"Oboje byli pospolitymi, nudnymi, brzydkimi dzieciakami, na ślepo człapiącymi w pospolite, nudne, brzydkie, ciężkie życie, ale przynajmniej nie szli sami" - pomyślał burmistrz miasta Kropka, Tibo
Krovic, o parze, której dopiero udzielił ślubu. Czy tak rzeczywiście jest? Lepiej dzielić to parszywe życie z kimś,nawet nudnym, pospolitym i brzydkim, niż być samotnym?
Dopóki nie krzywdzi i rani to może i lepiej, o ile ktoś lubi bylejakość.
Osobiście po "sparzeniu się" wolę być sama. ![]()
Kwestia gustu.
Jeden woli być szczęśliwy sam - drugi będzie wiódł życie "letnie" lub nudne, ale za to z KIMŚ ![]()
Ja niestety nie umiem być z kimkolwiek... Czasami uważam, że jakieś wymagania od życia to przekleństwo. Bo niestety spotkać tego właściwego mi się nie udaje (a raczej ciągle są jakieś przeszkody). Równocześnie nie umiem być sama, źle się z tym czuję - rozważam więc, jeśli za kilka lat nic się nie zmieni, związek z rozsądku. Uznam jednak wtedy, że przegrałam życie...
Ja mam dwa zdania na ten temat. Całkowicie sprzeczne
1. Jestem warta kogoś wspaniałego i wolę być sama niż w byle jakim związku.
2. Wolę nudnego, ale dobrego i czułego mężczyznę od huśtawek emocjonalnych.
Natomiast bylejakość to nie to samo co nudnawość. Na nudę mam własne sposoby, na bylejakość nie. Bylejakość, to dla mnie zgoda na brak rozwoju, na stagnację. Nuda to najczęściej jedynie oznaka różnicy zainteresowań. Nad tym można bez trudu popracować
W gruncie rzeczy, moje podejście do tematu jest takie jak Anhedonii. Choć przyznaję, oglądam się czasem wstecz i... czasem było fajnie. Choć nieznośnie bylejako...
Ja mimo iż wiodę udane życie, to jednak czasami tak sobie myślę, że (chyba) za nic nie umiałabym być sama w życiu...
Choć wiem też, że człowiek nie zdaje sobie sprawy z własnej siły dopóki nie nadejdą problemy.
Więc może inaczej: nie chciałabym być sama, o nie! A co do bylejakości, hmm myślę, że chyba mogłabym 'nagiąć' moje zasady czy oczekiwania, byleby nie być samotna. Może to wynika za faktu, że poza męzem nie mam nikogo (?!) nie wiem...
To co napisala Rudamarchewka to bzdura .Moze zapisz sie na jakis fakultet z psychologi , ale przede wszystkim czytaj duzo fachowej literatury
i staraj sie myslec inaczej .
Mysle ze masz nos wyzej zadarty niz twoja glowa .
To co napisala Rudamarchewka to bzdura .Moze zapisz sie na jakis fakultet z psychologi , ale przede wszystkim czytaj duzo fachowej literatury
i staraj sie myslec inaczej .
Mysle ze masz nos wyzej zadarty niz twoja glowa .
Czy poczucie własnej wartości to coś złego? Czy stawianie sobie i innym wysokich poprzeczek to coś złego? Czy brak zgody na byle jakiego partnera to coś złego? Czemu uważasz ze to bzdury? I czemu ktos kto nie mysli jak Ty jest godzien potępienia? A może to ty powinnaś/powinieneś poczytać? Mogę podać kilka dobrych tytułów
. Oczywiście jeśli wolisz bylejakość lub huśtawkę emocjonalną to nie zabraniam. Szczęścia życzę
No właśnie też się zastanawiam o co chodziło Domkowi? Czy zawsze należy minimalizować oczekiwania lub dostosowywać je do tego co nam los przynosi? Ok, może ludzie z tą umiejętnością są szczęśliwsi, ale jeśli ktoś oczekuje od życia trochę więcej niż "średnia krajowa"? Jeśli mamy odwagę by kreować własne życie, by dążyć do realizacj marzeń nawet za cenę tego, że nasza postawa nie pasuje do społecznych norm, to róbmy to. Walczmy o szczęście, nasze własne.
10 2011-07-28 23:07:12 Ostatnio edytowany przez truskaweczka19 (2011-07-28 23:08:37)
Może i jestem młodziutka, lecz uważam, że lepiej być samym niż z kimś byle jakim.
Oczywiście, może zdarzyć się, że zakochani , zaślepieni zwiążemy się z kimś byle jakim ( np ja tak miałam z moim byłym) , lecz lepiej wyciągnąć wnioski i robić wszystko, by tego blędu nie popełnić.
Teraz już nie mogłabym być z kimś takim jak były, już zauważam takich facetów i jestem wyczulona, więc rozsądniejsza jestem w tej kwestii - cóż.. doświadczenia uczą.
Nie jestem sama, ale sądzę, że właśnie wolałabym być sama niż z byle kim.
Mam swoją godność i nie dam się nikomu na pewno upodlić czy trwać w związku bez uczucia, gdzie nie ma bliskości, uczucia. O nie. Rozumiem oczywiście różne sytuacje życiowe, lecz na dziś dzień nie wyobrażam siebie w takiej roli.
Oczywiście, nigdy nie miałam zbyt wysokich wymagań, ale też nie za niskie, takie myśle w sam raz.
Ciesze sie ze dyskutujemy dalej ,bo temat jest bardzo ciekawy .
1. jezeli ktos pisze "jestem warta kogos wspanialego" , to nie jest to poczucie wlasnej wartosci tylko czysty egoizm .
Poczucie wlasnej wartosci , inaczej samoocena -to postawa w stosunku do samego siebie albo tez ocena dokonana na wlasny temat.
Czyli z jadnej strony chcemy trwac z kims w romantycznej jednosci z drugiej -byc niezalezna jednostka .
2 .wole nudnego, ale dobrego i czulego .......... nikt nie chce byc w zyciu sam a " strach" i "milosc" nie sa od siebie tak bardzo odlegle .
Mysle ze nie chodzi o poczucie wlasnej wartosci ( tak ,tak tez) a ogolnie o WARTOSCI -jak tolerancja ,szacunek ,zaufanie ,wiara ,
wyrozumialosc, bo coraz wiecej osob wchodzac w malzenstwo nie jest w stanie zafunkcjonowac jako gleboki i trwaly z zwiazek.
Przepraszam , ale nikogo nie potepiam a napewno " nie narzucam swiatu swojego formatu" ja tylko strasznie nie lubie jak ktos pisze
JESTEM ...........?
Tak , walczmy o szczescie ,nasze wlasne ale nie zaczynajmy walki od -JESTEM WARTA .
Domku, przecież u podstaw odpowiedniej samooceny leży właśnie przekonanie o własnej wartości (pewna doza samokrytycyzmu, obiektywizm jak najbardziej jest potrzebny), więc jak najbardziej zaczynajmy od "jestem warta...". Ja bardzo długo uważałam, że nie jestem warta i byłam o wiele za długo z kimś nudnym lecz czułym, do kogo moje uczucie po prostu wygasło. Czasami ciągle myślę, że jeśli jestem coś warta, to tylko takiej właśnie "bylejakości"... Ale na szczęście takie myślenie zdarza się u mnie już rzadziej. W miarę mojego dojrzewania zaczynam też coraz bardziej doceniać słabsze emocje, ale za to stabilną relację. Mimo wszystko jednak nie chcę decydować się na bycie z kimś tylko z lęku przed samotnością. Jeszcze nie...
Aga 30- zacznij swoja relacje damsko -meskie ,zapominajac o emocjach ( czyli milosci ) od slow JESTEM WARTA .
Masz odpowiedz- "wole byc sama niz w byle jakim zwiazku ".
Dalej ,mam stabilne relacje ( poczucie wlasnej wartosci ) -JESTEM WARTA-odpowiedz -" wole nudnego ale dobrego i czulego mezczyzne , bez hustawki emocjonalnej ." Czy to o to chodzi ?. Bo dla mnie slowo to kojarzy sie z czyms starym nie modnym .
To brzmi jak jestem warta ,hrabiego albo ksiecia .Ja uzywam w zwiazku slowa -chce ,umiem , potrafie .Czyli chce byc z moim partnerem bo
go kocham i wiem ze on mnie kocha ,umiem akceptowac jego wady bo jestem tolerancyjna tak jak on ,itd.itd........
Mam wrazenie ze ludzie walcza ze soba a uzywajac slow JESTEM WARTA ,podnosza do gory siekierke- bo przed kobieta / mezczyzna stoi grozny przeciwnik-mezczyzna/ kobieta .
Co do pytania....to aż wstyd sie przyznać,ale wolałabym byc z kims,niz byc sama.
Jak mialam te 18 lat to tez uwazałam,ze lepiej byc samej niz z byle kim.A jednak tak nie jest. We dwoje zycie zdaje sie lepsze!
15 2011-07-29 19:00:03 Ostatnio edytowany przez Anhedonia (2011-07-29 19:01:00)
...
Jak mialam te 18 lat to tez uwazałam,ze lepiej byc samej niz z byle kim.A jednak tak nie jest. We dwoje zycie zdaje sie lepsze!
Nie czytasz wątków innych dziewczyn???
Np."Jak ktoś się czuje samotny w związku..." lub "jestem 2 lata po ślubie a czuję jak po 20" ?
Sama kiedyś napisałaś: "... bo inaczej by bylo gdybysmy kogos mieli przy sobie, wiedzac,ze jest ktos kto nas kocha,wspiera,przytuli...To duzo daje..Zycie wtedy sie zdaje,ze jest piekniejsze!!!"
BYCIE w związku tym dziewczynom nie daje wcale troski, zainteresowania, wsparcia i przytulania - tylko frustrację - TO JEST "BYLEJAKOŚĆ"
I CO WEDŁUG CIEBIE W TYM LEPSZEGO LUB PIĘKNIEJSZEGO?
Nie mam 18 lat i nie żyję w świecie fantazji.
Bylejakość szczęścia nie daje...
Bylejakość to oprócz wspomnianej frustracji też poczucie samotności, pomimo wspólnego łóżka. W moim wypadku tak było.
Życie nie jest parszywe.
Jest takie jakie pozwalamy, żeby było (nie chodzi mi o to, że jesteśmy w stanie zapobiec wszystkim pechowym wypadkom, ale, że pozwalamy sobie uwierzyć, że życie nie jest darem, ale karą)
Zdecydowanie jestem przeciwna związkom z obawy przed samotnością. Przecież na świecie żyje tylu ludzi! Wśród nich na pewno jest ktoś, kto nam będzie odpowiadał, a my jemu. I prawdopodobnie nie musimy go szukać na drugim końcu Świata ![]()
Tylko trzeba wyłączyć komputer, wyjść do ludzi
Oni na nas czekają ![]()
Ponad to każdy człowiek jest wyjątkowy i ciekawy, tylko nie każdy umie to 'ujawnić'... Często ci 'pospolici i nudni' mieli marzenia, ale pozwolili, żeby życie im je odebrało...
Więc jeśli ktoś już nie umie być sam to czemu nie spróbować zamienić 'brzydkiego kaczątka' w łabędzia? Taki związek z rozsądku mógłby się wtedy zamienić w przygodę
Tylko ryzyko niepowodzenia jest duże... ![]()
życie nie jest parszywe. Życie jest tym jaki je stworzysz
Tylko trzeba wyłączyć komputer, wyjść do ludzi
Oni na nas czekają
To prawda. Lecz czasem trafiamy na niewłaściwych ludzi. I co wtedy?
20 2011-07-31 09:48:31 Ostatnio edytowany przez Anhedonia (2011-07-31 09:54:45)
W wątku "co zrobić by nie być samotną" znalazłam bardzo mądry post autorstwa Babci60+ i pozwolę go sobie przytoczyć:
"Dziewczyny:)
Przeczytałam wszystkie posty i jakoś posmutniałam:(
Piszecie,że jesteście młode, ładne i niegłupie, a jednak samotne jak palec.
Gdzie tkwi przyczyna samotności?
Prawie każda z Was napisała, że wszyscy przypominają sobie o Was, kiedy czegoś potrzebują.
Więc nie jest tak źle, jednak jesteście komuś do czegoś potrzebne i ktoś o Was myśli.
To nic, że przypominają sobie o Was w dogodnej dla nich chwili, ale PAMIĘTAJĄ .
Gdy już nikt nie zadzwoni i o nic nie poprosi, to wtedy dopiero zapuka do Was SAMOTNOŚĆ
Jest lato, skwery i skwerki są pełne ludzi.
Można przysiąść na ławce i zagadać do osoby, która siedzi lub usiądzie obok.
Może to ktoś, kto szuka bratniej duszy, ale jest nieśmiały/a/
Jest mnóstwo kawiarenek sezonowych, a w nich ludzie, którzy coś konsumują.
Można nawiązać temat o jedzonych właśnie potrawach.
Jeżeli ktoś będzie tak jak Wy, szukał kontaktu, to pociągnie temat, a jak nie, to zje i podziękuje za rozmowę.
Do kina przychodzi mnóstwo osób samotnych, niektóre tylko po to, aby kogoś poznać, bo film widziały już kilka razy.
Czasy się zmieniły, teraz dziewczyna może wszędzie pójść sama, zagadać pierwsza do chłopaka i wejść do restauracji solo.
W bibliotece też można poznać wartościowego chłopaka lub fajną koleżankę.
Dyskusje o książkach są bardzo interesujące i niekiedy owocują fajną znajomością.
Młodzi ludzie zapoznają się, na pielgrzymkach, wycieczkach, a nawet w super marketach.
Zaczyna się od uśmiechu i zwykłego Dzień Dobry, jeżeli strona przeciwna będzie zainteresowana znajomością , to pogadacie
na wiele tematów, ale trzeba rozmawiać, pytać, podpowiadać itd.....
Może moje rady wsadzicie do szuflady, ale ja też kiedyś byłam młoda.....może nie tak ładna jak Wy, ale nigdy nie milczałam w
obecności kogoś, kto przysiadł się obok na ławeczce lub jechał w jednym przedziale ze mną przez kilka godzin.
Tematów w dzisiejszych czasach nie brakuje....powodzenia:)"
Majka_20 napisał/a:Tylko trzeba wyłączyć komputer, wyjść do ludzi
Oni na nas czekają
To prawda. Lecz czasem trafiamy na niewłaściwych ludzi. I co wtedy?
WTEDY trzeba próbować ponownie, i znów i jeszcze raz ![]()
Przecież życie może być ciekawe właśnie dlatego, że niesie ze sobą wciąż NOWE i ciekawe zmiany, nowe znajomości.
ALE siedząc na 4 literach i czekając AZ samo się zrobi, można się NICZEGO nie doczekać. BO jak mówią w reklamie:"sama to broda rośnie i bałagan się robi" a zmieniać i urozmaicać sobie życie musimy osobiście i trzeba włożyć w to trochę wysiłku i starań.
Chyba, że się chce pozostać samotnikiem do końca swoich dni - to też opcja. Ale niech ona będzie świadomym wyborem a nie przykrą koniecznością
Powodzenia
Anhedonia- I love you
.
I am honored ![]()
Ale jak się nie wyzwolę z tego forum, to chyba popadnę w jakieś zniechęcenie
Życzę powodzenia w odkrywaniu nowych, ciekawych aspektów życia ![]()
Jakiś czas temu, sama zastanawiałam się, czy lepiej być z kimś i trwać w bylejakim układzie czy być znów samotna. Postawiłam na samotność, miałam dość braku szacunku i tego, że w tym pseudo związku, nie jesteśmy na tej samej pozycji, tylko dostaje to co on mi łaskawie chciał dać, a ja stanęłabym na głowie, żeby mu dogodzić. To już chyba była desperacja. Mija pół roku od tych wydarzeń, a ja się czuję bardzo samotna i aż przerażają mnie myśli, że może lepiej było zostać, przynajmniej miałam do kogo otworzyć buzię wieczorem i choć odpowiedzi nie zawsze były miłe, o jednak. I naprawdę jak racjonalnie na to spojrzę, to sama się zastanawiam, co do diabła jest ze mną nie tak? Myślę, że dodatkowo na mój stan wpływ brak pracy i dlatego czuję się jakaś taka bezużyteczna.
Anhedonia
Zostan na tym forum dalej . Piszesz madre i bardzo pouczajace mysli .Pomagasz i tlumaczysz w prosty i logiczny sposob.
Mysle ze wlasnie o to chodzi .Szkoda ze nie wszyscy to rozumieja .
25 2011-08-04 18:19:41 Ostatnio edytowany przez baja73 (2011-08-04 20:09:16)
Mam spore doświadczenia w byciu samotną,( jeżeli chodzi o związki damsko-męskie) ale uważam, że jest to lepsze niż bylejakość.
Mam koleżankę, która bardzo bała się zostać "starą panną". Wyszła za mąż za pierwszego faceta, który się pojawił w jej życiu, chociaż nie kochała go, a na dodatek wiedziała, że nadużywa alkoholu i ma problemu z utrzymaniem sie w jakiejkolwiek pracy. Ten układ ( bo nie można nazwać tego małżeństwem) szybko okazał się katastrofą. Widzę jak ona się męczy, jaka jest nieszczęśliwa i jak cierpią ich dzieci.
A ona nadal twierdzi, trochę mi dogryzając "lepszy byle jaki mąż ni żaden"
Myślę stanowczo, że nie.
Oczywiście samotność to nic przyjemnego, ale na byle jakość w związku bym tego nie zamieniła.
Dopóki nie krzywdzi i rani to może i lepiej, o ile ktoś lubi bylejakość.
Osobiście po "sparzeniu się" wolę być sama.
Kwestia gustu.
Jeden woli być szczęśliwy sam - drugi będzie wiódł życie "letnie" lub nudne, ale za to z KIMŚ
Nasunęło mi się skojarzenie z pieniędzmi.
Jeden ma forsy jak lodu, sam nie wie, co jeszcze by chciał, a drugi ma grosik, nie ma nic, co można
by kupić za taki pieniążek, ale ma "grosik" i na swój sposób jest "szczęśliwy"
A w zasadzie to przecież chodzi o to szczęście. Każdemu człowiekowi co innego je przynosi, prawdopodobnie ilu ludzi, tyle opinii na zadany temat.
A w zasadzie to przecież chodzi o to szczęście. Każdemu człowiekowi co innego je przynosi, prawdopodobnie ilu ludzi, tyle opinii na zadany temat.
Też tak uważam:)
Jakie życie było by nudne, gdybyśmy wszyscy byli jednakowi, posiadali tyle samo i myśleli identycznie na "zadany temat"
Nikt nie patrzył by na nikogo, nikt nikomu by niczego nie zazdrościł, ciekawe, czy wtedy byli byśmy szczęśliwi?
:):)
Też tak uważam:)
Jakie życie było by nudne, gdybyśmy wszyscy byli jednakowi, posiadali tyle samo i myśleli identycznie na "zadany temat"
Nikt nie patrzył by na nikogo, nikt nikomu by niczego nie zazdrościł, ciekawe, czy wtedy byli byśmy szczęśliwi?
:):)
Wydaje mi się, że są ludzie, którzy potrafią być szczęśliwi, niezależnie od stanu posiadania, są radośni, pełni optymizmu i tym przyciągają do siebie szczęście, ale są też tacy jak ja, z depresyjną osobowością, którzy tego stanu szczęścia chyba nigdy nie osiągną (oby to nie była prawda;))
witam, mam 29 lat i jestem strasznie samotna
MM 82, skąd jestes?
Dla wszystkich zdesperowanych - nawet jeśli nie gustujecie w takich klimatach muzycznych, wsłuchajcie się w mądry tekst: http://www.youtube.com/watch?v=GA-npIfvyTk
Pozdrawiam i głowy do góry. Sam nie oznacza samotny, to wszystko kwestia własnych wyborów. Można cieszyć się życiem dla samego smaku/piękna życia ![]()
aniaq z łodzkiego
aniaq z łodzkiego
ja z wrocławia
Nie po to się żyje raz żeby mieć byle co.
Nie po to się żyje raz żeby mieć byle co.
Doskonale podsumowanie. Mnie samej trudno jeszcze uwierzyć, chyba nadal dociera to do mnie, ale ponad pół roku temu zakończyłam ponad 5 letni związek i wywróciłam moje życie do góry nogami. Jestem singielką i mimo tego, że coraz częściej czuję się samotnie nie żałuję mojej decyzji. Była to decyzja trudna, bo zawsze był mężczyzna obok mnie. W zasadzie od liceum byłam z kimś na poważnie. Były to kilkuletnie związki. Wreszcie chodzę na randki. Jest tyle wspaniałych możliwości dziewczyny!!!!!!!!!!!!!!!!!
Pierwsze, co nasunęło mi się na myśl, to fakt, że przekonanie Burmistrza nie musi być przekonaniem pary, której właśnie udzielił ślubu. Przecież oni mogą myśleć o sobie jak o najbardziej intrygujących osobach na świecie. I chyba to jest właśnie najważniejsze.
Myślę, że nie warto oceniać cudzych związków w tych kategoriach, bo nie wiemy co tych ludzi do siebie przyciąga, czemu zdecydowali się ze sobą być i jak wielkie jest ich uczucie.
A odpowiadając na pytanie: myślę, że lepiej być samemu niż trwać w związku, który Cię unieszczęśliwia i nie daje spełnienia. Myślę, że chodzi o zwykłą uczciwość. Nie tylko wobec siebie, ale też wobec partnera/partnerki. Ostatecznie, kto daje nam prawo do nie szanowania cudzych emocji (mówiąc o braku poszanowania, mam na myśli brak szczerości i uczciwości)?