Jak sobie radzić z życiem? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MOJA NIESAMOWITA HISTORIA » Jak sobie radzić z życiem?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 12 ]

1

Temat: Jak sobie radzić z życiem?

Chyba pierwszy raz w życiu opowiem komuś od początku do końca co mnie gnębi...

Urodziłam się, bo nie miałam innego wyboru. Miałam bardzo pracowitą matkę i ambitnego, ale leniwego i pechowego ojca a oprócz tego brata (niewiele starszego) i babcię i chyba na tym zamykał się mój mały świat. Miałam też całą masę ciotek i kuzynów.
Zaczęło się chyba jak się wyprowadziliśmy od babci. Miałam 8 lat, mama znalazła pracę w szkole w której się uczyłam. No a dzieci bywają brutalne... To całkiem śmieszne że po raz pierwszy zachorowałam na depresję będąc w 5 klasie podstawówki... Właśnie przez "koleżanki i kolegów". Potem się wyleczyłam i zmieniłam klasę. No ale w sumie to chyba mało istotne.
Jak byłam w 4 klasie mój ojciec zachorował na depresję maniakalną czy jakieś inne paranoje. Szczerze mówiąc nawet nie wiem, bo dowiedziałam się tego dużo później od babci. W sumie to jak był ciężko chory to nie było tak źle. Chodził tylko po domu i gadał od rzeczy. Chyba nawet nie zwracał na nas uwagi. Gdy wyzdrowiał, rodzice podjęli decyzję o separacji (nie sądowej, po prostu ojciec się wyprowadził). I żyliśmy w takiej sielance. Dwa lata później za namową swoich sióstr wrócił do nas. Przez te dwa lata mama wyremontowała dom w którym mieszkaliśmy a on wrócił na gotowe. Zatruwał nam życie. W każdym najmniejszym drobiazgu. Od wyrzucania i niszczenia nam rzeczy aż po takie głupoty jak zamykanie drzwi od łazienki (kot miał tam kuwetę i jak drzwi były zamknięte to załatwiał się do kwiatków), palenie przy moich papugach (niestety z tego powodu z jedną się pożegnałam jakiś czas później), czy chodzenie za mamą i wypominanie jej wyimaginowanych sytuacji (nie wiedział do końca co jest faktem a co wytworem jego wyobraźni. Jedyne co wiedział to fakt że prowadziła go po psychiatrach i uznał że chce mu wmówić chorobę aby mieć z tego korzyść). Wracał z pracy, nic nie robił, tylko siedział na kanapie i mówił albo wybuchał nagle śmiechem albo nagle go natchnęło aby coś wyrzucić, budził nas w nocy bo miał nam coś ważnego do powiedzenia (oczywiście coś co nie miało logicznego sensu). Jak miałam 13 lat mama złożyła pozew o rozwód. Jak się o tym dowiedział to było jeszcze gorzej. Nigdy nie zostawaliśmy sami w domu. Jak któreś kończyło później to pozostali czekali na niego i dopiero wtedy wracaliśmy, spaliśmy w jednym pokoju itd. Nie zrobił nam nigdy krzywdy. Nie uderzył nikogo. Ale się go baliśmy. Jednego dnia mama podjęła decyzję i po prostu uciekliśmy z domu. Nie wyprowadziliśmy się. Uciekliśmy. Spakowaliśmy książki do szkoły, powiedzieliśmy że jedziemy na zakupy i wyszliśmy. Pojechaliśmy do babci. On się zorientował i od razu zadzwonił do niej, więc jak przyjechaliśmy to już na nas czekała. Powiedział jej że nie jesteśmy jego dziećmi... Chyba pół roku dojeżdżaliśmy 70 km do szkoły. Potem mama znalazła gdzieś w pobliskiej miejscowości mieszkanie socjalne, i tam mieszkaliśmy przez 3 miesiące. Na wakacjach wyprowadziliśmy się do miasta. Zaczęliśmy nowe życie jak byłam w 2 gimnazjum. Praktycznie to babcia postawiła nas na nogi. Przez cały czas trwania sprawy rozwodowej mama i babcia były dręczone telefonami od rodziny ojca. Nawet oni byli w stanie powiedzieć że nie jesteśmy jego dziećmi. Nie wysyłali życzeń urodzinowych a kuzynka nawet nie zaprosiła nas na swój ślub. Oczywiście trzymali jego stronę aż do momentu kiedy się do nich wprowadził i kiedy zauważyli że na prawdę jest chory i nie jest to wymysł mojej mamy. No ale to było już parę lat po wszystkim. Mimo tego że się nas wyparł utrzymywał kontakt. Oczywiście na samym początku nawet do nas kilka razy przyjechał do babci. Potem mu się znudziło. Mój brat zawsze był ugodowy więc miał z nim dobre stosunki (w sumie to nie jest taki ugodowy tylko mówi ludziom to co chcą usłyszeć). Ja go szczerze nienawidziłam za to co zrobił. Karmił nas kłamstwami. Jest uzależniony od kłamania. Do tego stopnia, że jak się związał z inną kobietą to nie powiedział prawdy że jest anestezjologiem. Musiał skłamać że jest chirurgiem. Doprowadzał mnie do szewskiej pasji gody go pytając o niektóre rzeczy powtarzał "wytłumaczę ci wszystko jak skończysz 18 lat". Co najmniej jakbym nie zasłużył na żadne wyjaśnienia. Potrafił mnie komuś przedstawić mówiąc: "to moja córka Ania", choć wcale tak nie mam na imię, pytał mnie wprost ile mam lat, nie wysłał nigdy nawet sms z życzeniami urodzinowymi, a jak poszłam do liceum to opowiadał wszystkim że jestem w I LO na profilu biol-chem, co nijak nie pokrywało się z prawdą. Szukałam jak głupia z nim kontaktu, potrafiłam nawet powiedzieć że brałam narkotyki aby zwrócić na siebie uwagę, ale on nigdy nie zadzwonił... Był dobry synek i zła córeczka która została przez mamę przeciągnięta przeciw niemu. I tak jest po dziś dzień... W ten sposób straciłam ojca i całą jego rodzinę. Potem z tą drugą kobietą miał syna. Ale nie widziałam go już 6 lat. Brata też straciłam.
Kiedy się wprowadziliśmy do nowego mieszkania do zupełnie innego miasta, gdzie nikt nas nie znał, życie było dla mnie takie... przeciętne. Świat był szary, miałam jakieś tam koleżanki, ale jakoś nie potrafiłam z nimi nawiązać głębszej relacji, brat próbował (i próbuje po dziś dzień) na wszystkie sposoby zostać moim mentorem i udowodnić że we wszystkim czym się zajmuje jest lepszy ode mnie. Szału nie ma. Dopiero rok później znalazłam prawdziwych przyjaciół z którymi się zżyłam i chłopaka który na prawdę bardzo wpłynął na moje życie. Poszłam do liceum, kupiliśmy mieszkanie, znalazłam sobie cel w życiu. Świat zaczął nabierać kolorów.
Później mój brat znalazł dziewczynę, która mnie nienawidzi, a że, jak pisałam wyżej mówi ludziom to co chcą usłyszeć, to dał się łatwo wziąć pod pantofel i w ten sposób właściwie straciłam drugiego brata. Jakiś czas później przyjaciele porozjeżdżali się po całym świecie na studia. Nie poznałam potem nikogo z kim bym nawiązała tak bliskich stosunków. Straciłam przyjaciół.
Gdy minęło trochę czasu zaczęło do mnie powoli docierać że to wszystko co się stało to nie był film. Do tej pory byłam jakoś odizolowana od tego wszystkiego. Tak jakby się to nie wydarzyło. A dopiero niedawno to wszystko wyszło z mojej podświadomości do mojej świadomości. A stało się to dokładniej po śmierci babci... Tak. Ją też straciłam. Razem ze śmiercią był testament i oczywiście wojna o jej dom (w którym spędziłam jedyne normalne lata mojego życia). Mama dostała większość, bo zajmowała się nią całe życie, podczas gdy reszta rodziny mieszkała za daleko. Ale zostałyśmy posądzone przez nich o podyktowanie babci testamentu... Była rozprawa na której sąd stwierdził że testament jest niejasny i podzielił majątek po równo. A wujkowie i ciotki stwierdzili że oni w tym rejonie Polski nie mają rodziny więc straciłam też tą część rodziny.
No i dotarliśmy do dnia dzisiejszego. Aktualnie jestem po 5 oblanych egzaminach wstępnych, roku zmarnowanym na kulturoznawstwie (bo nigdzie indziej mnie nie przyjęli), a gdy wreszcie znalazłam szkołę, w której chce się uczyć to nawet mnie nie stać na czesne, bo nie mam pracy (Od matury pracowałam w 3 różnych miejscach. w żadnym z nich nie spędziłam dłużej niż tydzień. Nie dlatego że jestem beznadziejna. Tylko dlatego że mam takiego pecha). Mam takiego pecha, że nawet nie potrafię nic sprzedać na allegro. I jestem z tym wszystkim zupełnie sama. Nie dlatego że straciłam wszystkich, bo nie wszystkich straciłam. Ale dlatego że nikt nie potrafi mi pomóc. Mamy nie stać aby mi opłacić naukę, alimentów nie dostajemy, bo ojciec z powodu choroby nie może znaleźć pracy, a żeby z kimkolwiek o tym porozmawiać... ludzie mają poważniejsze problemy. Chyba nie ma nikogo kto by miał szczęśliwe dzieciństwo i normalną rodzinę. Nie uważam abym kwalifikowała się do grupy ludzi skrzywdzonych przez życie. W mojej historii nie ma nic nadzwyczajnego. Z wyjątkiem tego prześladującego mnie pecha, że gdy wydaje mi się że coś mam za chwilę wymyka mi się z rąk i to w taki sposób, że nawet nie potrafię temu zapobiec albo jakkolwiek to naprawić. Zupełnie tak, jakby ktoś chciał dać mi nauczkę i powiedzieć: "naprawdę myślałaś że możesz żyć tak jakbyś tego chciała?"
I cholernie tęsknię.... Za babcią, nawet za ojcem a najbardziej to chyba za normalnością.
Czy chcę zbyt wiele chcąc ŻYĆ a nie tylko ISTNIEĆ?

Zobacz podobne tematy :

2 Ostatnio edytowany przez Guniaczek (2011-07-26 12:09:53)

Odp: Jak sobie radzić z życiem?

Przeczytałam Twoją historię i szczerze Ci powiem, że zrobiło mi się bardzo smutno. Masz tyle samo lat co ja a już tyle przykrości doznałaś w życiu. W takich chwilach dociera do mnie, że powinnam się cieszyć, że mam taką rodzinę, niestety na co dzień o tym nie pamiętam. Trudno Ci cokolwiek poradzić, przynajmniej mi jest trudno, bo nie mam podobnych doświadczeń, ale mogę Cię wesprzeć inaczej. To, że chcesz żyć to nie jest zbyt wiele, to jest prawo każdego człowieka... Wiem, że nie zapomnisz, ale to już przeszłość. Teraz jest teraz i trzeba myśleć o "dzisiaj" i "jutro", a nie o "wczoraj". Nie możesz mówić, że nie możesz z kimś porozmawiać, bo ludzie mają ważniejsze problemy. Każdy ma takie problemy, jakie ma i dla niego one są poważne. Dobrze, że trafiłaś na Netkobiety smile Tu naprawdę otrzymasz wsparcie. Nie zniechęcaj się niezdanymi egzaminami, jeśli Ci bardzo zależy na danym kierunku próbuj aż do skutku! A co do pracy, próbuj dalej, to chyba nie wina pecha (jakoś nie bardzo wierzę w coś takiego jak pech), że nie zagrzałaś tam dłużej miejsca. I wiesz co... po każdej burzy w końcu wychodzi słońce... i wierzę w to, że dla Ciebie też ono pewnego dnia mocno zaświeci! smile Trzymaj się kochana smile

3

Odp: Jak sobie radzić z życiem?

Dziękuję Ci Guniaczku. Nawet nie wiesz jak mi pomogłaś.

4

Odp: Jak sobie radzić z życiem?

Cieszę się, że choć trochę podniosłam Cię na duchu. Jeśli masz chęć pogadać tak po prostu, napisz do mnie maila smile Trzymaj się.

5

Odp: Jak sobie radzić z życiem?

Bardzo mi przykro, że musiałaś dorastać w takich warunkach, ale musisz zrozumieć jedno, Twój ojciec był i jest chory. Mimo że wydawało się, że jest normalny i tylko nie chce mu się z tym walczyć to wszystko co robił, mówił, jak się zachowywał to nie on, to choroba. Wydaje mi się, że przede wszystkim powinnaś to sobie uświadomić i przyjąć do wiadomości. To niczyja wina, tak po prostu się stało. Gdy to zrozumiesz dojdziesz również do wniosku, że wcale nie masz pecha tylko tak czasem jest. Uważam, że powinnaś poszukać jakiegoś psychologa lub grupy wsparcia, bo nie wierzysz w siebie, a nie powinno tak być. Jesteś młodą, piękną dziewczyną przed, którą całe życie do nadrobienia straconego czasu, na odbudowanie samej siebie. Zacznij pomału, powoli. Nie spiesz się, studia to nic wielkiego, nie są w życiu najważniejsze. Poszukaj jakiejś pracy, na spokojnie, żeby mieć trochę pieniędzy dla siebie. Potem może jakiś kurs? Makijaż, paznokcie, cokolwiek co da Ci szansę na jeszcze lepszą pracę, a na pewno większe zarobki. Podczas Twojej nowej drogi poznasz nowych ludzi, jedni będą Ci przychylni inni nie, ale Ciebie nie powinno już nic złamać, bo zostałaś zahartowana. Bądź dumna, że przeżyłaś ten czas i nic sobie nie zrobiłaś, nie stoczyłaś się. Bądź dumna, że masz szanse na poprawę swojego życia. Wyprostowana z podniesioną głową. Nic co się stało nie jest Twoją winą. Jesteś twarda i silna i jesteś panią swojego losu.

6

Odp: Jak sobie radzić z życiem?

tak  powiem ci  ze   zrobiło  mi sie  smutno sad:(   
  ja jestem  chora  na  serce  ale  to  mało istotne  ale  wiem  co  czujesz  sad:(

7

Odp: Jak sobie radzić z życiem?

Dziękuję Wam bardzo. To na prawdę dużo dla mnie znaczy że miałam możliwość się wygadać i wreszcie nie jestem niewidzialna. Uszczęśliwiłyście jedną osobę.

8

Odp: Jak sobie radzić z życiem?

Jest takie powiedzenie,że każdy jest kowalem swojego losu.Jednemu wiedzie sie od samego początku,a drugi od razu ma pod górke i tak ciągnie swój bagaż doświadczeń i nie daje rady czasami dociągnąć do końca.Ale wierz mi,że i Tobie zaświeci kiedyś słońce.Kiedyś ten pech się skończy i wreszcie będziesz szczęsliwa.Zawsze należy wierzyć,że będzie lepiej i tego Tobie i Twoim bliskim życzę z całego serca.Pozdrawiam.

9

Odp: Jak sobie radzić z życiem?

HEJ twoja historia jest naprawdę poruszająca i jedyny sposób w jaki mogę ci pomoc to polecic ten film the sectret/sekret pl albo sekret zycia gdy przechodziłam trudne okresy w moim życiu szukałam czegokolwiek co by mogło mi pomoc i natchnęłam sie na ten film który niedawno został ujawniony światu i muszę powiedzieć ze naprawdę mi pomógł i dalej pomaga gdy tylko tego chce.Bedzie trudno ci w to uwiezyc ale musisz sie postarać skoro chcesz żyć a nie tylko istnieć powodzenia mam nadzieje ze to obejzysz i trzymam za ciebie kciuki.

10

Odp: Jak sobie radzić z życiem?

Ja nie wiem czy jestem w stanie wyobrazić sobie przez co przeszłaś bo moje dzieciństwo było w porzadku.

Ale rozumiem jak to jest stracić bliską osobę. Myślę, że każdy z nas to przeżył ale tak czy siak to nie jest pocieszenie.
A co do pecha to hmm masz podobnie do mnie, od paru lat mam takiego pecha jak ty i wiem, że wtedy się wszystkiego odechciewa ale ja znalazłam na to sposób: akceptacja.
Mniej boli jeśli po prostu pogodzisz się z tym że jest jak jest ale nie żeby spocząć tak i "istnieć" jak to nazwałaś. Trzeba dążyć do spełnienia marzeń, rób to co lubisz, czytaj/śpiewaj/imprezuj cokolwiek.
Dziś nie ma możliwości finansowych żebyś poszła do szkoły takiej jakiej chcesz ale to nie znaczy, że jutro też nie będziesz mogła... Pieniądze to najbardziej ulotna rzecz jaka chyba na świecie istnieje. I jak nie w tym roku to w przyszłym, świat się jutro nie kończy i jeszcze bardzo dużo przed Tobą smile

Jesteś bardzo silną osobą, której byle co nie złamie. Dałaś sobie radę do tej pory to dasz i teraz! Gorsze okresy w życiu trzeba przeczekać i tak jak pisałam wyżej dążyć do spełnienia swoich marzeń. A jak pojawi się ktoś jakiś chłopak którego pokochasz wszystko wyda Ci się sto razy prostsze smile

I pamiętaj, że na własny los wpływamy sami. Nikt Ci nie pomoże jeśli sama nie będziesz sobie pomagać.

11

Odp: Jak sobie radzić z życiem?

Czasami nie potrafię zrozumieć tego naszego życia, w którym żyjemy.

Posty [ 12 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MOJA NIESAMOWITA HISTORIA » Jak sobie radzić z życiem?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024