Ile czasu można cierpieć? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Ile czasu można cierpieć?

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 65 z 66 ]

1 Ostatnio edytowany przez marinero68 (2011-08-19 00:36:38)

Temat: Ile czasu można cierpieć?

Zwracam się do wszystkich forumowiczów z poważnym pytaniem... gdyż wszyscy tutaj mamy za sobą jakieś doświadczenia życiowe.
Nie będę opisywał konkretnej historii, powiem tylko w skrócie, że pół roku temu po 8-mio letnim związku, rozstałem się z mojej winy z największą miłością mojego życia. I nie pytajcie... wiem,że to już na zawsze - bez możliwości odwrotu. Wiem też,że już nigdy nie spotkam kogoś takiego jak ona. Była pod każdym wzlędem wyjątkowa. To ja wszystko i doszczętnie zniszczyłem.
Jednak od chwili gdy sie juz ostatecznie rozstalismy, nie moge normalnie funkcjonować. Myślę o niej praktycznie bez przerwy, tęsknię i nadal kocham. Nic nie ma dla mnie sensu, stałem sie apatyczny do życia i do ludzi. To rozstanie dzień po dniu niszczy mnie psychicznie i fizycznie, zupełnie nie mogę sobie dać z tym rady,że już nie ma i nie będzie nas... Wyrzuty sumienia,że mogłem zniszczyc coś tak pięknego nie dają mi wręcz chwili spokoju. Ale bez względu na wszystko jestem pewien,że będę ją kochał i tęsknił za nią do końca życia.
Jak długo Wy dochodziliście do siebie po rozstaniu z kimś wyjątkowym w Waszym życiu? Ile czasu cierpieliście i czy w ogóle kiedys sie to skończy? Czy możliwe jest,żeby kochac kogos przez całe życie nawet miłościa niespełnioną? Czy jest wśród Was ktoś taki, kto nadal kogoś bardzo kocha wiele lat po rozstaniu i nie może o nim zapomnieć?

Zobacz podobne tematy :

2 Ostatnio edytowany przez Olinka (2011-08-20 20:46:06)

Odp: Ile czasu można cierpieć?

Ja się zbieram 2 rlata po tym jak mnie kobieta moich marzeń zdradziła sam się na tym  zastanawiałem i myślę że to iż jestem sam to wywołuje to że myślę o niej co chwile że przypominam sobie jak to było fajnie ile znaczyła że byłem szczęśliwy a teraz żadna kobieta nie jest nią i to jest jak ból który siedzi głęboko.

Co do Ciebie skoro miałeś kogoś tak fantastycznego czemu to wulgaryzm ?

3 Ostatnio edytowany przez Tarantella (2011-08-19 10:32:55)

Odp: Ile czasu można cierpieć?
Artur_po_prostu napisał/a:

Co do Ciebie skoro miałeś kogoś tak fantastycznego czemu to wulgaryzm ?

No właśnie, Marinero. Czy istnieje jakieś wytłumaczenie tego, że zapomniałeś o jej wyjątkowości po za "Nie wiem, jak to się stało."?

P.S. Cierpi się długo. Huśtawkowo. Czasem ma się wrażenie, że TO nie skończy się nigdy. Nawet, kiedy przychodzi taki moment, że myślisz, że odpuściło, z niewiadomych przyczyn wraca ze zdwojoną siłą. Wyrzuty sumienia zapewne to jeszcze potęgują i wydłużają w czasie, ale bez względu na to, po której stronie barykady się stoi - jeśli się kochało - blizna będzie zapewne "rwała" już zawsze. Im więcej schrzaniło się w tym układzie na własne życzenie - tym bardziej.

4

Odp: Ile czasu można cierpieć?
marinero68 napisał/a:

Zwracam się do wszystkich forumowiczów z poważnym pytaniem... gdyż wszyscy tutaj mamy za sobą jakieś doświadczenia życiowe.

Jak długo Wy dochodziliście do siebie po rozstaniu z kimś wyjątkowym w Waszym życiu? Ile czasu cierpieliście i czy w ogóle kiedys sie to skończy? Czy możliwe jest,żeby kochac kogos przez całe życie nawet miłościa niespełnioną? Czy jest wśród Was ktoś taki, kto nadal kogoś bardzo kocha wiele lat po rozstaniu i nie może o nim zapomnieć?

Jak naprawdę się kogoś kocha to po prostu się kocha...przez całe życie i już
Kochałam, kocham i będę kochała, chociaż  wiem, że nie zasługuje na moją miłość i musimy się rozstać.

5

Odp: Ile czasu można cierpieć?

Czyli.... bedę cierpiał całe życie, wiem o tym. Nigdy ale to nigdy o niej nie zapomnę i nie wyrzucę jej ze swojego serca.
I tak jest wszechobecna w każdym moim działaniu. Myslę o niej praktycznie bez przerwy.
To była idealna,wyśniona i wymarzona miłość.. każdy nam jej zazdrościł. Byliśmy niczym dwa idealnie do siebie pasujące puzzle.
Była wspaniałą, piękną i dobrą kobietą o wielkim sercu. Zawsze mogłem na nią liczyć,zawsze potrafiła sie o mnie zatroszczyć i zadbać.
Zresztą odwzajemniałem jej się tym samym. Byliśmy ze sobą niesamowicie szczęśliwi i zawsze mówiliśmy,że mamy siebie już tak do końca.
Wszystko to zaczął niszczyć 3 lata temu mój hazard...Nagle, zamiast nią moje mysli zaprzątnięte były tylko tą cholerna grą. Chociaz cały czas ja kochałem zaczęlismy sie od siebie oddalać. Pojawiły sie pierwsze od 5-ciu lat kłótnie, sprzeczki... w końcu rozstania i powroty. Byłem wtedy dla niej całym swiatem, bardzo mnie kochała i zawsze dawała mi szanse. I choć potem przestałem już grać, pozostała w naszym związku potężna rysa. Nic juz nie było takie samo jak kiedyś... Coraz trudniej było nam się ze soba porozumieć czy nawet zwyczajnie porozmawiać.
Pól roku temu rozstaliśmy sie ze soba na zawsze, nadal sie kochając...ale nie mogliśmy juz ze soba wytrzymać.
Cały czas bardzo ją kocham i niesamowicie za nią tęsknię choć wiem,że już na zawsze wszystko jest stracone. Prawdopodobnie nigdy więcej już jej nawet nie zobaczę... Z tego co wiem,miesiąc temu wyjechała z kimś na stałe za granicę i jest z nim szczęśliwa.
Zadbał o nią tak,jak właśnie ja to powinienem. Napisała mi zresztą,żebym juz więcej do niej nie pisał ani sie nie odzywał...
Rozumiem,że wszystko przepadło juz na zawsze. Wkrótce nie będzie mnie nawet wspominać...
Obawiam się,że świadomość iż zniszczyłem coś tak pięknego będzie moim moralnym piekłem do końca życia. Nigdy nie przestanę jej kochać i za nią tęsknić. Za jej głosem,zapachem,mimiką czy nawet sposobem poruszania się. Za wszystkim...
Niesamowicie cierpię... Wiem,że do tego uczucia będę przykuty niczym Prometeusz do skały przez całe życie.
Ile czasu można cierpieć by w końcu z czasem o tym zapomnieć? Czy jest to w ogóle możliwe....?!
Czy ktoś z Was czuł kiedyś coś podobnego do mnie...

6

Odp: Ile czasu można cierpieć?

...za głosem, zapachem, mimiką czy nawet sposobem poruszania się ... jak Prometeusz do skały Kaukazu na 30.000 lat ...

Ja czułam.

7

Odp: Ile czasu można cierpieć?

Czułaś....
Ja niestety nie uwolnię się od niego nigdy... Jest wieczne i wszechobecne.
Nawet gdy sie budzę moją pierwszą myślą jest... co u niej, jak sobie radzi, co teraz robi, gdzie jest...?

Odp: Ile czasu można cierpieć?

Wiesz co to nie jest tak że ona wyrzuci Ciebie z pamięci na zawsze bo jeśli tak jak mówisz się kochaliście to wszystkie wspólne przedmioty które kupiliście będą przypominać jej Ciebie każda chwila niczym retrospekcja będzie do niej wracać i sprawiać jej cholerny ból z własnego doświadczenia wiem że kobiety potrafią się szybko przyzwyczaić do kogoś innego ale tylko przyzwyczaić

jak to moja była powiedziała po tym jak mnie zdradziła powiedziała że ,, Ja go nie kocham, by najmniej nie teraz ale może za parę lat mi się uda ''


W jednej chwili mamy obraz że to co tracimy to nigdy nie wróci i mamy trochę racji bo to samo w tym wydaniu już nie wróci ale zawsze może ktoś inny dać nam szanse....

9

Odp: Ile czasu można cierpieć?

A jak się nie chce kogos innego....?
Ile taki stan może trwać? Wiecznośc.......?

10

Odp: Ile czasu można cierpieć?
marinero68 napisał/a:

A jak się nie chce kogos innego....?
Ile taki stan może trwać? Wiecznośc.......?

A to już w dużej części zależy od Ciebie smile
Można zrobić z tego cierpienia sens swego dalszego życia - zbudować kapliczkę z jej zdjęć i biec co dnia do niej i trwać we wspomnieniach i tak będzie mijał dzień za dniem...
Albo można spróbować spojrzeć na to z boku - masz 43 lata, można rzec więcej niż połowa życia za Tobą. A co z pozostałą częścią? Zmarnować ją żyjąc w nierzeczywistym świecie minionej przeszłości? Celebrować ją jak nie przymierzając przedwojenna stara panna, która żyje wspomnieniem 1 balu? Ale to skazywanie się na wieczny ból. Przez to można ominąć i nie zauważyć innych ofert, które życie niesie, rezygnację z kolorów życia - takie zamknięcie się w wewnętrznym klasztorze, bo ta jedna jedyna miłość "nie wypaliła".
Ale jest i druga opcja - można wyciągnąć z tego doświadczenia wnioski i lekcję. Więcej takich błędów nie popełniać i zacząć życie od nowa. Pozwalając mu dostarczać sobie nowych znajomości i wrażeń.
Zatem - zamknięcie lub otwarcie się na świat - decyzja jest w twoich rękach big_smile
Życzę mądrej decyzji, najlepszej dla Ciebie smile

11

Odp: Ile czasu można cierpieć?

I tego właśnie sie obawiałem....
Wszyscy teraz będe rozbijać moje życie na kawałki, udzielając rad,porad itd. A przecież nie o to chodziło mi w tym poście...
Chciałem tylko poznać jak inni radzili sobie w podobnej sytuacji....
Napisze więc jeszcze raz i zacytuje mój pierwszy post:
"Jak długo Wy dochodziliście do siebie po rozstaniu z kimś wyjątkowym w Waszym życiu? Ile czasu cierpieliście i czy w ogóle kiedys sie to skończy? Czy możliwe jest,żeby kochac kogos przez całe życie nawet miłościa niespełnioną? Czy jest wśród Was ktoś taki, kto nadal kogoś bardzo kocha wiele lat po rozstaniu i nie może o nim zapomnieć?"

12

Odp: Ile czasu można cierpieć?

A ja Ci odpisałam tak jak jest - wszystko zależy od postawy smile
Jak się pielęgnuje tę rozpacz to TRWA i trwa i trwa... na nasze własne życzenie smile
Wg. niektórych źródeł podobno połowę tego czasu, który związek trwał... Ale to zależy od tego jak BARDZO pielęgnujemy ból zamiast go leczyć...
Każdy jest inny, więc pytanie jest co najmniej dziwne... smile Człowiek nie maszynka, więc jednej miarki nie ma co przykładać, u mnie trwało to 2 lata, więc dużo mniej niż połowa czasu trwania związku. Mechanizmy niby te same, ale czynników zbyt wiele by generalizować smile

13

Odp: Ile czasu można cierpieć?
marinero68 napisał/a:

"Jak długo Wy dochodziliście do siebie po rozstaniu z kimś wyjątkowym w Waszym życiu? Ile czasu cierpieliście i czy w ogóle kiedys sie to skończy?

U mnie równowaga psychiczna, powróciła po około 3 latach od rozwodu.  I co ciekawsze... kiedy emocje opadły i mogłam spojrzeć na swój związek z innej perspektywy,  zaczęłam się zastanawiać, jakim cudem mogłam go kiedyś,  uważać za udany... wink

14

Odp: Ile czasu można cierpieć?
Volver napisał/a:
marinero68 napisał/a:

"Jak długo Wy dochodziliście do siebie po rozstaniu z kimś wyjątkowym w Waszym życiu? Ile czasu cierpieliście i czy w ogóle kiedys sie to skończy?

U mnie równowaga psychiczna, powróciła po około 3 latach od rozwodu.  I co ciekawsze... kiedy emocje opadły i mogłam spojrzeć na swój związek z innej perspektywy,  zaczęłam się zastanawiać, jakim cudem mogłam go kiedyś,  uważać za udany... wink

Dokładnie tak. Marinero, ludzie się zmieniają, uczucia wobec innych też swoją drogą. Twoje priorytety i potrzeby mogą już za jakiś czas się przekształcić na tyle, że stwierdzisz, że kiedyś było pięknie, ale teraz potrzeba Ci czegoś zupełnie innego. Ktoś kto prawdziwie cierpi po stracie kogoś po raz pierwszy sądzi, że rok czy pół to taki kawał czasu, że to nie minie już nigdy. Nie jest tak. Różnie ludzie twierdzą, ale ja uważam, że wszystko da się zapomnieć, może nie fakty ale burzę emocji które miały miejsce - tak. U mnie maksymalny czas grzebania we wspomnieniach po kimś to 3 lata (z przerwami, żeby nawroty były jeszcze bardziej dolujące). Dziś nie ma po tym śladu, nie zrobiłam nic - po prostu czas który musiał minąć minął smile

15

Odp: Ile czasu można cierpieć?

Marinero, każdy ból i każda strata potrzebuje czasu, aby ostatecznie móc się z nią oswoić, a potem w pełni pójść do przodu. Człowiek w tym celu musi jednak przejść przez cały okres tzw. żałoby- i nieważne czy mówimy tu o czyimś rzeczywistym odejściu, śmierci, czy też zdradzie, która nam przecież także coś zabiera. Każdy z nas jest inny, każdy potrzebuje więc innego okresu czasu, aby się z tymi emocjami uporać, jednym wystarczy zaledwie kilka tygodni, inni zmagają się z tym bólem całymi latami. Ważne, żeby rozumieć własne emocje, potrafić je nazwać, a w miarę możliwości też i z nimi sobie radzić, ale absolutnie nie winić się, że trwa to tak długo czy tak bardzo boli. 

W okresie żałoby najpierw wchodzimy w fazę zaprzeczenia, szoku i niedowierzania, potem zwykle ogarnia nas ogromna rozpacz, z czasem do głosu dochodzi złość, chwilami wręcz nienawiść, aby następnie wejść w fazę przygnębienia i ostatecznie wyciszyć się, a w końcu pogodzić z rzeczywistością. Aby okres żałoby był pełny i skuteczny, czyli umożliwiający zamknięcie za sobą tego bolesnego rozdziału, koniecznie trzeba przejść przez każdą tę fazę. Fazy mogą trwać różną ilość czasu, mogą pojawiać się w różnej kolejności, zdarza się nam też cofać, wracać do punktu poprzedniego, to wszystko jest nieważne, ważne, aby proces przejść w całości. To jest trudny i wyczerpujący czas, często wyłączający nas z racjonalnego postrzegania zdarzeń, czas szarpania się z emocjami, rozpamiętywania, zadawania mnóstwa pytań, na które często nie potrafimy wówczas znaleźć odpowiedzi.

Czy można pogodzić się z bólem? Tak, czasem trzeba na to co prawda bardzo dużo czasu, ale- nawet jeśli dziś wydaje Ci się to niemożliwe- naprawdę można. Trzeba jednak zdawać sobie też sprawę, że nie zawsze jest to równoznaczne z zapomnieniem o stracie. Natomiast na pewno z każdego doświadczenia możemy czerpać, to od nas wyłącznie zależy co z nim zrobimy, czy wyciągniemy wnioski, naukę na przyszłość, a ostatecznie staniemy się silniejsi, czy też zamkniemy ten etap z rachunkiem minusowym, traktując wyłącznie w kategoriach porażki.

16

Odp: Ile czasu można cierpieć?

Podpisuję się pod tym postem. Przechodzę przez to samo. W niedzielę zakończyłam swój związek, z winy obu stron, nie potrafiliśmy się dogadać już. Było to pod wpływem emocji. W piątek się odezwał, popisaliśmy i znów się pokłóciliśmy więc nadal rozstanie, teraz definitywne już.
Ból jest nie do zniesienia.. Cały czas myślę o nim, że może się uda, czy warto próbować. Jednak wiem że to już nie ma sensu. Więc dodaję Ci moje slowa otuchy. Cierpi się zawsze, kiedy kogoś się kochało i kocha. Ciężko jest zapomnieć coś co się budowało przez tyle lat, szczęśliwe chwile razem jak i te smutne.
Aby to jakoś przeżyć rzucam się w wir pracy,sprzątanie nawet o 2 w nocy mi pomaga, wtedy tak nie myslę. Pozdrawiam.

17

Odp: Ile czasu można cierpieć?

Też tak miałam, nie jesteśmy ze sobą od 4 lat,  a ja ciągle pamiętam i pozwoliłam sobie pomimo ślubu (nie mojej strony) na dziwny układ, który mnie tłumaczy, ale miłość jest ślepa - niestety

18 Ostatnio edytowany przez Olinka (2011-08-20 21:05:51)

Odp: Ile czasu można cierpieć?

Butterfly nie martw się. Przechodziłem tą fazę... Wyciągaliśmy przeciwko sobie najcięższe ale to najcięższe z możliwych działa aby sobie tylko nawzajem dopiec. Potem, mimo wszystko znowu bylismy razem bo bardzo sie kochaliśmy... Jeśli Wam na tym zależy,przemyślcie to właśnie TERAZ..potem może byc za póżno! Porozmawiajcie szczerze o tym co leży Wam na sercu bo to najważniejszy moment w tym związku! Znam to...

Z kolei OLINKA ma rację, z tym że okres tej żałoby będę przechodził przez całe życie...
Wszystko ale to wszystko wulgaryzm
Nigdy o tym nie zapomnę... Nigdy!
To był ktos naprawdę wyjątkowy pod każdym względem

19

Odp: Ile czasu można cierpieć?

Dziś mija 2 tydzień jak sie wyprowadził.
Jego wina(zdrady).
Boli.
Nie można kogoś przestać kochać z dnia na dzień...
Juz mu nie zaufam,nawet gdybym bardzo chciała.

Mamy za sobą kłótnie i dość w sms go wyzywałam.
Teraz jest cisza...
Chociaż on dzwoni po znajomych,jest zdesperowany,walczy...
Przeraża mnie okres żałoby,że taki długi,a uciec przed nim nie ma gdzie.

Autorze wątku-odpowiedz jak możesz-grasz jeszcze?

Pozdrawiam.

20 Ostatnio edytowany przez marinero68 (2011-08-20 23:00:44)

Odp: Ile czasu można cierpieć?

Już dawno, dawno nie gram....
Przegrałem łącznie, jak liczę 34 tysiące... było,minęło trudno.
To jednak nic nie znaczące papierki wobec straty jaka poniosłem...
Ona... ona była jedyna na świecie...była po prostu bezcenna
Nie oddałbym jej nigdy za wszystkie pieniądze tego świata!. Za żadne!
A ja grałem wtedy o takie marne grosze....
W niej przegrałem... FORTUNĘ

21

Odp: Ile czasu można cierpieć?

Całe życie można cierpieć i kochać. Tylko potem trochę inaczej. Ale ta miłość pozostanie. Nie jest źle. Jest nawet cudownie. Taka mała drzazga tylko w sercu.

22

Odp: Ile czasu można cierpieć?
marinero68 napisał/a:

Czy możliwe jest,żeby kochac kogos przez całe życie nawet miłościa niespełnioną?

jesli ktoś nie szanuje swojego zycia i postępuje nie madrze to oczywiscie że jest mozliwe to ze bedzie kochal niespelnioną miłoscia do końca zycia ba a nawet przez kolejne wcielenia

23

Odp: Ile czasu można cierpieć?

I tego sie najbardziej boję....
Myślę o niej bez przerwy i sam zadaję sobie pytanie, czy to sie kiedys skończy...
Ja tego końca nie widzę - tak bardzo ją kocham

24

Odp: Ile czasu można cierpieć?

Bardzo boje sie,ze bede miala tak samo...

25

Odp: Ile czasu można cierpieć?

....jeśli kogoś się kochało naprawde, ale cos nie wyszło to nigdy się do konca od tego nie uwolnisz, to zawsze zostanie - myslenie o tamtej osobie, której juz nie ma. Natomiast uważam ze jeśli bedzie Tobie dane spotkac kogos, w kim autentycznie się zakochasz,  z podobna siła jak kochales swoją bylą to wtedy jest szansa na wyleczenie z tamtego zwiazku. Jesli nie - to ona moze zostac Twoja jedyna prawdziwa Miloscia. Mozesz sie zaangazowac z kims innym i powiedziec - "nie kocham" tej osoby ale jest wystarczajaco mila by z nia byc, moze pokocham za pare lat.Ja takich rzeczy nie uznaje - szkoda mi czasu na to, wole byc sama. Dla mnie jest to proste-albo czuje chemie juz w 1 dniu jak spotykam dana osobe albo nie poczuje jej nigdy, a zmuszac sie nie wiem po co. Ale ja jestem staromodna i glupia...Takze moim zdaniem uleczyc moze Ciebie tylko nastepna Milosc...

26 Ostatnio edytowany przez marinero68 (2011-08-21 12:33:56)

Odp: Ile czasu można cierpieć?

Lukrecjo...Więc jestes tak samo uzależniona od tej osoby jak ja od niej...
Jej już niestety nie ma i nigdy nie będzie...Dlatego tak bardzo to boli.
Pozostały mi tylko wspomnienia i wyrzuty sumienia,że zniszczyłem coś tak pięknego.
Nigdy, ani razu jej nie zdradziłem. Nawet przez chwilę nie miałem takiej myśli... była dla mnie wszystkim
Wszystko zniszczył hazard... Nienawidzę sie za to
Nie wiem Motylku,czy nowa miłość może pomóc zapomnieć o tej największej... A jeśli w ogóle będzie barierą by sie zakochać?
Nikt nie chce być sam...nikt! Ja tez potrzebuję kochać i byc kochanym
Boje sie jednak...że ona, ta niespełniona i zniszczona miłość juz zawsze będzie stała mi na drodze
Nie da sie opisać jak bardzo mocno kocham tę jedną,jedyną kobietę...której juz nie ma.....

27 Ostatnio edytowany przez motylek79 (2011-08-21 12:38:13)

Odp: Ile czasu można cierpieć?

marinero, ja się uwolnilam od tej udreki, do czasu az poznałam faceta, w którym równie mocno się zakochalam (nie zakochuje się  latwo, myslałam, ze bede długo sama, odrzucilam tych, ktorzy chcieli ze mną byc, ale musialam tak zrobic - zwyczajnie ich nie kochalam. Zle robie - nie wiem -nie umiem oszukiwac kogos i siebie, ze kogos pokocham za kilka lat)  Ale ten związek też sie nie udał, z powodow o których wole nie mówić. Był też facet, którego kochałam ze wzajemnościa ale jest bardzo daleko - nie mozemy byc razem. Tak ze mam za soba cala serię. O tych osobach myślę autentycznie codzienie, mniej lub bardziej swiadomie...ale myslę....i nic na to poradzic nie moge.....ale to juz nie jest tak wielka udreka, tylko myslenie/pogodzenie się z sytuacją...

Ogólnie, to mysle, ze nie da się skasować przeszłości, bo się będzie ciągną za nami do końca życia...po prostu się nie da....cokolwiek sie zdarzy jeszcze..

28 Ostatnio edytowany przez motylek79 (2011-08-21 12:43:56)

Odp: Ile czasu można cierpieć?
marinero68 napisał/a:

Nie wiem Motylku,czy nowa miłość może pomóc zapomnieć o tej największej... A jeśli w ogóle będzie barierą by sie zakochać?
Nikt nie chce być sam...nikt! Ja tez potrzebuję kochać i byc kochanym
Boje sie jednak...że ona, ta niespełniona i zniszczona miłość juz zawsze będzie stała mi na drodze
Nie da sie opisać jak bardzo mocno kocham tę jedną,jedyną kobietę...której juz nie ma.....

Nie mysl o tym, żyj dla siebie, a zobaczysz że przyjdzie czas ze sie zakochasz. Takie rzeczy (Milosć) sie zdarzaja niespodziewanie -musisz być cierpliwy i uważny, otwarty na ludzi. Tylko daj sobie czas, tyle ile trzeba, chocby to mialo byc duzo. Ale nie wiaz się na sile z kims, tylko dlatego ze jestes sam a bardzo nie chcesz. Ja bym tak nie zrobiła...dlatego tylko zeby z kims byc...Ja wierzę, że Miłośc przychodzi do nas niespodziewanie :-)

29

Odp: Ile czasu można cierpieć?

Ale czy nie lepiej jest być...z kimś... niz być samotnym? Nawet gdy sie go nie kocha?
Lepsze to niz ta przerażajaca samotność... Cos sie dzieje, ktos Cie przytuli, wysłucha...
Nie kochasz jej...ale jest.
Piszę juz dosyć długo z jedna kobietą na gg...
Zabrzmi to dziwnie,ale zakochała sie we mnie wirtualnie...Ogląda moje zdjęcia i do nich płacze...
Tez jest samotna.... to taka przyjażń..w poczuciu bezsilności.
Nic do niej nie czuję...ale jest. Jakoś wypełnia ten czas....
Piszę i tak jak robot - bez przerwy myślę o mojej miłości

30

Odp: Ile czasu można cierpieć?
motylek79 napisał/a:

....jeśli kogoś się kochało naprawde, ale cos nie wyszło to nigdy się do konca od tego nie uwolnisz, to zawsze zostanie - myslenie o tamtej osobie, której juz nie ma. Natomiast uważam ze jeśli bedzie Tobie dane spotkac kogos, w kim autentycznie się zakochasz,  z podobna siła jak kochales swoją bylą to wtedy jest szansa na wyleczenie z tamtego zwiazku. Jesli nie - to ona moze zostac Twoja jedyna prawdziwa Miloscia. Mozesz sie zaangazowac z kims innym i powiedziec - "nie kocham" tej osoby ale jest wystarczajaco mila by z nia byc, moze pokocham za pare lat.Ja takich rzeczy nie uznaje - szkoda mi czasu na to, wole byc sama. Dla mnie jest to proste-albo czuje chemie juz w 1 dniu jak spotykam dana osobe albo nie poczuje jej nigdy, a zmuszac sie nie wiem po co. Ale ja jestem staromodna i glupia...Takze moim zdaniem uleczyc moze Ciebie tylko nastepna Milosc...

Drogi motylku wcale nieprawda, wchodzenie z jednego zwiazk uw drugi to najgorsza rzecz jaka moze byc, miłość musi umrzeć do dane josoby żeby móc budowac nastepny zwiazek, wie mcos na ten temat, zawsze wchodziłem z związk uw zwiazek i jak widzisz nieciekawie sie zakonczyło niby wybieralem dobrze, niby znajdowalem kobiete swoich marzeń ale zawsze zle sie to konczylo. Drogi autorze tego tematu proponuje pobyć sam jakis czas poukladac sobei wszystko, ja sam juz jestem od ponad 3 mc tez walcze z miloscia do kobiety, do ktorej caly czas cos czuje, ale musze pobyc sam, musze priorytety zmienic najpierw ja pozniej kobieta milosc bo narazie wyszedle mna tym na 0 autentyczne , nie mam ani milosci a i materialnie stoje h...wo a to wszystko "niby"przez kobiety a tak naprawde to przeze mnie , to ja wolalem byc z kobietami , powierzac im swoje serce tak na 100% i stwierdzam że niewarto. Najierw tzreba zadbac o siebie pozniej stworzyc zwiazek a strach przed samotnoscia?? eee jestem wodnikiem w sumie cale zycie zyje w jakiejs tam samotnosci heh pozdrawiam i glowa do gory

31 Ostatnio edytowany przez Koliber (2011-08-21 14:01:08)

Odp: Ile czasu można cierpieć?
marinero68 napisał/a:

I tego sie najbardziej boję....
Myślę o niej bez przerwy i sam zadaję sobie pytanie, czy to sie kiedys skończy...
Ja tego końca nie widzę - tak bardzo ją kocham

pól roku to krótki czas
boisz sie samotnosci po prostu
a poczucie samotnosci doprowadza cie do tego ze ciagle o niej myślisz
jak zrozumiesz to przestaniesz sie bać

motylek79 napisał/a:

....jeśli kogoś się kochało naprawde, ale cos nie wyszło to nigdy się do konca od tego nie uwolnisz, to zawsze zostanie

hę i bardzo głupie to podejscie
"zawsze" to długo, to bardzo niezdrowe i irracjonalne myślenie
to o czym mówisz to tylko wzdychanie do starych dobrych wspomnień, do starych trupów

motylek79 napisał/a:

Ogólnie, to mysle, ze nie da się skasować przeszłości, bo się będzie ciągną za nami do końca życia...po prostu się nie da....cokolwiek sie zdarzy jeszcze..

motylku po co kasować przeszłosć
uśmiechać sie do niej i tyle
i przyjac wszystkie doświadczenia jako naukę i rozwój
w tu i teraz takie wszystko jest piekne i prawdziwe
mozna ułożyć sobie przyszłosć według własnych planów i marzeń tak jak my tego chcemy
przeszłosć zostawic w spokoju, odciać co przeszkadza i patrzeć do przodu.

32

Odp: Ile czasu można cierpieć?

Koliberku.. zazdroszczę Ci siły charakteru
Czy naprawde kiedys tak mocno kogos kochałaś,żeby nie wyobrażać sobie bez niego zycia....?

33 Ostatnio edytowany przez marinero68 (2011-08-21 14:39:52)

Odp: Ile czasu można cierpieć?

Boże.....
Ludzie, pomóżcie mi..
Ile, ile czasu można tak cierpieć???
Juz nie mogę.... po prostu nie mogę....

34 Ostatnio edytowany przez pomaranczowa 1 (2011-08-21 21:56:17)

Odp: Ile czasu można cierpieć?
marinero68 napisał/a:

Boże.....
Ludzie, pomóżcie mi..
Ile, ile czasu można tak cierpieć???
Juz nie mogę.... po prostu nie mogę....

chyba jestes w takiej bardzo krytycznej fazie...
bol nie do zniesienia i nie wiesz dokad z nim...
hmmm... probowales z muzyka ??

z mojej strony to:
http://www.youtube.com/watch?v=umxAsFsHWF0

35

Odp: Ile czasu można cierpieć?

Ktoś kiedyś na tym forum napisał mi że najlepszym rozwiązaniem jest znaleść sobie nowe zajęcie i tak zorganizować czas żeby nie myśleć o tej drugiej osobie. I ta osoba miała rację.. pomaga pod warunkiem że nie musimy oglądać tej drugiej osoby na co dzień .
Gorzej  jak potrzebujem pomocy drugiej osoby np. bo jesteśmy chorzy i wtedy tak bardzo czujemy się samotni, ale fakt musimy zapomnieć i odkochać się od tej drugiej osoby a dopiero póżniej zacząć coś nowego.... z kimś innym. I tak zawsze będziemy porównywać kogoś do byłego byłej ...
Najważniejsze żeby wybaczyć komuś i sobie przede wszystkim bo bez wybaczenia nic nowego dobrego i wspaniałego nie zbudujemy....


Dlaczego Jest Nam tak Ciężko???????????????????
Nam Forumkowiczą?????????????????????? Bo boimy się samotności i w tym problem. Boimy że nikt inny się nami nie zainteresuje , że nikt nas nie pokocha, za to kim jesteśmy!!!!!!!!!!!!
Smutne ale prawdziwe;-(((

Do Wszystkich Was ;-)))
Będzie dobrze bo musi być dobrze innej mozliwości niema!!!!!!!!!!!




........................Ja na początek mam małego kotka;-)))

36

Odp: Ile czasu można cierpieć?

Ja też cierpię...Rozmawiałam z nim dziś...nawet...
Boli.Jestem zdezorientowana i nie wiem co zrobić...
Ale u Ciebie to chyba już obsesja-terapia-radzę szczerze.

37 Ostatnio edytowany przez Wielkopolanin (2011-08-21 20:59:03)

Odp: Ile czasu można cierpieć?

Sam wybieram sie na terapie niedługo i polecam ten pomysł...
Uważam że warto skorzystać z każdego pomysłu by poprawić swoją sytuacje.
Ja zostałem "porzucony" dla innego i potraktowany jak śmieć, też bolało , boli i pewnie będzie bolało ale przecież życie toczy się dalej. Sam zerwałem kontakt z nią żeby się nie męczyć, mimo że ona szlachetnie chciała być przyjaciółmi smile

38

Odp: Ile czasu można cierpieć?

Na terapie?? a po co, daj sobie spokoj, przejdzie z czasem pozdrawiam

39

Odp: Ile czasu można cierpieć?

Ja tez mysle o terapii, zeby wypracowac jakies mechanizmy w sobie na przyszlosc. Bo skoro nie mozna pogodzic sie z odejsciem kogos tak dlugo to moze juz zakrawac na obsesje, a ja jeszcze chcialabym doswiadczyc szczescia w zyciu a nie tylko rozpamietywac przeszłosc ktora w zasadzie juz nie istnieje

40

Odp: Ile czasu można cierpieć?

Cierpieć można i całe życie, więc na główne pytanie wątku nie ma odpowiedzi - zależy ile kto wytrzyma i ile pożyje. ;]

41

Odp: Ile czasu można cierpieć?

Zgadza się.... w moim przypadku to juz obsesja.
Myślę o niej w dziń i w nocy, 24 godziny na dobę...
Czekam na jakiś cud,że sie odezwie, że napisze jakiegoś sms-a lub e-maila, że za mna zatęskni... chociaz z góry wiem,że nic takiego nie nastąpi...
Nie mogę pozbyc się tego uczucia. To jak piła,która dziń w dzień jeździ po moim mózgu....cos strasznego.
Nic mnie nie cieszy, nic mnie nie interesuje, na nic nie mam ochoty.
Nie pozbędę sie tego uczucia do końca życia. Czy juz zawsze będę takim smutnym,przygaszonym człowiekiem?

42

Odp: Ile czasu można cierpieć?

Też tak mam...tyle, że u mnie to jest o tyle nieracjonalne...że to nie z mojej winy, on mnie wykorzystał emocjonalnie i finansowo, byłam na każde skinienie, a kiedy okazało się, że ja też mogę potrzebować wsparcia i pomocy i zaczęłam się buntować...on mnie po prostu wyrzucił z domu...

teraz ja nie mogę się zebrać, są momenty, kiedy wyję z bólu psychicznego i chyba też już fizycznego, setki razy analizuje co mogłam zrobić, żeby nie dopuścić do rozstania, to myślenie mnie dosłownie zabija...
chodzę na terapię, biorę leki na uspokojenie....marzę, żeby wymazać go z życia, wiem, że to się uda, też słyszałam o teorii mówiącej o połowie trwania związku...jeszcze trochę przede mną....

tylko, ze u mnie nie uda się to nigdy...mamy córeczkę, a on chce utrzymywać kontakt i za każdym kiedy będziemy rozmawiać ta rana będzie się otwierać...ale nastąpi, musi nastąpić moment, w którym inaczej spojrzę na człowieka, który przecież tak mnie skrzywdził...notabene on był lekiem na poprzednio złamane serce, gdzie tez myslalam, że sie nie pozbieram..cóż z deszczu pod rynnę

43

Odp: Ile czasu można cierpieć?

No właśnie Karolino... te analizy sa najgorsze.
Ja dosłownie minutę po minucie rozbijam dzień naszego rozstania...
Co mogłem zmienić, co powiedzieć, jak się zachowac inaczej tamtego dnia....
Te myśli wracaja jak bumerang i zabijają...
Zabijają!
Dlaczego? Bo wszystko wtedy jeszcze można było uratować
A teraz.... zdechnę sam jak pies w swoim smutnym i samotnym świecie...

44

Odp: Ile czasu można cierpieć?
marinero68 napisał/a:

Czy juz zawsze będę takim smutnym,przygaszonym człowiekiem?

Odpowiedż jest jedna. Wszystko zależy od Ciebie. smile

45 Ostatnio edytowany przez karolina26 (2011-08-22 14:11:24)

Odp: Ile czasu można cierpieć?
marinero68 napisał/a:

No właśnie Karolino... te analizy sa najgorsze.
Ja dosłownie minutę po minucie rozbijam dzień naszego rozstania...
Co mogłem zmienić, co powiedzieć, jak się zachowac inaczej tamtego dnia....
Te myśli wracaja jak bumerang i zabijają...
Zabijają!
Dlaczego? Bo wszystko wtedy jeszcze można było uratować
A teraz.... zdechnę sam jak pies w swoim smutnym i samotnym świecie...

tak szczerze..dooopa a nie zdechniesz, przejdzie, zawsze przechodzi, a na pewno nie będzie bolało..ja w to wierzę...możliwe, że mi jest łatwiej, bo ja na jedną beznadziejną rzecz, którą wobec niego zrobiłam, mogę co najmniej 10 przywołać, które on mi wyrządził i co? i też się obwiniam, że tę jedną jedyną....i to jest dopiero beznadziejne. Powtarzaj sobie, że nie można, sam się nakręcasz, ja Tobie radzę idź do lekarza, to naprawdę pomaga...ja jadę na antydepresantach, różnica w podejściu do życia jest ogromna ( muszę mieć siłę dla Niuni mojej) tylko wynajdź sprawdzonego specjalistę, bo jeśli tak dalej pójdzie, to może być potrzebna hospitalizacja...a to tylko Cię jeszcze bardziej zdołuje.

46

Odp: Ile czasu można cierpieć?

Miałem identyczną sytuacje jak ty. Myśli o byłej były tak natrętne ,że nie dawalem sobie rady. Przez to wszystko zachorowalem na depresje i wylądowałem u psychiatry. Dzieki niemu i lekom doszedłem do siebie i po roku od rozstania nadal są dni gdy myśle o niej ale nie są te myśli takie uporczywe i jakos radze sobie z nimi. Czuje że z każdym dniem jest lepiej. Poznaje dużo pieknych kobiet i wiem że to jest kwestią czasu i znowu sie zakocham i bede szcześliwy, ale narazie mam jakąś blokade i nawet jak ewidentnie kobieta mnie podrywa nie robie nastepnego ruchu sad

47

Odp: Ile czasu można cierpieć?

Depresję mam już od dawna...
Teraz ten stan jeszcze tylko sie pogorszył...
Chodzę dosłownie jak paralityk, do tego doszły jeszcze nerwobóle i nieustanne kołatanie serca. Bez przerwy trzęsą mi sie ręce...
Jak głupek patrzę na mapie,gdzie ona teraz może być...
Świadomość tego,że straciłem ją już na zawsze jest wręcz nie do wytrzymania. Nie interesuja mnie żadne kobiety poza nią.
Nawet na nie nie zerkam

48

Odp: Ile czasu można cierpieć?

Mirzaten mozesz napisac cos wiecej o psychoterapii? jak to sie odbywa?

49

Odp: Ile czasu można cierpieć?

Ja będę miała 3 spotkania z psychologiem,ale mnie się wydaje to śmiesznie mało! Taką mam propozycję lekarza,zobaczymy co będzie dalej.

Choruję na depresję od dawna.Biorę leki i nie wstydzę się mojej choroby.

Tylko tak się czytając tu Was i myśląc o sobie-zastanawiam się na ile my kochamy,a na ile uzależniliśmy się od naszych partnerów psychicznie...a więc myślę tu o współuzależnieniu...Co Wy na to?

50

Odp: Ile czasu można cierpieć?
l_ukrecja napisał/a:

Tylko tak się czytając tu Was i myśląc o sobie-zastanawiam się na ile my kochamy,a na ile uzależniliśmy się od naszych partnerów psychicznie...a więc myślę tu o współuzależnieniu

Brawo kochana - to właśnie clou problemu. Współuzależnienie.

51 Ostatnio edytowany przez Mirzaten (2011-08-22 21:32:31)

Odp: Ile czasu można cierpieć?

Ja byłem 4 czy 5 razy u Pani psycholog po półtorej godziny za kazdym razem. Miałem szczeście i trafiłem do super babeczki która postawiła mnie na nogi. Spotkanie polegało na wspólnej rozmowie, o tym co mnie boli i czemu sie tak czuje. dzieki niej moja samoocena wzrosła i znowu poczułem sie atrakcyjnym facetem, Niestety z powodów finansowych przerwalem terapie ale wiem że jak bede mial wiecej kasy to bede do niej chodził bo jeszcze duzo pracy przede mną.  Ja dodatkowo bralem antydepresanty i one tez mi duzo pomogły. Teraz juz biore tylko cos na noc bo mam problemy ze spaniem ale jest o wiele lepiej niż przed rokiem.
A co do współuzależnienia to zgadzam sie z tym w 100%. Miłość jest jak narkotyk. Wiem ze nie moge byc z nią bo niszczylismy sie psychicznie nawzajem ale mimo to dalej mi jej brakuje.

52

Odp: Ile czasu można cierpieć?
Mirzaten napisał/a:

A co do współuzależnienia to zgadzam sie z tym w 100%. Miłość jest jak narkotyk. Wiem ze nie moge byc z nią bo niszczylismy sie psychicznie nawzajem ale mimo to dalej mi jej brakuje.

Nieeeee.... To nie wina miłości big_smile To współuzależnieni nie potrafią kochać jak "normalni" ludzie.
Brawo za ostatnie zdanie smile A odnośnie tego brakowania: daj czasowi czas.

53 Ostatnio edytowany przez chwytajzycie (2011-08-22 21:55:01)

Odp: Ile czasu można cierpieć?

Witajcie,

netkobiety i netfaceci.

NIE MOŻNA SIĘ PODDAWAĆ!    Życie biegnie dalej - zastanówcie się co chcecie robić przez najbliższe 5, 10 lat?

Potem zapiszcie i realizujcie:)

Sam jestem po rozwodzie z 9-letniego związku.   Jest różnie - ale wiecie co ?  Mam nastawienie że będzie coraz lepiej, że to co się wydarzyło miało swój powód - to lekcja, dzięki której zrozumiałem swoje złe zachowania - nad tym obecnie pracuję i chodzę na terapię, aby już jako uporządkowany i spójny wewnętrznie facet stworzyć związek swojego życia i piękny świat dla pięknej kobiety, którą kiedyś spotkam na mej drodze i dla siebie aby  żyć szczęściem i dzielić je z innymi...:)


Pozdrowienia!

54

Odp: Ile czasu można cierpieć?

Mam podobne nastawienie do życia jak ty. Też traktuje to rozstanie jako lekcje i próbuje być lepszym facetem dla mojej przyszłej cudownej kobiety. Narazie mam blokade zeby zacząć cos wiecej wiec pozostaje flirt ale wiem ze wkońcu moje serce bedzie gotowe na nową miłość.

55

Odp: Ile czasu można cierpieć?

Dokładnie chwytajzycie,
trzeba przeć do przodu, ciężko w to uwierzyć, ale życie nie może kończyć się na jednej osobie.

Ja chodzę do super terapeutki, która wbija mi do tej głowiny..TO NIE TWOJA WINA!!!CIESZ SIE ŻE WYSZŁAŚ Z TAKIEGO ZWIĄZKU!!itp
zjazdy emocjonalne są codziennie, czekam aż będą rzadziej i to nastąpi, aż kiedyś z pogardą spojrzę na człowieka, którego błagałam o powrót.......

marinero..kurcze musisz do lekarza, wykończysz się, wiem, że obecnie pewnie gooofno Cie obchodzi, co się z Tobą stanie, ale skoro tu trafiłeś to znaczy, że szukasz pomocy, sam sobie widać nie radzisz, ale chcesz..to jest najwazniejsze.

56 Ostatnio edytowany przez chwytajzycie (2011-08-22 22:24:14)

Odp: Ile czasu można cierpieć?

Ktoś kiedyś napisał, że aby potrafić zadbać o kogoś należy najpierw umieć zadbać o siebie!

Powiem wam jaki ja realzuje plan (staram się) -->  KAŻDEGO DNIA:
- robię przynajmniej 1 dobrą rzecz dla siebie
- robię przynajmniej 1 dobrą rzecz dla kogoś
- robię przynajmniej 1 rzecz, która przybliża mnie do realizacji założonego celu zawodowego na ten rok

57

Odp: Ile czasu można cierpieć?

Witaj Mirzaten;-))0
Rozumiem cię też czasem miałam wrażenie uzależnienia od tej drugiej osoby, ale im czas biegnie tym lepiej , czas zabliżnia rany. Lepiej na poczatku popłakac niż być niszczonym przez kogoś całe życie.;-))) Ja za bardzo nie wierze że mogłabym z kimś jeszcze zwiazać sie na stałe ale do tego trzeba czasu...Po prostu jeszcze za wcześnie?? Na wszystko przychodzi pora i wszystko toczy się własnym torem. Musimy przetrwać żałobę i dopiero odrodzić się na nowo;-)))

Czasem mam cieżkie dni i pewnie też powinnam to przerobić z psychologiem, nie moge spać i mam czasem głupie myśli. Ale przy życiu utrzymuje mnie moje dziecko i przyjaciele którzy mnie wspieraja.


Pozdrawiam

58

Odp: Ile czasu można cierpieć?

Olimpia a ile minelo czasu od twojego rozstania?

59

Odp: Ile czasu można cierpieć?

Mineło 10 mies od kąd definitywnie dowiedziałam się wszystkiego na jego i swój temat czyli uważam że od tego momentu to koniec.
Pamiętam jakbym dostała w twarz jak się wszystkiego dowiedziałam.

Szok , ból, cierpienie i tesknota za miłościa która kiedyś była.


Była, była ale się skończyła....
Teraz od nowa próbuje odbudować swoje życie i miejmy nadzieje że bedzie tylko lepiej;-))))

60

Odp: Ile czasu można cierpieć?

Napewno się ułozy- musi. U mnie są 2 kroki do przodu i 1 do tyłu. Na powodzenie nie narzekam tylko ze coś mi nie pozwala przejąć inicjatywy i postarać się bardziej o kobiete. Niby chce i potrzebuje kobiety ale jak juz mam szanse na ciekawą znajomość to mi sie odechciewa. Głupie to takie i nie wiem co jest ze mną nie tak. Ja w dodatku mam prace na umowe zlecenie i pracuje raz w tygodniu np 36 godzin pod rząd a reszte siedze w domu i chcąc nie chcąc mysle o byłej. Samotność i zbyt dużo wolnego czasu nie jest dobre w tej sytuacji.

61

Odp: Ile czasu można cierpieć?

Masz racje ;-) musisz sobie znaleść jakieś zajęcie, wtedy będzie tylko lepiej.Może jak masz jakieś hobbi to zawsze coś;-) Póki nie bedziesz miał więcej pracy a jak nie to szukaj coś jeszcze tak jak ja.

Co do twojego problemu z dziewczynami, rozumiem bo ja też tak mam;-))) Miejmy nadzieje że przejdzie ta blokada. Ale póki co to sie nie spiesze, bo po co. A może to strach przed kimś innym??? Napewno coś w tym jest. Póki co nie jestem jeszcze wstanie nikomu zaufać, boje sie i tyle.


Zauważyłam natomiast pewną rzecz1 ;-))

Jak tylko ludzie dowiadują się że ktoś się z kimś rozszedł i jest sam to na siłe go zachecają do 2 związku, ja nie wiem jakby tak musiało być. Może ktoś chce być na razie sam , tak żeby przypomnieć sobie jak to kiedyś było???!!!


Halo ! niech ludzie o tym pomyślą. I już nie wspomne o natarczywych ''adoratorach'' którzy pojaiają się jak z kosmosu, myśląc że są wybawieniem dl nas'' samotnych i ze złamanym sercem''

Pewien sasiad lat 86 powiedział mi ostatnio;'''dziecko !! Ty musisz znaleść męrzczyznę bo ci się krew popsuje. Kobiety gubieją bez sexu'''

Normalnie myślałam że wybuchne śmiechem...........uuuuuuuuuuu..;-)))


Na wszystko trzeba czasu i My sami musimy tego chciec, prawda??

62 Ostatnio edytowany przez Mirzaten (2011-08-25 22:11:52)

Odp: Ile czasu można cierpieć?

Edytowałem posta bo kawałek poniżej mnie zabił. Bez urazu ale jak można słuchac takiego syfu. To widze że ze mna nie jest tak źle. I ty przy tym płaczesz? Wpółczuje tobie ale mam takie a nie inne podejście do muzyki i musiałem skomentować.   Ale każdy z nas jest inny i to jest może fajne.

63

Odp: Ile czasu można cierpieć?

A...ze mną jest tak:

http://jerzu1995.wrzuta.pl/audio/9jLs8k6tYpg/boys_-_zal

Piękne i śliczne nagranie ale niesamowicie mnie dołuje,bo wiem że to juz nigdy nie wróci....
Wylewam przy nim łzy ale nic to juz nie pomoże.........
Ktoś ją zabrał.. a ja tęsknię jak głupek. Niesamowicie cierpię...wręcz do bólu...
Oddałbym za nią wszystkie pieniądze, dzisiaj bez niej nic nie znaczące,śmieszne papierki
Pocieszam się jeszcze tylko tym,że byc może jest teraz szczęśliwa
Nienawidzę hazardu... zniszczył mi całe życie

64

Odp: Ile czasu można cierpieć?
Olimpia228 napisał/a:

Dlaczego Jest Nam tak Ciężko???????????????????
Nam Forumkowiczą?????????????????????? Bo boimy się samotności i w tym problem. Boimy że nikt inny się nami nie zainteresuje , że nikt nas nie pokocha, za to kim jesteśmy!!!!!!!!!!!!
Smutne ale prawdziwe;-(((

Do Wszystkich Was ;-)))
Będzie dobrze bo musi być dobrze innej mozliwości niema!!!!!!!!!!! )

Sam o tym ostatnio myślałem. Czy to co czuje to rzeczywiście miłość do osoby, która mnie zostawiła, czy może tylko strach przed byciem singlem. Coraz częściej wydaje mi się, że to drugie. Jak będzie dalej to zobaczymy. zostawiła mnie prawie 2 miechy temu. Na początku się załamałem, myślałem o smierci? głupota jakich mało. Dziś jest już lepiej, choć nadal nie jest ok.


chwytajzycie napisał/a:

Witajcie,

netkobiety i netfaceci.

NIE MOŻNA SIĘ PODDAWAĆ!    Życie biegnie dalej - zastanówcie się co chcecie robić przez najbliższe 5, 10 lat?

Potem zapiszcie i realizujcie:)

Sam jestem po rozwodzie z 9-letniego związku.   Jest różnie - ale wiecie co ?  Mam nastawienie że będzie coraz lepiej, że to co się wydarzyło miało swój powód - to lekcja, dzięki której zrozumiałem swoje złe zachowania - nad tym obecnie pracuję i chodzę na terapię, aby już jako uporządkowany i spójny wewnętrznie facet stworzyć związek swojego życia i piękny świat dla pięknej kobiety, którą kiedyś spotkam na mej drodze i dla siebie aby  żyć szczęściem i dzielić je z innymi...:)


Pozdrowienia!

Dobrze prawi. Takich słów potrzeba wszystkim porzuconym.

65

Odp: Ile czasu można cierpieć?
marinero68 napisał/a:

Ile czasu cierpieliście i czy w ogóle kiedys sie to skończy? Czy możliwe jest,żeby kochac kogos przez całe życie nawet miłościa niespełnioną? Czy jest wśród Was ktoś taki, kto nadal kogoś bardzo kocha wiele lat po rozstaniu i nie może o nim zapomnieć?

Cierpi się tak długo, jak długo  sobie na to pozwalasz.... .Gdy przestaniesz rozpamiętywać i czymś się zajmiesz - choćby rzucisz sobie jakieś wyzwanie - tak dla siebie ! to przestanie TAK boleć, ale musisz sobie dać szanse i chcieć to zmienić.Możesz też tkwić w miejscu, żyjąc przeszłością....ale czy tak warto ?
Tak, można kochać kogoś całe życie, nie mam najmniejszych wątpliwości i nigdy nie zapomnieć tego kogoś, ale można zachować go w sercu, jeżeli nic więcej nie można zrobić i spróbować żyć dalej, inaczej....
Jakiś czas temu spotkałam pewnego mężczyzne....nie jesteśmy razem i nigdy nie będziemy, ale już ZAWSZE będzie mi bliski.

Posty [ 1 do 65 z 66 ]

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Ile czasu można cierpieć?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024