Mimo tego ze może nie jestem sama to samotna nie wiem jak to zmienić
Mimo tego ze moze nie jestem sama to samotna nie wiem jak to zmienic
A co robisz w tym kierunku, aby to zmienic? Jak w ogóle postrzegasz bycie samotnym?
Ivanka, a dlaczego czujesz się samotna, przecież jest ktoś bliski Twemu sercu? Napisz coś więcej.
A ja jestem sama i samotna i kto ma większy problem ?
Skąd ja to znam Ivanka. Powiedz nam coś więcej. Co się dzieje w Twoim życiu, że tak się czujesz?
Rozmawianie z ludźmi pomaga. U mnie od wczoraj na krótko wyjrzało słońce, nie wiem jak długo poświeci. Oby jak najdłużej.
Wszyscy mnie lubią gdy jestem w pracy gdy zajmuje sie moja pasją ale gdy zapada cisza po ciężkim dniu Nikogo nie ma. Bo ja imprez nie lubie bo jestem skryta bo moje motto od dziecka brzmi jak sobie sama nie dam rady to kogo poproszę wiec trudno mi złapać kontakt dłuższy.
I na marginesie o facetach wiem niewiele nie mialam ojca wydaje mi sie ze buduje dystans i boje sie poswiecic i dlatego czesto zostaje sama.
Czy to oznacza że masz w tej chwili partnera i źle się z nim dogadujesz? Czy on nie spełnia Twoich oczekiwań, czy nie czujesz że Cię kocha, nie rozmawia z tobą? Tak zrozumiałam z pierwszego posta że samotna ale nie sama.
Facetów poznajemy poprzez obcowanie z nimi, tak samo jak oni uczą się nas tak my kobiety uczymy się ich. Każdy człowiek jest induwidualnością i trzeba z nim znaleźć nić porozumienia. Napewno nie uda się to w pięć minut. Niektóre związki buduje się latami.
Z twojej wypowiedzi wynika także że boisz się zaangażowania w związek a przez to traciółaś kolejnych facetów, odchodzili bo czuli chłód i dystans zamiast kochającej ich kobiety. Czy to tak właśnie wygląda?
jestem sama/samotna i zle mi z tym coraz ciężej z dnia na dzień
Ja też mam 29 lat - i chyba od zawsze jestem sama. Sama i nie sama zarazem - dużo znajomych, kilku bliskich przyjaciół, jak mam doła to piję wino z przyjaciólmi, ide do klubu potańczyć. Wydawałoby się, że mam ciekawe życie - ciągle coś się dzije - ale ciągle do domu wracam sama, zasypiam sama budze się sama...i też naprawdę nie wiem o co w tym chodzi - dlaczego zawsze jestem tym piatym kołem, dlaczego nigdy nie byłam w stałym dłuższym związku - normalna blondynka, żadna piękność ale tez na pewno o powierzchwonosci przyjemnej...normalna i nie normalna zarazem - zawsze uśmiechnięta, zawsze w dobrym nastroju ale tez zawsze czuje, ze czegos mi brakuje, ze musze być jakaś felerna trochę - no bo dlaczego każda moja przyjaciólka kogoś ma, dlaczego w kinie zawsze jestem ze znajomymi? Nie wiem...chyba taki już mój los popieporzony. A wczoraj usłyszałam, ze moze powinna pójśc na terapie - bo to nienormalne, ze nigdy nie byłam w stałym związku - że facet zjawia się u mnie na jedną noc a później nic się nie dzieje...Ale co ja bym powiedziała na takim spotkaniu terapetycznym - normalna rodzina, normalne kontakty z ojcem, żadnych traum - ale wieczna samotność i to nawet nie z wyboru bo facetom chybo zwyczajnie się nie podobam, a jak się już podobam to takim, że bym ich suchym kijem nie tknęła... nie czekam na ksiecia z bajki ale na bylekosć tez się nie godzę...a moze nie godziłam, co myślicie?
Normalnie nie piszę na forach, choć je czytam, bo często to pomaga. Przeczytałam Twój post Trawo, i musiałam dopisać parę słów. Jakbym czytała o sobie. Są znajomi, wyjścia, ciekawe wyjazdy, z wyglądu normalna blondynka, z dobrym wykształceniem i fajną pracą; tyle, że byłam w paru związkach, ale zawsze nie wychodziło. Też czuję się lekko felerna, bo inne dziewczyny jakoś układają sobie zycie. I najważniejsze też nie szukam księcia, ale nie chcę na siłe być z kimś, żeby tylko być. Rewelacyjnie to określiłaś: "Bylejakoś". To nie dla mnie.
Ja zauważyłam, że faceci traktują mnie jak coś przejściowego, jak są świeżo po rozstaniu, to jestem dla zapomnienia, albo żeby się pobawić. A ja nie chcę tylko leczyć czyichś kompleksów i problemów, a potem iść w odstawkę.
Nie mam pomysłu jak to zmienić. Żyję normalnie, rozwijam się, spełniam marzenia, ale na siłę nie będę szukać faceta. Mogę się pobawić, cieszyć się, że dzieje się coś fajnego, ale od dłuższego czasu nie lubię planować czegoś na wiele miesięcy, a tym bardziej lat naprzód. Jak zaczynałam planować, wszystko się sypało i trzeba było planować od nowa.
Nie wiem, co Tobie napisać, bo sama nie wiem, co zmienić u siebie, żeby było dobrze. Może boisz się zaangażować i dajesz sygnały tylko do zabawy, krótkiej znajomości. Czasem wydaje mi się, że tak mnie odbierają znajomi. Bo nie daję po sobie poznać, że coś jest źle, że za zawsze sobie poradzę. Jednego jestem tylko pewna, a może tylko w to wierzę, że czasem życie tak się układa, że się nadarzy się taka sytuacja, po której wszystko się zmieni.
Pzdr ![]()
Pisze moje Drogie ze jestescie samotne , samotne od zawsze. Ale w jakim sensie? Bo moze ja tez powinnma sie pod tym podpisac. Czuje sie samotna zwałaszcza w stytuacjach takich jak śluby, sylwestry. Nie mam tej drugiej połówki dzieki której mogłabym razem dzilić smutki i radości. Ale poza tym mam wspanialych przyjaciół, parce, uczlenie, pasje. To mi w jakims sensie wypełnia pustkę ale nie zawsze.
wiec w jakim sensie jestescie zawsze samtone?
Dziekuję soleil, że napisałaś - to pomaga - bo człowiek nie czuje się takim dziwadłem -a moze inaczej - bo człowiek widzi - że takich dziwadł jak on to jeszcze troche na tym swiecie jest :)I ze nie jest się az tak innym do końca. Cos może jest w tym co piszesz- bo ja też nigdy a moze prawie zawsze nie daje po sobie poznac, ze coś mnie boli, uwiera, ze sprawy nie idą po mojej myśli - staram się zawsze myślec że bedzie dobrze... że nie ma tego złego...że jest w tym pewnie drugie - lepsze dno i ze sobie ze wszystkim poradzę...znajomi myślą, ze ja wiecznie sie uśmiecham i czesto mówią o moim pozytywnym myśleniu - bo fakt,nie narzekam - i wiem dobrze, ze biadolenie nic tu nie da...bo co oni moga poradzić na to, ze nie mogę znaleźć sobie faceta...nie zawiele - ale czasami jakoś tak bardzo smutno się mi robi... tak parszywie się czuje i ostatnio zaczynam się tej mojej wiecznej samotności krępować - bo nawet jak facetowi na randce mówię, ze ostatnio w jakimś dłuższym "zwiazku" byłam byłam jakieś 4 lata temu - choć i to trudno było nazwać związkiem - to widzę, ze patrzy na mnie dziwnie, z podejrzliwościa pewną i szczerze mówiąc - tak obiektywnie - to mu się nei dziwie - bo jakby o tym nie mówić i jak by na to nie patrzeć - to to jest dziwne - w ciągu tego czasu moje znjaome cztery razy były zakochane z dwa razy zdradziły i same były zdradzane - a ja nic - posucha emocjonalna.
Dla mnei samotność to nawet nie śluby i imprezy sylwestrowe - bo na tych pierwszych zawsze bawię się z moim przyjacileme gejem i bawimy się zazwyczaj najlepiej ze wszytkich znanych mi tam par - nie ma sprzeczek, zazdrosci, sfarów, z parkietu schodzimy tyko po to by napić się wina. A na sylwestra tez jestem w kregu znajomych par przyjaciół gdzie wszyscy bawimy się razem - ale samotna czuje się w kinie - gdy kupuje bilet do kina a dookoła same pary szepczą sobie cos do ucha...co one tam szepczą zawsze??? samotna jestem w metrze gdy na przeciwko siedzi jakaś zakochana para i nie moze wytrzymac zeby nie dac sobie buziaka, samotna czuje się gdy już nie ma obok mnie ludzi bliskich - tylko zostaje sama ze sobą i ja tej "swojej" bliskiej" osoby nie mam. Samotna czuje sie gdy planuje wyjazd na wakacje a okazuje sie, ze przyjaciele akurat wtedy nie mogą i wtedy czuję, ze tak - wspaniale że mam przyjaciół, ale oni mają mnie i maja jeszcze kogos - tego na kogo zawsze moga liczyc - a ja mam tylko ich. Tak wiem - zawsze mam siebie - trzeba siebie polubić itd. wiem to wszystko i naprawde siebie lubię - ale sama siebie nie przytulę jak jest mi źle
Dokładnie tak jak napisałaś... Wyjścia, imprezy są fajne, można się wyszaleć, ale najgorsze są chwile, kiedy dzwonisz, piszesz, proponujesz spotkanie, a się okazuję, że każdy ma czas zajęty przez tę swoją "połówkę". O planowaniu wakacji nie wspomnę, brrr.. Chyba to uzależnienie od innych osób, kiedy chcesz zorganizować fajnie czas, a się okazuje, że inni mają już plany mnie dołuje. Wiele rzeczy z przyjemnością robię sama, pójście na basen z kimś kończy się plotkami przy brzegu, a nie pływaniem, itp... Ale są chwile, kiedy potrzebuję kogoś, żeby był.
Z drugiej strony dziwi mnie, jak bardzo dziewczyny potrafią porzucić wiele planów dla faceta, ile znajomości się dla nich kończy, wiele moich znajomych obraca się głównie w towarzystwie swojego faceta. Sama pamiętam swoją pierwszą miłość, potrafiłam wtedy zrezygnować z wielu rzeczy dla "niego", choć oni bez mrugnięcia okiem, jak mają ochotę na coś, to to po prostu robią. Teraz wiem, że to było głupie i drugi raz tak nie będę robić. I tak myślę, że może te rozczarowania i bolesne rozstania (choć nie było ich dużo) nauczyły mnie tyle, że może trochę się boję, albo inaczej, nie godzę się na to by być z kimś kto mi nie odpowiada, tylko dlatego, że tak może byłoby łatwiej... Ale jeszcze gorzej jest, jak facet się pobawi i sam sobie pójdzie, a mnie zaczynało zależeć.
"Ale są chwile, kiedy potrzebuję kogoś, żeby był." - zgadzam sie w 100 procentach. Wiosna ...moze się coś zmieni - oj ta głupia nadzieja. i dobrze i źle, że zawsze wiosną sie pojawia ![]()
Najgorsze są dni, kiedy dociera do mnie to, że jestem sama... Rodzina, przyjaciele, znajomi - tak, oni są tuż obok. Ale nie ma tej jednej, jedynej osoby... Gdzieś tam kiedyś pojawił się Ktoś, ale chyba nie byłam jeszcze gotowa, może to nie było To. Kilka miesięcy temu stuknęła mi dwudziestka. Jakby na to nie patrzeć, mam jeszcze czas. Przynajmniej tak sobie do pewnego czasu wmawiałam. Ale coś ściska za serducho, kiedy rozmawiam z moimi rówieśniczkami - wspominają o chłopakach, narzeczonych, doradzają sobie... Ja co najwyżej mogę słuchać. Najbardziej zabolało, kiedy jedna z koleżanek, zdziwiona, że nie mam chłopaka, wypaliła: "Niemożliwe, przecież ty jesteś taka ładna". Oczywiście, później ktoś też tak zareagował... Starałam się to olać. Tak, mam świadomość, że kaszalotem nie jestem. Staram się o siebie dbać... Wychodzę do ludzi, uwielbiam kluby, studenckie imprezy. Lubię ludzi, nie unikam ich. Faceci zwracają na mnie uwagę - tylko, że większości z nich zazwyczaj chodziło o to, żeby zaciągnąć mnie do łóżka. Ot, niezobowiązująca, krótka historia. Owszem, pochwała moich rzekomych wdzięków łechta moje ego, ale czasami chciałabym, żeby ktoś dodał interesująca, inteligentntna, zabawna, zwariowana... Chciałabym spotkać w końcu tego Kogoś. I to nie musi być jakiś superprzystojniak, którego będą zazdrościły mi miliony. Ważne, żebym go pokochała, żeby on pokochał mnie i zaakceptował moje wady. Nie chcę być tylko zabawką. "Bo ty tylko flirtujesz" - wypaliła któregoś dnia jedna z koleżanek... Może robię to nieświadomie, ale od dawna tak najnormalniej w świecie nie pokochałam. Na dodatek strasznie wkurzają mnie rady "życzliwych" i pytania "wścibskich"... Tak, płakać mi się chce. Zaczynam się zastanawiać, co ze mną jest nie tak.
Ivanka, doskonale rozumiem jak się czujesz. Ale niestety nie mam dla Ciebie dobrych wieści. Prawda jest taka, że sami przychodzimy na ten świat i sami przez niego brniemy. Jeżeli czujesz się źle sama ze sobą, to masz prawo mówić o samotności. Powiem Ci o sobie. Żyję z partnerem od 10 lat. To dobry człowiek i dlatego z nim jestem, ale w mojej duszy siedzi wciąż moje prawdziwe ja, które pcha mnie ku rozwojowi duchowemu, będącego dla mojego partnera czymś abstrakcyjnym. Nauczyłam się rozróżniać moją osobistą ścieżkę od mojego społecznego życia. Myślę, że nie da się żyć inaczej w naszym zindustrializowanym społeczeństwie. Pozdrawiam Cię gorąco.
Nawet nie wiedziałam, że aż tyle nas jest.... to znaczy ja dla odmiany jestem przeciętną z wyglądu brunetką,nie blondynką, ale cóż to zmienia...
tak normalnie człowiek zyje z dnia na dzien, robi cos fajnego,ale gdzies w srodku wieczorem w tygodniu, lub w weekend gdy impreza nie wypali cos sciska, ze o sylwestrach i slubach juz nie wspomne, ostatnio ktos w ramach oszczednosci przyslal mi nawet zaproszenie z mamusia!! mimo, ze mieszkamy oddzielnie bo ona(czyli ja) i tak nikogo nie ma i miec nie bedzie... wszyscy mnie spisali na straty, choc rownoczesnie dziwia sie czemu nikogo nie mam...bo niby nic mi nie brakuje, a jednak cos musi byc nie tak, skoro juz prawie nikt, ze gdzies zyje ktos z kim bede mogla dzielic kazdy dzien... i codzienny i swiateczny, z cala reszta wypowiedzi Trawy, soleil, peyton - zgadzam sie w 100% i doskonale rozumiem - tez tak sie czuje, jakbyscie wyjely mi te kilka zdan z ust...
aleX ja mam ten sam problem...wesela, imprezy - zawsze sama...kiedy tylko mogę to wykręcam się od tego ale nie zawsze się da. Pójdę na wesele to zamiast dobrze się bawić chce mi się ryczeć...Od kiedy pamiętam jestem sama...i samotna...koleżanki pozakładały rodziny a ja ciągle sama...a najgorsze jest to, że już od kilku facetów słyszałam jaka to jestem super...więc dlaczego nie mam nikogo???...czy ze mną jest coś nie tak???...Nigdy się nad tym nie zastanawiałam dopóki kolega nie zapytał mnie dlaczego nie mam faceta kiedy jestem taką świetną dziewczyną...obróciłam to w żart ale zabolało, bardzo...Mam przyjaciółkę na której zawsze mogę polegać ale nie mogę jej przecież ciągle zawracać głowy bo ona ma swoje problemy. Czasem potrzebuję kogoś żeby po prostu BYŁ obok...i nie mam nikogo...
Hej pierwszy raz trafiłam na to forum i poczytałam Wasze wypowiedzi. Strasznie to przykre, że tyle osób, bo nie sądze, że są to tylko kobiety, czują się samotne. Ja niestety mam podobne odczucia. Mam 36 lat i jestem sama w zasadzie od zawsze. Przeżyłam 2 krótkie mało udane związki i było to już tak dawno, że nie pamiętam. Od 7 lat nie spotykam się z nikim i mam wrażenie, że życie ma coraz mniejszy sens. Nie chodzi o to, że tylko w drugiej osobie widze cel, ale o to, że jak człowiek tyle lat jest sam to potrzebuje coraz bardziej chociażby czyjegos dotyku, oddechu na karku, przytulenia.
Nie jestem osobą , która się zamyka, wręcz odwrotnie, ciągle coś robię, mam różne pasje, które w zasadzie utrzymują mnie przy zdrowych zmysłach. Mam tez dużo znajomych i jestem raczej atrakcyjną kobietą. I też czasem słysze komentarze, że nie zrozumiałe jest, że jestem sama. Przez kilka lat chodziłam do psychologa i analizowałam swoje życie do bólu. Nic to nie dało. Rejestrowałam się na stronach randkowych, choć jest to wbrew mojej naturze, ale to też był niewypał.
Przeraża mnie starość w samotności, przeraża mnie upływ czasu, bo wiem, że z każdym rokiem moje szanse maleją. Kiedyś chciałam miec bardzo dzieci, myślę, że już ich mieć nie będę. Żałuję moich najlepszych lat, które straciłam.
Nie umiem sobie z tym poradzić i od pewnego czasu chciałabym poprostu móc umrzeć. Gdyby był jakiś sposób, żeby o tym nie myśleć, to bym go zastostosowała, ale nie ma dnia, żebym o tym nie myślała. Samotnośc jest obrzydliwa.
21 2009-03-24 00:38:20 Ostatnio edytowany przez Trawa (2009-03-24 00:43:53)
Emilia - ja podobnie jak Ty jakiś stały o do tego jeszcze podszyty młodzienczym zauroczeniem związek miałam bardzo, bardzo dawno temu. Rozumiem Cie doskonale - po tak długim czasie oczekiwania, że coś się wydarzy człowiek jest okrutnie rozczarowany, rozczarowany. Ile to razy ja myślałam idąc właśnie na jakąś kretynska randkę internetową, ze to może dziś poznam kogoś fajnego i być może kiedyś w przyszłosci bardzo ważnego w moim życiu - ale nic - ciagłe rozczarowania. I masz rację - cos pewnie nam umknęło, coś jakoś przeszło niezauważalnie obok nas - ale skoro nie mamy na to wpływu - bo przecież nic na siłę, to cóż musimy się jakoś z tym nauczyć żyć, choc bywa cholernie trudno. Mamy pasje, znajomych - to przecież dużo, bardzo dużo ale chcemy, pragniemy więcej i mamy do tego prawo. Choć wiem, że banalnie to zabrzmi, groteskowo pewnie - ale to przeciez nie jest tak, ze koniec, zamknęły się za nami jakieś drzwi - zawsze coś moze się przeciez wydarzyć, nie wydarzy się gdy zgorzkniejemy i zamkniemy się w sobie. Możemy raz na jakiś czas upaść na duchu- pewnie, ze możemy - czujemy się pokrzywdzone, ze ta pieprzona samotnośc własnie nas spotkała - ale, wlaśnie małe ale - raz na jakiś czas. Ponoć się mało myśli jak się sport jakiś uprawia - tak słyszałam - ale ja z kolei typem bardzo antysportowym jestem. Ja jak mam doła to Pamiętnik Briget Jones oglądam - naiwne to - ale pomaga
Dziesiatki razy go już obejrzałam.
Ja też jestem samotna i mogłabym słowo w słowo napisać to co Emilia. Tylko że Ja mam już 43 lata i straciłam już nadzieję tym bardziej że nie mam szczęścia do facetów. Nie mam ochoty żyć ale wstaje codziennie rano, zaciskam zęby i staram się coś robić bo nie mogę zostawić mojego syna samego na tym świecie. Tak bardzo chciałabym zasnąć i nigdy już się nie obudzić.
Ja czuje sie bardzo samotna, Mam troche ponad 25 lat jestem w ciazy zachwile urodze dziecko niby mieszkam z nazyczonym z ktorym wogole sie nie rozumiemy. Nie umiemy ze soba rozmawiac a najgorsze jest to ze jak chcialam zakonczyc ten zwiazek i wmawialam sobie poczekam jeszcze miesiac moze bedzie lepiej okazalo sie ze jestem w ciazy i najgorsze jest to ze jestem strasznie nieszczesliwa z tym facetem i szkoda mi tego nienarodzonego dziecka. Ale to moja wina wiem ze ja zawiniłam i nie moge nikogo obarczac tym ze jestem głupia.
...oszukana...nie jesteś głupia...i nigdy tak nie myśl...nie możesz siebie za wszystko winić...Ja też tak robiłam...pokochałam faceta, powiedziałam mu o tym i to był koniec...wcześniej to on chodził za mną a ja bałam się tego uczucia bo wiedziałam że jest ode mnie młodszy. Ale w końcu poddałam się...i wtedy powiedział, że nic z tego nie będzie...za wszystko obwiniałam siebie...za to że jestem głupia, naiwna i że to moja wina że on nie chce ze mną być...ale z czasem zrozumiałam, że ja tu akurat jestem najmniej winna...na moim miejscu każda inna by zrobiła to samo...nie powiem, że jest mi łatwiej bo ciagle go kocham, mimo wszystko...ale przestałam siebie za wszystko obwiniać i jest mi lżej...Pomyśl o tym, że urodzisz wspaniałe dziecko i już nigdy nie będziesz sama...będziesz miała dla kogo żyć i ciesz się z tego...
Ja czuje sie bardzo samotna, Mam troche ponad 25 lat jestem w ciazy zachwile urodze dziecko niby mieszkam z nazyczonym z ktorym wogole sie nie rozumiemy. Nie umiemy ze soba rozmawiac a najgorsze jest to ze jak chcialam zakonczyc ten zwiazek i wmawialam sobie poczekam jeszcze miesiac moze bedzie lepiej okazalo sie ze jestem w ciazy i najgorsze jest to ze jestem strasznie nieszczesliwa z tym facetem i szkoda mi tego nienarodzonego dziecka. Ale to moja wina wiem ze ja zawiniłam i nie moge nikogo obarczac tym ze jestem głupia.
Może dziecko scementuje Wasz związek.Oby.Nie izoluj się od ludzi.Masz pewnie grono znajomych,przyjaciół.Zawsze możesz pisać,co Cię boli-tu na forum.Zawsze Cię wysłuchamy,doradzimy.Pozdrawiam cieplutko.
Dziękuję za odniesienie się do mojej wypowiedzi. Pierwszy raz napisałam na taki temat i bardzo to dla mnie ważne, że ktoś mnie rozumie. Masz rację Trawa, że drzwi za nami napewno się nie zamknęły, chcę w to wierzyć, tylko czasem człowiek ulega takim załamaniom. Z tym sportem coś jest na rzeczy. Jednym z moich sposobów, żeby o tym nie myśleć jest taniec przez 6 godzin tygodniowo - jak się umorduję, to faktycznie jest lepiej, ale najgorsze, że robię to 2 razy w tygodniu, a pozostaje jeszcze 5 dni:) ale mam tez ulubione filmy i oglądam je po kilka razy.
Alchemia bardzo Ci współczuję, samotne wychowywanie dziecka musi być bardzo trudne. Moja mama tez była ze mną sama i teraz doceniam jej poświęcenie dla mnie, pomimo że napewno nie było jej łatwo. Choc myślę też, że w pewnym sensie trzymałam ją przy życiu, tak jak Ciebie Twój syn.
Wiem, ze powtorze wczesniejsze posty, ale musze napisac, bo jest mi tak bardzo zle i samotnie. mam 25 lat i nigdy z nikim nie bylam, samotnie spedzalam wszystkie imprezy rodzinne -patrza sie na mnie jak na dziwadlo. jeszcze nie pyt. czy juz mam kogos-ale ich oczy mowia za siebie. Mam juz dosyc sluchania nie przejmuj sie napewno kogos znajdziesz, bo ja czekam, i NIC-gowniane NIC i gowniana samotnosc. Mam juz dosyc wysluchiwania jakie to ludzie maja problemy ze swoja polowka, bo ja jestem dobra zeby wysluchac, zeby pomoc slowem, ale jak przychodzi co do czego to musze isc SAMA na wesele, sama sie bawic. Co z tego ze pojdziemy ze znajomymi na impreze, jezeli pozniej wszyscy trzymaja sie za raczke razem i sie smiraja. Mam juz dosyc. Wiem jak smakuje samotnosc. mam juz dosyc........ przepraszam za nieskladne zdania, za niezrozumialosc, ale jest mi tak cholernie przykro, ze inaczej nie potrafie.....
Franka może powinnaś spojrzeć na swoją sytuację z innej strony może za bardzo się starasz by ktoś zwrócił na Ciebie uwagę i tym samym odstraszasz go od siebie . Same słowa że jeszcze kogoś znajdziesz nic nie zmienią ----Ty musisz się zmienić !!!!
Może na początek zmień Swój wygląd zewnętrzny .
A skoro twoi znajomi będąc z Tobą na imprezie zostawiają Cię samą i jak to nazwałaś smirają ,to zacznij zmieniać znajomych bo nie są prawdziwymi przyjaciółmi .
Prawdziwy przyjaciel nie smira się w twojej obecności bo ma mnóstwo innego wolnego czasu który mogą spędzić razem a nie robić Tobie przykrość ,to tak jakby powiedział "Ja mam faceta /kobietę to mam Cię gdzieś radż sobie sama"
Ta sytuacja Cię irytuje więc jesteś zdenerwowana ale nic nie zmieni się z dnia na dzień musisz być cierpliwa i napewno nie jesteś samotna bo jest nas tu duuuuuuuuuużo.
Trzymaj się ciepło przemyśl co mogłabyś zmienić w swoim życiu by zmienić daną sytuację
----------------------------
Tamara
Przeniesiony post trela
cześc , ja podpisuję się pod tym , bo jestem w tej samej sytuacji co wy i to samo czuję, tzn mam kilka krótkotrwałych związków za sobą, wielką nieodwzajemnioną miłośc , przez co wylądowałam u psychologa, i teraz ostatnio związek czysto seksualny, choc ja zaczynałam chcieć, żeby z tego wyszło cos innego, niestety zostałam zignorowana, a i nie mam juz tylu znajomuych, generalnie to wogóle ich nie mamm bno się porozjeźdzali, pozenili i kontakty się pourywały, dostałam teraz nową pracę i to mnie na razie jakoś trzyma, ale boję się przyszłości i tego co ze mną dalej będzie, Mam 31 lat, pragnę mieć dziecko i dobrego mezxczyznę przy boku, ale czy to jeszcze realne w moim przypadku? nie wiem , brakuje mi już wiary w to ze moe się z kims szczęśliwie związać, nie wiem jak dalej będzie, czy tylko samotnosc mi została?