Drogie Kobietki,
na początek rozwinę może to, co napisałam w wątku powitalnym. Co prawda tytuł wątku mówi wszystko, jednak historia domaga się opisania od początku do końca.
Otóż... Ja i mój partner jesteśmy ze sobą 4 lata. Stuknęło kilka dni temu (:)). Początki nie były łatwe. Jesteśmy młodzi, a kiedy zaczynaliśmy nasz związek byliśmy jeszcze w szkole średniej. Ściślej mówiąc - w szkołach. Dwóch innych, w miastach oddalonych od siebie o około 450km. Z racji wieku i obowiązków szkolnych nie mogliśmy pozwolić sobie na częste spotkania. Wiadomo - koszty. Widywaliśmy się średnio co dwa, trzy miesiące w ciągu roku. Razem spędzaliśmy lato. Tak minęły dwa lata, po których postanowiliśmy zamieszkać razem w mieście, w którym planowaliśmy rozpocząć studia. Pełna obaw i wątpliwości podjęłam wyzwanie. Zmartwienia okazały się zbędne. Podczas wspólnego mieszkania dotarło do nas obojgu, jak wiele nad różni, a o ile więcej nas łączy i zbliża... Sielanka trwała rok. Po tym czasie mój luby dostał się w końcu do wymarzonej pracy, do której przygotować go miało półroczne szkolenie, obowiązkowe do odbycia w zupełnie innym miejscu, niż tam, gdzie zdążyliśmy już uwić nasze gniazdko. Trudno. Zmieniłam mieszkanie na mniejsze, On wyjechał. Przyjeżdżał w każdy weekend! Mroźną zimą przemierzał kilometry, by pobyć ze mną dosłownie kilka godzin. W tak zwanym międzyczasie zrezygnowałam ze studiów i rozpoczęłam pracę na własny rachunek, żeby w pełni uniezależnić się finansowo od rodziców.
Ciągnący się w nieskończoność czas szkolenia przeciągnął się jeszcze o dwa dodatkowe miesiące praktyki i wreszcie uległ... Parszywy los nie na długo pozwolił nam jednak cieszyć się szczęściem, ponieważ mój chłopak otrzymał przydział do pracy w kolejnym enigmatycznym mieście oddalonym o kolejne kilkaset kilometrów... Po długich rozważaniach, nieprzespanych nocach zdecydowaliśmy, że wytrzymamy jeszcze kilka miesięcy, a następnie, z racji tego, że i tak miałam w planach zmianę pracy - to ja ulegnę, podporządkuję się, zostawię wszystko, by być z moim ukochanym. Doświadczenie z poprzednich lat nauczyło nas, że związek na odległość, choć możliwy - jest trudny. Zanim jednak doszło do wykonania przygotowanego planu pojawiła się kolejna niespodzianka: Matka mojego chłopaka niespodziewanie rozstała się ze swoim wieloletnim partnerem. Niedługo wcześniej straciła pracę i została na przysłowiowym lodzie z długami, kredytami, które spłacać miała ze swoim "wybrankiem". Pojawiła się z jej strony prośba o pomoc. Jasne było dla mnie, że nie możemy zostawić kobiety tak bliskiej mojemu chłopakowi, samej sobie. Dlatego zaproponowałam, że zostanę tu gdzie jestem, poczekam aż moja teściowa z pomocą syna wyjdzie na prostą i wtedy wrócimy do naszego pierworodnego planu. Mój mężczyzna jednak nalegał, prosił. Stwierdził, że przy niewielkiej pomocy finansowej jego matka upora się z problemami w ciągu dwóch, maksymalnie trzech miesięcy i wyprowadzi się. Kolejny raz uległam. Znałam przecież jego matkę. To przesympatyczna, porządna kobieta. W domu zawsze aż lśni, gorący obiad na stole... Pomyślałam, że się dogadamy. Niestety, myliłam się. Ale o tym przekonałam się długo później.
Zamieszkaliśmy we troje. O, przepraszam. We czworo. Zapomniałam dodać, że teściowa jest dumną właścicielką niewielkiego pieska. Mieszkanie wybrałam sama. Właściwie z pomocą chłopaka. Teściowa nie wyrażała swojego zdania, twierdząc, że to nam ma być tu dobrze, a przecież ona będzie z nami tylko przez jakiś czas. I tu przechodzę do sedna: ten jakiś czas trwa do dziś. Czyli już prawie 4 miesiące. W tym czasie teściowa zdążyła zadomowić się "u nas" na dobre. Przywiozła baaaardzo wiele swoich niepotrzebnych nikomu rzeczy, które nie mieszczą się w naszym małym mieszkaniu, zajmuje każdy kąt. Oblega nasz salon, tam śpi, bo nie stać nas było na większe mieszkanie. Sypia najkrócej do godziny 11, zmuszając nas oboje do przesiadywania do tego czasu w sypialni. Pracy nawet nie szuka. Nawet się za nią nie rozgląda. Długi zamiast maleć - rosną. Nie stawia się na spotkania z komornikiem, któremu podała NASZ adres, narażając nas w ten sposób na nieprzyjemności... Jestem już zmęczona. Chłopak nie reaguje. Jemu również jest ciężko. Jest rozbity pomiędzy mną, a własną matką. Właściwie oboje nie radzimy sobie z sytuacją... Bez przerwy się kłócimy. Ja niestety posiadam zbyt słaby charakter, żeby prosto z mostu powiedzieć teściowej co o tym myślę...
Co robić? Pomóżcie, drogie Kobietki, bo nie mam już sił... ![]()
Patowa sytuacja. To matka Twojego chlopaka - nie teściowa, i to on musi załatwić z nią sprawę. Po pierwsze przemyśl - ile jesteś jeszcze w stanie wytrzymać aż wybuchniesz. Po drugie - zastanów się dokąd prowadzi ta sytuacja - bo moim zdaniem donikąd. Matce chłopaka jest wygodnie jak jest, Wy dostosowaliście się do gościa, który stał się landlordem. Z racji funkcji, z racji wieku.
Moim zdaniem, tylko rozmowa między Tobą i Twoim chłopakiem, konkretny termin wyprowadzki dla mamusi - jak nie - wyprowadź się Ty. To jego matka. Jeśli znajdziesz blisko mieszkanie - co za problem. Wtedy on będzie musiał podjąć "męską" decyzję. Albo albo. Pamiętaj NIE jesteś jego żoną, nie masz żadnych zobowiązań wobec jego matki, ani ona wobec Ciebie.
Nie może być tak, że Wy we własnym mieszkaniu czujecie się nieswojo. Nie możecie czuć się więźniami, przez to, że jego mama śpi do 11. Nie musissz tego tolerować. Jeśli coś Ci nie odpowiada nie udawaj że jest wszystko ok. Porozmawiaj ze swoim facetem. Bądź konsekwentna w swoich działaniach. Pozdrawiam
No i co? Jak dlugo masz zamiar to znosić? Kriss ma rację to nie teściowa tylko matka Twojego chłopaka.
Po pierwsze jesteś U SIEBIE w związku z tym nie musisz się ukrywać po kątach zanim "mamusia" łaskawie wstanie. Zacznij wchodzić do SWOJEGO salonu o 8, 9, 10, kiedy Ci wygodnie i nawet jak nie masz po co to pohałasuj trochę, a to szufladę otwórz, a to niechcący trzaśnij drzwiami, przesuń krzesło. Jak będziesz widziała, że się budzi to mów radośnie, ale głośno "Dzień dobry!" i np kładz na stole gazetę z ogłoszeniami o pracę mówiąc, że kupiłaś dzisiaj rano, żeby "mamusia" mogła już z samego rana wziąć się za poszukiwania.
Przy każdej okazji pytaj jak jej idą poszukiwania, przy śniadaniu, obiedzie kolacji, na dzien dobry i do widzenia. Ile ofert przejrzała, co jej się podobało itp, itd. Nie schodź z tego tematu. Oczywiście zawsze miło i grzecznie, ale drąż temat.
Zacznij dzielić rachunki na 3. Niech mamusia się dokłada.
Z chłopakiem krótko, że sytuacja się przedłuża, matka nie szuka pracy, a sytuacja Cię już męczy i nie życzysz sobie, żeby to dalej trwało. Twój chłopak ma zrobić ze swoją matką porządek.
Powoli, ale skutecznie przestawiaj jej rzeczy, zgarniaj na kupę obkładając te miejsca swoimi rzeczami. Kobieta musi poczuć, że przeszkadza i to nie będzie niegrzeczne tylko prawdzie. Niegrzeczne to jest jej zachowanie.
No i co? Jak dlugo masz zamiar to znosić? Kriss ma rację to nie teściowa tylko matka Twojego chłopaka.
Po pierwsze jesteś U SIEBIE w związku z tym nie musisz się ukrywać po kątach zanim "mamusia" łaskawie wstanie. Zacznij wchodzić do SWOJEGO salonu o 8, 9, 10, kiedy Ci wygodnie i nawet jak nie masz po co to pohałasuj trochę, a to szufladę otwórz, a to niechcący trzaśnij drzwiami, przesuń krzesło. Jak będziesz widziała, że się budzi to mów radośnie, ale głośno "Dzień dobry!" i np kładz na stole gazetę z ogłoszeniami o pracę mówiąc, że kupiłaś dzisiaj rano, żeby "mamusia" mogła już z samego rana wziąć się za poszukiwania.
Przy każdej okazji pytaj jak jej idą poszukiwania, przy śniadaniu, obiedzie kolacji, na dzien dobry i do widzenia. Ile ofert przejrzała, co jej się podobało itp, itd. Nie schodź z tego tematu. Oczywiście zawsze miło i grzecznie, ale drąż temat.
Zacznij dzielić rachunki na 3. Niech mamusia się dokłada.Z chłopakiem krótko, że sytuacja się przedłuża, matka nie szuka pracy, a sytuacja Cię już męczy i nie życzysz sobie, żeby to dalej trwało. Twój chłopak ma zrobić ze swoją matką porządek.
Powoli, ale skutecznie przestawiaj jej rzeczy, zgarniaj na kupę obkładając te miejsca swoimi rzeczami. Kobieta musi poczuć, że przeszkadza i to nie będzie niegrzeczne tylko prawdzie. Niegrzeczne to jest jej zachowanie.
ZGADZAM SIE W 100%!!!!
Teo madrze piszesz;-))))Baba wstretna-ja rozumiem ze pomoc mozna,ze to w koncu moze byc przyszla tesciowa,no i wogole w zyciu roznie bywa(jej sie posypalo)ale bez przesady-zeby sie czuc jak jakis zakladnik w swoim domu?????Ja mam to szczescie ze moja tesciowa jak mnie odwiedza na kilka dni(na szczescie 2,3 do roku bo daleko mieszka)to swoje rzeczy najchetniej kladlaby pod siebie zeby tylko nam nie ,,roznosic po katach,,i wstaje wczesniej niz my z synkiem tylko po to by poscielic lozko w salonie ale tez mialam z nia pare spraw do ,,przejscia,,i bez odpowiednich ,,sztuczek,,jak podaje mniejwiecej Teo tez sie nie obylo;-))))))))TRZEBA MIEC ,,PODEJSCIE,,DO TEŚCIÓWEK;-))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))
wiesz,przyszło mi do głowy,że może by tak powiedzieć chłopakowi:"zrób coś ze swoją matką,bo już dłużej nie wytrzymam i odejdę"...
nawet,jeśli tak nie myślisz...bo przecież to on ma wobec niej zobowiązania,a nie Ty...no i kiedyś pępowinę trzeba odciąć,prawda?
wiesz,przyszło mi do głowy,że może by tak powiedzieć chłopakowi:"zrób coś ze swoją matką,bo już dłużej nie wytrzymam i odejdę"...
nawet,jeśli tak nie myślisz...bo przecież to on ma wobec niej zobowiązania,a nie Ty...no i kiedyś pępowinę trzeba odciąć,prawda?
Nie do końca się zgadzam z tym pomysłem, bo jeśli ta pępowina mocno trzyma to dziewczyna może żałować tych słów. Jak dla mnie te słowa to ostateczność po zastosowaniu przykładów Teo
Niestety, ale to właśnie Twój facet powinien z nią porozmawiać.
Ty możesz zrobić tak jak mówi Teo, kobieta może się zawstydzi i wyprowadzi.
Cóż, moja przyszła teściowa też czasami na nas żeruje.
Dziewczyny!
Wiele z Waszych porad już wykorzystałam. Na razie bez zmian. Rozmawiam o tym z chłopakiem. Poprosiłam, żeby chociaż z nią porozmawiał. Ciągle mnie zwodzi. Kilka tygodni temu, byliśmy u moich rodziców, w miejscu, gdzie wcześniej mieszkałam. Byłam na skraju załamania. Postanowiłam, że już nie wracam. I kolejny raz pokazałam jak słaby mam charakter. Ze łzami w oczach błagał, bym z nim wróciła. Obiecał, że porozmawia z matką, że znajdziemy dla niej jakiś pokój, że na początek pomożemy jej w miarę możliwości i zaczniemy w końcu żyć jak dawniej. Uległam...
Po powrocie wszystko zaczęło się od nowa. Prosiłam, zrób coś w końcu... Wymyślił, że kiedy matka znajdzie pracę, zasugeruje jej, że czas na wyprowadzkę. Trochę go rozumiem. Wyobraziłam sobie sytuację, gdyby to moja matka znalazła się w potrzebie. Ale wszystko ma swoje granice. On odwleka wciąż tę rozmowę.
Zawarliśmy jednak układ. Do jego rozwiązania pozostało niewiele. W umówionym terminie wyprowadzi się albo ona, albo ja. Póki co, silnie się tego trzymam, ale nie wiem jak to będzie, kiedy przyjdzie co do czego. Mam nadzieję, że wystarczy mi sił. Wierzę także, że będzie to ostateczność i prędzej pozbędę się niechcianego gościa z domu.
Tymczasem, dziękuję za dobre rady. Od dziś zacznę praktykować te, których jeszcze nie wprowadziłam. Trzymajcie kciuki!
Dałaś się przekonać i nie zostałaś w swoim rodzinnym domu (choć powinnaś to zrobić) to chłopak jeszcze raz Cię zakręci i znowu ulegniesz. Powie coś w stylu, że mama nie ma pracy więc jak ma się wyprowadzić? Przecież nie chcecie jej utrzymywać? Musisz wziąć sprawy w swoje ręce i męczyć ją o pracę i zachowywać się we własnym domu jak u siebie!
Wiem, że powinnam... Ale to nie było łatwe. Nie chce stracić czegoś, o co walczyłam, może nie długo, jednak tak zaciekle. Dlatego staram się postępować ostrożnie. Przez ten czas, który spędziłam w większości na przemyśleniach i wylewaniu łez postanowiłam być silna i w ostateczności postawić mu ultimatum: albo ona, albo ja. Zdaję sobie sprawę, że nie jest to najbardziej humanitarne rozwiązanie, ale jeśli to nie zadziała, to już nic... Dlatego pozostawiam tę ewentualność dopiero na koniec. Ta sprawa wyczerpuje mnie do tego stopnia, że z każdym kolejnym dniem, jestem coraz bardziej gotowa na rozstanie... Domyślam się, że będzie mi trudno, jednak wiem, że nie potrzebuję maminsynka, tylko faceta. Poza tym, zrozumiałam, że jeśli teraz nie okażę się stanowcza, już zawsze będzie tak, że będzie narzucał mi swoje zdanie. W najlepszym przypadku on, w najgorszym - oboje.
12 2011-08-19 20:09:57 Ostatnio edytowany przez Psily (2011-08-19 20:11:24)
Dziewczyny!
Mój facet zdecydował się w końcu na rozmowę z matką. Postanowili, że ta wyprowadzi się jak tylko znajdzie pracę. Co ciekawe oboje stwierdzili, że tak będzie lepiej zarówno dla niej jak i dla nas. Mimo to, nadal jednak nie widzę żadnych prób znalezienia zatrudnienia. Obawiam się, że może okazać się złośliwa i celowo przedłużać okres swojego bezrobocia. Dlatego stopniowo zaczynam wprowadzać w życie Wasze rady. Dodam, że nie przestaję ponaglać też mojego chłopaka. Nieświadomie dał się wciągnąć, kiedy stwierdziłam, że musimy jakoś pomóc "mamusi" w poszukiwaniach, bo przecież nie ma ona w tym żadnego doświadczenia.
Przemeblowałam też cały salon, podążając za radą Teo. Ustawiłam na półkach swoje rzeczy, jej włożyłam do koszy i pudełek, schowałam gdzieś głęboko. Usłyszałam jakieś uwagi na temat ustawienia sofy pod nieodpowiednim kątem w stosunku do okna, odpowiedziałam jednak z zadowoleniem, że przynajmniej mamy teraz więcej miejsca. Być może niejako rozwiąże to problem z późnym wstawaniem.
Kontynuuję. Dzięki Wam zyskałam energię, by walczyć. Przekonałyście mnie, że moje odczucia są słuszne. Początkowo miałam wyrzuty sumienia. Myślałam, że rzeczywiście należy jej pomóc, usuwając się niejako w cień... Teraz wiem, że nie myliłam się. Ta kobieta nadużywa już naszej gościnności.
Dzięki! Będę informować o postępach!
![]()
Bardzo dobrze! I pamiętaj! Wypytuj jak jej idą poszukiwania pracy, ciągle. I pomagajcie jej w tym z całych sił, żeby rzeczywiście nie było tak, że ona teraz będzie szukać kolejne pół roku. I dbaj o jej ranne wstawanie
Koniecznie! Po co tracić dzień? ![]()
DZIEWCZYNY!!
Nie pominęłam chyba żadnej z Waszych porad podczas wykurzania mojej przyszłej-niedoszłej teściowej. I... udało się! W dużej części jest to zasługa mojego chłopaka, który zebrał siły i przeprowadził z mamą poważną rozmowę. Wspólne poszukiwania pracy, nadal jednak rozpoczynane przez nas samych, zakończyły się dziś powodzeniem. Osobiście napisałam CV, założyłam pocztę e-mail, wybierałam oferty i woziłam na rozmowy. Dziś powalona comiesięcznym bólem zostałam wyręczona przez chłopaka. Kiedy wrócili, wyczerpana nawet nie spytałam o efekty. Do sypialni wpadła jednak "mamusia" radosna jak skowronek krzycząc: w poniedziałek zaczynam pracę!! W jednej chwili cały ból zniknął. Jestem dziś jedną wielką radością. Mam nadzieję, że nie straci tej szansy i dostanie tę pracę na stałe. Oferta dość przyjemna. Praca prosta, na cały etat, umowa o pracę. Wynagrodzenie wystarczające moim zdaniem, o ile kobieta nauczy się w końcu żyć odpowiedzialnie. Od razu ustaliliśmy szczegóły. W ciągu miesiąca się wyprowadzi. Miejsce pracy dość daleko od naszego miejsca zamieszkania, "mamusia" już poprosiła, żeby znaleźć jej coś bliżej, więc istnieje cień szansy, że odwiedziny również nie będą częste :> (wiem, jestem złośliwa). Mam jeszcze obawy odnośnie pieska... Nie jestem pewna czy nie pojawi się prośba o pomoc przy jego wyprowadzaniu. Postanowiłam już sobie w duchu, że się nie zgodzę. Tu również nie jestem złośliwa, po prostu nie p0rzepadam za tym zwierzakiem, a gdybym chciała chodzić na spacery co kilka godzin - kupiłabym swojego psiaka (tak zamierzam:)). Poza tym ja również pracuję.
Trzymajcie kciuki, by się przyjęło!!