Witam,
Jestem tu nowa, szukałam miejsca, gdzie mogłabym się wygadać, porozmawiać z kimś, kto wie więcej niż ja.
Wiem, że od takich problemów są różne sztaby kryzysowe, dostała nawet nr telefonu do jednego z nich, ale mam dwójkę małych dzieci i brak mi czasu. Z resztą boję się, że mój mąż znów załamałby się, gdybym ja zaczęła chodzić do psychologa.
Chodzi o to, że trzy dni temu (w sobotę) znalazłam go (mojego mężna) w piwnicy z podciętymi żyłami. Uratowali go w ostatniej chwili. chirurg powiedział, że zrobił to tak "fachowo", że jeszcze parę minut i byłoby po wszystkim.
Mam poczucie winy. Wcześniej mąż powiedział mi, że myślał o tym, ale to zignorowałam. pomyślałam, ze chce mnie postraszyć. Czepiałam się, bo zdarzało mu się przyjść do domu w stanie "wskazującym". Parę razy zrobiłam mu awanturę, za to, że pił będąc z córką na placu zabaw. To skrajnie nieodpowiedzialne, ale teraz myślę, ze powinnam była pomóc mu jakoś, a nie się wydzierać. Problem polega na tym, że on kompletnie nie potrafi mówić o tym, co go dręczy. Zawsze tak było. Nie mówił, jak mu coś nie pasowała, dopiero, jak dochodziło do kłótni (rzadko, mniej więcej raz do roku), to wyrzygiwał mi miliardy pretensji. Czasem, jak widziałam, że zaczyna chodzić naburmuszony, specjalnie wywoływałam takie kłótnie, żeby się dowiedzieć o co chodzi. To zwykle pomagało, ja mogłam "się poprawić", a on się rozładowywał i było dobrze. Ale ostatnimi czasy mięliśmy straszne kłopoty finansowe, urodziło nam się drugie dziecko, dostałam anemii i prawdę mówiąc dużo wysiłku kosztowało mnie utrzymanie się w jako takiej formie i nie miałam już siły, żeby się jeszcze o niego martwić. Z resztą.. zaczął mieć do mnie żal na przykład o to, że lubię swoja pracę i że zarabiam więcej niż on zajmując się tak na prawdę swoim hobby, a on swojej pracy nie lubi, zarabia mało itd. Tłumaczyłam mu niejednokrotnie, że nie jest na to skazany. Przecież mógł zmienić pracę. Potrafi na prawdę wiele i tez mógłby dobrze zarabiać robiąc to, co lubi. Usłyszałam, że nie traktuje go poważnie...
I najgorsze jest to, że ostatnio właśnie zaczęło się jakoś układać. Wydawało mi się..... Powoli wygrzebujemy się z dołka finansowego, była perspektywa lepszej pracy dla niego i nagle... Nic już z tego nie rozumiem. Kompletnie nie wiem, co teraz robić. Nie mam juz siły. Mam dość prób nawiązania rozmowy. To nic nie daje.
Rzeczywiście, jesteś w trudnej sytuacji. Ważne, że nie jesteś bierną i szukasz wyjścia.
(...) boję się, że mój mąż znów załamałby się, gdybym ja zaczęła chodzić do psychologa.
??????????????????????????????
Jeśli nie radzisz sobie z problemami, a nie radzisz sobie, to dlaczego Twój mąż załamałby się na wieść, że rozwiązujesz problemy? Z zazdrości, że on z takiej formy pomocy nie korzysta?
Parę razy zrobiłam mu awanturę, za to, że pił będąc z córką na placu zabaw. To skrajnie nieodpowiedzialne, ale teraz myślę, ze powinnam była pomóc mu jakoś, a nie się wydzierać.
Czy aby nie przesadzasz z braniem winy na siebie? Jeszcze trochę i stwierdzisz, że on pije przez Ciebie. Daj spokój. Dorosły człowiek wie co czyni.
zaczął mieć do mnie żal na przykład o to, że lubię swoja pracę i że zarabiam więcej niż on
Większość mężczyzn nie wyrabia psychicznie, gdy okazuje się, że żona więcej przynosi pieniędzy niż oni.
Nic już z tego nie rozumiem. Kompletnie nie wiem, co teraz robić. Nie mam juz siły. Mam dość prób nawiązania rozmowy. To nic nie daje.
Może jednak pomysł z wizytą u psychologa jest dobry?
Twój mąż po próbie trafił do szpitala psychiatrycznego?
Mala_mysz,
znalazłaś się w bardzo trudnej sytuacji, więc naturalnie zastanawiasz się, co powinnaś zrobić - mam jednak wrażenie, że to przede wszystkim Twój mąż powinien poszukiwać pomocy i zastanawiać się nad możliwymi rozwiązaniami. Oczywiście, jeśli jego stan (depresja, alkoholizm) nie sprawiałby, że jest niesamodzielny, nie jest w stanie podjąć żadnej aktywności. W takim jednak wypadku otrzymałaś cenne kontakty do wyspecjalizowanych instytucji, które mogą przejąć nad nim opiekę.
Czy po próbie samobójczej mąż został na obserwacji psychiatrycznej? Czy był badany pod kątem zdrowia psychicznego? Czy cierpi obecnie (lub w przeszłości) na depresję lub inne zaburzenia życia psychicznego? Czy psychiatra/ psycholog badał wątek alkoholu pojawiającego się niepokojąco? I ważne, a może najważniejsze, co sam mąż mówi Tobie, otoczeniu, lekarzom o przyczynach podjęcia próby samobójczej?
Wasza sytuacja w ostatnich latach nie była łatwa, ostatnie zdarzenia na pewno miały ogromny wpływ na Ciebie i całą Waszą rodzinę. W takich okolicznościach należy szukać pomocy. Informacji i wsparcia dla Ciebie, oraz leczenia i terapii dla męża. Małe dzieci nie są wymówką - to właśnie dla nich trzeba stworzyć bezpieczny dom.
13 sierpnia o 7 rano w lazience w naszym mieszkaniu znalazlam meza powiesil sie tez straszyl ze to zrobi za trzecim razem mu sie udalo teraz zyje z poczuciem winy i jest mi bardzo!!!!!!!!!ciezko ale wiem ze musze zyc bo mam dzieci !!!!! prosze nie bagatelizowac problemu wiem ze jest ciezko ale prosze szukac pomocy i naglosnic sprawe zeby rodzina byla swiadoma klopotow moj maz mi nie pozwalal dzwonic korzystac z internetu nikt nie wiedzial jaka tragedia rozgrywala sie w domu w ostatnich 2 tyg zycia meza !!!!! balam sie dzwonic lub pisac czy prosic o pomoc bo mnie straszyl ....
dokładnie, jestem tego samego zdania co magdulla, w moim malzenstwie ilekroc byly problemy natury finansowej, lub maz nauzywał to probowal to robic i w koncu mu sie udało!!! zawsze dzialal impulsywnie , demonstracyjnie a potem wszystko przechodzilo, nie na darmo mowi sie ze samobojca jest sie na dlugo przed popelnieniem tego czynu, to jest wentyl bezpieczenstwa, ktory rozwija sie i dojrzewa, mysl z ktora czlowiek sie oswaja i nei pojawia sie ona w jednej chwili, na pewno nies jest to naturalne i czym predzej trzeba to leczyc, ja zawsze zrzucalam to na implusywny charakter meza, alkohol - bo czlowiek nei do konca wie co czyni ( to jest fakt niezaprzeczalny , ale to trzeba leczyc), zawsze zostawalo to miedzy nami, nikogo nie obarczalam, bo nie chcialam bo jeszcze bardziej dołowac, zamartwiac teścia - były impulsy ale to przechodzilo, w koncu dostał prawdziwej depresji i zrobil to w najmniej oczekiwanym momencie, w takim w ktorym wszystko juz mu sie układało!!! wiec dmuchaj na zimne, szukaj pomocy, przyprowadz lekarza do domu na sile, ja tak mowilam ze tak zrobie , a za dwa dni go juz nie bylo.... niech widzi ze ci zalezy ze ma z kim pogadac, moze to go podniesie na duchu! trzeba chwytac sie wszystkiego - taka jest prawda, bo to jest walka o życie, czasem jedna chwila o tym decyduje niestety, takie jest to brutalne w przypadku samobojstw.... mozna czasem zrobic wszsytko co sie da w danej chwili a i tak nie zawsze sie uda, wiem to niestety z wlasnego doswiadczenia. Szukaj pomocy i nie wstydz sie tego, to sa chore natretne mysli, ktore czlowiek w sobie nosi i rozum czasem nie jest w stanie tego sam opanować. Niech chociaż Wam się UDA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Jestes w przykrej sytuacji i zarazem bardzo trudnej. Moim zdaniem powinniscie poszukac moze jakiegos psychoterapeuty. Przede wszystkim sprobowac rozwiazac problem wspolnie, moze wtedy bedzie mezowi łatwiej.
Myślę, że on bardzo Cię teraz potrzebuje. Są ludzie, którzy nie chcą mówić o swoich emocjach i problemach, ale kiedy wszystko się nawarstwi, negatywne odczucia kumulują się, taki człowiek wybucha.
Wybierzcie się razem do psychologa, rozmawiaj z nim dużo, nie krytykuj. Niech wie, że jesteście oboje dla siebie. To co widać na wierzchu nie zawsze odzwierciedla to, co w środku. Dacie radę, uszy do góry ![]()
pytanie do kobiet ktore sa w takiej sytuacji jak ja...czyli po samobojczej smierci meza...jak zyc dalej???? jak sobie radzic z wyzutami sumienia z samotnascia i czy kiedys bede jeszcze szczesliwa czy przestane bac sie samotnosci i ciemnosci......??? jest tyle pytan i na zadne z nich nie mam odpowiedzi:-(((