Bardzo dziekuje Wam wszystkim za odpowiedzi, przyznam, ze nie spodziewalam sie zadnej a tu prosze:)
Wszystko co napisalyscie jest wazne ale mnie szczegolnie poruszyl tekst Wielokropka, o tym co bylo, badz nie bylo 20 lat temu i jacy my bylisy badz nie bylismy. To w gruncie rzeczy prawda ale teraz nasuwa sie pytanie: dlaczego tak nasz swiat zmienil sie przez te 20 lat? Przeciez to tylko 20 lat, nie wiek, nie epoka.
I czy w takim wypadku te zmiany, o ktore tak walczylismy my, rodzice i oni - nasi rodzice, stworzly naszym dzieciom lepsza przyszlosc? Po co nam ta cala wolnosc i swoboda, Internet, bardziej komfortowe zycie skoro konczymy je albo na kanapie u terapeuty albo z wrzodami czy inna choroba wywolana stresem i pospiechem?
Rozyczka pisalas o swoim dziecinstwie - moglabym sie podpisac pod wieloma z Twoich opisow (moze bez rwania wlosow tylko). Tylko, ze ja jestem o jakies nascie lat pewnie starsza od Ciebie i w tamtych zamierzchlych czasach nie bylo terapi dla takich jak my, nie bylo okreslen DDA czy innych syndromow. Zreszta wowczas prawie kazde dziecko dostawalo w tylek na porzadku dziennym, bez wzgledu na patologie rodzinna czy nie, wiec kto by sie tym przejmowal? Te "metody wychowawcze" niestety nie byly inne 20 lat temu, byc moze bylo nawet gorzej, nie bylo do kogo apelowac o pomoc. Wiele moich kolezanek i kolegow mialo ciezkie warunki do zycia a tatusiowie wowczas..zwyczajem robotniczym (przy sobocie po robocie) upijali sie a nastepnie tlukli zone i dzieciarnie. Moze to, ze to bylo powszechne zjawisko jakos nas do siebie zblizalo? Nie, no troche teraz tragizuje, nikomu wielka krzywda sie nie stala i wszyscy pokonczylismy szkoly, studia i jakos nie zeszlismy na manowce.
Powracajac wiec do listy Wielokropka, zgadzam sie, ze dzieki innym wartosciom, priorytetom, modelowi rodziny (maz-zona oraz rodzice-dzieci PLUS rodzina dalsza) i wolniejszemu tempu zycia - nawet dzieci z bardzo patologicznych rodzin byly jakby silniejsze, lepiej rozumiane czy wysluchiwane. Zawsze bylo gdzie i komu opowiedziec, wyzalic sie i odreagowac. Dzisiaj o patologiach trabi sie na prawo i lewo a jednak samotnosc wsrod tych dotknietych jest przeogromna.
Nie jest to pocieszajaca wizja swiata za kolejnych lat 20 i niestety kijem Wisly nie zawrocimy, swiat potoczy sie z nami czy bez ale do przodu. Czesto o tym mysle, szczegolnie jak slysze, ze coraz wiecej coraz mlodszych dzieci cierpi na depresje roznego typu i widze jak mama w jedna strone, tata w druga a dziecko z kluczem na szyi biega po ulicach (albo galeriach handlowych) do wieczora. Za pare lat wyladuje na kozetce u psychologa..albo w areszcie.
Dlatego jedyne co ja moge w tej chwili zrobic to przy tym calym pedzie po wiecej i wiecej, zaoferowac swoim bliskim jakas oaze spokoju. Stworzyc dom, w ktorym kazdy z mieszkancow bedzie czul sie bezpiecznie i swobodnie, bedzie mogl odreagowac stres przyniesiony z innych sfer zycia, odpoczac, rozwijac swoje zainteresowania, wygadac sie do woli i wiedziec, ze nigdy nie jest sam. Nic wielkiego, po prostu chce byc jak najwiecej z nimi w domu, razem jesc, spacerowac, jezdzic na wycieczki, ogladac filmy i jak najwiecej gadac, gadac, gadac..o d...Maryny i o waznych sprawach:)
Czy mi sie to uda ten to ocenic beda mogly kiedys moje dzieci ale mysle, ze nic nie zastapi czasu im poswieconego, zadne gadzety czy kieszonkowe. Mam nadzieje, ze wyrosna na silnych i pewnych siebie ludzi i ze nawet za lat sto beda chcieli przyjsc i wyplakac sie ze swoich klopotow mnie a nie psychologowi.
Pozdrowienia dla tych uleczonych i tych na dobrej drodze:)