Witam
Zacznę od początku:
Mój narzeczony bardzo chciał, żebym u niego zamieszkała, mialam wtedy jeszcze szkołę więc to nie wchodziło w grę. Skończyłam szkołę, zaszłam w ciąże, prośba z jego strony o wspólne zamieszkanie. Wtedy zgodziłam się, również ze względu na dziecko, ale nie tylko. Bardzo Go kochałam, nie wyobrażałam sobie życia bez niego. Zrobiłabym dla niego wszystko. Dla niego zrezygnowałam ze swojego życia prywatnego, mam na myśli spotkania z koleżankami, jakiekolwiek wyjazdy z domu na spotkania. Cały czas siedziałam w domu, u niego. Gdy chciałam spotkać się z koleżanką, mówił że on się z kolegami nie spotyka, więc nie wyjeżdzałam [mieszkamy na wsi], kilka razy zaprosilam kolezanke do domu, bo to mu nie przeszkadzalo, nawet sam mowil, zeby przyjechala tutaj [...] Nie pracowałam, bo gdy skonczylam szkołe, własnie wtedy okazalo sie ze jestem w ciazy, wiec do pracy nie poszlam. Zajmowałam się domem i pomagałam Jemu na warstzacie ktory ma. Stres, nerwy, ciagle kłotnie i przemeczanie organizmu doprowadzilo ze urodzilam w 7 miesiacu. Syn urodzil sie chory, ale juz jest wszystko ok. Po urodzeniu dziecka nie poszlam do pracy bo zajmowalam sie nim. I tak jest do tej pory, dziecko, sprzatanie, gotowanie, pranie itp. to jest na mojej glowie. Takze to sa moje obowiazki. Syn ma 9 miesiecy, bardzo chcialabym isc do pracy ale niestety nie mam nikogokto moglby zaopiekowac sie dzieckiem. Moja mama pracuje na 3 zmiany, tata zagranica, siostra ma swoje male dziecko, jego mama jest chora, jego tata nie zyje. Uwazam ze mam duzo obowiazkow, bo dom nie jest maly... i do tego dziecko.
Ale to tylko moje zdanie.
Problem siedzi w tym ze ciagle slysze od mojego narzeczonego ze nic nie robie, ze siedze z dupa w domu, ze nic nie potrafie zrobic, ze o niczym nie mysle, ze on musi mnie i dziecko utzrymywac a ja nie potrafie tego docenic [choc tak nie jest, bardzo szanuje to ze on na nas pracuje, tylko on tego nie dostrzega], obraza moich rodzicow, o wszystkich ma jakies zdanie.
Przykład z dzisiaj: zostalo mi kilkanascie husteczek i kilkanascie pampersow, powiedzialam mu ze sie koncza i trzeba jechac kupic. On wsiadl na mnie ze mysle o niebieskich migdalach, ze czemu mu wczesniej nie powiedzialam np. wczoraj. Uniosl glos i pytal o czym ja mysle, powiedzial Ty o niczym nie myslisz! Przyznam, ze ierwszy raz w zyciu zdarzylo mi sie nie miec tych husteczek w zapasie, zawsze kupowalismy wiecej... Moze i moja wina
Ze mu wczesniej nie powiedzialam, ale czy on od razu musi mnnie tak ponizac?
Boli mnie to wszystko ze na kazdym kroku robi ze mnie najgorsza... Kiedys tak nie bylo, byl kochany, czuly... Od kiedy zaszlam w ciaze zmienil sie o 180 stopni. Nie wiem czemu tak sie stalo... Boli mnie gdy mowi ze nic nie robie, go calymi dniami nie ma, bo albo jest w pracy [a doskonale to rozumie ze musi pracowac] albo robi cos kolo domu, zawsze ma posprzatane, wyprane, podany obiad, snaidanie i kolacje, dziecko zadbane, umyte nakarmione... A on mi mowi ze ja nic nie robie. Ja nie mam prawa byc zmeczona bo "przeciez nic nie robie"...
Drogie Panie, jak ja mam sobie radzic z tym? Gdy zaczne sie z nim klocic, to mowi ze u swoich rodzicow moge sie tak zachowywac, ze nie jestem u siebie zeby mu cos przygadac, ale znowu gdy siedze cicho on ma nade mna wladze i mysli ze moze ze mna zrobic co chce...
Jak mam sie bronic?
Ostatnio czesto placze, bo tylko w ten sposob moge odreagowac...
Nie wiem jak sobie z tym radzic.
Dodam ze nie mam gdzie pojsc, moja mama napewno by mnie przygarnela,ale moj tata lubi wypic, wiec jak wroci a wroci niedlugo beda ciagle klotnie, u moich rodzicow takze nie ma warunkow, problem to lazienka, nie ma cieplej wody, tylko wtedy gdy napali sie w piecu, rodzicom tez sie nie przelewa, maja duzo dlugow i co zarobia to oddaja.... Nie wiem juz sama.... Moj pokoj to moze 3 na 3m... I teraz ja , male dziecko w tym malutkim pokoju bez cieplej wody...
SYtuacja u mojego narzeczonego jest dobra, nie brakuje nam na pampersy czy mleko....
Poradzcie mi cos....