Witam serdecznie!:) Bardzo lubię czytać to forum, więc pomyślałam, że może i mi coś doradzicie, Drogie Netkobietki:)
Moja historia zaczęła się ponad 1,5 roku temu. Wtedy miałam 18 lat i chodziłam jeszcze do liceum. I wtedy także mój, były już, chłopak zaczął się mną interesować. Byliśmy w jednej klasie. Od dawna miałam go na oku, więc jaka była moja radość, gdy pierwszy raz poprosił o spotkanie!:) Dodam, że jestem osobą z wyglądem raczej dla konesera, a to był właściwie pierwszy chłopak, który się mną zainteresował.
Ale do rzeczy. Byliśmy razem rok. Ciężki rok. Z ciągłymi pretensjami i wybuchami zazdrości z mojej strony. Rozstawaliśmy się kilka razy, ale zawsze się schodziliśmy. Ale wszystko skończyło się 2 tyg. przed naszą rocznicą. Chciał najpierw przerwy. Nie odezwał się ani razu w tracie tej przerwy. Aż w końcu zerwał. Ale jak! Przez smsa, pisząc, żebym już nie odpisywała, nie kocha mnie już i nigdy nie będziemy razem. Na próżno słałam całe litanie ckliwych wiadomości. Na żadną nie odpisał. Nigdy nie podszedł, nie pogadał. Byłam powietrzem dla kogoś, kto tyle dla mnie znaczył. A on na moich oczach zabawiał się z moimi koleżankami z klasy. Je sobie szczególnie upodobał.
Poszliśmy na studia, obydwoje do Warszawy. On zamieszkał z koleżanką, która mu się podobno podobała, i z kolegą. Raz wysłał do mnie smsa, że zaprasza na imprezę. Było to dziwne, biorąc fakt, ze nie chciał mieć ze mną nic wspólnego przez pół roku po rozstaniu. Nie poszłam, bo nie mogłam. Dowiedziałam się, że jak jest pijany, przystawia się do każdej dziewczyny. Nawet moich przyjaciółek, które tam były.
Na następną imprezę zaprosiła mnie jego koleżanka. Poszłam. Ciągle przy ludziach czynił jakieś aluzje do naszego związku. Nad ranem zaciągnął mnie w ciche miejsce i zaczął namawiać na powrót, mówiąc, że on zawsze kochał tylko mnie i nadal kocha, że te wszystkie dziewczyny nic nie znaczą. Nie zgodziłam się. Słyszałam, że po prostu z żadną mu nie wyszło, to szuka sobie byle kogo. Następnego dnia dostałam od niego smsa (o dziwo!), że to faktycznie nie ma sensu.
Następna impreza była u moich znajomych. On też przyszedł. I znowu się zaczęło. Byliśmy pijani i spędziliśmy całą noc ze sobą. Zachowywał się jak kiedyś, było naprawdę fantastycznie. Wyglądaliśmy, jakbyśmy do siebie wrócili. Rano też był miły, chociaż widzieliśmy się tylko chwilę, bo musiałam iść na uczelnię. Jakie było moje zdziwienie, jak dowiedziałam się potem od jego kolegi, że mój były żałuje, zrobił to tylko, bo był pijany. Zapomniałam dodać, że pare dni po rozstaniu mieliśmy podobną sytuację - gdy spędziłam czas gadając z kolegą, on podszedł, zączął coś mówić, że jego to boli. Poszliśmy na spacer, trochę się całowaliśmy. Myślałam, że do siebie wrócimy. Jak bardzo się myliłam! Godzinę potem powiedział mojej koleżance, że to nie ma sensu i już do mnie nie podszedł ani razu.
A po tej naszej ostatniej imprezie, jego kolega, z którym mieszka, powiedział mi, że jak mu powiedział, że idzie się ze mną spotkać, to on że wystraszył, że ja idę do nich:( Jeszcze zapomniałam wspomnieć, że ostatnio powiedział mi na tej imprezie, że jestem głupia i że minęło już pół roku od naszego rozstania, a ja byłam zazdrosna, że ciągle rozmawia z moją przyjaciółką.
Bardzo proszę, pomóżcie. Wiem, że dużo tego jest, ale jak ktoś miałby ochotę przeczytać całość i mi coś poradzić, byłabym bardzo wdzięczna:) już pół roku płaczę za nim, nie wyobrażam sobie bycia z kimś innym, nikt inny nawet nie jest w stanie wzbudzić we mnie żadnych emocji.
A on traktuje mnie jako zabaweczkę, którą może się pobawić na każdej imprezie. A potem nie chce mieć nic wspólnego. Bardzo za nim tęsknię, kocham (może tylko wspomnienie po tym, jaki był kiedyś?), ale widać, że on już nic do mnie nie czuje. Nawet mnie nie szanuje... Wszystkim mówi, że teraz jest bardzo szczęśliwy i rozstanie ze mną było najlepszą decyzją jego życia:( a ja tak bardzo chciałam z nim być, iść na te studia i razem zamieszkać, tyle przez niego wycierpiałam, nie ma takiego dnia, ba, nawet nie ma takiej godziny, w której bym o nim nie myślała...
Z góry dziękuję:)
Uderzyło mnie jedno stwierdzenie.
To, w którym napisałaś, że Twój eks traktuje Cię jak zabaweczkę.
Tymczasem, zgodnie z powiedzeniem, którego użyłaś jako tytułu wątku "do tanga trzeba dwojga". Gdybyś sama się nie traktowała jako jego zabaweczki, nie mógłby niczego zrobić. Jednym zdaniem, masz, czego chcesz.
Lubisz zbierać/dostawać ochłapy?
Lubisz być lekceważoną i poniżaną?
Nie masz ani godności, ani honoru, ani szacunku do siebie?
Na to wszystko sama się decydujesz. Weź odpowiedzialność za swoje zachowanie, nie przerzucaj "winy" na niego.
nonexttime, przeczytaj proszę mój post pod tytułem "czy to dobra decyzja", uważam, że czekałaby Cię w przyszłości, być może po zamieszkaniu z nim, podobna sytuacja. Ja się potwornie męczę teraz, więc zrób wszystko póki czas, żebyś nie zabrnęła w swojej sytuacji dalej.
4 2011-10-06 11:41:05 Ostatnio edytowany przez dzoana_g (2011-10-06 11:41:28)
To jest zly czlowiek jezeli tak bawi sie Twoimi uczuciami. Chcesz byc ze zlym czlowiekiem?
Za kazdym razem kiedy znow przyjdzie do Ciebie udawac, ze cos moze byc miedzy Wami mysl sobie
"ten czlowiek powiedzial mi ze jestem glupia"
"ten czlowiek jest dla mnie mily po tylko pijaku, a potem tego zaluje i obgaduje mnie przez znajomymi"
"ten czlowiek rozpowiada na okolo, ze rozstanie ze mna bylo najlepsza decyzja jego zycia"
a najlepiej napisz na kartce, przyklej nad lustrem i czytaj za kazdym razem kiedy przyjdzie chwila slabosci
spojrz prawdzie w oczy i nie ludz sie, to boli, ale poboli przez chwile i potem bedziesz od niego 'wolna'
Uderzyło mnie jedno stwierdzenie.
To, w którym napisałaś, że Twój eks traktuje Cię jak zabaweczkę.
Tymczasem, zgodnie z powiedzeniem, którego użyłaś jako tytułu wątku "do tanga trzeba dwojga". Gdybyś sama się nie traktowała jako jego zabaweczki, nie mógłby niczego zrobić. Jednym zdaniem, masz, czego chcesz.Lubisz zbierać/dostawać ochłapy?
Lubisz być lekceważoną i poniżaną?
Nie masz ani godności, ani honoru, ani szacunku do siebie?Na to wszystko sama się decydujesz. Weź odpowiedzialność za swoje zachowanie, nie przerzucaj "winy" na niego.
Zgadzam się. Masz to na co się sama godzisz. Zastanów się nad sobą
nonexttime
Twój nick jest najlepszą odpowiedzią.
Nie daj się sobą zabawiać kolejny raz.
To, że boli, że tęsknisz, myślisz, to przykre, ale normalne. To są objawy straty. Tym bardziej, że jak piszesz był to pierwszy chłopak, który się Tobą zaintersował. Ale to minie, nikt Ci nie powie kiedy, ale minie napewno.
"A on traktuje mnie jako zabaweczkę, którą może się pobawić na każdej imprezie. A potem nie chce mieć nic wspólnego. Bardzo za nim tęsknię, kocham (może tylko wspomnienie po tym, jaki był kiedyś?), ale widać, że on już nic do mnie nie czuje. Nawet mnie nie szanuje... Wszystkim mówi, że teraz jest bardzo szczęśliwy i rozstanie ze mną było najlepszą decyzją jego życia:("
Czytaj sobie te własne słowa kilka razy dziennie, szczególnie wtedy, gdy bedzie Ci ciężko.
Zgadzam się. Masz to na co się sama godzisz. Zastanów się nad sobą
Dzień dobry. Odrazu chciałbym przeprosić za moja polszczyznę, ale ponieważ nauczyłem sie ten język dopiero na studiach, nie władam nim perfekcyjnie.
Do tematu - sadze, autorka wątku dyskusji, powinna nie zastanowic sie nad soba, tylko przedewszystkim nad jej potencjalnym partnerem.
Jezeli pokazuje takiez zachowanie, systematycznie, to niejest to ani rola, ani zart pod wplywem alkoholu, ale zranione samopoczucie i z tym zwiazana egoistyczna obrona zranionego zwierzaka.
On dmucha, a Ty wtedy zagiel ustawiasz. Wiadome, lodka Twoja zaczyna sie wachac, i rusze w droge, i w kierunek w ktory plynac wcale niema.
Egoizm jest zawsze patologicznym zjawiskiem, jest "chory". Egocentryzm, czyli wyjscie z zasady, ze Ty jestes centrum, srodkiem Twojego "ukladu slonecznego", i jako slonce chcesz miec wplym na przyciaganie pozytywnych i odpychanie negatywnych objektow, to jak najzdrowsze, i pozyteczne nastawienie.
Egoizm jest w jego systemie myslenia wyjsciem z punktu agresji; przez to ze rani, dostaje sygnaly z powrotem, i to zaspokaja wlasny bol i goji rany.
Ty jestes ta lodka, ktora czeka na wplyw, na jakakolwiek reakcje zewnetrzna, impuls do ruchu.
I nie blokujesz negatywnych wplywyw; cieszysz sie jakimkolwiek bodzcem. Chcesz byc "poruszona". Czyli tez jestes egoistka, ale typu masochistycznego. Zadowala Cie jakis wplyw, a czy Ciebie rani; o tym myslisz TYLKO i wylacznie po fakcie.
Wyobraz sobie czlowieka w Twojej pozycji, ktory chce wplywy, jest pasywny, ale egocentrykiem.
Przy obrazach i wyzyskiwaniu, odpycha ta energie, niedopuszcza nia byc (negatywnie) "ruszony".
Stwarzasz dystans, i taki egoista jak on, myslac o wlasnym "zysku" w tej grze, niechce tracic zetonow na reakcje, ktora niszczy to co on chce osiagnac.
W momencie gdy jakikolwiek wplyw takiej osoby tolerujesz; jak zaczecasz ja, niewrzucac tez bagaz chamskiego zachowania, na Twoja "lodke"? Niemasz takiej funkcji zaprogramowanej.
Sa dwie rzeczy, ktore powinny byc zawsze mniej lub bardziej karane; glupota przez lenistwo, i chamstwo przez brak samokontroli.
Kobiety ktore poznaje, i na poczatku pokazuja jak Ty lekkie sklonnienia autodestruktywne, czyli sa egoistkami Twojego typu, odrazu wskazuje ze nietoleruje zachowania takiego, poniewaz nierespektuje ludzi (poniewaz na to nie zasluguja niczym!), ktorzy "graja ofiare losu". Pokazujac oczywiscie alternatywy.
I po czasie, gdy ta funkcja "sedziego" powinna niebyc moim zadaniem w NORMALNYM zwiazku, miedzy ludzmi (obojetnie czy jako partnerki, kochanki czy przyjaciolki), "popuszczam smycz", i daje im szanse sie samemu skontrolowac. Zostaly przez moja pozycje, przez dominancje w sytuacji dowartosciowywane przez jakis czas; niech teraz uzyja ta zdobyta energie choc na samokontrole.
I zgadnij co sie prawie ZAWSZE dzieje? Te kobiety zamieniaja sie stopniowy (zachowaniem) w takich facetow, i przechodza z roli zranionej ofiary, masochisty, w role zranionego agresatora, sadyste. Czyli tylko postawieniem siebie samego (mnie), spowrotem na PARTNERSKI, rowny poziom, nietylko niewynagradzam ich zmiane, nie, pozwalam im "zeszmacic" mnie, tak jak on Ciebie.
Dlaczego? Poniewaz tylko w sytuacjach, gdzie jestes w pozycji "przemocy", czyli w sytuacji, gdzie jestes rowna, lub silniejsza od przeciwnika, mozesz pokazac, czy zaslugujesz na ta "moc", ta socjalna pozycje w tym zwiazku. I wiekszosc ludzi tego absolutnie niezasluguje, i powinna byc (tak jak on), karana za takie zachowanie.
Jest to prostym "sitkiem" w zwiazkach miedzy ludzmi, i tylko tak mozesz sie dowiedziec naprawdo cos o charakterze PRAWDZIWYM czlowieka, z ktorym masz do czynienia.
"Ludzkim", pozytywnym pomaganiem "z gory", tracisz energie wlasna i pozwalasz takim sadysta-na-studiach "odpoczac", wygojic wlasne rany, i niezuzyta energie uzyc, aby Toba dalej, zdecydowanie i bardziej gardzic. Jego chamstwo z braku samokontroli, a Twoja glupota z lenistwa.
Wiec co jest moralem mojej historyjki? Przestan zgrywac "ofiare", bo sama nieumiesz wokul siebie wichury rozpetac, wlasnymi silami. Przestan sie onanizowac uczuciowo jego gardzeniem, bo Ciebie to stymuluje i postaw sie raz jako KOBIETA, nie jako objekt i zabawka, w pozycji "dominantki" i wcisnij mu palca w rany. Zobaczysz jak szybko skonczy sie jego zachowanie. I te dwie bardzo negatywne cechy ludzkie zostana "skarane".
Jak jest to dla Ciebie test, to ok, zagraj role. Ale jezeli jest to masochizm, to zmien zachowanie, wyprostuj garba i szukaj wymiany "bodzcow". I ta Twoja lodka zacznie plynac w ten kierunek, ktory Tobie najwiecej cos da. Pozytywnego juz. ![]()