Moja historia to fabuła rodem z najlepszego serialu brazylijskiego. Postaram się krótko choć to pewnie nie odda całej sytuacji.
Poznaliśmy się ponad pół roku temu. On miał narzeczoną. Ja sama nie wiem kiedy to się stało jak zbliżyliśmy się do siebie tak bardzo.
Zawsze jego narzeczona była na pierwszym miejscu - godziłam się na to. Wiedziałam, że ma być ślub i że ja tego nie rozbiję a jak przyjdzie czas to zakończymy nasz "związek". Naszych końców było bardzo wiele - zawsze nie dlatego że oboje chcieliśmy ale ze względu na okolicznosci, znajomych.. na nią. Tak szybko jak kończyliśmy, zaczynaliśmy od nowa - oboje nie wiemy dlaczego. On teraz jest sam. Rozeszli się nie z mojego powodu. Ona chce do niego wrócić, ale on na razie nie chce. Ja powiedziałam że koniec naszego "związku" na takich zasadach jak do tej pory czyli, że jesteśmy "koleżanką i kolegą z bonusami". On wiedział, że ja go pokochałam i sam twierdzi, że mnie też kocha. Było by wszystko łatwe i jak w bajce gdyby nie fakt, że On nie dał mi nigdy tak na prawdę szansy mimo, że było nam kosmicznie dobrze i nie tylko ja tak uważam, a chce dać szanse jej
nie teraz, ale za jakiś czas. Nawet nie wiem czego oczekuję pisząc to teraz. Chciałabym dostać od niego szansę bo wiem że by nam było bardzo dobrze ale prosić go nie będę i szanuję jego decyzję. W głębi duszy jednak nie mogę się z tym pogodzić i zrozumieć dlaczego przekreśla to co było między nami
Różne opcje przyjmowałam, że nic do mnie nie czuje, że sie zabawił itd. ale tutaj nic nie pasuje i on sam twierdzi, że kocha.
Jest mi źle, bo gdyby powiedzial że to tylko zabawa to bym sie z tym pogodziła a tak nie wiem co robić, czy walczyć a jeśli tak to jak? ![]()
Nie bardzo wiem na co Ty czekasz. A ten facet to chyba nie bardzo zna znaczenie słowa " kocham" bo jeżeli kocha Ciebie to dlaczego chce wrócić do tamtej? To raczej totalnie bez sensu. Gdyby Cię kochał to by chciał być z Tobą i nie wracałby do eks. Uciekaj od niego kobieto gdzie pieprz rośnie.
Ja staram sie patrzeć na te sprawę obiektywnie, nie wierzę ślepo we wszystko co mi ktos mówi. Wiem że tutaj cos jest nie tak. On twierdzi ze z nia przezyl tyle lat i ze ciezko jest sie pozbierac po tym co mu zrobiła tym bardziej ze planowali wspolne zycie. Nie umieja sie teraz ze soba dogadac ale mimo tego on przekresla dla niej mnie i jest mu z tym ciężko bo to widać po nim a nie sadze by tak udawał. Ja uważam że jak sie kocha to robi sie wszystko zeby byc ze soba a on widocznie "kocha" nas obydwie. Nie wiem, nie umiem tego rozgryźć. Sprawa jest swieża i ja postanowiłam że jak do końca tygodnia nie powie ze chce byc ze mna to juz nigdy szansy miec u mnie nie bedzie. Choćby się góry waliły a serce pękało.
No tutaj ewidentnie jest coś nie tak
On twierdzi ze z nia przezyl tyle lat i ze ciezko jest sie pozbierac po tym co mu zrobiła tym bardziej ze planowali wspolne zycie.
On też raczej nie jest święty w końcu zdradzał ją z Tobą więc nie masz gwarancji, że Tobie nie wywinie podobnego numeru a jeżeli nie umie się zdeklarować no to trudno. Ja z mojej strony mogę życzyć Ci wytrwałości, żeby Ci serduszko nie zmiękło bo wiadomo jak to z nami kobietami bywa.
Dziękuję za odpowiedź i za wsparcie. To jest chora sytuacja. A On dalej nalega na kontakt ze mną. Mówi że byłaby to przyjaźń bo szkoda marnować to co było między nami tylko ja nie chce od niego przyjaźni już. Ja zmarnuję przyjaźń, ale On zmarnował miłość - przynajmniej z mojej strony. Wiem, że i tak się jeszcze spotkamy mimo, że mieszkamy w innych miastach, daleko od siebie, ale jeśli wybrał/wybierze ją to nasze kontakty ograniczę jak tylko się da. Także udawać, że go nie znam nie mam zamiaru. Nie wiem czy dobrze robię.. Jestem pierwszy raz w takiej sytuacji i rozstania z innymi chłopakami nigdy nie sprawiały mi większego problemu. Ciągle czuję że to "ten" i że nie przypadkiem się spotkaliśmy
ehhh i co bylibyscie razem a on by sb znalazl nowa kochanke ... Jak sie kogoś kocha to jest sie aby z jedna osoba a nie lata sie z kwiatka na kwiatek..On nie jest wart twojej miłosci.Daj sb z nim spokój poznasz napewno kogoś wyjątkowego który bedzie wart twojej miłosci życze powodzenia:):*
7 2011-10-05 12:50:48 Ostatnio edytowany przez _pinezka_ (2011-10-05 12:54:41)
Może w tamten związek wkradała się nuda i wtedy szukał pocieszenia u Ciebie. Skoro nie będąc z nią, nie chce spróbować z Tobą to ja bym tutaj na nic nie liczyła. Jak dla mnie sprawa jest jasna- gdyby mu szczerze na Tobie zależało, budowałby związek z Tobą i tyle.
Może po prostu pokochał Cię miłością zarezerwowaną dla "romansu"? I jego kocham znaczy właśnie tyle. Że kocha Cię jako kobietę z którą przeżył/ przeżywa romans. W tym sensie jego kocham jest prawdziwe, tylko znaczy coś innego niż Ty byś oczekiwała, dlatego wydaje Ci się to niespójne (bo deklaruje, że kocha, a jednocześnie brak deklaracji, że chciałby mieć z Tobą stały oficjalny monogamiczny związek).
A jak zareagował kiedy mu powiedziałaś, że to koniec układu "przyjaciele z bonusami"? Czy powiedział coś jak widzi Waszą relację?
Mam dziwne przeczucie, że gdybyśmy już byli razem to by mnie nie zdradził. Ale nie ma co myśleć "co by było gdyby".
Widocznie się pomyliłam. Może za bardzo chciałam/chcę kochać.
Nigdy nie miałam zamiaru budować swojego szczęścia na czyimś nieszczęściu. Ja tej dziewczynie życzę jak najlepiej i jemu również, mimo że boli. Wiele razy mu mówiłam, że jak będą chcieli być razem to ja się odsunę i nie będę między nimi stać a wiem że kontaktując się z nim bym właśnie między nimi stała.
Nas do siebie ogromnie ciągnie - to nie jest tylko odczucie z mojej strony, ale On jak mówi - nie jest w stanie związać się z kimś nowym bo boi się że nie nadaje się do związku, nie chce mnie zranić. Ok, rozumiem. Nawet jeśli to jest kłamstwo przyjmuję to do wiadomości, bo i tak to nic nie zmienia w naszej sytuacji.
A wczoraj właśnie doszła ta wiadomość, że na razie chce być sam, żeby się pozbierać i że myśli że jej da szanse choć tego nie gwarantuje bo nie umie się z nią dogadać.
Jeszcze jedno co mi powiedział co dla mnie jest zupełnie nie zrozumiałe - on potrafi w tej chwili to z nią zakończyć, ale ona się stara i jej bardzo zależy, więc dlatego myśli nad tą szansą.
Ja mu tego nie powiem, bo będzie, że jestem stronnicza, ale ja nie widzę szczęśliwej przyszłości ich związku jeśli by zdecydowali się ze sobą być. Nie jestem wróżką i nie mnie ocieniać to, ale oni sobie już za dużo krzywdy wyrządzili oboje. Obym się myliła.
Chciałam zobaczyć co sądzi o tym ktoś inny - tak zupełnie obiektywnie i bez emocji i będę wdzięczna za wszystkie komentarze ![]()
Początkowa sytuacja - klasyczny trójkąt: on + dwie kobiety.
Obecna sytuacja - też klasyka. Ponieważ jedna kobieta zakończyła związek szuka pocieszenia u tej, która się ostała, odtrącając amory i chęć powrotu pierwszej.
Przyszłość? Prawdopodobny powrót do trójkąta, bo on myśli nad szansą dla pierwszej, a drugą ciągnie do niego z wzajemnością.
Tylko gdzie, w tej geometrycznej zabawie, są dorośli?
A jak zareagował kiedy mu powiedziałaś, że to koniec układu "przyjaciele z bonusami"? Czy powiedział coś jak widzi Waszą relację?
Powiedział, że jestem mu bardzo bliska, że nie sądził że jakas kobieta tak poruszy jego serce i zmieni jego życie ale że nie oczekuje ode mnie tego byśmy ze sobą sypiali. Mowi że nie chce mnie stracić. Chce ze mną utrzymywać kontakt z tym że to wygląda tak że niekiedy dzwoni do mnie w nocy i mówi że tęskni a nie powinien itp.
Ja mu tłumaczyłam kilkanaście razy, że do mnie koledzy tak nie dzwonią ani nie piszą w kazdej chwli kiedy o mnie pomysla (a on pisze i dzwoni ciągle jak ma tylko wolna chwilę - przed zaśnięciem, po wstaniu, przed pracą i po i do tego wiele razy w ciągu dnia.
Mówi że jestem ideałem jego kobiety i że gdybyśmy poznali się wcześniej to na pewno by był ze mną. Wiem to jest takie gadanie, bo jak się chce to nie ma rzeczy niemożliwych.
12 2011-10-05 13:34:38 Ostatnio edytowany przez Zojka (2011-10-05 13:47:28)
Ja to widzę tak, że obie jesteście zdradzane. I że może lepiej sobie odpuścić - na zasadzie "niech idzie zdradzać kogoś innego". Ty jesteś w o tyle dobrej sytuacji, że przynajmniej masz świadomość, że jesteś zdradzana - być może stała narzeczona tej świadomości nie ma. Chyba nie ma co żałować, że nie jesteś na jej miejscu. O jego kocham wypowiedziałam się w poście wyżej.
Mówi że jestem ideałem jego kobiety i że gdybyśmy poznali się wcześniej to na pewno by był ze mną. Wiem to jest takie gadanie, bo jak się chce to nie ma rzeczy niemożliwych.
Masz rację, że to jest takie gadanie. Zdarzyło mi się być podrywaną przez żonatych mężczyzn, w tym także tych z bliższego otoczenia. Zapewnienia o bliskości, byciu ważną, byciu kobietą wspaniałą, przy której czują się cudownie itp. plus jednoczesne oświadczenia o niemożności wspólnego bycia razem z przyczyn obiektywnych (bo dzieci, bo już za późno itp.) to standardowy element klasyki, opisanej przez Wielokropkę. Ja takie deklaracje traktuję bardzo serio i zawsze z pełną powagą proponuję byśmy pozostali kolegami (bez benefitów
).
Rozumiem, że teraz jest Ci trudno, bo się zaangażowałaś, była więź seksualna i emocjonalna. Spojrzenie trzeźwo na taką sytuację jest też trudne dlatego, że taki mężczyzna może wydawać się (a nawet być) bardzo dobrym człowiekiem pod wieloma względami. Tylko, że to nic nie zmienia w sprawie zasadniczej i kluczowej - że nie ma perspektyw na stały monogamiczny związek.
Jestem ciekawa, czy Twój pan (i jak) tłumaczy dlaczego nie możecie być razem, mimo że jesteś jego ideałem kobiety? Czy po prostu poprzestaje na enigmatycznym motywie, że poznaliście się zbyt późno (rozumiem, że stałymi partnerkami mogą być tylko kobiety poznane do pewnego momentu
).
Obecna sytuacja - też klasyka. Ponieważ jedna kobieta zakończyła związek szuka pocieszenia u tej, która się ostała, odtrącając amory i chęć powrotu pierwszej.
Własnie to trochę jest inaczej. On zerwał z nią, ona chce do niego wrócić a on zostanawia się nad daniem jej szansy.
Ja powiedziałam że chce czegoś wiecej od niego i że nie umiem i nie chcę być jego przyjaciółką i ta sprawa jest jakby skończona z tym że on ciągle do mnie dzowni.
Nie wiem tylko po co?!
Jak się wchodzi w związek między doje ludzi(nie ważne czy to małżeństwo czy narzeczeństwo)zawsze jest się tą "drugą" i nawet jak "pierwszej" już nie ma, nigdy nie zajmiesz jej miejsca a jeśli już, to na krótki czas dopóki cię nie zdradzi z następną chętną.Tak to już działa że tylko 1% zdradzających facetów rozstaje się z "legalną" i wiąże z kochanką, ale i te związki nie są trwałe bo budowane na zdradzie powodują ciągły strach że teraz tobie ktoś odpłaci tak samo.
Zgadzam się z Wielokropek.
Facetowi po prostu jest wygodnie tak jak jest.
Gdyby poważnie myślał o związku z tamtą kobietą to zerwał by kontakt z Tobą a tak zostawia sobie "wyjście awaryjne" jak mu nie pójdzie to zawszę Ty zostajesz mu odwodzie. Moim zdaniem kontynuowanie znajomości na jakimkolwiek polu jest nie możliwe Ty go przecież pokochałaś i kontakt z nim będzie dla Ciebie katuszą i nie wyleczysz się z tego uczucia. A moim zdaniem to jedyne rozsądne wyjście : wyleczyć się z niego. Wiem, że na początku będzie Ci cholernie ciężko w końcu nie przestaje się kogoś kochać z dnia na dzień, ale moim zdaniem nie masz większego wyboru przecież on i tak nie chce z Tobą być.
Wiem, macie rację - to nie powinno się w ogóle zdarzyć - ten cały romans, ale było i nie zmienię już tego.
Każdy popełnia błędy (nawet tak ostrożna osoba jak ja) i ważne jest żeby z tego wynieść jakieś lekcje na przyszłość ![]()
Jak pisałam już wcześniej jest to świeża sprawa i mam myśli że może jednak coś się zmieni. Tylko sama nie wiem czy warto.
Wiem, że on ją zdradził ze mną, wiem że w sumie wybrał ją, wiem że byłam kochanką i wiem że to jest chore..
Ja się po tym pozbieram - nie jestem ani nie bylam od niego uzależniona a teraz wydaje mi się że on w jakimś stopniu jest ode mnie.
Jakaś zmiana musi nastapić i jeśli nic się nie zmieni za tydzień (trzeba ustalić jakies ramy czasowe zeby bylo latwiej w postanowieniu wytrwac) to ja nie będę już ani odbierac tych jego telefonów ani odpisywać. Bo nikt na tym nie korzysta
17 2011-10-05 13:59:19 Ostatnio edytowany przez zofia282 (2011-10-05 14:05:22)
Początkowa sytuacja - klasyczny trójkąt: on + dwie kobiety.
Obecna sytuacja - też klasyka. Ponieważ jedna kobieta zakończyła związek szuka pocieszenia u tej, która się ostała, odtrącając amory i chęć powrotu pierwszej.
Przyszłość? Prawdopodobny powrót do trójkąta, bo on myśli nad szansą dla pierwszej, a drugą ciągnie do niego z wzajemnością.
Tylko gdzie, w tej geometrycznej zabawie, są dorośli?
Zgadzam się Wielokropku z Tobą.
Przypomina mi to zabawę w chowanego . On się chowa przed dziewczyną swoją pod kołdrą z Popcornem( chodzi o nicka), Popcorn również schowana przed oficjalną jego dziewczyną ( pod kołdrą z nim) tylko ta biedna dziewczyna nie wie, że zawsze jest " berkiem" - nie wie bo gdyby wiedziała to najprawdopodobniej nie chciałaby do niego wrócić.
Takie opowieści przyprawiają mnie o ból głowy...... i nie wiem płakać czy śmiać się.
Dlaczego w ludziach jest tyle egoizmu ? Tyle zakłamania?
Jestem ciekawa, czy Twój pan (i jak) tłumaczy dlaczego nie możecie być razem, mimo że jesteś jego ideałem kobiety? Czy po prostu poprzestaje na enigmatycznym motywie, że poznaliście się zbyt późno (rozumiem, że stałymi partnerkami mogą być tylko kobiety poznane do pewnego momentu
).
Dla mnie jest to właśnie niezrozumiałe po co mówić coś takiego.
Ja mu tłumaczyłam, że może kobiety lubią słuchać takich rzeczy ale mi to nie jest potrzebne bym slyszala ze jestem ideałem po czym mnie nie wybiera
Ona była jego pierwszą partnerką, on jej też i moze tak sie na to nastawili ze musi tak byc. Nie wiem.
On mówi ze chce zmiany ale nic nie robi by cos zmienic.
Jestem w stanie odpuścić tylko ciągle chciałabym z nim być bo przez takie własnie gadanie nakręca moją wolę walki o to co było
Przypomina mi to zabawę w chowanego . On się chowa przed dziewczyną swoją pod kołdrą z Blaneczką, Blaneczka również schowana przed oficjalną jego dziewczyną ( pod kołdrą z nim) tylko ta biedna dziewczyna nie wie, że zawsze jest " berkiem".
Z tym, że on obecnie jest wolny.. to jest CHORE, ta cała sytuacja
(...)
Dlaczego w ludziach jest tyle egoizmu ? Tyle kłamstw?
Bo, mimo metryki, takie osoby nie są dojrzałe. Na szczęście są też inne.
Jeszcze link do tematu, który może Ci się przydać - podobna sytuacja do Twojej, tylko że tym razem jest jedna kobieta i dwóch facetów. Myślę, że rady dla tego mężczyzny od Wielokropka i Apoteozy mogą być przydatne i dla Ciebie.
http://www.netkobiety.pl/t30277.html
22 2011-10-05 14:07:43 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2011-10-05 14:11:51)
(...) ta sprawa jest jakby skończona z tym że on ciągle do mnie dzowni.
Nie wiem tylko po co?!
Bo odbierasz telefon.
(...) Jestem w stanie odpuścić tylko ciągle chciałabym z nim być bo przez takie własnie gadanie nakręca moją wolę walki o to co było
Jeśli podjęłabyś decyzję o "odpuszczeniu sobie", mógłby stawać na głowie i Twojej decyzji by to nie zmieniło.
Ty jednak wolisz skrywać się za jego wyborami - "Jestem sobie taka mala, taka bezbronna i bezwolna. To on, taki brzydki. proszę, i mnie nie słucha. Be!"
Facetowi po prostu jest wygodnie tak jak jest.
Gdyby poważnie myślał o związku z tamtą kobietą to zerwał by kontakt z Tobą a tak zostawia sobie "wyjście awaryjne" jak mu nie pójdzie to zawszę Ty zostajesz mu odwodzie.
Dokładnie!!!
Od siebie tylko dodam, że być może Ty zaspokajasz jego potrzeby emocjonalne, ta druga - fizyczne i materialne, dlatego taki układ jest mu na rękę...
Pozdrawiam.
Wiesz...wydaje mi się , że on obecnie jest tak samo kłamliwy jak przedtem.
Słowa, słowa.....czyny sie liczą a nie słowa.
zofia282 napisał/a:(...)
Dlaczego w ludziach jest tyle egoizmu ? Tyle kłamstw?Bo, mimo metryki, takie osoby nie są dojrzałe. Na szczęście są też inne.
Kurcze....to mało tych dojrzałych ![]()
Wielokropek napisał/a:zofia282 napisał/a:(...)
Dlaczego w ludziach jest tyle egoizmu ? Tyle kłamstw?Bo, mimo metryki, takie osoby nie są dojrzałe. Na szczęście są też inne.
Kurcze....to mało tych dojrzałych
Na tym forum, faktycznie, co i rusz jakaś niedojrzała osoba się ujawnia, ale w realu - jest nas, dojrzałych, znacznie więcej. Rozejrzyj się wokół. ![]()
Wiem, liczą się czyny i to mnie własnie najbardziej zgubiło, bo nie patrzyłam na słowa które z moja wrodzona podejrzliwoscia byly brane pod uwage jako "bajerowanie" a na czyny.
Myślałam, że godziny spędzone na rozmowach, dni i noce spędzone ze sobą, łapanie mnie za rękę, całowanie i wiele innych rzeczy miały jakieś znaczenie. On twierdzi że to bylo z tego strony szczere, ale to juz tylko on wie jak bylo na prawdę.
zofia282 napisał/a:Wielokropek napisał/a:Bo, mimo metryki, takie osoby nie są dojrzałe. Na szczęście są też inne.
Kurcze....to mało tych dojrzałych
Na tym forum, faktycznie, co i rusz jakaś niedojrzała osoba się ujawnia, ale w realu - jest nas, dojrzałych, znacznie więcej. Rozejrzyj się wokół.
....wokół? sami egoiści. Każdy pilnuje końca swojego nosa i gdzieś ma zasady. Ja tych dojrzałych jakoś nie widzę . Zaczynam postrzegać świat jako : kaci i ofiary a niedojrzali są jedni jak i drudzy. Sama jestem przykładem osoby niedojrzałej ale nie krzywdzę nikogo, nie oszukuję. Żyłam bez romansów, podkładania świń, kłamstw a lubiłam kogoś pocieszyć czy wesprzeć, starałam sie być wyrozumiała ( ale chyba zahaczyłam w tym o głupotę) i zapłaciłam za to wysoką cenę.
Wielokropek napisał/a:zofia282 napisał/a:Kurcze....to mało tych dojrzałych
Na tym forum, faktycznie, co i rusz jakaś niedojrzała osoba się ujawnia, ale w realu - jest nas, dojrzałych, znacznie więcej. Rozejrzyj się wokół.
....wokół? sami egoiści. Każdy pilnuje końca swojego nosa i gdzieś ma zasady. Ja tych dojrzałych jakoś nie widzę . Zaczynam postrzegać świat jako : kaci i ofiary a niedojrzali są jedni jak i drudzy. Sama jestem przykładem osoby niedojrzałej ale nie krzywdzę nikogo, nie oszukuję. Żyłam bez romansów, podkładania świń, kłamstw a lubiłam kogoś pocieszyć czy wesprzeć, starałam sie być wyrozumiała ( ale chyba zahaczyłam w tym o głupotę) i zapłaciłam za to wysoką cenę.
To ja mam szczęście. Mam wokół siebie sporo dojrzałych i odpowiedzialnych osób. Taki fart!
Wiem, liczą się czyny i to mnie własnie najbardziej zgubiło, bo nie patrzyłam na słowa które z moja wrodzona podejrzliwoscia byly brane pod uwage jako "bajerowanie" a na czyny.
Myślałam, że godziny spędzone na rozmowach, dni i noce spędzone ze sobą, łapanie mnie za rękę, całowanie i wiele innych rzeczy miały jakieś znaczenie. On twierdzi że to bylo z tego strony szczere, ale to juz tylko on wie jak bylo na prawdę.
Czyny - tu nie chodzi, że trzymał cie za rękę i całował tu chodzi, że nie był fer w stosunku do Ciebie (jak i swojej dziewczyny, jak i Ty w stosunku do jego dziewczyny) bo nic nie robił by być z Tobą, tylko z Tobą.
.....rozważę Twój przykład:
czyny- spotykasz się potajemnie i sypiasz z nim.
słowa- mówisz jego dziewczynie, że was łączy tylko przyjaźń
.......słowa są prawdą czy czyny ???.......???
To ja mam szczęście. Mam wokół siebie sporo dojrzałych i odpowiedzialnych osób. Taki fart!
Oj tak Wielokropku i bardzo Ci tego zazdroszczę!
Koniec historii. Kazałam mu więcej się do mnie nie odzywać i powiedziałam, żeby szedł do tamtej.
Jest mi cholernie źle.
Powiedział, żebym go nie przekreślała nawet jako przyjaciela.
Nie umiem być jego przyjaciółką - nie "dziś".
I czego mi szkoda? Nawet tej głupiej przyjaźni z nim, bo to może i zagubiony, ale fantastyczny człowiek.. mimo tego wszystkiego co się stało.
Możecie teraz mnie obrażać za co to napisałam o nim, ale ja mu życzę wszystkiego co najlepsze i to się nie zmieni.
Ej, a kto do tej pory Ciebie obrażał?
Życzenie komukolwiek, by dobrze mu się wiodło w życiu nie jest karalne.
Życzenie tego bliskiej sercu osobie - tym bardziej.
Gratuluję podjęcia niełatwej decyzji.
Powodzenia (dosłownie też).
Ej, a kto do tej pory Ciebie obrażał?
Racja, może źle to ujęłam ![]()
Dziękuję Wam wszystkim za pomoc, bo dzięki temu forum jakoś pozbierałam myśli i w końcu podjęłam decyzję, która myślę, że jest właściwa w obecnej sytuacji ![]()
Czas dorosnąć i odpowiadać za swoje życie,
Pozdrawiam ![]()