Czy któraś z Was żałuje swojej decyzji? Czy nie uważacie , że była zbyt pochopna? Jakie niebezpieczeństwa grożą z których należy sobie zadać sprawę a o których się nie myśli podejmując tą decyzję. Poradźcie, nad czym trzeba się zastanowić. Chciałabym być już w końcu wolna ale boję się co mnie czeka - i nie chodzi o mnie , ja sobie dam radę ale mam dzieci i chodzi o ich byt. Nie wiem czy nie zrobię jakiejś głupoty - finansową na pewno.
rozwiedziona od 6lat, w niewoli na własne życzenie 16
Nie żałuję, że podjęłam taką decyzję, żałuję że zwlekałam tyle lat. Na rozprawie sędzia zapytał mnie dlaczego się wcześniej nie zdecydowałam...no niestety moja głupota.
U mnie było tak, że to ja zapewniałam byt rodzinie. Z małżeństwa wyszłam jak stałam...ale już nie utrzymywałam pasożyta, już mnie nikt nie okradał.....budziłam się rano i wiedziałam ile mam na koncie.
3 2011-10-01 19:16:46 Ostatnio edytowany przez dayzi (2011-10-01 19:38:21)
Każda historia jest inna.
Każdy czego innego potrzebuje...ja potrzebowałam wolności, może Tobie bardziej potrzebne są pieniądze.
Jednak skoro tu piszesz to nie jesteś za bardzo szczęśliwa z tymi "pieniędzmi".
Myślę, że niewiele osób żałuje rozwodu, bo to są baaaardzo przemyślane decyzje.
Natomiast sam fakt, że do tego dochodzi...cóż biorąc ślub raczej tego nie planujemy.
No cóż mój mąż dobrze zarabia...ale ja już nie żyję od kilku lat.
Po rozwodzie od 6 miesięcy, formalnie, wytrwałam 6 lat, w siódmym roku był koszmar i wreszcie przestałam się wahać. Mam dziecko, mieszkanie na kredyt, ciągły brak kasy, ale szczęście, wolność i święty spokój, nie żałuję, ani razu nie żałowałam, jeśli już to tego, że ta długo zwlekałam z decyzją, że brakowało mi odwagi. Pozdrawiam ![]()
Po rozwodzie od 6 miesięcy, formalnie, wytrwałam 6 lat, w siódmym roku był koszmar i wreszcie przestałam się wahać. Mam dziecko, mieszkanie na kredyt, ciągły brak kasy, ale szczęście, wolność i święty spokój, nie żałuję, ani razu nie żałowałam, jeśli już to tego, że ta długo zwlekałam z decyzją, że brakowało mi odwagi. Pozdrawiam
Ale gdzie poszłaś, gdzie zamieszkałaś? nie mogę wrócić do rodziców. Jak wynajmę mieszkanie, to chyba padnę finansowo
Zostałam w mieszkaniu, które wspólnie kupiliśmy przed rozwodem, on się wyprowadził do matki, na razie tu mieszkam, ale niebawem będę musiała zrobić z tym porządek. Polskie, piep... prawo muszę mu oddać połowę spłaconych rat, ale żeby tego uniknąć sprzedam mieszkanie. Finansowo jest cholernie ciężko, ja pracuje na 3 etatach i nie wyrabiam, mam na utrzymaniu dziecko. Ale to nie moja wina, to wina naszego chorego państwa, że nie można się całkowicie uzależnić finansowo. Och, jestem wściekła, że taki los nam gotują.
Ale to nie moja wina, to wina naszego chorego państwa, że nie można się całkowicie uzależnić finansowo. Och, jestem wściekła, że taki los nam gotują.
Agau a mogłabyś to rozwinąć?
Nigdy nie żałowalam ze się rozwiodlam.Decyzje ostateczna podjęłam po...10latach rozłąki.Chcialam tez usłyszec zdanie swoich dzieci.Czy chca żebyśmy byli razem czy osobno.Gdy jednoznacznie uslyszalam że wolą byc tylko ze mna,nie wachalam się przez chwile.Nie spieszylam się bo nie mialam do czego.Nie planowalam żadnego związku.Skupiłam się na wychowaniu dzieci,bo to było najważniejsze.
Dzień rozwodu był dla mnie jednym z najszczęśliwszych dni w moim życiu.Poczułam się WOLNA,niezależna,mimo że finansowo bylo ciążej,to jednak o tym nie myślałam.Mialam zdrowe ręce i glowe więc czułam że sobie poradze :)Swięty spokoj to,to co najbardziej cenię sobie w życiu...
Pozdrawiam wszystkie stojące na progu "nowego" życia ![]()
2 lata po rozwodzie, 3 lata od rozstania. Małżeństwo trwało 2 lata - totalny koszmar, równia pochyła od dnia ślubu. Rozwód był najlepszą decyzją w moim życiu, najlepiej przemyślaną. Uciekłam od eks z jedną walizką, do rodziców, którzy długo nie mogli zaakceptować mojej decyzji. Nie odzyskałam pełnej kwoty włożonych w mieszkanie, moich pieniędzy, ale to pikuś w porównaniu do tego, że odżyłam duchowo i psychicznie, byłam wolna i sama mogłam o sobie decydować. Dzieci na szczęście z pasożytem nie miałam. Poradziłam sobie dzięki... sobie
i dzięki temu, że jakiś czas po rozstaniu w moim życiu pojawił się mój obecny partner - bardzo mnie wspierał, za co jestem mu niezmiernie wdzięczna.
Niebezpieczeństwo - że eks będzie kłamał podczas rozprawy (ach ta urażona męska duma) i że nie odda całej kasy, którą powinien i że jeszcze coś ukradnie z majątku wyłącznego jeszcze małżonki. Hm... może jeszcze to że będzie nas oczerniał przed swoją rodzinką i wspólnymi "przyjaciółmi" - ja wyszłam na zero, przyjaciele okazali się być po jego stronie, trudno, znalazłam nowych, mam nadzieję teraz już prawdziwych. Pozytywnych stron rozwodu jest jednak zdecydowanie więcej
.
agau napisał/a:Ale to nie moja wina, to wina naszego chorego państwa, że nie można się całkowicie uzależnić finansowo. Och, jestem wściekła, że taki los nam gotują.
Agau a mogłabyś to rozwinąć?
Tak, chodziło mi o to, że pracuję w trzech miejscach, łącznie mam 2 pełne etaty, a opłaty na mieszkanie i zobowiązania kredytowe wynoszą mnie 2700, więc na życie mam ok. 600 na miesiąc. Mieszkam sama z dzieckiem, eksa nic nie obchodzi wyprawka do szkoły, lekarze, ciuchy, sąd przyznał mu 350 zł alimentów, bo zataił część dochodów. Jestem za bogata, by uzyskać pomoc finansową i cóż żeruję na rodzicach, gdyby nie oni umarłabym z głodu, ale rodzi się pytanie, ile można w taki sposób żyć? Nie boję się życia, ale nasze chore państwo nie ułatwia nam żadnego startu, dlaczego pracująca ciężko osoba nie jest w stanie utrzymać się sama z własnej pensji, dlaczego? To, ile zarabiamy jest śmieszne w porównaniu do cen w sklepach, opłat. Dlatego napisałam, że to chore państwo i że każdego dnia mam negatywne emocje wobec niego. W Anglii matka samotnie wychowująca dziecko dostaje od państwa mieszkanie i zasiłek dopóki nie podejmie pracy, a u nas? Państwo sponsoruje albo apartamentowce posłów, albo pijaków i nierobów. To tyle, żeby nie zmieniać tematu wątku. Pozdrawiam.
Agau ! Nie zmieniasz tematu. Ja właśnie wiem jak ciężko samotnym kobietom. Gdyby u nas było wsparcie państwa , byłoby 100% więcej rozwodów. Teraz kobiety wybierają mniejsze zło.
O siebie się nie martwię tzn. też się martwię ale najbardziej chodzi mi o dzieci. No i do kłopotów z pieniędzmi jeszcze dojdzie pewnie samotność. A jak stracę pracę ? Chyba nie mam lwiego serca.
Agau ! Nie zmieniasz tematu. Ja właśnie wiem jak ciężko samotnym kobietom. Gdyby u nas było wsparcie państwa , byłoby 100% więcej rozwodów. Teraz kobiety wybierają mniejsze zło.
O siebie się nie martwię tzn. też się martwię ale najbardziej chodzi mi o dzieci. No i do kłopotów z pieniędzmi jeszcze dojdzie pewnie samotność. A jak stracę pracę ? Chyba nie mam lwiego serca.
Wiesz, gdybym wiedziała, że dam sobie radę sama z dzieckiem na pewno nie wyszłabym za mąż, gdybym wtedy wiedziała...ale cóż lepiej późno niż wcale. Samotności nie bałam się, bo przez te 7 lat formalnego związku byłam samotna, więc nic się nie zmieniło, bynajmniej w moim przypadku. Buź ![]()
2 lata po rozwodzie, 2 dzieci, niezależność finansową zagwarantowałam sobie już dawno, jeszcze w czasie trwania małżeństwa, więc nie bałam się skakać na głęboką wodę, zostawiając moje dotychczasowe długoletnie życie za plecami. I mimo, że podział majątku został przeprowadzony na moją niekorzyść, to także machnęłam na to ręką, byle się uwolnić od toksyny-faceta, który zatruwał życie nie tylko mnie, ale całej mojej rodzinie, w tym dzieciom. Po rozwodzie bardzo cierpiałam, płakałam i nie wiedziałam, co ze sobą zrobić, ale nie żałuję, bo wiem, że zaczęłam nowy etap mojego życia, a przeszłość już nie jest ważna, bo jej nie ma, pozostała tylko w moich wspomnieniach, na szczęście moja pamięć zachowała tylko te najlepsze wspomnienia, całe zło odeszło razem z mężem w niepamięć. A liczy się tylko to, co przed nami. Bo na to tylko czekamy i tego jeszcze nie znamy. Czyż może być coś piękniejszego ? Zaczął się nowy etap mojego życia. To życie będzie takie, jak ja będę sobie życzyła. Nie ma na mnie i moje życie już wpływu ktoś, kto życiem kierował tylko dla swojego cynicznie i egoistycznie wysublimowanego dobra. To też zrozumiałam zbyt późno. Nie miałam wpływu na moje życie, bo bezwzględnie podporządkowałam się ex-tyranowi-mężowi. Nic nie uważam za pochopne w mojej decyzji, pomimo, że zapadła bardzo szybko, a rozwód i podział majątku nastąpił w ciągu 6 miesięcy.
2 lata po rozwodzie, 2 dzieci, niezależność finansową zagwarantowałam sobie już dawno, jeszcze w czasie trwania małżeństwa, więc nie bałam się skakać na głęboką wodę, zostawiając moje dotychczasowe długoletnie życie za plecami. I mimo, że podział majątku został przeprowadzony na moją niekorzyść, to także machnęłam na to ręką, byle się uwolnić od toksyny-faceta, który zatruwał życie nie tylko mnie, ale całej mojej rodzinie, w tym dzieciom. Po rozwodzie bardzo cierpiałam, płakałam i nie wiedziałam, co ze sobą zrobić, ale nie żałuję, bo wiem, że zaczęłam nowy etap mojego życia, a przeszłość już nie jest ważna, bo jej nie ma, pozostała tylko w moich wspomnieniach, na szczęście moja pamięć zachowała tylko te najlepsze wspomnienia, całe zło odeszło razem z mężem w niepamięć. A liczy się tylko to, co przed nami. Bo na to tylko czekamy i tego jeszcze nie znamy. Czyż może być coś piękniejszego ? Zaczął się nowy etap mojego życia. To życie będzie takie, jak ja będę sobie życzyła. Nie ma na mnie i moje życie już wpływu ktoś, kto życiem kierował tylko dla swojego cynicznie i egoistycznie wysublimowanego dobra. To też zrozumiałam zbyt późno. Nie miałam wpływu na moje życie, bo bezwzględnie podporządkowałam się ex-tyranowi-mężowi. Nic nie uważam za pochopne w mojej decyzji, pomimo, że zapadła bardzo szybko, a rozwód i podział majątku nastąpił w ciągu 6 miesięcy.
Miałaś chwile zwątpienia ? Jeśli tak to w którym momencie? Czy decyzję o rozwodzie podjęłaś pod wpływem jakiejś sytuacji, czy ona po prostu dojrzała w Tobie.
Przepraszam, że tak wypytuje ale to dla mnie bardzo ważne.
Ja odeszłam od męża 2,5 roku temu.Nie żałuję.W czerwcu miałam sprawę rozwodową i sąd nie udzielił nam rozwodu ze względu na dobro dziecka.Mamy syna który ma 5 lat i jest bardzo zżyty ze swoim tatą,a on to wykorzystywał przed sądem i niestety chciał odebrać mi to dziecko.Robił to z czystej złośliwości i to w ogóle utrudniło wydanie wyroku sędziemu i sprawa przez to też przeciągała się w czasie (jak dla mnie niemiłosiernie długo). I taki właśnie w moim przypadku był końcowy efekt sprawy,ze nie udzielono nam rozwodu,a według sędziego powinniśmy pójść na terapię i spróbować reaktywować to małżeństwo bo sędzia nie wiedział komu przyznać prawną opiekę nad dzieckiem po rozwodzie.Nie podjęliśmy terapi i ja nie zamierzam wracać do mojego "jeszcze" męża.Planuję znowu złożyć ponownie pozew rozwodowy.Już niedługo,to zrobię,bo jestem pewna tego co robię.I naprawdę trzeba być pewnym swoich decyzji,a wszystko się poukłada.Trzeba uparcie dążyć do celu.I nie bać się o przyszłość.Na dzieci postarać się o alimenty,na siebie o alimenty też można spróbować powalczyć i nie bać się prosić o pomoc życzliwych nam ludzi i wszystko się uda.Głowa do góry:)
Witam serdecznie.
Jestem 4 lata po rozwodzie i to była najlepsza decyzja mojego życia.Nie miałam zbytnio problemu z podjęciem tej decyzji były mąż alkoholik,wiecznie szukający pracy,a do tego damski bokser,po 4 latach miałam dośc.Stwierdziłam że zasługuję na coś lepszego i poszło gładko dzieci nie było wspólnego majątku też dzięki bogu nie robił żadnych problemów a dziś wiem że było warto mam drugiego męża ,który jest najwspanialszym facetem na świecie oczywiście dla mnie i jestem bardzo szczęśliwa więc kobiety nie bujcie się zmieniac swojego życia wiem że to nie jest proste ,ale naprawdę warto.
Witam Panie:-) Przed południem wysłałam pozew o rozwód.Żal tylko że tak późno. Pozdrawiam serdecznie.
Witam Panie:-) Przed południem wysłałam pozew o rozwód.Żal tylko że tak późno. Pozdrawiam serdecznie.
Witam Cię. Ja pojutrze mam 1 rozprawę. Towarzyszy mi to samo uczucie - czemu cholera tak późno. Pozdrawiam
I'm Joanna78 napisał/a:Witam Panie:-) Przed południem wysłałam pozew o rozwód.Żal tylko że tak późno. Pozdrawiam serdecznie.
Witam Cię. Ja pojutrze mam 1 rozprawę. Towarzyszy mi to samo uczucie - czemu cholera tak późno. Pozdrawiam
Niekochana na nic w życiu nie jest za późno pamiętaj ![]()
Niekochana na nic w życiu nie jest za późno pamiętaj
Hmmm... WIEM
Kurcze, już wiem ![]()
22 2011-10-04 10:58:55 Ostatnio edytowany przez Mussuka (2011-10-04 10:59:42)
W Anglii matka samotnie wychowująca dziecko dostaje od państwa mieszkanie i zasiłek dopóki nie podejmie pracy, a u nas? .
zapomnialas jedynie dodac, ze to jest mieszkanie zwykle w obskurnym socjalu, pelnym bezrobotnych, ciemnoskorych, narkomanow itp. a zasilek raczej glodowy. Jak samotna mama chce miec swoje wlasne mieszkanie na kredyt (tak jak Ty) to sama musi na nie zapracowac i ten kredyt splacac. I w Anglii i w kazdym innym kraju UE.
Pisze, bo wiem. 2 lata po rozwodzie, mieszkanie, ktore wspolnie z eksem kupilismy za kredyt w banku, splacam teraz ja..z zarobionych pieniedzy i tez niewiele mi zostaje na mnie i dzieci. I nie jest to w Polsce. Aha..ustawowe alimenty na dziecko to 118? co w przeliczeniu na PLN nie stanow duzo wiekszej sumy niz ty otrzymujesz a w porownaniu do tutejszych cen to suma delikatnie mowiac smieszna.
W zadnym kraju rozwod nie jest wygrana w totka i z tym trzeba sie liczyc.
Dzięki za odpowiedzi.
Czyli prawie na 80% problemy finansowe. Ale jak widzę nie bardzo przerażają wobec wolności.
Nic jednak nie piszecie o samotności.
Nic jednak nie piszecie o samotności.
bo jej praktycznie nie odczulam ani przez chwile. Dzieci, praca, obowiazki domowe, hobby w wolnych chwilach - skutecznie pochlonely prawie wszystkie godziny dnia i wieczoru. A w nocy spalam jak susel po tej calodziennej rumbie:) Wstawalam za to z usmiechem, znowu, po tylu latach bez usmiechu.
Witam dziewczyny!
Kilka miesięy temu szukałam ukojenia na tym forum i podobnych sytuacji życiowych ...takie jak moje.
Wiedziałam, że tylko tam jestem zrozumiana.
Dzisiaj, po pół roku mojej bytnosci na forum, szukam już konkretnIe: ROZWÓD I WSZYSTKO Z TYM SŁOWEM związane.
Stan na dzisiaj.Pozew wysłany w połowie sierpnia. Czekam na termin i psychicznie się przygotowuję.
Pytacie o samotność po... Właśnie, myslę, że jak dojrzałyśmy do tej decyzji - rozwodu, to już przed tą decyzją byłyśmy samotne w naszych małżeństwah.
To straszne być razem, a osobno, a samotnie.
Gdybam, ale samotność nie będzie większa...
Kasa, to nasz problem.
Nie dość, że psychicznie słabo, to jeszcze brakuje funduszy na podstawy życa.
Tego dzisiaj się boję.
Mam koleżankę, która rozwiodła się około dwóch miesięcy temu i niestety tatuś przekupuje synka jak może.
Teraz często odzywa się kochany tatuś. Przekupuje perfidnie.
Pewnie typowe sytuacje.
Moje córki myślę, że się nie dadzą.
Życzę siły sobie i WAM w naszych dążeniach. ![]()
Miałaś chwile zwątpienia ? Jeśli tak to w którym momencie? Czy decyzję o rozwodzie podjęłaś pod wpływem jakiejś sytuacji, czy ona po prostu dojrzała w Tobie.
Przepraszam, że tak wypytuje ale to dla mnie bardzo ważne.
Rea, jasne, że miałam takie chwile. Obawiałam się wszystkiego, czy dam sobie radę sama, jak wytrzymam samotność, uporam się ze zdradą, jak poceruję moją zbolałą psychikę. Decyzja o rozwodzie zapadła po tym, jak dowiedziałam się o zdradzie, chociaż już od dłuższego czasu nie działo się dobrze w moim małżeństwie, a ja temu nie zapobiegłam, więc dzisiaj się już nie dziwię nawet tej zdradzie. W czasie rozwodu i po nim także upewniłam się w przekonaniu, że już z tym związkiem nic więcej nie dało się zrobić, więc jestem dzisiaj przekonana, że to było jedyne wyjście. Wątpliwości towarzyszą tylko myślącemu człowiekowi :-)
Cześć,
pół roku po rozwodzie, po 23 latach "przedrozwodowych".
Nie żałuję, cieszę się, pracuję jak agau w trzech firmach, ciągle niby brakuje kasy, ale wszystko się kręci.
Za to: spokój, stabilność, radość życia, przyjaciele, ciągle coś się dzieje, nie ma nudy, a jak się wydaje, że to już dno czarnej doopy, zawsze COŚ się wydarza i okazuje się, że jeszcze nie, jeszcze trochę do dna.
Rozwód to był piękny dzień i zaczęło się nowe, prawdziwe życie. Teraz cenię każdy dzień, bo każdy jest piękny.
Cześć,
pół roku po rozwodzie, po 23 latach "przedrozwodowych".
Nie żałuję, cieszę się, pracuję jak agau w trzech firmach, ciągle niby brakuje kasy, ale wszystko się kręci.
Za to: spokój, stabilność, radość życia, przyjaciele, ciągle coś się dzieje, nie ma nudy, a jak się wydaje, że to już dno czarnej doopy, zawsze COŚ się wydarza i okazuje się, że jeszcze nie, jeszcze trochę do dna.
Rozwód to był piękny dzień i zaczęło się nowe, prawdziwe życie. Teraz cenię każdy dzień, bo każdy jest piękny.
To była moja najwspanialsza rzecz, jaką zrobiłam w życiu, jedyna rozsądna decyzja. Zmagam się z problemami dnia codziennego, ale tak na prawdę przez cały czas się borykałam sama, więc szoku w tej kwestii nie przeżyłam. Tak, brak kasy to jedyny mankament, ale jestem szczęśliwa. Próbuję budować życie na nowo, oczyszczona i zadowolona. Mam mniej wiary w miłość do końca życia, nie wiem, czy ułożę sobie życie tak na stałe, ale i tak jest pięknie. Wymarzony rozwód zakończył moją osobistą klęskę.
To była moja najwspanialsza rzecz, jaką zrobiłam w życiu, jedyna rozsądna decyzja. Zmagam się z problemami dnia codziennego, ale tak na prawdę przez cały czas się borykałam sama, więc szoku w tej kwestii nie przeżyłam. Tak, brak kasy to jedyny mankament, ale jestem szczęśliwa. Próbuję budować życie na nowo, oczyszczona i zadowolona. Mam mniej wiary w miłość do końca życia, nie wiem, czy ułożę sobie życie tak na stałe, ale i tak jest pięknie. Wymarzony rozwód zakończył moją osobistą klęskę.
Cześć,
pół roku po rozwodzie, po 23 latach "przedrozwodowych".
Nie żałuję, cieszę się, pracuję jak agau w trzech firmach, ciągle niby brakuje kasy, ale wszystko się kręci.
Za to: spokój, stabilność, radość życia, przyjaciele, ciągle coś się dzieje, nie ma nudy, a jak się wydaje, że to już dno czarnej doopy, zawsze COŚ się wydarza i okazuje się, że jeszcze nie, jeszcze trochę do dna.
Rozwód to był piękny dzień i zaczęło się nowe, prawdziwe życie. Teraz cenię każdy dzień, bo każdy jest piękny.
Ale wiecie, że mnie kurdesz WKURZACIE, co? Zielona jestem z zazdrości.
:D:D
Ja też się doczekam. I niniejszym obiecuję - będzie FORUMOWA IMPREZA
:cool::cool:
Ale wiecie, że mnie kurdesz WKURZACIE, co? Zielona jestem z zazdrości.
:D:D
Ja też się doczekam...
Doczekasz się, doczekasz
Tyle, że nie ma czego zazdrościć. Skończą się jedne problemy, zaczną inne - po prostu życie zawsze jakieś niesie. To jak ze ślubem, nie możesz się doczekać a potem ten stan powszednieje. Żadne aj waj. Życie
Doczekasz się, doczekasz
Tyle, że nie ma czego zazdrościć. Skończą się jedne problemy, zaczną inne - po prostu życie zawsze jakieś niesie. To jak ze ślubem, nie możesz się doczekać a potem ten stan powszednieje. Żadne aj waj. Życie
Kurcze - wszystko zniosę. Wiem to.
Tylko nie mieć już tego wysysacza energii na karku. Zalega mi na magazynie - utylizację musze przeprowadzić.
Wszystkie sobie radzicie - i to mi daje nadzieję.
Rozwód 1,5 roku temu, przedtem 8 lat mieszkania oddzielnie. Czemu tak długo? Względy finansowe, przez wiele lat zarabiałam nędzne pieniądze, a były miał tyle przyzwoitości , że dawał kasę. Przyzwoitość skończyła się jednak, kiedy złożyłam pozew o rozwód. Krótko potem do moich pracodawców zaczęły przychodzić anonimy na mój temat (dziwne, bo skończyły się, kiedy dostałam rozwód...), wniosek nasuwał się sam-wywalą babę z pracy, to jej się odechce rozwodu...Wytrzymałam. Potem zaczęło się pogrywanie dziećmi-w przypadku syna skuteczne (TV, komputer, jakieś PSP, komórka), syn zdecydował się na wyprowadzkę do ojca. Zgodziłam się, bo nie mam już sił wojować z 13latkiem, który zieje do mnie nienawiścią. A kilka dni temu dostałam wezwanie do sądu-były oskarża mnie o psychiczne i moralne znęcanie się nad synem i żąda pozbawienia mnie władzy rodzicielskiej (ciekawe, że tylko w stosunku do syna, o córkę jakoś się nie martwi). Z ciekawostek-kiedy wystąpiłam o rozwód, były zwizytował większość mojej rodziny i znajomych-nie wiem, co im naopowiadał, ale stanęli po jego stronie.
A ja? Chwilowo jestem w rozsypce (przez ten pozew), ale nigdy nie żałowałam decyzji o rozwodzie. Mogę tylko współczuć obecnej partnerce tego pana, jeszcze nie wie, co ją czeka.
zapomnialas jedynie dodac, ze to jest mieszkanie zwykle w obskurnym socjalu, pelnym bezrobotnych, ciemnoskorych, narkomanow itp. a zasilek raczej glodowy.
Oj, nie zgodzę się, akurat Anglia raczej dba o samotne matki i zasiłek da zacny jak i mieszkanie wcale nie takie podłe. I to nawet nie obywatelkom, a i przyjezdnym się dostanie całkiem niezła zapomoga. Wiem, bo mam tam dużo znajomych - rodzin, samotnych matek i tych, które pouciekały już z dziećmi do Anglii.
dayzi napisał/a:agau napisał/a:Ale to nie moja wina, to wina naszego chorego państwa, że nie można się całkowicie uzależnić finansowo. Och, jestem wściekła, że taki los nam gotują.
Agau a mogłabyś to rozwinąć?
Tak, chodziło mi o to, że pracuję w trzech miejscach, łącznie mam 2 pełne etaty, a opłaty na mieszkanie i zobowiązania kredytowe wynoszą mnie 2700, więc na życie mam ok. 600 na miesiąc.
Przyznam rację Mussace.
Wiecie co mnie denerwuje - te oczekiwania odnośnie odpowiedzialności państwa za własne suwerenne decyzje obywateli. Jeżeli już wybrało się za męża durnego i nieodpowiedzialnego dupka, tudzież zaciągnęło zobowiązania finansowe ponad własne możliwości - to po cholerę wieszać psy na państwie ![]()
Nikt nikomu pistoletu do łba nie przystawiał gdy wychodziłyśmy za mąż za tych palantów ani gdy zaciągałyśmy kredyty czy pożyczki.
Fakt, ze to państwo może mniej pomaga - ale jest również mniej bogate od tych innych.
Coś mi się wydaje, że i tam i tu osobiście ponosi się konsekwencje - inaczej w tym zachodnim raju nie byłoby ludzi bezdomnych, zjawiska bezrobocia itp. Nota bene - zawsze można tam wyjechać...
2 lata temu rozwód od tego dnia zyję, ...............jedyne czego żałuję to to ze tak pozno to zrobiłam
Ja prawie rok po rozwodzie...oczywiście nie żałuję ![]()
Finansowo ciężej, ale sama decyduję jak żyć i wreszcie cieszę się, że żyję
...nie ma we mnie już tego niepokoju, chaosu, który mnie przytłaczał, wróciła chęć na tańce przy pichceniu w kuchni, zaczęłam podśpiewywać pod nosem, czego już od lat nie robiłam...a dzięki dzieciom, których teraz bardziej słucham nie jestem samotna ![]()
Jeśli z czasem ułożę sobie życie z kimś innym...dobrze, nie, też nie tragedia..;)
To była dobra decyzja ![]()
Mussuka napisał/a:zapomnialas jedynie dodac, ze to jest mieszkanie zwykle w obskurnym socjalu, pelnym bezrobotnych, ciemnoskorych, narkomanow itp. a zasilek raczej glodowy.
Oj, nie zgodzę się, akurat Anglia raczej dba o samotne matki i zasiłek da zacny jak i mieszkanie wcale nie takie podłe. I to nawet nie obywatelkom, a i przyjezdnym się dostanie całkiem niezła zapomoga. Wiem, bo mam tam dużo znajomych - rodzin, samotnych matek i tych, które pouciekały już z dziećmi do Anglii.
Teo ma racje, mieszkam w niemczech juz prawie 30 lat,znam malzenstwa, samotne matki itd.
Prawda jest taka ze tutaj matka dostaje normalne mieszkanie, w normalnym terenie gdzie tez rasowe i czyste niemcy sie poruszaja, mieszkaja i placa mite.
Te hajmy z czarnymi itd. to bylo 20 lat temu.
Finanse wygladaja tak, ze czlowiek pracujacy po zaplaceniu rachunkow ( ktore oplaca
dla bezrobotnych miasto)zostaje z taka sumka jak ci drudzy dostaja za lezenie przed komputerem...w niektorych przypadkach taki "glupi ze pracuje"(tak sie coraz czesciej to u nas okresla)ma nawet mniej niz jak by ciol glupa i siedzial w domu.
W takiej sytuacji sa tez czyste polki ,bez papierow, tylko na vizie i mysla ze ta propaganda jest proba zniechecenia polakow do wyjazdu do bogatszego kraju.
jestem w trakcie rozwodu. Nie mieszkamy razem od 7 miesięcy.
Nie żałuję decyzji.Jak dojdziesz do ściany,to wiesz, że wszystko będzie lepsze,niż trwanie w beznadziejnym związku .
Taka decyzja jest głosem instynktu przetrwania- chcesz żyć a przy nim gaśniesz...
I kiedy patrzę na żenujące manewry jeszcze-męża, żałuję, że nie miałam wcześniej siły i odwagi, żeby zacząć ŻYĆ bez niego !
jedyne czego żałuje to że czekałam tak długo z rozwodem...strach że nie dam rady finansowo ,że nie będe miała gdzie mieszkać.potępienie ze strony rodziny która twierdzila że sama wybrałam sobie męża to teraz mam z nim siedzieć bo mam z nim dzieci...to było powodem dla którego zmarnowałąm z 5 lat wstecz,bo już wtedy powinnam złożyć pozew.Ale co sie odwlecze...dzień rozwodu to był koszmar...ale gdy wyszłam z sądu po wszystkim to wszystko ze mnie "spłyneło" poczułam sie o 20 lat lżejsza...:)...2 lata byłąm sama...nieoczekiwanym zrządzeniem losu spotkałam czzłowieka który mnie " leczy" z toksyn byłęgo...uczy mnie miłości prawdziwej ,czystej,bez kłamstw,zdrad...pokochał mnie taką jaka jestemi zaakceptował moje dzieci.jestem szczęśliwa ,planujemy wspólne życie.Dla wątpiących - jeśli myślisz o rozwodzie to nie zwlekaj,to jedyna dobra rzecz jaką może zagwarantować CI ex...
jestem w trakcie rozwodu. Nie mieszkamy razem od 7 miesięcy.
Nie żałuję decyzji.Jak dojdziesz do ściany,to wiesz, że wszystko będzie lepsze,niż trwanie w beznadziejnym związku .
Taka decyzja jest głosem instynktu przetrwania- chcesz żyć a przy nim gaśniesz...I kiedy patrzę na żenujące manewry jeszcze-męża, żałuję, że nie miałam wcześniej siły i odwagi, żeby zacząć ŻYĆ bez niego !
pięknie to ujełaś ,popieram w 100000%
Ja również jestem w trakcie rozwodu i mimo iż sprawa jest w toku, to już czuję się wolna i szczęśliwa ![]()
I kiedy patrzę na żenujące manewry jeszcze-męża, żałuję, że nie miałam wcześniej siły i odwagi, żeby zacząć ŻYĆ bez niego !
Mam takie same odczucia ![]()
Witam Panie:-) Przed południem wysłałam pozew o rozwód.Żal tylko że tak późno. Pozdrawiam serdecznie.
Ja miałam złożyć pozew w przyszłym tygodniu, ale dziś mam wolny dzień i ...im szybciej tym lepiej. Tęsknię do "własnego" życia, do moich decyzji, jestem przekonana, że nie jestem tak bezsilna bez damskiego boksera u boku i jego "opieki", jak próbował mi to wmówić - niestety przez 28 lat.
Po rozwodzie w moim przypadku może być tylko lepiej, bo będę miała więcej energii do działania, którą do tej pory wysysał ze mnie wampir energetyczny - zawsze najmądrzejszy mój mąż, człowiek hołdujący średniowiecznym zasadom (chyba czuł, że bez nich byłby nikim - kompleksy?)
Pozdrawiam i namawiam wahające się a nieszczęśliwe w związkach dziewczyny do zastanowienia się nad tym, ile z Was samych zabiera Wam toksyczny związek, jak powoli ginie Wasze JA- dzieci w chorych układach nie są wcale szczęśliwe, może lepiej będzie jak tatuś co jakiś czas będzie tylko dla nich(oczywiście może i tym Wam dokuczać), ale nie będzie przy nich lub po cichutku w majestacie prawa niszczył na wszelkie możliwe sposoby poczucie Waszej godności. Nie płaczcie po kryjomu po kolejnej awanturze i nie wstydźcie się tego, że źle kiedyś wybrałyście dajcie sobie szansę na spokojne, fajne życie, nie bez problemów ale ich pokonywanie - jak widać w innych wyp.- daje wiele satysfakcji, Cholera! Ja stara baba muszę pamiętać o tym, że mam rach. za tel., internet, ęn,elektr, itd - ale to, że będę miała wszystko w miarę możliwości załatwione bez obecności "Niezastąpionego" - cieszy! A przerażają nawet drobiazgi.Pozdrawiam
Witam, od 7 lat sama i 3 po rozwodzie. W czasie małżeństwa nie umiałam nic, tylko sprzątać, gotować, pracować, palić w piecu, załatwiać kasę na węgiel i na jedzenie, bo mąż mnie notorycznie okradał. Na pytania gdzie kasa zawsze była awantura,ze tylko pieniądze i pieniądze mnie interesują a on tak się stara i stara itd itp.
Jak odszedł nie umiałam nawet pieniędzy z bankomatu wyciągnąć.
A teraz ? no cóż, pokończyłam szkoły, radzę sobie ze wszystkim, mamy co jeść, zrobiłam generalny remont, odwiedzam zagranice itd itp i jestem z siebie dumna.
a najważniejsze, że jak wracam po pracy do domu to mam spokój święty i nie boję się już ![]()
witam.Prawie rok czasu zastanawima sie na d rozwodem i niby jestem gotowa ale gdzies w głebi serca do konca mialam nadzieje ze cos sie moze zmieni,jakis cud.....bo mąz ze mna nie mieszka od roku juz prawie.ale przez te 7 lat w tym roku byloby 8,kochalam go bardzo.Maz ma problemy z psychika i zwyczajnie chyba niechce zeby sie to zmieniło aja chce jeszce normalnie pozyc...troche sie boje tego rozwodu,ale powoli dąze do niego,wyciagnełam juz z urzędu akta małzenstwa i dziecka..boje sie ze po rozwodzie bedzie gorzej mimo ze juz dawno sie przyzwyczailam ze meza nie ma,ja pracuje,mieszkam z synkiem w mieszkaniu i radzimy sobie,ale zawsze jest ta niepewnosc....
agau napisał/a:Po rozwodzie od 6 miesięcy, formalnie, wytrwałam 6 lat, w siódmym roku był koszmar i wreszcie przestałam się wahać. Mam dziecko, mieszkanie na kredyt, ciągły brak kasy, ale szczęście, wolność i święty spokój, nie żałuję, ani razu nie żałowałam, jeśli już to tego, że ta długo zwlekałam z decyzją, że brakowało mi odwagi. Pozdrawiam
Ale gdzie poszłaś, gdzie zamieszkałaś? nie mogę wrócić do rodziców. Jak wynajmę mieszkanie, to chyba padnę finansowo
hej ja jestem od grudnia zeszłego roku ,po rozwodzie,pracuję,mam alimenty i jakoś żyję,nie powiem że jest lekko,ale wolę to niż być zdradzaną,robię co chce,jak mi sie nie chce to nie sprzątam,jestem panią swojego losu,interesuje mnie tylko córka,nie mószę czekać z obiadkiem,zawsze być gotowqa do seksu i takie tam,mnie na początku to tez przerażało,ale potem sama zobaczysz plusy,pozdrawiam
witam.Prawie rok czasu zastanawima sie na d rozwodem i niby jestem gotowa ale gdzies w głebi serca do konca mialam nadzieje ze cos sie moze zmieni,jakis cud.....bo mąz ze mna nie mieszka od roku juz prawie.ale przez te 7 lat w tym roku byloby 8,kochalam go bardzo.Maz ma problemy z psychika i zwyczajnie chyba niechce zeby sie to zmieniło aja chce jeszce normalnie pozyc...troche sie boje tego rozwodu,ale powoli dąze do niego,wyciagnełam juz z urzędu akta małzenstwa i dziecka..boje sie ze po rozwodzie bedzie gorzej mimo ze juz dawno sie przyzwyczailam ze meza nie ma,ja pracuje,mieszkam z synkiem w mieszkaniu i radzimy sobie,ale zawsze jest ta niepewnosc....
truskaweczko sama piszesz,że radzisz sobie,to po co ci ten papierek,rozwiedż się i tyle,pewnie powstrzymuje cię myśl ze a może jednak wróci,jakby miał to zrobić to już by tak się stało,pomyśl o sobie a nie o nim,piszesz że już go nie kochasz to niech spada,to nie ma sensu ja po zdradzie,rozwodzie chciałam spróbować z byłym,ale to było wszystko sztuczne,nie to samo i daliśmy sobie spokój,każde z nas ma swoje życie,pozdrawiam
Rozwiodłam się 2 miesiące temu, po 1,5 roku małżeństwa. Mimo, że to ja złożyłam pozew, jest mi strasznie ciężko. Nie układało się nam w żadnym temacie. Głównym powodem do podjęcia tej decyzji, że wykorzystywał mnie finansowo, nie dawał prawie żadnych pieniędzy, a wymagania miał jakby dawał przynajmniej kilka tysięcy. Nie chcę opisywać naszych problemów, ale podjęta decyzja była jedyną możliwą. Mimo wszystko jest mi strasznie ciężko. Obwiniam sie
48 2012-06-28 15:39:26 Ostatnio edytowany przez magda781 (2012-06-28 15:58:37)
czesc dziewczyn jeste mezatka od 15lat burzliwych lat mam trójke cudnych dzieci kture kocham ponad wszystko jestem zona czlowieka ktorymysli o sobie ze jest najmadrzejszy na swiecie ktorywnaszym domu ma decydujacyglos który mnie zdradzal aja mu wybaczalam ktury nieraz podnosil namnie reke jestem z nim i ne potrafie odejsc jestem psychiczne uzalerzniona dodam ze równierz finansowo lecz to niema znaczenia dala bym sobie rade bez jego pieniedzy ale w glowie mi mowi odejdz badz w koncu szczesliwa ico nadal niepotrafie czy to miłosc czy co niewiem co najgorsze mysle tak nie moge mu tego zrobic bedzie mu zle kiedy odejde ale przecierz on robi mi gorsze zeczy czy ja jeste takglupia ze tyle lat nato pozwalam i bojesie ze zabierze mi dzieci on pracuje w niemczech wiem ze starsze nie pujda zanim bo wiedza jaki jest tata maja 12i 14lat ale mam mala dzis wlasnie konczy 2wa latka i jest szlenczo zakochana w tacie niewidziala taty napitego robiacego awanture to co przeszły starsze dzieci. w nim zmienil o sie tylko to ze nierobi nocnych awantór ale panem i wladca nadal jest najgorzej boli to ze zawsze do znajomych mówi choc zamienimy sie zonami twojama takie cycy tak mi przykro w tedy kolezanki pytaja sie jak to wytrzymuje a ja niewiem co mam powiedziec dodam ze sasiedzi go nie lubia jest takim arogantem i przez niego tez tak krzywo namnie patrza
3 lata po rozwodzie, po 8 latach bycia razem. Dzieci na szczęście nie było - zawsze deklarowałam że nie chce mieć dzieci, a potem jak mi się instykt odezwał, to wiedziałam, że nie chce mieć Z NIM dzieci. Nie chciałam żeby moje dziecko wychowywało sie w atmosferze wrzasku, pretensji, postawy rozczeniowej czy postawy ofiary, czy szantażu emocjonalnego - a taka była cała jego rodzina razem z nim. Niestety myslałam że stworzymy rodzinę razem, a miałam po prostu "dołączyć" do jego rodziny.
Jedyne czego żałowałam to że w ogóle wyszłam za niego (o rozwodzie myslalam już pól roku po ślubie), oraz że tak późno ten rozwód i w ogóle - że tyle lat zmarnowanych.
Dwa lata po rozstaniu dochodziłam do siebie - budowałam na nowo poczucie własnej wartości, bo idiota zszargał mnie totalnie psychicznie.
Najpiękniejszy po rozstaniu był ten spokój obecny wszędzie oraz świadomość, że już nic nie muszę. I chociaż z ekselem planowałam każdą złotówkę, bo pierwszy rok było mi naprawdę ciężko, to i tak ten spokój, był wart wszystkiego.
Rozwiodłam się 2 miesiące temu, po 1,5 roku małżeństwa. Mimo, że to ja złożyłam pozew, jest mi strasznie ciężko. Nie układało się nam w żadnym temacie. Głównym powodem do podjęcia tej decyzji, że wykorzystywał mnie finansowo, nie dawał prawie żadnych pieniędzy, a wymagania miał jakby dawał przynajmniej kilka tysięcy. Nie chcę opisywać naszych problemów, ale podjęta decyzja była jedyną możliwą. Mimo wszystko jest mi strasznie ciężko. Obwiniam sie
Dziewczyno wina zawsze jest po obu stronach ,ja ze swoim chłopakiem tez się rozstałam i ja czuję sie również winna rozpadowi naszego zwiazku.
A może cos ukrywasz i zwalasz wine na niego ?
... 10 lat małżeństwa ,3 dzieci, 2,5 roku w nowym związku, dopiero po rozwodzie którego ja chciałam zrozumiałam że byłam w chorym związku,ale człowiek z wiekiem mądrzeje;) teraz jest mi o wiele lepiej w życiu ,wiem że mam na kogo liczyć i że to jest właśnie to..milość ,nie zaslepienie i głupota i zastanawiam się jak ja żyłam przez te 10 lat-odpowiedż dzieci i czas który szybko płynie.
52 2012-09-20 12:02:39 Ostatnio edytowany przez Emilia (2012-09-20 12:04:52)
warszawianka_1981 napisał/a:Rozwiodłam się 2 miesiące temu, po 1,5 roku małżeństwa. Mimo, że to ja złożyłam pozew, jest mi strasznie ciężko. Nie układało się nam w żadnym temacie. Głównym powodem do podjęcia tej decyzji, że wykorzystywał mnie finansowo, nie dawał prawie żadnych pieniędzy, a wymagania miał jakby dawał przynajmniej kilka tysięcy. Nie chcę opisywać naszych problemów, ale podjęta decyzja była jedyną możliwą. Mimo wszystko jest mi strasznie ciężko. Obwiniam sie
Dziewczyno wina zawsze jest po obu stronach ,ja ze swoim chłopakiem tez się rozstałam i ja czuję sie również winna rozpadowi naszego zwiazku.
A może cos ukrywasz i zwalasz wine na niego ?
Ale bzdura!
Rozwody są często z orzekaniem o winie i sąd stwierdza wtedy winę jednego z małżonków. Dojrzejesz, przeżyjesz w życiu nie jedną klęskę, porażkę, nieudany związek, to przestaniesz wydawać takie głupie osądy.
Edit: rozstałaś się z chłopakiem, a nie z mężem, a to kolosalna różnica. Poza tym mów za siebie. W twoim przypadku może tak było, że wina była po obu stronach, ale nie zawsze tak jest. Po co się wypowiadasz w wątku, który ciebie w żaden sposób nie dotyczy?
53 2012-09-20 17:45:16 Ostatnio edytowany przez Agatka997 (2012-09-20 17:53:28)
Agatka997 napisał/a:warszawianka_1981 napisał/a:Rozwiodłam się 2 miesiące temu, po 1,5 roku małżeństwa. Mimo, że to ja złożyłam pozew, jest mi strasznie ciężko. Nie układało się nam w żadnym temacie. Głównym powodem do podjęcia tej decyzji, że wykorzystywał mnie finansowo, nie dawał prawie żadnych pieniędzy, a wymagania miał jakby dawał przynajmniej kilka tysięcy. Nie chcę opisywać naszych problemów, ale podjęta decyzja była jedyną możliwą. Mimo wszystko jest mi strasznie ciężko. Obwiniam sie
Dziewczyno wina zawsze jest po obu stronach ,ja ze swoim chłopakiem tez się rozstałam i ja czuję sie również winna rozpadowi naszego zwiazku.
A może cos ukrywasz i zwalasz wine na niego ?Ale bzdura!
Rozwody są często z orzekaniem o winie i sąd stwierdza wtedy winę jednego z małżonków. Dojrzejesz, przeżyjesz w życiu nie jedną klęskę, porażkę, nieudany związek, to przestaniesz wydawać takie głupie osądy.Edit: rozstałaś się z chłopakiem, a nie z mężem, a to kolosalna różnica. Poza tym mów za siebie. W twoim przypadku może tak było, że wina była po obu stronach, ale nie zawsze tak jest. Po co się wypowiadasz w wątku, który ciebie w żaden sposób nie dotyczy?
Nie jest tak że to zawsze mężczyzna jest w 100% winny (a jak rozwód jest bez orzekania o winie ?).
Chyba normalne jest to że wtedy każde z partnerów ma cos do ukrycia.
Tak dla scisłosci to jestem po rozwodzie już 4 lata a teraz rozstałam sie z chłopakiem i to nie są moje głupie osądy.
Pozatym co do niektórych wypowiedzi, jakie to my nieszczęśliwe byłyśmy z tymi swoimi Ex. Papier przyjmie wszystko ,płakać się chce.
Gdy rozpada sie zwiazek
Rozwiodłam się 2 miesiące temu, po 1,5 roku małżeństwa. Mimo, że to ja złożyłam pozew, jest mi strasznie ciężko. Nie układało się nam w żadnym temacie. Głównym powodem do podjęcia tej decyzji, że wykorzystywał mnie finansowo, nie dawał prawie żadnych pieniędzy, a wymagania miał jakby dawał przynajmniej kilka tysięcy. Nie chcę opisywać naszych problemów, ale podjęta decyzja była jedyną możliwą. Mimo wszystko jest mi strasznie ciężko. Obwiniam sie
Tak dla zainteresowanych tematem to jestem tą nową ex warszawianki.
Czytam te twoje wypociny i smiać mi się chce.
najlepszym wytłumaczeniem jest że wykozystywał finansowo.
Dawał pieniadze, dawał , tylko dlaczego miał utrzymywać twoich rodziców.
Nawet przed rozwodem zachęcał do zamieszkania osobno tylko ty ,pracując ciagle stawiałas pytania (za co bedziemy zyć) tak jakbys była osoba bezrobotną.
Tak sobie rozmawiałam z Krisem i powiedział że nie chciałaś prowadzić wspólnego gospodarstwa a tymbardziej mieć wspólnych pieniędzy. Reasumując w zwiazku nie dawałaś nic z siebie , patrzyłaś tylko na drugą stronę.
lepiej nie opisuj swojego zycia bo ośmieszysz sie tylko w gronie innych osób, jest tobie cięzko ale to tylko twoja wina. Facet nie wyprowadza sie od zony bez powodu
Co ty się tak tej dziewczyny uczepiłaś? W każdym poście na forum atakujesz ją? Od razu widać, że jesteś zazdrosna o byłą twojego obecnego. Poza tym nie wierzę, że jesteś z jej byłym mężem. Po prostu to forum jest tak duże, a wiele historii tak podobnych, że można się bardzo pomylić. Moim zdaniem powinnaś zostawić przeszłość swojego konkubenta w spokoju. Żyć tym co jest teraz, a to co było olać. Poza tym to co było między nimi to najzupełniej nie twój biznes.
Agatka997 prywatne sprawy proszę załatwiać poza forum. Twoje posty są obraźliwe a tego nie życzymy sobie na forum. Bardzo proszę o zapoznanie się z regulaminem.
Co ty się tak tej dziewczyny uczepiłaś? W każdym poście na forum atakujesz ją? Od razu widać, że jesteś zazdrosna o byłą twojego obecnego. Poza tym nie wierzę, że jesteś z jej byłym mężem. Po prostu to forum jest tak duże, a wiele historii tak podobnych, że można się bardzo pomylić. Moim zdaniem powinnaś zostawić przeszłość swojego konkubenta w spokoju. Żyć tym co jest teraz, a to co było olać. Poza tym to co było między nimi to najzupełniej nie twój biznes.
Tak dla sprostowania nie jestem zazdrosna o jego byłą,nie rozumiem tylko jej postepowania, taki zgotowała sobie los a jeszcze chce przedstawić drugą osobę w negatywnej ocenie. Nie atakuję ją ale chciałam sprostować niektóre jej zakłamane wypowiedzi.
Forum jest duże a historia warszawianki zgadza sie z opowiadaniem jej ex
Tu w swoich wypowiedziach troche sie zagalopowałam,bo nie powinnam o tym pisać.W zasadzie nie powinno mnie to obchodzić,szkoda ze tylko wdałam sie w tak bezsensowną rozmowę .Ale to forum jest o wszystkim
Jestem rozwódką od 20 lat, a ostatnie 15 lat miałam przyjaciela - tak miałam to właściwe określenie.
Byłam z nim w ciężkich chwilach jego choroby nowotworowej, mieszkał u mnie gotowałam, sprzątałam, prałam prasowałam i jeszcze pracowałam na rachunki. Należy jednak przyznać że on fundował wakacje i dokładał się do zakupów domowych. Nigdy jednak się nie rozwiódł, tytko pozostał w separacji. W zasadzie opisanie tej całej sytuacji, tych 15 lat jest bardzo skomplikowane. Był bardzo zazdrosny robił mi awantury o służbowe rozmowy z mężczyznami, przeglądał moje rozmowy w telefonie i sms-y. Od 2 lat zdradzał mnie ze swoją sekretarką choć jest od niej o 40 lat starszy. To i tak nie jest takie najgorsze, ale jak się ostatnio okazało ta jego sekretarka wykorzystując przyjaźń z moją pracownicą zmyślała na mój temat niestworzone historie. To doprowadzało do kłótni i jego wyprowadzki 2 miesiące temu. Ostatnio oskarżył mnie że piszę jakieś ananimy na jego sekretarkę do jej rodziny. To jakieś absurdalne bzdety. Myślę że sekretarka sama te anonimy pisze by zrobić z siebie ofiarę. Leczę się z tej chorej miłości i ta sekretarka na dobrą sprawę robi mi przysługę.
Piszę to wszystko dla tych dziewczyn które nie mogą się pogodzić ze swoimi młodszymi lub ładniejszymi rywalkami. Po prostu je olejcie, podnieście głowę do góry, idźcie do fryzjera, ubierzcie ładne ciuchy i idźcie na spacer, uśmiechnijcie się a gwarantuje wam że ........
. ktoś powie przechodząc obok was - jaka atrakcyjna kobieta... trzymam za was kciuki i za siebie też.
Ja jestem rozwódką od 7 miesięcy, a moje małżeństwo trwało AŻ 10 miesięcy. decyzję o rozwodzie podjął mój ex który na obozie sportowym z uczelni poderwał sobie laskę. Załamałam się, zostałam z niczym wyniósł z mojego mieszkania wszystko (powiedziałam, że ma brać co chce i spadać) - wziął nawet pościągał firanki z okien i narzuty z foteli i łóżka :-) A odejście planował przez miesiąc razem z nową panienką i swoją mamtką...
Dziś wiem, że to był dobra decyzja, zobaczyłam wszystkie jego wymówki i kłamstwa, uzależnienie od rodziców i niechęć do pracy i jakiejkolwiek pomocy. Pomogli mi rodzice, teraz spokojnie kończę sobie studia dzienne, dorabiam sobie i daje radę ![]()
warszawianka_1981 napisał/a:Rozwiodłam się 2 miesiące temu, po 1,5 roku małżeństwa. Mimo, że to ja złożyłam pozew, jest mi strasznie ciężko. Nie układało się nam w żadnym temacie. Głównym powodem do podjęcia tej decyzji, że wykorzystywał mnie finansowo, nie dawał prawie żadnych pieniędzy, a wymagania miał jakby dawał przynajmniej kilka tysięcy. Nie chcę opisywać naszych problemów, ale podjęta decyzja była jedyną możliwą. Mimo wszystko jest mi strasznie ciężko. Obwiniam sie
Tak dla zainteresowanych tematem to jestem tą nową ex warszawianki.
Czytam te twoje wypociny i smiać mi się chce.
najlepszym wytłumaczeniem jest że wykozystywał finansowo.
Dawał pieniadze, dawał , tylko dlaczego miał utrzymywać twoich rodziców.
Nawet przed rozwodem zachęcał do zamieszkania osobno tylko ty ,pracując ciagle stawiałas pytania (za co bedziemy zyć) tak jakbys była osoba bezrobotną.
Tak sobie rozmawiałam z Krisem i powiedział że nie chciałaś prowadzić wspólnego gospodarstwa a tymbardziej mieć wspólnych pieniędzy. Reasumując w zwiazku nie dawałaś nic z siebie , patrzyłaś tylko na drugą stronę.
lepiej nie opisuj swojego zycia bo ośmieszysz sie tylko w gronie innych osób, jest tobie cięzko ale to tylko twoja wina. Facet nie wyprowadza sie od zony bez powodu
To nie było tak jak piszesz. Nie chcę wypowiadać się w tym temacie na forum, wolałabym pogadać na priv.