mi rację, że raczej mija się to obecnie z celem. Dla zobrazowania sytuacji w zeszłym tyg moja dziewczyna w domu zagościła we wtorek, aby w środę wieczorem wyjechać na następny koncert. Podobnie to wszystko wygląda w zasadzie od maja. No może co jakiś czas jest u siebie 2-3 dni w trakcie tyg. Wspólne weekendy dla nas nie istnieją - wiadomo koncerty, głównie te szerzej zakrojone odbywają się właśnie w weekendy. Gdyby to miało jeszcze charakter regionalny, ja moglbym byc czesciej przy niej... Obecnie wspólne mieszkanie po prostu mija się z celem. Na pytanie co będzie kiedyś, czy tak bedzie wygladalo jej zycie dostaje odpowiedz że nikt tego nie wie. Fakt faktem że ten dzien - dwa w tyg poswieca głównie mi, no ale ja jako ktos kto wlasnie wkroczyl w dorosle zycie ( bo chyba tak trzeba nazwac fakt skonczenia szkoly i rozpoczecia pracy) mysli powoli innymi kategoriami... Jej zycie przypomina mi trochę życie cyrkowca który jezdzi od miasta do miasta, realizuje sie bawiac ludzi i czerpie z tego satysfakcje.
Jeśli nie możesz, a wszystko na to wskazuje, zaakceptować sposobu życia swej dziewczyny, daj jej spokój.
Kolejny raz proszę, zajrzyj do mojej sygnatury. Tam rozwiązanie również Twojego problemu.
41 2011-10-09 15:27:57 Ostatnio edytowany przez żyworódka (2011-10-09 15:31:14)
Witaj NIEZNANY.
Czym, Twoim zdaniem, różni się wspólne mieszkanie z ukochaną, od założenia rodziny?
Bo, moim zdaniem, tylko ceremonią w kościele lub USC.
Luźny związek - to luźny związek (wyszło masło maślane, ale tak to czuję).
Gdy zabraknie uczucia, jakieś nierozstrzygnięte konflikty, zabierasz się i odchodzisz. Takie rozstania są zazwyczaj prostsze.
Rodzina jest podstawową komórką społeczną - rodzi wiele zobowiązań. Sam ślub stanowi tylko preludium do życia w rodzinie. Gdy się nie ułoży - to separacja, rozwód, podział majątku itp. i itd.
czyli dużo spraw do załatwiania, formalności, urzędy, sądy.
No może źle sformułowałem. Chciałbym zamieszkać razem, aczkolwiek nie myśleć o dziecku
Przede wszystkim Twoja ukochana pewnie będzie daleka (przynajmniej w czasie rozwoju swojej kariery artystycznej) od myśli rodzenia dzieci. Raczej w tym będziecie jednomyślni.
Wiesz, ja się wcale nie dziwię, że jesteś w rozterce i źle znosisz rozłąki z ukochaną.
Gdybyście byli jednej profesji lub miałbyś pracę wyjazdową, to pewnie taki stan dla obu stron byłby czymś do przyjęcia bez zastrzeżeń.
Wszystko zależy od charakteru człowieka, ja osobiście źle znoszę rozłąki. Być żoną marynarza czy tirowca (jakoś o artyście nie pomyślałam
) to nie dla mnie.
Ale cóż, mówią, że każdy w życiu ma swoje "pięć minut", pewnie teraz to czas Twojej ukochanej
więc jej nie skracaj.
Życie pokaże czy pójdziecie razem, czy każdy swoją drogą.
Dużo przemyśleń dla Ciebie daje wypowiedź ZAJIN.
Zatem życzę owocnych przemyśleń, świadomych decyzji i gdyby co, to wytrwałości ![]()
42 2011-10-09 15:33:17 Ostatnio edytowany przez nieznany24 (2011-10-09 15:36:47)
Wielokropek, wskazujesz na powiedzenie ze jak ktos chce znajdzie sposob. Ja chce i to bardzo ale daj mi jedna propozycje aby pogodzic nas jako obojga partnerów. Wydaje mi sie z tego powiedzenia wylania sie przesłanie: "albo zaakceptujesz zaistnialy stan rzeczy czyli wzajemne obcowanie ze soba raz w tyg raczej z podobnymi perspektywami na przyszlosc" albo nasze drogi powinny sie rozejsc. Nie uwazasz z perspektywy dziewczyny ze tez powinna troche zluzowac i poswiecic nieco wiecej czasu dla swojej polowki?
43 2011-10-09 15:43:35 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2011-10-09 15:44:38)
nieznany24,
zajrzyj na poprzednią stronę i przeczytaj post numer 30. Tam już, dwa dni temu, opisałam moją propozycję rozwiązania problemu. Chcesz - skorzystasz. Nie chcesz - nie skorzystasz. Innego, lepszego sposobu niż podany - nie znam.
Wielokropek, wskazujesz na powiedzenie ze jak ktos chce znajdzie sposob. Ja chce i to bardzo ale daj mi jedna propozycje aby pogodzic nas jako obojga partnerów.
No i w tej wypowiedzi jest rozwinięcie drugiej części powiedzenia, czyli jak nie chcesz to znajdziesz powód. Wydaje mi się, że dla ciebie jedynym i słusznym rozwiązaniem jest, żeby Twoja dziewczyna siedziała z Tobą w domu, bo Ty innej możliwości nie widzisz.
Sam pisałeś, że kiedy jest w domu poświęca większość czasu Tobie, więc nie rozumiem w czym problem? W tygodniu nie możesz z nią jeździć, ale weekendy masz wolne więc co za problem raz w miesiącu wyjechać z nią w małą trasę na weekend? Wtedy spędzicie więcej czasu razem w końcu nie musi imprezować po każdym koncercie.
Przede wszystkim i nade wszystko musisz uświadomić sobie, że teraz to TY musisz się dostosować do niej, a nie odwrotnie. Za bardzo wybiegasz w przyszłość i gdybasz co będzie za rok, dwa, dziesięć lat. A może być różnie. Może stwierdzić, że ją ograniczasz i nie chce w ogóle związku. Może jej kariera się zakończyć i wróci do "normalności", możecie wziąć ślub, albo i nie. Różnie to bywa. Wydaje mi się, że Twoja potrzeba rozwijania związku i wejścia na wyższy szczebel nie wiąże się z tym, że tak czujesz tylko z tym, że nie podoba Ci się jej kariera i podświadomie chciałbyś ją zamknąć w domu.
Czemu nie zamieszkałeś z nią jak była "szarą myszką"? Bo byłeś pewny, że Ci nigdzie nie ucieknie, a tu taka niespodzianka!
Boje się że mimo tego że ona mnie kocha, będzie chciała spróbować czegoś z kimś innym.
To jest właśnie to zaufanie, o którym tyle pisałeś w pierwszych postach? No to ja nie mam więcej pytań. Traktujesz swoją dziewczynę jak dziwkę, jak kogoś, kto puści się z kimś innym dla "spróbowania", bez miłości, obok związku. Faktycznie, ufasz jej i cholernie ją szanujesz.
46 2011-10-09 17:31:12 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2011-10-09 17:58:00)
BaboOsiadła,
to jest zaufanie inaczej. Inaczej - brak zaufania.
Wielokropku, dzięki temu autor już wkrótce będzie miał związek inaczej ![]()
48 2011-10-09 17:46:47 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2011-10-09 17:59:40)
Od któregoś postu nie wiedziałam o co tutaj chodzi.
Bo autor wątku napisał, że zaufanie ma, kocha bardzo, ale nie podoba mu się. Ma prawo.
Przyznał, że problem leży po jego stronie, że zazdrości dziewczynie sukcesów. A po paru godzinach odwołał to wszystko. Zaczął domagać się od dziewczyny rzeczy, w obecnej sytuacji, nie do spełnienia.
O co tu chodzi?
Otóż jest to najlepszy sposób na rozstanie. Bo autorowi przestała podobać się sytuacja, przestała się podobać kobieta stojąca na własnych nogach (była dobra będąc "szarą myszką") i mająca swoje zdanie (oburzające).
Jak to zrobić, by nie wziąć odpowiedzialności za taki rozwój wypadków?
Rozwiązaniem jest rozstanie się z przyczyn leżących po stronie dziewczyny.
On, dobry, szlachetny, mający wiele propozycji rozwiązania problemu, a ona...
Ona nie chce ograniczyć swych wyjazdów.
On poszedł już na takie ustępstwa, czyli chce by zrezygnowała tylko z części swych wyjazdów, tych "mniej ważnych".
Taki scenariusz zaświtał mi w głowie po, mojej zresztą, propozycji rozstania i odpowiedzi autora, pytającego, czy nie mam już żadnego innego rozwiązania. Zapytał, mimo, że wcześniej dostał od różnych osób inne propozycje. Dziwnie jednak ich nie zauważył i pominął.
Tak, tak. Wiem. Mylę się bardzo.
Naprawdę?
Chorobliwa zazdrość albo bardzo niska samoocena, każąca mu myśleć, że każdy inny jest lepszy i dziewczyna prędzej czy później to zauważy, więc najlepiej, żeby siedziała zamknięta w domu. IMHO. I to, i to do leczenia.
A mi się wydaje, że to już "męska duma" się odzywa i zaniżone ego. No bo jak to?! Dziewczyna odnosi sukcesy i robi karierę, a ja nie?! Przecież w imię wielkiej miłości do mnie powinna zrezygnować ze swoich pasji, bo to ona do mnie ma się dostosować, a nie ja do niej! -.-
Źle trafił, bo dziewczyna mądra. Już zobaczyła i już uwierzyła, że nie jest "szarą myszką" i nie musi siedzieć w klatce.
Bezczelna, sama w świat poszła. Nawet nie zapytała, czy może.
Kobieta samodzielną istotą? Przecież to sprzeczność sama w sobie. ![]()
52 2011-10-09 20:37:54 Ostatnio edytowany przez nieznany24 (2011-10-09 20:41:49)
"Chorobliwa zazdrość albo bardzo niska samoocena" myślę że jednak to drugie... Co do zaufania to wydaję mi się, że duza wina lezy w moim otoczeniu. Wiele osób (nawet tych najbliższych) czesto powtarza mi, żebym nie zdziwił się jak dziewczyna bedzie robiła mi boki. Podobno artyści tak maja.. Ona taka nie jest ale zewsząd to słyszę... nie wiem, może inni są również zazdrosni i zawistni
Inni w tym nawet rodzina powtarzają "co to za zycie?", "zastanow sie abys sie po kilku latach nie obudzil z reka w nocniku".. Być może nakręcam się poprzez ten cały zgiełk w okół tego i stąd moje problemy
ja z nią na pewno nie zerwe, za bardzo ją kocham.
Zgiełk zgiełkiem, ale oprócz tego masz swój rozum i możesz nim się kierować.
Rozum jest najczęściej lepszym doradcą niż uwagi "życzliwych".
Za każdym razem piszesz, że Twoja dziewczyna taka nie jest i jej ufasz, a potem dodajesz zupełnie coś innego. Obrażasz ją sugestiami, że mogłaby Cię zdradzić dla zabawy, rozumiesz? A tego debilizmu, że artyści zdradzają, nawet nie skomentuję. Jasne, moralność zależy od wykonywanego zawodu i WSZYSCY artyści są tacy sami.
Trochę już tracę do Ciebie cierpliwość, bo, cokolwiek nie napiszemy, Ty i tak w kółko swoje...
Stań przed lustrem, zsuń spodnie i majtki. Są jaja? Są? No to od teraz każdemu, kto powie coś na temat Twojej kobiety, robiąc z niej puszczalską, stanowczo oznajmiaj, że NIE ŻYCZYSZ sobie tego typu komentarzy!
Co by sobie ta dziewczyna pomyślała, wiedząc, że tolerujesz takie pomówienia i jeszcze zaczynasz w nie wierzyć, a potem analizujesz to na forum DLA KOBIET, chłopie!
powiem szzcerze - jestes idiota jesli myslisz ze ona przy tobie zostanie
predzej czy poziej sie rozstaniecie tak sie koncza takie zwiazki za niedlugo nie wiele bedziecie mieli ze soba wspolnego
ona wybierze muzyke tego mozesz byc pewnie na zlej lub dobrej drodze ale tam jest mustwo fajnych facetow nie wierze ze z Toba zostanie. poszukaj jakiejs "szarej" dziewczyny jak Ty bo bedziesz cierpial predzej czy pozniej
powiem szzcerze - jestes idiota jesli myslisz ze ona przy tobie zostanie
predzej czy poziej sie rozstaniecie tak sie koncza takie zwiazki za niedlugo nie wiele bedziecie mieli ze soba wspolnego
ona wybierze muzyke tego mozesz byc pewnie na zlej lub dobrej drodze ale tam jest mustwo fajnych facetow nie wierze ze z Toba zostanie. poszukaj jakiejs "szarej" dziewczyny jak Ty bo bedziesz cierpial predzej czy pozniej
A to że ja się nie poruszam w tej branży od razu mnie skreśla? Jestesmy ze soba 1,5 roku i pomimo tych moich problemow nasze uczucie nie slabnie
karoliina9 napisał/a:powiem szzcerze - jestes idiota jesli myslisz ze ona przy tobie zostanie
predzej czy poziej sie rozstaniecie tak sie koncza takie zwiazki za niedlugo nie wiele bedziecie mieli ze soba wspolnego
ona wybierze muzyke tego mozesz byc pewnie na zlej lub dobrej drodze ale tam jest mustwo fajnych facetow nie wierze ze z Toba zostanie. poszukaj jakiejs "szarej" dziewczyny jak Ty bo bedziesz cierpial predzej czy pozniejA to że ja się nie poruszam w tej branży od razu mnie skreśla? Jestesmy ze soba 1,5 roku i pomimo tych moich problemow nasze uczucie nie slabnie
Jeżeli dziewczyna nie będzie wracała do ukochanego i stęsknionego mężczyzny tylko do jęczącego, mającego ciągłą pretensję gówniarza to Cie w końcu zostawi. Każdy ma swoje granice. Wbrew pozorom koncerty i występy to bardzo stresujący okres, to trema i niepewność, uczucia, które silnie oddzialowują i trzeba je odreagować. Najlepiej jeżeli można odetchnąć w ramionach ukochanego i poczuć wsparcie, które dodaje sił. Natomiast po stresującym weekendzie wrocić do marudy, który ciągle jęczy jak mu źle nie wróży dobrze. Obawiam się, że "walniesz" się w pewnym momencie i jak coś jej pójdzie nie tak, bo zawsze są wzloty i upadki, Ty ją pocieszyć, ale na kilometr będzie czuć, że się z tej porażki cieszysz, bo pomyślisz sobie, że w końcu wróci do Ciebie jako szara myszka. A to już tylko prowadzi do końca.
58 2011-10-10 12:47:18 Ostatnio edytowany przez invisible (2011-10-10 12:56:57)
Nie powinno się wprowadzac ograniczen osobie, ktora realizuje wlasne marzenia, to jest jej chwila i wszystko co postanowi odnosnie muzyki- bedzie oznaczac kierunek jej pragnien. Z doswiadczenia wiem ze bys mogl pozstac w tym zwiazku wazne sa:
1. Nie ograniczaj totalnie niczego co robi, odbierze to jako atak na siebie a wrecz dzialanie agresywne, by odebrac jej to czego pragnie
2. Nie robic wyrzutow bo to rowniez odbierze jako atak: jezeli Cie kocha bedzie chciala zaspokoic Ciebie i swoje marzenia az w koncu dotrze do niej ze nie potrafi, bo Ty jestes wiecznie niezadowolony z jej kariery i zamiast wpadac w Twoje ramiona po stresujacycm koncercie-zacznie uciekac, nierozumiana i wiecznie krytykowana. Tobie sie wydaje ze grzecznie z nia rozmawiasz (jednakze gdy w tej rozmowie pojawia sie tekst typu "nie podoba mi sie to ze ciagle Cie nie ma, ogranicz ilosc koncertow)-to ja bym to juz odebrala jako atak i czula sie powoli ograniczana, az w koncu czulabym sie tak ściśnięta ze braklo by mi tchu i wyrywalabym sie na sile z takiego uscisku.
A sadze ze bylo dobrze dopoki miales wieksza kontrole nad nia, moze pociagala Cie szara myszka. Teraz sam stajesz w jej cieniu i nie mozesz pogodzic sie z ta sytuacja. Zajmij sie soba, wlasna kariera. Sadze ze by przytrzymac taki zwiazek (bo i tak sila niczego nie uzyskasz) nalezy mimo wszystko okazac maximum zrozumienia, cierpliwosci.. albo zajac sie wlasna kariera, hobby, rozwojem pasji i cieszyc sie chwilami kiedy juz je razem spedzacie, albo odejsc- jezeli nie odpowiada Ci styl zycia partnerki.
A i przyklad z zycia: moj brat jest muzykiem. 9 lat byl z kobieta, razem studiowali, razem mieszkali, on wiecznie mial proby koncerty, widac bylo ze muzyka jest na pierwszym miejscu. Ona przeprowadzila sie dla niego z drugiego konca kraju by z nim zamieszkac, tu znalazla nowych przyjaciol i prace. On czul ze ma swoje 5 minut. Jego kobieta wiecznie byla niezadowolona-wiecznie sie klocili o to, miala pretensje a kiedy slub, dzieci rodzina.. on wiecznie uciekal, widzialam wszystko na wlasne oczy jak rzucal jej sluchawka gdy dzwonila z pretensjami, jak chodzil wiecznie zdenerwowany i nie mial sie z kim podzielil sukcesem. W koncu ona go zostawila, bo chciala miec rodzine a on chcial "grać" i jezdzic na koncerty. Po roku od rozstania jego 5 minut sie skonczylo, przyszedl do domu rodzicow usiadl i powiedzial "dlaczego ona na mnie nie zaczekala"..
Takie sytuacje są prawdziwą próbą związku. To są poważne decyzje i poważne oczekiwania. Nie sztuka być z kimś, kto siedzi caly dzień w domu, albo jest na wyciągniecie ręki. Sztuką jest wspierać kochaną osobę i byc dla niej kiedy ona tego potrzebuje.
Chłopie- weź się ogarnij wreszcie. Puknij się w głowę i zacznij się zachowywać jak facet z jajami, a nie jak drżące maleństwo, które straciło mamę z zasięgu wzroku.
Kilka pytań mam dla Ciebie:
1. Piszesz, że ufasz. Dlaczego więc twierdzisz, że zdradzi Cię z pierwszym lepszym?
2. Komu bardziej wierzysz, jej czy życzliwym? Jeśli nie jej, to dlaczego?
3. Dziewczyna jest młoda, chce się rozwijać, chce wykorzystać swoje pięć minut. Dlaczego chcesz jej to odebrać, aż tak bardzo zżera Cię zazdrość, że chcesz jej odebrać część marzeń?
4. Twierdzisz, że ją kochasz. Dlaczego bardziej zależy Ci na tym, by wiecznie była w domu i żeby ONA była bardziej dla CIEBIE, niż żebyście byli RAZEM?
5. Wcześniej napisałeś, że rozmawialiście na temat Waszego związku. Na prawdę nie dało znaleźć jakiegoś sensownego kompromisu? Czy po prostu szedłeś w zaparte i chciałeś, by ona była cały czas obok?
Rozumiem, że jest Ci ciężko. Każdemu by było. Ale trzeba to przetrwać. Ja, na przykład, jestem w tym momencie 1500km od mojego chłopaka. I ja cierpię, i on bo nie widzieliśmy się strasznie długo. Jednak, czy mam prawo kazać mu w tym momencie przyjechać do Sofii, bo nie mogę znieść rozłąki na kilka miesięcy? Czy on może powiedzieć, że w tej chwili mam wracać do Polski, bo on tak mówi?
Nie dajmy się zwariować.
Też byłam z muzykiem. Bardzo, bardo go kochałam i w miarę rozwoju naszego związku, rozwijała się jego kariera. Początkowo bardzo mnie to cieszyło i bardzo go wspierałam. W związku z tym, że chciałam mu okazać idealne zrozumienie (podziwiam ludzi z pasją), starłam się nie marudzić, znosić dzielnie jego dalekie wyjazdy, fakt, że nie miał dla mnie dużo czasu. Troszkę mu też zazdrościłam... Co ja piszę. Bardzo mu zazdrościłam! Ale nie pod kątem tego, że był podziwiany na scenie
, ale z powodu tej niesamowitej miłości do muzyki, tej pasji, która pochłaniała go i nadawała sens temu wszystkiemu. Ja, jako osoba bez super pasji czułam się taka... Nijaka, nudna, osoba która spędza swój czas w domu, uczelni, ewentualnie gdzieś sobie wyjdzie ze znajomymi, a u niego tyle się działo. On zawsze, aż do dzisiaj jest osobą skromną. Mimo wszystko szlag mnie trafiał jak myślałam, że jakaś laska słucha sobie jego koncertu, podczas kiedy ja nie mogę na nim być (dlaczego ona może a ja nie?!), wkurzało mnie, gdy byłam smutna, bo miałam zły dzień, czy coś, a on w tym czasie świetnie się bawił na scenie.
Marzyłam o nas w niedużym mieszkanku, z wielką miękką kanapą w saloniku, wtulonych wieczorami w siebie... A z czasem... Ślub, dzieciaczek. Chciałam normalności!
Byłam gotowa poświęcić WSZYSTKO. Nawet stwierdziłam, że nie miałabym nic przeciwko jakby udało się mnie wkręcić w branżę muzyczną, może jako organizator... Nawet ta opcja mi się podobała. Tylko, że zauważyłam pewne sygnały... To, że ja akceptowałam jego pasję i marzenia, nie znaczyło, że on akceptował moje. W rozmowach o "przyszłości" wspominał czasami, że on nie chciałby nigdy zakładać rodziny... Zagłuszałam to, myślałam czas zmienia, a my jesteśmy młodzi... ![]()
Pewnego dnia zdałam sobie sprawę, że tak nie można, że zamykam się tylko w moich marzeniach, że mówiłam znajomym, "mam chłopaka", którego w danej chwili przy mnie nie było...
W GIGANTYCZNYM bólu wyznałam co czuję, że się męczę, że albo coś zrobimy z tym wszystkim, albo to nie ma sensu. A on... Cóż... To nie bajka Disneya. Powiedział, że jest mu strasznie przykro, że tak się męczyłam przez ten cały czas, że mu się serce rozrywa jak myśli o mnie smutnej. I jeśli mnie to męczy to tak, nie ciągnijmy tego dłużej.
...
Dzisiaj upłynęło już grubo ponad rok od rozstania (matko, jak szybko!) Wciąż go kocham, chociaż wiem, że ma już inną dziewczynę. Mieszka bliżej jego (my jednak mieliśmy sporo do siebie), nigdy w naszych rozmowach mi o niej nie wspominał! Wiem bo... Ech, portale społecznościowe...
. Zaobserwowałam, że jednak i jej jest ciężko gdy jego ciągle nie ma i stawia koncerty ponad wszystko.
W przeciwieństwie do mnie. Ja oddycham, czuję się silna, robię dużo ciekawych i szalonych rzeczy, poznaję wiele osób. Czasami zazdroszczę tej dziewczynie, że jest z nim. Czasami myślę o niej jako złodziejce. Że zabrała mi jego. Ale to głupie
. Teraz mogę podążać za moimi marzeniami o miękkiej kanapie z ukochanym
. Nie zazdroszczę mu już. Zazdroszczę sobie
i tego samego życzę autorowi wątku... Żeby odnalazł spokój.
Nieznany24.
Jestem facetem i artystą, więc może nieco inaczej patrzę, lecz napiszę co myślę.
Zgadzam się z poprzednimi wpisami co do tego, że powinieneś się wczymś realizować - jeśli przeszkadza to, że robi karierę a np. ty nie.
Ja na twoim miejscu zniósłbym każde towarzystwo byleby być blisko niej.
Nie piję i nie palę a mimo to bywałem na domówkach i jakoś udało mi się odmówić picia itp..
I towarzystwo nie wyobraża sobie beze mnie imprezy.
Z powodu pewnej sytuacji jednak teog nie kontynuuję.
Niemniej z ludźmi tymi mam nadal kontakt.
Więc myślę, że jeśli Twoja dziewczyna ma olej w głowie to zdrady ni alkohol nie zmacą jej umysłu.
Byłem też na bankiecie otwarcia wysatwy..wernisażu. Zaproszenia tylko na wizytówki i..
Mimo dość duzej ilości alkoholu nie widziałem scen obscenicznych - czyli można.
Też towarzystwo mi tak średnio leżało, bo niewielu tam było moich znajomych no i byli dość mocno zajęci. Zająłem się wiec tym o co mi najbardziej chodziło - obazami.
Obejrzałem dość dokłądnie, parę słow zamieniłem i tyle.
Może w przypadku muzyki jest inaczej, lecz wsyztsko kwestia tego jaka jest ta dziewczyna w takich a nie innych sytuacjach.
Pisałeś, że byłeś tam raz i..? Jak reagowała twa dziewczyna?
W ogóle bym wykreślił słowo "moja, twoja"..to uprzedmiotowienie kobiety.
Co do koncertów..
Mam znajkomego muzyka i partnerka miałą mu za złe, że zaczął więcej zarabiać od niej(bo wyczytała w jakiejś książce od psychologi przykład, że to raczej ona powinna wiecej zarabiać).
Doszło do tego, że nie przychodziła na jego koncerty.
Jemu było bardzo smutno, że nie przychodziła.
Bądź też kreatywny!
Po imprezie może być zmęczona. A co by było jakby wróciła do pokoju hotelowego, gdzie czeka "jej" facet, który będzie ją masował i nawilżał olejkiem przy jej ulubionej i najlepiej spokojnej muzyce.
Możesz naszykować kolację i świece, zamówić bukiet kwiatów..
Jak tak do końca jej nie ufasz to daj się poznać z jak najlepszej strony i rób wsyztsko tak jak ktoś tu napisał by chciała się jak najszybciej stamtąd wyrać i lecieć do ciebie.
Zdrady bowiem często biorą się stąd, że partner robi się nie do życia.
Jak zależy ci tak bardzo na każdej chwili z nią to bądź prz niej i już.
Poza tym jak ma się czuć bezpieczna jak z powodu byle towarzystwa uciekasz gzie pieprz rośnie?
Raz umówiłem się z dziewczyną. Okazało się, że chciała mnie poznaćz jej znajomymi.
Towarzystwo też mi nie pasiło, lecz się dogadałem i było nawet przyjemnie.
Może dlatego, że w pierwszej kolejności dostrzegam człowieka.
dodam jeszcze, ż eistniają pary bawiace się w swingerstwo i uważają, że dojrzałość zwiazku polega na tak dużym zaufaniu, że nie wątpią w lojalność swoich partnerów/erek nawet mimo tego, iż jawnie mają akt seksualny z innymi.
Gdyż chyba bardziej boli zdrada myślą o kimś innym niż seks z tym kimś.
Wszystko to indywidualna sprawa.
Może poprostu jest wstanie znieść takie towarzystwo i tyle.
A jakbyś czekał w pokoju hotelowym to łatwiej miałaby do czego wracać, gdyż jesteś pod ręką.
Haha, ja podczas koncertów mógłbym pomagać w senografii, oświetleniu, nagłośnieniu..prezentować jakieś swoje prace/pomysły..
Lecz z tego co wiem to podobno nie jest dla związków jednak dobre przebywanie razem 24h/dobę 365dni/rok.
Żona Ozzy'ego Osbourne'a jest jego menadżerką.
Czyli się da.
Okruszka, ja jakbym kochał kobietę to zrobiłbym co w mej mocy by nie cuzla się "z boku" "jak piąte koło u wozu".
Ok, porozmawiać ze znajomymi, lecz o tej godzinie i o tej mamy plany i dłuzej być nie mogę.
I pójść albo do jakiegoś kameralnego lokalu albo do teatru, do kina, albo po prostu do pokoju hotelowego.
A jak tam tak luxne towarzystwo jak nieznajomy24 napisał to moze nawet rzucić ta dziewczyna - jestem umówiona na nieziemksi seks(oczywiście z tobą), ciao.![]()
Może więc do tego podjeść z humorem?
Życzę Wam jak najlepiej.
A mnie może usidli kobieta od bankietów.![]()
Hej, jezeli mysli same przychodza tak jak piszesz to znaczy, ze zaufania na 100% nie masz, czyli jest pewien brak bezpieczenstwa w tobie. Lepiej sluchac serca niz glowy w tym temacie.
Sytuacji nie zmienisz im bardziej bedziesz walczyl tym bedzie trudniej, potraktuj ja jako test dla siebie i dla niej.
Uzaleznianie swojego nastroju (pisales ze jest ci smutno) od obecnosci przy tobie dziewczyny to nie milosc. Milosc niczego nie chce, nie stawia warunkow tylko po prostu daje. Jak jej nie ma przy tobie zacznij zajmowac sie rzeczami, ktore sa wazne dla ciebie, mozesz np. pomagac innym lub sam sie rozwijac w roznych kierunkach nie tracac czasu na zamartwianie sie - to do nieczego dobrego nie doprowadzi.
serdecznie pozdrawiam
Radek
Kochasz ją i ona cię kocha. Gdyby Tobie trafiła się tak wielka szansa odrzuciłbyś ją? Pewnie nie a jeśli tak to pewnie byś żałował. Ciesz się z tego że ona się realizuje, że jej życie wypełnia pasja. Nie byłaby szczęśliwa gdyby codziennie przez 8 godzin siedziała w pracy której nienawidzi i ty też nie byłbyś szczęśliwy bo odbijałoby się to na tobie. Wspieraj ją, pokaż że może na tobie polegać i że ufasz jej bezwzględnie. Nie ważne ile imprez z alkoholem jeszcze przed nią, jeżeli będzie wiedziała że czeka na nią w domu kochająca osoba, będzie cię doceniać jeszcze bardziej.
Posłuchaj Kolego ... moim zdaniem popracuj nad sobą i swoją pewnością siebie i poczuciem własnej wartości ... skoro tak się boisz porzucenia zapewne nie czujesz się dla Niej wystarczająco dobry ... w sensie wart jej ... a stwierdzenie że "to ona rozdaje karty w tym związku" moim zdaniem może oznaczać niedługo Twoje kłopoty ... więc trochę dystansu, pracy nad sobą i moim zdaniem wiele się zmieni :-) Nie słuchaj też za bardzo "dobrych rad" typu "musisz ją zrozumieć" itd. ... nie uważam abyś miał ją do czegoś zmuszać ale masz też prawo do bycia docenianym ... jeśli dziewczyna zacznie przeginać powiedz jej o tym zamiast udawać, że wszystko jest okey ... nie możesz stać się jej "pieskiem" bo to będzie koniec ...