Witam,
Korzystam po raz pierwszy w życiu z tego typu portalu. Wiem, że nikt nie zna recepty na życie, zdania są różne i przeważnie dlatego unikałem For Dyskusyjnych w szczególności w sprawach sercowych. Nie mniej jednak nadszedł w moim życiu moment, w którym już nie mam gdzie się zwrócić po pomoc, stąd zwracam się do was.
Jestem mężczyzną, mam 21 lat. Z narodowości jestem Litwinem, ale znam perfekcyjnie język Polski w mowie i w piśmie, bo mieszkałem w Polsce od 10 roku życia. Żeby nie owijać za dużo w bawełnę przejdę do rzeczy.
Jakoś 4-5 lat temu poznałem dziewczynę, która mnie zauroczyła. Widzieliśmy się przypadkowo na imprezie, po czym zniknął kontakt na długo. Ona miała swoją drugą połówkę/połówki, ja również. Nie mniej jednak rok temu w październiku, przypadkowo spotkaliśmy się znowu. Już na pierwszym spotkaniu zaczęło się iskrzyć. Jako że, byliśmy singlami, zaczęliśmy się spotykać i w miarę upływu czasu, powstało coś co mogę swobodnie nazwać Miłością, jakiej wcześniej nie znałem. Żebym nie musiał się rozpisywać za dużo, postaram się w skrócie opisać dobre i złe strony, oraz obecną sytuację.
Co było dobrze?
Zawsze stawiałem ją na pierwszym miejscu a ona mnie. Byliśmy w stanie odwołać dla siebie wszelkie spotkania. Studiowałem ekonomię, pracowałem na pełny etat (marketing/handel), uczyłem się dodatkowego języka, ćwiczyłem, ale widzieliśmy się niemalże codziennie. Byłem w stanie spać po 5 godzin, skracać czas na sen, by móc go spędzić z nią. Ona uczyła się w szkole średniej, miała również swoje zainteresowania: Teatr & Fotografia. W międzyczasie zwiedzaliśmy mój kraj, spędzaliśmy dużo czasu ze sobą, w wakacje byliśmy w Estonii na festiwalu. Jako, że zarabiałem nienajgorzej, było mnie stać by zabrać ją w wiele miejsc i przeważnie nie brakowało pieniążków na przyjemności.
Co było źle?
Jestem wybuchowy... Wybuchałem wiele razy o totalne głupoty. A ona musiała to znosić i cierpiała. Nigdy jej nie uderzyłem i nigdy nie usiłowałem, bo ją Kocham. Zachowywałem się jedynie irracjonalnie wylewając swoją złość na bogu winną osobę. Nie potrafiłem tego kontrolować, chociaż po każdej burzy znowu nadchodził wspaniały okres. Poprawiałem się, obiecywałem, że nie będę, ale to bywało ode mnie silniejsze. Manipulowałem jej uczuciami, bo wiedziałem, jak bardzo mnie Kocha. Nawet ją zostawiłem, przez swoją złość. Nie jeden raz. Później wracaliśmy, bo żałowałem tego, a ona była skłonna zejść się ze mną, bo mnie Kochała bezgranicznie. Wiem, że to głupie, bo zachowywałem się nie w porządku ale później bywałem dla niej nadzwyczajnie dobry. Dobroć płynęła z serca i dlatego, ciągle trzymało to nas razem. Dziś porównałem ten związek do "Pięknej i Bestii"... Ja jestem Bestia, ale tak na prawdę to nie chcę nią być, bo pod tą powłoką jest schowany człowiek, którego ona Kochała i którym jestem teraz.
Co jest teraz?
Uczyłem się norweskiego. Nie zarabiałem źle w Polsce, ale wiedziałem, że w Norwegii zarobię najwięcej. Wiedziałem, że dzięki emigracji, znajomości języka, umiejętnościom etc, będę w stanie zapewnić swojej ukochanej wszystko czego sobie zażyczy. Do Norwegii jechałem w ciemno na 100% i mi się powiodło. Umeblowałem mieszkanie, do którego ona miała przybyć po ukończeniu szkoły średniej (jest w klasie maturalnej). Zarobiłem na to i poświęciłem temu wszystkiemu całego siebie. Ale nie robiłem wszystkiego dla siebie, lecz z myślą o niej, przede wszystkim o niej. Kupiłem jej bilety na przylot na początek września, a także na listopad. Byłoby mnie stać żeby kupować ich dużo, i samemu latać do Polski, zwłaszcza, że zmieniłem tok studiów na ITS (Indywidualny Tok Studiów), ponieważ chcę ukończyć ten I stopień.
Ona sama przebywała w Niemczech na wakacjach i pracowała z mamą w restauracji. Miała lecieć z Niemiec i na dzień przed wylotem wyszła na pożegnalną imprezę ze znajomymi w Niemczech. Nie spodobało mi się to i wybuchłem. Wybuchałem jak jeździła z teatrem, bo byłem zazdrosny niesamowicie. Nie mniej jednak chciałem, by się rozwijała w kierunku fotografii. Ona zapewniała mnie, że też chcę, i dążyłem do tego, by się realizowała. Wybuchłem niespodziewanie, przez to spotkanie... Po prostu chciałem z nią porozmawiać przed wyjazdem a ona wybrała spotkanie. Zrobiło mi się przykro i się zdenerwowałem. Wtedy ona powiedziała, że nie zniesie kolejnej mojej złości i zakończyła wszystko na dzień przed przylotem.
Wiem, że wątpiłem wiele razy, i zachowywałem się źle. Dawała mi znaki, dawała mi szanse żebym się zmienił, ale nie byłem w stanie. Starałem się, ale dopiero jak ją straciłem, nauczyłem się pokonać wadę w sobie. Teraz wiem, że jestem wystarczająco silny by dawać jej to dobre, które zawsze dawałem i nie krzywdzić ją tym złym. Przepraszałem, obiecałem poprawę i prosiłem o ostatnią szansę. Obiecałem, że jej nie zawiodę i wiem, że dotrzymam słowa. Ona powiedziała, że teraz czuje pustkę, ale nie powiedziała, że już nigdy nie będziemy razem. Teraz dzielą nas dodatkowo kilometry. Ja poczułem to, co czuła ona kiedy ją raniłem i wiem teraz, w czym tkwił problem. Pokonałem problem, ale czasu już nie cofnę. Chcę tylko odzyskać, chociaż ona ma obawy, że to już za późno. Teraz pytanie? Czy da się odzyskać swoją ukochaną? Czy kobieta jest w stanie przebaczyć jeszcze raz, po pewnym czasie, który podgoi rany. Co powinienem robić, by to uratować i nie stracić jej. Nie zależy mi na nikim innym, tylko na niej. Zawsze byłem wierny, nigdy jej nie zdradziłem i nigdy nawet o tym nie myślałem. Rezygnowałem z wielu rzeczy, by być bliżej niej. Wyjazd to tylko część wielkiego planu do szczęścia. Poradźcie i skomentujcie. Dziękuję.