Długo się zbierałam by napisać ten wątek. Jak w każdej rodzinie tak i w mojej "coś" musi być nie tak...
Ale od początku. Moja mama w dzieciństwie była katowana przez swojego ojca alkoholika. Wyszła za mojego tatę w wieku 21 lat. I po dwóch latach urodziłam się ja. Mój tata jest alkoholikiem, ale nie jest z serii tych "groźnych"... po prostu pije codziennie, upija się i idzie spać... Kocham go, choć człowiek jest bardzo zamknięty w sobie i ciężko z nim o czymkolwiek porozmawiać...
Mama natomiast jest moją najlepszą przyjaciółką, tyle że miedzy mną a nią dochodziło do wielkich sprzeczek - nie raz do rękoczynów. Gdy miałam 17-19 lat, byłam w okresie buntu i praktycznie nie rozmawiałyśmy tylko non stop sie kłóciłyśmy....
Moja mama jest kobietą ciągle zestresowaną, pedantyczną. Wciąż się denerwuje o byle co. Potrafi dzwonić do mnie o 7mej rano codziennie, bo np. nie może znaleźć szczotki do włosów, kretki do ust itp... krzyczy i grozi mi, że nie dostane pieniędzy na szkołe itd... (muszę tutaj dodać, że wszystkie pieniądze które udało mi się zarobić w tym roku oddałam im, by mogli spłacić długi).
Teraz pieniądz jest "monetą przetargowa"... więc stałam się potulna jak baranek i jak to mówi mój chłopak "daje się gnoić".
Boje się wszystkiego. Nie mogę zjesć ogórków konserwowych z lodówki, najpierw muszę zapytać matki czy można. Często mówi "nie, bo to do obiadu". I potem wyrzucam słoik z przeterminowanymi ogórkami. Ogólnie w domu w ogóle nie mozna się samemu rządzić... Nawet ojciec musi ją o wszystko pytać. Mam dwóch braci. Jeden ma 19 lat a drugi 6. I Już nawet ten mały wie, że o wszystko trzeba pytać...
Potrafię być zdołowana, gdy wracam do domu i wiem, że mama ma zły humor... bo będzie wojna. To jest tak stresujące, że czasem mam ochotę zniknąć aż jej przejdzie... I zawsze tak było. Wychowaliśmy się w krzyku. Wszyscy u nas krzyczeli, czasem nawet śmialismy sie, że jesteśmy "włoską rodziną".
Dzisiaj nienawidzę jak ktoś na mnie krzyczy, stresuje mnie to okropnie... ale wiem, że powielam błąd swojej matki i równie jak ona jestem impulsywna i najmniejsza duperela może mnie wyprowadzić z równowagi i wprowadzic w stan furii.
Nie zmienie swojej mamy. Ona w pełni świadoma tego jaka jest zwala to na stres i przeszłość. Mówi, że cieszy się ze nas nie bije jak ją ojciec bił. Ona się w pewien sposób znęca nad nami psychicznie... Choć to też ciężkie słowa, ale tak jest... Już jestem zbyt duża by idealizować ją. Wiem jak jest i po częsci akceptuję.
Jedyne czego się obawiam to tego, że będę taka jak Ona. Nie raz słyszałam od swojego meżczyzny, że jestem w 90% jak swoja matka... I zastanawiając się nad tym własnie tak jest. Zawsze musze mieć racje, wpadam w furie (choć ostatnio sie uspokoiłam troszkę...) i nawet w sposobie mówienia czy ubierania lub chodzenia jesteśmy podobne. Wrecz identyczne...
Zazdroszcze kobietom, które chciały by być jak ich matka.. lecz ja sie tego najbardziej obawiam. Nie chce by mój mąż tak na mnie patrzył i myslał to co mysli mój ojciec... boi się własnej żony...
Powiedzcie jak uniknąć tego typu powielania zachowania ?