Ponad pół roku temu poznałam bardzo miłego i bardzo inteligentnego faceta. Czuję że mu na mnie zależy, bo nie daje mi o sobie zapomnieć i czasem coś miłego napisze, co utwierdza mnie że tak jest . Nie spotykamy się bo nie możemy i nie powinniśmy, ale wymieniamy korespondencję, czasem jakiś miły sms, czasem gg. Naszą znajomośc można byłby zaliczyć do takiego niewinnego flirtu. Lecz ja zaangażowałam się emocjonalnie i mam na jego punkcie delikatnie mówiąc "lekkiego bzika" i nie jest mi łatwo zrezygnować i zapomnieć o nim. Bardzo go lubię, jestem nim zafascynowana, tęsknię za nim. Czasem przekazujemy sobie jakieś drobiazgi przez pośredników, by sprawić sobie wzajemnie drobną radość.
Nie mogę mu powiedziec wielu rzeczy, bo nie jestesmy na żadnej zażyłej stopie. Problem polega na tym, że wciąz mam wrażenie że on może chciałby czegoś więcej ale nie ma śmiałości zrobić kroku naprzód. Ja uganiam się za nim dając mu wiele do zrozumienia, ale on udaje że nie dociera to do niego. Miewam chwile zwątpienia że nic z tego nie będzie, bo on potrafi długo sie nie odzywać a potem znów przez jakiś czas potrafi być taki miły, że znów wszystko we mnie odżywa na nowo. Nie wiem po co to robi ani czego ode mnie chce. Może boi się zaangażowania? Jak sprawić, by to on pierwszy wyszedł z jakąkolwiek propozycją? jak dowiedzieć się czy mu na mnie zależy nie pytając o to wprost? Jak sprawić by dostał takiego bzika jak ja?