Witam,
jestem rok czasu w związku z Piotrem. Niestety dzieli nas odległość 100 km. Ze wzgledu na jego charakter pracy widywalismy sie dość rzadko raz na dwa tygodnie, czasem raz na tydzień (był u mnie po 2-3 dni). Jednak mieliśmy doskonaly kontakt telefoniczny, kilkanaście sms-ów dziennie. Zapewniał mnie, że mnie kocha. Od moich urodzin przestał się odzywać. Dodam, że nie było żadnej kłótni, tylko jak zawsze miło i sympatycznie. Ufaliśmy sobie. Pożyczyłam mu nawet komputer, płyty. Jeśli coś chciał to zamówilam mu na allegro, a jak przyjedzie powiedział że się rozliczy. Niestety.....nawet tego nie zwrócił...Po miesiącu napisal sms...tak jakby nic się nie stało...zaczęslimsy znowu pisać, pytał o powód milczenia, to powiedział, że porozmawiamy o tym jak się spotkamy...Tydzień pisania i znowu cisza....Od jego siostry dowiedziałam się, że romansuje przez neta z inną kobietą, że się umawiają, jednak z opowiadań jej wynika, że dzieli ich 350 km i raczej do niej nie pojedzie....Do mnie znowu się nie odzywa, z tamtą pisze. Wątpie w to.....Ma on 26 lat, ja 27, więc zachowuje się jak nastolatek. Rzeczy mi nie oddał, nawet o tym nie wspomina, wie, że dowiedziałam się o jego romansie. Milczy i w ogóle nie chce sie spotkać, żeby pogadać (sama nawet probowałam dzwonic i pisać i cisza
((( ). Nawet napisalam, czy to koniec, zeby mi o tym powiedzial, to odpisał z wykrzyknikami, że nie!!!!. Co robić? Co on mysli? Czy to faktycznie koniec? pomóżcie.
Dziewczyno niech Ci odda Twoj sprzet i podziekuj mu za znajomosc ! Ktos kto pisze z panna z neta nie wrozy niczym dobrym ! Rozumiem odleglosc itp (po to jest zaufanie) ale kurcze romansowac przez neta ! Raz zrobi i bedzie tak dalej ! Jestes madra sympatyczna dziewczyna, ulozona (wiek) daruj sobie go, chyba ze chcesz plakac przez niego co ?
Racja! Bierz tego kompa i w nogi. Jak najdalej od takiego typa (jeśli w ogóle odda Ci tego kompa....)
Basiu, nie zawracaj sobie głowy takimi miłostkami na odległość, to się sprawdza na krótką metę, dopóki działa chemia, zauroczenie, potem ze wszystkim szlag trafia. Przykro mi, ale musisz sobie odpuścić tę znajomość. Pozdrawiam. Trzymaj się jakoś:)
Basiu,pociesz się,że u mnie to samo i dziś zakończyło się.Też Piotr,spotkania co dwa tyg,odległość 330km.To trwało rok i 4m.do dziś.Sprowokował mnie do zakończenia związku i udało mu ię a ja jestem zrozpaczona i będę go długo opłakiwać.
Ja takze uwazam, ze powinnas dac sobie spokoj. Oczywscie wcale nie chodzi tu o to, ze zwiazek jest na odleglosc, poniewaz moj facet tez ma do mnie 100 km i przez dlugi czas (zanim nie skonczylam szkoly), nasza znajomosc wygladala tak samo. Spotykalismy sie prawie, ze identycznie jak wy i do dzis jestesmy para (2,5)! Ale on nigdy nie pisal z zadnymi kobietami i nie romansowal z nikim. A skoro twoj mezczyzna tak robi, to zapewne nie mysli powaznie o waszym zwiazku, a w dodatku ignoruje Cie i wykorzystuje! Daj sobie spokoj! Na pewno znajdziesz lepszego i nie zawracaj sobie nim glowy! Powodzenia ![]()
Basiu, nie zawracaj sobie głowy takimi miłostkami na odległość, to się sprawdza na krótką metę, dopóki działa chemia, zauroczenie, potem ze wszystkim szlag trafia. Przykro mi, ale musisz sobie odpuścić tę znajomość. Pozdrawiam. Trzymaj się jakoś:)
Kochana Agau, jak Twój facet jestem nieco zdenerwowany treścią tego posta, bo skoro dzieli nas odległość dwukrotnie większa (200 km) to mogę się spodziewać dwukrotnie szybszego rozpadu naszego związku. Dobrze rozumuję?
Ufaliśmy sobie. Pożyczyłam mu nawet komputer, płyty. Jeśli coś chciał to zamówilam mu na allegro, a jak przyjedzie powiedział że się rozliczy. Niestety.....nawet tego nie zwrócił..
(...)
Rzeczy mi nie oddał, nawet o tym nie wspomina
Przecieram oczęta ze zdziwienia czytając Twojego posta.
Dziewczyno, przecież to ZŁODZIEJ! Okradł Cię.
Mało ukradł? Dlatego chcesz, żeby wrócił?
Jak na moje to prostak, złodziej i cham.
Chcesz by taka osoba do Ciebie wróciła?
Moim zdaniem powinnaś dać sobie "siana".