Drogie kobiety, mam na imię Karolina i mam 20 lat. Z Sylwkiem (30l) poznałam się 1,5 miesiąca temu i jesteśmy już parą od ponad 2 tygodni. Jakieś 4 dni temu oświadczył mi, że wyjeżdża do Niemczech do roboty na pół roku. Gdy spytałam się co z nami i jak sobie to wszystko wyobraża, to stwierdził, że jest skype i że będzie to dobry sprawdzian co do mojej wierności itp. Nie mogę zrozumieć jak z taką łatwością mu to przyszło. Czy po prostu dla niego nic nie znaczę, czy jak? Dodam jeszcze, że ma problemy z prawem i żyje w ciągłym stresie, że go zamkną... A już przesiedział 7 lat w więzieniu. Jego zachowanie to jakieś spaczenie? Zależy mi na nim, ale nie wiem czy wytrzymam tyle czasu... Powiedzcie mi co sądzicie o jego zachowaniu.
Nad czym Ty się zastanawiasz?
Myslisz, że złapałaś Pana Boga za pięty???
2 tygodnie się znacie, a Ty się dziwisz, że wyjezdza do pracy za granicę?
A co w tym dziwnego? Cos Ci obiecywał?
Sama mówisz, że jest 'spaczony'. A może to Ty jesteś spaczona, skoro zadajesz się z 10 lat starszym chłopem, który siedział i widac jeszcze posiedzi.
Sama mówisz ,że miał problemy z prawem,samo przez sie mówi dlaczego wyjeżdża. Zastanów sie czy warto byc z nim. Chcesz czekac całe życie na Niego?Znacie sie zbyt krótko, aby myślec o czymś poważnym.
Drogie kobiety, mam na imię Karolina i mam 20 lat. Z Sylwkiem (30l) poznałam się 1,5 miesiąca temu i jesteśmy już parą od ponad 2 tygodni. Jakieś 4 dni temu oświadczył mi, że wyjeżdża do Niemczech do roboty na pół roku. Gdy spytałam się co z nami i jak sobie to wszystko wyobraża, to stwierdził, że jest skype i że będzie to dobry sprawdzian co do mojej wierności itp. Nie mogę zrozumieć jak z taką łatwością mu to przyszło. Czy po prostu dla niego nic nie znaczę, czy jak? Dodam jeszcze, że ma problemy z prawem i żyje w ciągłym stresie, że go zamkną... A już przesiedział 7 lat w więzieniu. Jego zachowanie to jakieś spaczenie? Zależy mi na nim, ale nie wiem czy wytrzymam tyle czasu... Powiedzcie mi co sądzicie o jego zachowaniu.
Napisałaś, że jesteście parą od dwóch tygodni. Doprawdy, szmat czasu.
Twój partner (?) oznajmił o swoim wyjeździe.
W j e g o reakcji nie widzę nic dziwnego.
W Twojej - tak.
On jest dorosłym człowiekiem, który realnie ocenia rzeczywistość. Jeśli wyjazd nie zmieni niczego w waszej relacji parą pozostaniecie.
Jeśli nie - cóż, jesteście razem kilkanaście dni. Nie jest to zaawansowany związek.
Jeśli Ty nie wytrzymasz tyle czasu (raptem pół roku), oznaczać to będzie, że nic wielkiego z Twojej strony nie było. Sympatia, chwilowe zauroczenie, nie zaś miłość. Bo miłość wytrzyma dużo dłuższe rozstania.
Jestes mloda nie marnuj zycia dla kogos takiego. Czy nie lepiej poczekac na kogos kto otworzy lepsze perspektywy na przyszlosc??? Uwierz mi to nie ma sensu....
Wiem, że nie jesteśmy długo ze sobą, ale chcąc nie chcąc z lekka się zdążyłam do niego przywiązać... Nie mam do niego żadnych pretensji, że wyjeżdża. Tylko zastanawiam się czy jest sens czekania na niego te pół roku z nadzieją, że wróci i że będzie tak samo jak było, a z czasem nawet lepiej. Bo jestem w stanie zrobić to dla niego (dla nas)...
Jeżeli chodzi o wiek... Cóż jak go poznałam to nie miałam pojęcia ile ma lat. Nie dałabym mu tyle, zresztą przeważnie mało kto patrzy na różnicę wieku. Jest wiele szczęśliwych par które nawet dzieli czasami 15-20 lat.
kiedy przeczytala twojego obeszla mnie "gęsia skórka";
na prawde jestem zaskoczona do czego moga dorpwadzić sie ludzie ,głęboko uwikłani w emocje;nie ma tutaj bowiem mowy o wielkiej miłości ,bo taki czas to nie dystans na zawiązanie głebokich uczuć i relacji.
ponadto czas faktycznie pokazałby czy warto i czy sama chce to kontynuować i czy jest to ,to czego pragne w zyciu.
bynajmniej osoba o ktorej piszesz nie jest najwyższych lotów.jednakze nie chcac tutaj generaliozwać; ludzi spotykaja rozne przypadkki i jedni wynosza z tego nauke , inni brna dalej w uwikłany swiat"ciemnej strony";do ciebie nalezy decyzja!
jednak nie rozpaczaj tak i nie stawiaj siebie na stanowisku :porzuconej żony z gromadka dzieci.
on jedzie ,bo chce pracować(pol roku) a ty decydujesz czy bedziesz czekać.
Najbardziej bym pragnęła by pozostał jeszcze te kilka miesięcy, bym mogła sama się przekonać, czy będzie warto czekać i czy to jest ten z którym będę chciała wiązać dalsze życie. Bo powiedzmy gdybyśmy byli razem no przynajmniej te 2-3 miesiące, byłoby mi łatwiej określić stan rzeczy.
to może poproś go,żeby został w kraju jeszcze chociaż przez miesiąc. ale tak czytając,co pisałaś,te jego podejście do wyjazdu,może coś nabroił i chce uciec,żeby sprawa ucichła. z drugiej strony gratuluję Ci odwagi-ja bym nie mogła być z kimś,kto siedział tyle lat. wiesz te parenaście dni,co jesteście razem,to zdecydowanie za mało na taką rozłąkę. mówił,że sprawdziTwoją wierność,a ufasz mu na tyle,żeby wierzyć,że on będzie wierny i że wróci? wiesz,jak bym mu postawiła takijakby warunek-w ramach testu, czyjest z Tobą szczery-powiedz,żeby został jeszcze ten miesiąc,a potem niech wyjedzie na te pół roku.powiedz,że chcesz siębardziej z nim zżyć i coś tam jeszcze. jak się zgodzi,to ok. a jak będzie nerwowy,że on musi już jechać i będzie się wkurzał,to niech Ci się zapali czerwona lampka,bo jak będzie mu się spieszyć nerwowo do wyjazdu,może oznaczać,że w coś się wmieszał. a z takim kimś nie warto być. dwa tygodnie to takiczas,gdzie ma się jeszcze różowe okulary na nosie,później możesz żałować,jak dorośniesz,będziesz chciała mieć dzieci. i co zrobisz,jak zaciążysz(choćby przypadkiem)a on pójdzie siedzieć? bo skoro żyje w stresie,czy go nie zamkną,to widać,że lata za kratami nic go nie nauczyły. co-będziesz z brzuchem,a później z wózkiem do wiezienia na widzenia jeździć? jesteś młoda-daj sobie spokój.
Nie ufam mu na tyle tak samo, że mnie nie zdradzi... I tak jak mówiłaś, on właśnie narozrabiał i jest szukany przez policje. Nie wiem, zapytam się czy nie dałby rady poczekać jeszcze miesiąc (zresztą i tak dobrze mu idzie ukrywanie się).
Jeżeli chodzi o jego postępowanie, to może uda mi się go jakoś wyprostować i trzymać z daleka od wszelkich problemów (?). Bo jego dużym problemem są jego koledzy (recydywiści), którzy wplątują go w różne bójki i inne... Ale: tak wiem jest dorosły i powinien sam się nad tym zastanowić. Jego najlepszy przyjaciel jest wspaniałym człowiekiem (ma 24 lata) i też go próbuje trzymać z dala od problemów ile tylko może, ale niestety nie zawsze uda mu się trzymać rękę na pulsie...
jak kochasz to poczekasz na niego.
obojetnie czy wyjedzie czy go zamkną
wiezienie to nie koniec swiata..
zajrzyj na nasz watek to zobaczysz ![]()
Jeszcze nie mogę powiedzieć, że go kocham. Po prostu z dnia na dzień coraz więcej do niego czuję. Wiem, że więzienie to nie koniec świata. Znam wielu ludzi którzy siedzieli oraz ich partnerki. Dali jakoś radę (chociaż nie zawsze tak było, bo mam koleżankę, która ma ze swoim dziecko- 1 rok- ale nie wytrzymała i zostawiła go, a on ma jeszcze wyroku ze 2 lata)...
Ciągle tak myśląc to jednak coraz bardziej przekonuje się do tego, by jednak wyjechał. Zresztą w PL nie ma żadnej przyszłości... Może porozmawiać z nim, by pojechać wraz z nim??? Albo by mnie ściągnął po np miesiącu? Ale czy to nie będzie za szybko, by w dodatku z nim zamieszkać?
13 2011-10-05 02:52:38 Ostatnio edytowany przez TrzyKostkiLodu (2011-10-05 02:54:20)
A ja mysle, ze Ty po prostu jestes bardzo spragniona miłosci. Nie zajmuj sie nim, poboli ale przestanie, zycie w ciagłym strachu czy pójdzie siedziec, czy znowu cos bedzie kombinował czy zdradza ehh, po co Ci to? Przed takimi ludzmi jest długa droga, czasami sie zmieniaja czasami nie. Moj siedzial w areszcie za kradziez, sprzedawał narkotyki (sama nawet pomagałam mu porcjowac), miał zabrane prawo jazdy (potracił pieszego), obracal sie w złym towarzystwie, oznajmił mi, ze jedzie za granice zarobic uczciwie, wrócił to samo, potem stwierdził, ze jedzie do innego kraju, pojechał, dla mnie dramat z głupia nadzieja, ze moze sie zmieni bo srodowisko inne, ale swoj ciagnie do swego
Zdradzał mnie a ja starałam sie nie wierzyc w to, ehh szkoda zdrowia, miał mnie ktos pokochac a tylko mnie krzywdził, na szczescie sam mnie zostawił i było to dla mnie ogromne szczescie bo uwolniłam sie od niego chociazby fizycznie. Teraz po 10 latach wydzwania do mnie, ze mnie kocha i ze był głupi.
Takze taka moja rada, niech sobie jedzie w sina dal, a Ty zrób ze soba porzadek i poczekaj az trafi sie jakis normalny i wartosciowy a jak nie to jeszcze raz bedzie trzeba nad soba pomyslec, hm, w sumie to czesto krzywdzimy sie na własne zyczenie
Masz rację... Będę musiała porządnie się zastanowić i porozmawiać z nim... Tym bardziej po wczorajszej akcji, tj. jego koledzy okradli na ulicy jakąś kobietę i to w dodatku kiedy siedziałam wraz z nimi. Przez nich musiałam przez jakieś płoty i krzaki skakać, a najlepsze jest to, że mój nawet nie poczekał na mnie i nie pomógł, gdy nie mogłam wspiąć się po murze ... Jego kolega wrócił po mnie.
Dla mnie akurat ten świat też nie jest obcy... Sama też byłam nie raz na dołku, sprzedawałam to i owo, życie na wałkach. Ale cóż na moim osiedlu to większość takich osób mieszka. Z kim się zadajesz, takim się stajesz... Ale powiem szczerze, że uspokoiłam się z takimi wyskokami i staram się uczciwie zarabiać pieniądze oraz żyć.
Mój były miał problemy w domu a na pierwszy rzut oka niby rodzina cacy, rodzice na wysokich stanowiskach w bardzo dobrej sytuacji finansowej. A syn? Niby dobre miał serce niby zagubiony a ja chciałam mu pomoc za wszelka cene, ale oczywiscie nie pomogłam i ze mna było coraz gorzej.
Moze czuł sie niedowartosciowany, dlatego takie towarzystwo, musiał udowadniac, ze jest sprytny bo nie chodzi do pracy jak reszta baranów a pieniadze ma. Swoja droga tez mial swira na punkcie siłowni i całej gamy srodków. Wysyłał mnie czasem zebym kupiła pod lada dla niego te specyfiki, sama nawet robiłam za jego pilegeniarke xD robiac mu zastrzyki. A on wcale przez to lepiej mnie nie traktował i i tak mnie porzucił. Teraz wiem, ze byłam współuzalezniona a wszystko przez moje dziecinstwo.
Takie zycie "na nielegalu" wydaje sie byc ekscytujace, ludzie sie Ciebie boja albo "szanuja", zarabiasz "łatwy pieniądz" a wszyscy z poza srodowiska to frajrzy (w potocznym znaczeniu tego słowa).
Jako, ze mamy dysfunkcjonalne rodziny jestesmy skłonni do przesadnej lojalnosci, która sie oczywiscie w srodowisku kryminalnym wysoko ceni. Ale czy warto wpadac z jednej patologii w kolejna? Srodowisko kryminalne jest patologią. Nie wiem dlaczego tak do tego ciagnie, moze myslimy, ze tam pasujemy, ze w sumie to jest tam nienormalnie ale własnie to dla nas jest normalne, bo nie znamy lub nie wierzymy, ze moze jest cos innego, lepszego a nawet jezeli istnieje to pewnie cos sie za tym kryje i pewnie niebawem wyjdzie przysłowiowe szydło z wora, bo nie moze byc nam dobrze za długo ![]()
Jeżeli chodzi właśnie o braterstwo na osiedlu, to wysoko cenimy to. Czasami przyłapuję się na tym, że traktuję ich wszystkich ponad swoją rodzinę. Dla mnie są to bracia i siostry. Dlatego więc i ciągnie mnie do Sylwka i nie bardzo przeszkadza mi to (jak to sam powiedział), że lubi kraść oraz żyć na wałkach. Ale uważam także, że to m.in. wina państwa w jakim żyjemy... Szczerze mówiąc, to w moim mieście nie ma żadnej pracy, firmy upadają, bezrobocie... Człowiek orze jak może, by mieć na ten chleb. A wyjechać do innego miasta też nie jest łatwo, bo na to trzeba mieć pieniądze... Jak ja to mówię: aby móc zarobić, trzeba wpierw zarobić kasę na tę możliwość. Błędne koło. Nikt mi za darmo nic nie da.
Widzisz, my zawsze mamy nadzieje, ze to chwilowe, ze bedzie lepiej itd.
Tylko, ze prawdopodobny scenariusz jest taki, ze tacy kolesie nie dorabiaja sie fortuny, trafiaja do AŚ, ZK a my na nich czekamy, zajmujemy sie ich sprawami, wspieramy, czesto mamy dzieci, jestesmy nieszczesliwe, dzieci cierpia a my zadowalamy sie tą odrobina "uczucia" które nam łaskawie dają, kryminalisci maja to do siebie ze kłamia, wykorzystuja, ale oni czuja, ze tak musza bo tylko wtedy moga przetrwac. Nie pisze tego, zebys teraz mu współczuła, ze on taki biedny, mysl o sobie, wiem, ze nie jest łatwo.
Z tym brakiem kasy tez rozumiem, u mnie w domu nie było pieniedzy, moze nie była to jakas skrajna nedza ale z pensji sprzataczki i tokarza nie zarobisz milionów, pracowałam w biurze za jakies grosze, nie było mnie stac na wyprowadzke, cała kasa szła na imprezy, niby miałam studia, ale nie pomogło mi to w niczym, wiem, ze nie jest łatwo życ w Polsce, ja wyjechałam i teraz stac mnie na wiele rzeczy, ale widzisz ja uciekłam z kraju bo miałam dosc imprez dosc braku perspektyw i co? I niby wszystko powinno byc ok ale nie jest bo moja głowa nie jest w dobrym stanie.
Jestem takiego zdania, że już nasze głowy nie będą w dobrym stanie... Mam całkowity brak wiary w swoje możliwości i w to, że może być lepiej. Jeżeli chodzi o mojego, to powiem, że jest uczuciowy i takie tam, ale czasami wyskakuje ni z tego ni z owego, a dopiero gdy powiem mu parę słów to dochodzi do niego. Zaczynam także powątpiewać w jego wyjazd, ponieważ gdy trochę wypije to mówi, że wynajmie od mojego kolegi mieszkanie, by mieć bliżej do mnie i że kupi to i tamto, nie uwzględniając tego, że wyjeżdża (nie wczoraj, jak planował, ale w przyszłym tygodniu). Co zaczyna mnie powoli dziwić i męczyć. Dzisiaj ma urodziny (właśnie 30 lat kończy). Nie pokazywał się dzisiaj w ogóle, a mówiłam wczoraj że chciałabym wyskoczyć na pizze, albo gdzieś z tej okazji. Znając życie i jego to przyfrunie do mnie z trzema kolegami w stanie skazującym ;/ A powiedziałam mu, że nie chcę widzieć go u siebie z kolegami i pod wpływem, po tym jak wygarnął do mnie że przeszkadza mu, że lubię wypić. Mówiłam, że nie będę pić, jeżeli i on przystopuje. Ale chyba nie dotarło do niego (tak myślę). A chciałabym także spędzać z nim czas sam na sam, a nie z jego "ziomkami".
19 2011-10-05 16:30:26 Ostatnio edytowany przez TrzyKostkiLodu (2011-10-05 16:32:34)
Pewnie myli Twoje podejscie z "zadna baba nie bedzie mi mówic co robic" ![]()
*W sumie to troche mam obsesje teraz na punkcie tego forum xD
Ale akurat ja uważam, że w związku powinny być jakieś kompromisy. Jeżeli tego nie uwzględni, to mimo iż będę cierpieć (na pewno nie da mi spokoju przez dłuższy czas, oraz będę tęsknić za jego towarzystwem), zostawię go. Byłam już w związku ponad 3 lata, gdzie facet miał problem z narkotykami i dawałam mu kompromisy i szanse, ale jednak wolał prochy. Nawet na naszej imprezie zaręczynowej musiał wziąć piguły, mimo iż go prosiłam, by choć ten jeden raz dał sobie spokój. I to przeważyło szalę po kilku miesiącach ( kłótnie, agresja). Czemu zawsze szukam (trafiam) na takie osoby... eh. a powiem, ze przywiązałam się już do swojego.
Jestem prawie pewna co do tego, że twoje zauroczenie przejdzie w przeciągu miesiąca. Daj sobie czas. Jesteś młoda, masz życie przed sobą i to jak ci się ułoży zależy od Ciebie.
Na twoim miejscu raczej nie wiązałabym się s kimś kto ma konflikty z prawem. Żebyś sama nie musiała się za jakiś czas ukrywać.
Przemyśl to czy on jest warty Twojej młodości.
A w pracy za granicą nie wybiera się terminów, to terminy wybierają ciebie
czasem to jak los na loterii.