Cześć jestem tu nowa, trafiłam tu całkiem przypadkiem.
Od czego zacząć?
Jestem po rozwodzie 4 lata, od nie całych 3 lat jestem/byłam w związku z R. Jak to bywa na początku, oczywiście super miły, troskliwy, zdobył mnie tym, bo po rozwodzie niczego innego nie potrzebowałam jak tego aby był ktoś dla mnie dobry... Wtedy moja córka miała skończone 4 latka, dla Niej też był dobry. "Przeprowadziłam" się do Niego, ale życie na walizkach, gdyż moja córka która od urodzenia mieszkała z dziadkami, nie chciała mieszkać na wsi i jeździłam między punktem A, a punktem B. Głupia byłam, zapatrzona, wszystko wbrew pozorom dla Niej, obiecywał mi R, że założę firmę, sam miał 5 sklepów które bardzo dobrze prosperowały. Później zauważyłam, że jak chciałam zrobić po swojemu to były wyzwiska, awantury itp. I tak z niby firmy stałam się sklepową stojącą za ladą, bez wypłaty, bo słyszałam od niego, że ja się wpier**** to to kosztuje, jak dostałam alimenty to było pożycz bo mi zabrakło, nigdy nie oddał. Jak poszłam na zwolnienie po operacji, to pieniędzy z chorobowego też nie widziałam, bo były potrzebne, bo "bachor" słodyczami wybrał i tak zawsze coś. Jak zaczęły jego sklepy upadać to kredyt wzięłam na ratowanie biznesu, moja mama też, łącznie ok 40.000 szok. Jak przyszło do spłacania, to nie mam słyszałam. A ja głupa ciągle myślałam, że (nie wiem co myślałam). Teraz przeprowadziliśmy się do moich rodziców i córci, bo prąd nam odcięli, wziął ode mnie na rachunek. W głębi duszy ucieszyłam się, że mogę być z córką chociażby pod takim pretekstem. A dziś R mnie się pyta czy nie przenocujemy parę nocy u Niego w domu, gdzie mieszkaliśmy, a ja nie, no i awantura gotowa. Tłumaczę mu, że to nie ma sensu, że tęsknię za dzieckiem, że nareszcie zaczęłam oddychać, a on, że jak mamy spać oddzielnie to mam brać manatki. No to wzięłam co potrzebne i wróciłam do rodzinnego domu. Za 2 godz podjechał samochodem, dzwoni, czy mogę wyjść. Wyszłam, wsiadłam do samochodu, a on co słychać, jakby nigdy nic. Podjechaliśmy pod sklep, prośba do mnie "kup mi coś do picia", zła, ale poszłam, kupiłam. Powiedziałam w drodze powrotnej, że dorośli jesteśmy, że ja już tak żyć nie chcę. Jutro ma przyjechać po ubrania. Znając R to wejdzie jakby nigdy nic i zapyta się, czy jest coś do jedzenia...
Trochę chaotycznie, przepraszam, ale tyle myśli mi po głowie krąży. Pomocy
Nakarm, daj ubrania i życz wszystkiego dobrego. Nauczka na przyszłość (i dla mnie też.......) już na początku ostrożności nigdy za wiele i żadnych, ale to żadnych wspólnych zobowiązań typu kredyt czy dziecko.
Hej
Wystaw mu rzeczy jego za drzwi i nawet do srodka go nie wpuszczaj.Na Twoje dziecko powiedzial "bachor"?? Nie chcialabym juz go znac.
Dobrze powiedziane, z dwojga złego lepszy kredyt, jakieś 5 lat i kłopot z głowy.
Tylko trzeba jeszcze pracę znaleźć. :-)
bez wzgledu co ten czlowiek by teraz zrobil,jak bardzo by sie zmienił i jak by przepraszał to-nigdy nie wszedłby do mojego"swiata"(domu,zycia,serca,dziecka);
mierząc go jego miara nie zasługuje na przysłowiową szklankę wody;
kiedy bedac z kims wykorzystujesz ,manipulujesz i sprawiasz ze matka tkwi w rozłące ze swoim dzieckiem -to jest to absurd niewytłumaczalny!
(*aż brak mi słow aby to skomentować).
nie oglądaj sie za siebie,popatrz w przód.zajmij sie swoim dzieckiem,bo tam jest twoje miejsce.porzuć swoje fałszywe amory i skup sie na kimś kto na prawde cie kocha-swojej córci!
pozdrawiam
Tylko Cię wykorzstuje i tyle , a potem śmieje się z Ciebie jek to fajnie mu wychodzi urabianie Cię . Wie że jego słonko ma dobre serduszko i zrobi wszystko o co poprosi , no bo przecież bardzo go kocha i tak będzie cały czas taka huśtawka , tylko ile wytrzymasz Ty . Pokaż mu że tak dłużej być nie może , Ty musisz być silna i przedewszystkim konsekwentna w tym co robisz i mówisz .Mów NIE.....!
Nie było Go dzisiaj po ubrania, nie wiem czemu, ale czuję wielką ulgę, że nie musiałam się z Nim widzieć. Mam lęki, że zadzwoni, że przeprosi - nie chcę tego. W głowie krzyczę NIE, a nie potrafię tego powiedzieć na głos. Boję się.