Cześć wszystkim,
Pisałam już parę postów w innym dziale tego forum, ale widzę znajome nicki tutaj także... ![]()
Widzę, że większość z nas ma podobne problemy - takie, jak ja - tylko jakoś nie do końca umiem odnieść te wszystkie rady do siebie i swojej sytuacji... A i po prostu będzie mi lepiej, jak wyrzucę z siebie, co mnie aktualnie boli.
Jestem strasznym samotnikiem, wręcz ascetką, żyję trochę jak pustelnica.
W szkole miałam wielu znajomych, raczej nie przyjaciół, ale zawsze gdzieś obok kręcili się ludzie, z którymi można było wyjść, pogadać, porobić coś głupiego. Nie byłam specjalnie dobrą uczennicą, nie chciało mi się uczyć, ale za to byłam finalistką różnych konkursów, olimpiad, etc, organizowałam różne fajne rzeczy... Dzisiaj z rozrzewnieniem wspominam te czasy, kiedy byłam wolontariuszem, pracowałam w różnych organizacjach, po nocach siedzieliśmy i naradzaliśmy się, co i jak zrobić...
Poszłam na studia do miasta, gdzie po za mną praktycznie nikt z moich znajomych nie wyjechał. Do dziwnego miasta, w którym nie było studenckiego życia, studenckich czwartków, a studenci zamiast grać na gitarze na korytarzu akademika, mając lat 19 zakładali garnitury i udawali wielkich cwaniaków... Też, oczywiście, jakichś znajomych miałam, ale nie lubiłam większości ludzi, jakich udało mi się tam spotkać
Mam z tamtych czasów jedną koleżankę.
No i wtedy stało się złe - po trzecim roku załamanie nerwowe. Jestem dzieckiem alkoholika i depresantki, jestem DDA, DDD, DDRR i w ogóle wszystko, co wiąże się z dysfunkcjami.
Byłam wtedy uzależniona od swojej nieszczęśliwej miłości, nienawidziłam swoich studiów, nienawidziłam chorej, kontrolującej matki... Stało się.
W sumie, ten kryzys był początkiem nowego życia. Studia rzuciłam. Znalazłam pracę, wynajęłam pokoik, poszłam na terapię. Długą, męczącą, kilkuletnią.
Pracowałam za marne grosze w małej firemce, spotkałam faceta, z którym byłam 2 lata, potem związek stał się toksyczny i się rozpadł...
Potem zmieniałam kilkukrotnie pracę, zarabiałam coraz więcej, podnosił mi się standard życia; potem znów się z kimś związałam, po roku szlag to trafił.
Lubię to, co robię. Mój zawód jest OK i nie zmieniłabym go raczej - bardzo cieszy mnie, że tak mi się na tym polu ułożyło. Jestem cenionym specjalistą, choć podobno - jestem krnąbrnym i bezczelnym pracownikiem, choć bardzo zdolnym i trudnym do zastąpienia.
Ułożyłam sobie jako tako relacje rodzinne - czasami nie wyglądają dobrze, np. czasami jeszcze ulegam presji matki, żeby oddać jej zbyt wiele swojego czasu...
Mam nawet jakichś tam znajomych... raczej takich z przypadku, poznanych w pracy. Niezbyt bliskich. Dobijają mnie momentami "weekendy singla"... Nie należę do osób przesadnie rozrywkowych, nie bawią mnie kluby, imprezy, chlanie wódy...
Jestem osobą zimną, niedostępną, wredną, czuję, jak z dnia na dzień robię się coraz bardziej cyniczna, wyizolowana... Pusta, bez duszy.
W dodatku zaczynam nienawidzić siebie samej - za to, że robię się taką stereotypową wielkomiejską singielką przed 30stką, panną na stanowisku, co udaje, że wszystko jest fajnie, a marzy tylko o "swoim ukochanym misiu" (nie jest do końca tak...). Jestem w miarę atrakcyjną kobietą, ale "kobiecość" w rozumieniu szpilek, szminki i kokieterii mnie obrzydza, na myśl o tym, że miałabym wabić facetów wyglądem, robi mi się niedobrze... Wiem, że po prostu nie miał kto mnie nauczyć, jak to jest być kobietą.
Wiem też, że nikt mnie nigdy nie nauczył, jak żyć z ludźmi w relacjach... Stałam się egoistką, której egoizm wziął się stąd, że tak naprawdę całe życie spędziła samotnie. Od najwcześniejszych lat dzieciństwa.
Czuję się nieraz potwornie samotna i wiem, że to już nie ten czas, kiedy nawiązywało się znajomości i przyjaźnie, teraz moi rówieśnicy bawią swoje dzieci, a ja... I nie była to do końca moja wina ![]()
Cóż robić... Staram się rozwijać siebie... czytam, piszę, maluję, spaceruję... Żeby zająć ten samotny czas. O ile mam na to siłę i nie śpię, lub nie gapię się w okno.
Tylko, że straciłam już nadzieję. Mam wrażenie, że ratuję tę resztkę, która pozostała.
Dzięki, żeś to przeczytał, kimkolwiek jesteś
Pozdrowienia...