Potrzebuję waszej rady i opinii na temat "przyjaciółki" - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » RELACJE Z PRZYJACIÓŁMI, RELACJE W RODZINIE » Potrzebuję waszej rady i opinii na temat "przyjaciółki"

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 8 ]

1 Ostatnio edytowany przez kwiat_lotosu (2011-07-22 17:34:12)

Temat: Potrzebuję waszej rady i opinii na temat "przyjaciółki"

Mam pewien problem, z którym nie mogę się już uporać od dłuższego czasu, mianowicie chodzi o "przyjaciółkę".
Znamy się od kilku lat, przez powiedzmy pierwszą połowę tego okresu, rzeczywiście mogłam powiedzieć o X jako o sobie, na której mogę polegać, której mogę się zwierzyć, zapytać o radę. (należy podkreślić, że miałyśmy wtedy od 13-17 lat, czyli szczerze mówiąc nasze problemy nie odbiegały od problemów normalnych nastolatek, dogadywałyśmy się świetnie). Zaznaczę, że obie z X jesteśmy/byłyśmy dość nieśmiałymi dziewczynami, którym nie jest łatwo nawiązywać nowe kontakty.
Druga połowa naszej znajomości nie układała się i nie układa tak różowo. X poznała pewnego chłopaka (Y), który był powiedzmy artystą, interesował się sztuką, filozofią itd i zaraził tym X. Na początku cieszyłam się, że poznała kogoś takiego z kim, może filozofować, rozmawiać o wartościach, bo ja szczerze mówiąc jestem raczej umysłem ścisłym i nie kręcą mnie takie tematy. W końcu jednak zaczęło się to mocno odbijać na naszej relacji. Zawsze słuchałam X gdy mi opowiadała o swoich zainteresowaniach, chociaż ich nie podzielam, lecz kiedy to ja chciałam jej opowiedzieć o czymś co mnie i tylko mnie interesuje, ona nie wykazywała chęci do słuchania.

Ja: - X, byłam ostatnio na avatarze, bardzo mi się podobał ten film
X: - Y stwierdził, że to straszne gówno, nie mam zamiaru tego oglądać.

Rozumiem, że może to co mi się podoba nie jest "głębokie" i nie "skłania do przemyśleń na temat ludzkiej egzystencji" tak jak filmy które polecał jej Y ale nic by się jej nie stało, gdyby wykazała się minimalnym zainteresowaniem.
W końcu Y zaczął przesłaniać jej cały świat. To co on powiedział było mądre, to co ja  - głupie i płytkie. Dodam, że X i Y nie byli parą, po prostu się przyjaźnili, czy tam kolegowali, bo on miał swoją dziewczynę.
Czułam się odtrącona, bo nie znajdywałam w rozmowach z nią swobody, przyjemności i akceptacji... Już miałam dosyć opowieści o kolejnych tak świetnych filmach, książkach, koncertach, które polecił jej Y i które są tak GODNE UWAGI, bo niosą "głęboki przekaz". Dodam, że nie uważam, że moje zainteresowania są płytkie, są inne. Ja lubię czytać Tolkiena, Harrego Pottera, róźne ksiązki o magii, może nie tak ambitne jak jej, ale jednak nie jestem głupią, plastikową lalą za jaką mnie wtedy uważała.

W końcu ograniczyłam z nią kontakt, raz że chciałam, a dwa, że sama miałam chłopaka któremu też poświęcałam dużo czasu (i chciałam to robić, bo kocha mnie za taką jaką jestem).
Wtedy X z kolei zaczęła mieć pretensje, że nie poświęcam jej już tyle czasu, co kiedyś, że się do niej nie odzywam. Myślałam, że trochę zmądrzała i odnowiłam z nią kontakt, jednak było inaczej, więc zwróciłam jej uwagę na to co kiedyś mnie uraziło.
Po tej rozmowie było względnie dobrze, bo X przyznała mi rację i chyba zrozumiała swój błąd.

Później obie poszłyśmy na studia. Ja znowu nie miałam wiele wolnego czasu, bo wybrałam sobie wymagający kierunek i chciałam się na nim utrzymać, a przesiewali nas ostro. X miała za to dużo wolnego czasu, prawie wcale się nie uczyła i miała znów do mnie pretensje, że nie mam dla niej ani chwili. Prawda jest taka, że nie miałam jej w tygodniu - wiadomo nauka (nawet dla chłopaka nie miałam prawie czasu). A w weekend wracałam do rodzinnego miasta, bo tęskniłam za rodziną, chciałam mieć trochę spokoju (mieszkam w akademiku).
X nie rozumiała tego i zostawała we Wrocławiu nawet na kilka miesięcy bez odwiedzania rodzinnego gniazda. A przecież w weekend jakbyśmy były razem w naszej małej miejscowości, to mogłybyśmy się swobodnie spotkać i pogadać.
Jak już wcześniej pisałam, obie byłyśmy dość nieśmiałymi osobami. Dla mnie był to kompleks, nie chciałam już taka być, nastawiłam się przyjaźnie do nowych ludzi na studiach. Dzięki temu poznałam wiele fajnych osób, które może i nie nadają się na stworzenie relacji przyjacielskiej ( w sensie np. powiernika wszystkich problemów), ale z którymi jest śmiesznie, z którymi mogę swobodnie rozmawiać, wyjść i się zabawić.
X wyraźnie ich nie polubiła, a do swoich nowych znajomych na studiach też nie była nastawiona otwarcie i raczej patrzyła na nich krytycznym okiem, dlatego nie otaczało jej grono nowych znajomych tak jak mnie. Znowu zaczęły się pretensję, że się zmieniłam, że nie mam już teraz dla niej w ogóle czasu. Uderzyło mnie jak powiedziała wtedy "zdradzasz mnie z nowymi koleżankami?"

Przez cały lepszy i gorszy okres znajomości nazywała mnie "przyjaciółką". Ale ja tej przyjaźni nie czułam.. Zamiast przyjaźni czułam i czuję nadal ciągle rosnące pretensje:

"To już nasze kolejne wakacje, a jeszcze nigdzie nie pojechałyśmy razem. Ciągle jeździsz ze swoim chłopakiem, a mnie nigdy nie zabierzesz na jakiś fajny wyjazd"
"MUSIMY w te wakacje przeżyć jakieś przygody, chce je dobrze wspominać a nie tak jak zawsze, Ty masz zawsze super wakacje, a mnie zostawiasz z niczym"

na wakacje jeżdziłam ze swoim chłopakiem to fakt, ale to chyba nie jest przestępstwo? nigdy z jej ust nie padła jakaś konkretna wizja wyjazdu, żebyśmy gdzieś sobie pojechały tylko takie właśnie słowa.
Nie mam już 13 lat, żeby przeżywać wakacyjne przygody, lubię odpocząc po stresującym roku akademickim w domu, poczytać swoje jak ona to mowi "romansidła" chociaż wcale romansidłami to one nie są.., posiedzieć w domu z siostrami i z mamą, odetchnąć, poleniuchować, pobiegać z psem. Po prostu dobrze się czuję w domu i brakuje mi go w trakcie studiów bardzo.

Podsumowując - wielokrotnie mnie zraniła, ale nie chcę już pisać o tym, zresztą nie chowam do niej za to urazy. Łatwo mi jest jej przebaczyć. Ja nigdy nie wygadałam, żadnej jej tajemnicy - ona w zemście o coś tam potrafiła. Nie wiem czy kiedykolwiek miałam do niej o coś tak jawne pretensje, jakie ona ma ciągle do mnie.
Wiem, że też nie jestem święta, że nie miałam dla niej tyle czasu, że nieraz odmawiałam spotkania, ale miałam swoje powody, które dla X niewiele znaczyły, ale dla mnie znaczyły dużo.

Nie potrafię jednak już nazwać jej przyjaciółką. Ona ciągle to robi. Mówi " Jako moja przyjaciółka powinnaś.." albo "przecież jesteś moją przyjaciółką.."

Z drugiej strony nie chce jej skreślać po całości, bo jednak kiedy się z nią spotykam raz na jakiś czas to jest fajnie pogadać. Z drugiej irytuje mnie ten ciągle narastający stos pretensji. I nie wiem co mam jej powiedzieć, kiedy ona znów powie do mnie "moja przyjaciółko"
Czy za bardzo się rozdrabiam nad tym? już sama nie wiem co o tym myśleć i co zrobić, żeby oczyścić tę relację. Czy może nadszedł czas, aby z niej zrezygnować?

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Potrzebuję waszej rady i opinii na temat "przyjaciółki"

Rozumiem Twoją sytuację, bo też miałam taką dobrą kumpelę (nie była to jednak przyjaźń) i również zaczęło jej w pewnym momencie wszystko we mnie przeszkadzać i miała jakiś taki dziwnie "górnolotny" gust we wszystkim dosłownie. Nieważne wink U mnie finał jednak jest taki, że z nią nie rozmawiam, bo powiedziałam jej co myślę o takiej znajomości i że nie mam zamiaru spędzać czasu z kimś, przy kim nie mogę być sobą.
Wasza relacja jest dla mnie jasna- Ty się trochę w życiu "wybiłaś", pokonałaś swoją nieśmiałość, nauczyłaś się żyć własnym życiem- to jest bardzo pozytywne. A X po prostu Ci tego zazdrości i chce trochę "podnieść się" na "Twoich plecach". Na Twoim miejscu ograniczyłabym kontakty z X, bo będzie wpędzać Cię stale w poczucie winy- a pomyśl jaką ona jest "przyjaciółką"? Ja bym takiej nie chciała.. Powodzenia smile

3

Odp: Potrzebuję waszej rady i opinii na temat "przyjaciółki"

Powiem szczerze, że trochę się Tobie dziwię. Moim zdaniem ta znajomość miała i ma potencjał, tylko wydaję mi się jakby Tobie raczej przestało zależeć. Nie chcę Cię urazić, ale tak to widzę.
Wiesz, może i ona przesadzała, ale nie uważam, że jest toksyczną osobą. Wiesz, miałam koleżankę, która ciągle miała pretensje, że poświęcam jej niewiele czasu, lecz ja poświęcałam bardzo dużo i ta relacja była toksyczna, Twoja nie wydaję mi się taka.
Widać, że Jej na Tobie zależy, proponuje wyjazdy itp. No fakt, może przesadza z tą zazdrością o Twoich nowych znajomych, bo przecież oni nie zmienią Twojego stosunku do Niej, lecz po prostu chyba bała się, że Ciebie straci.
A to ,że zaczęła Cię inaczej traktować , gdy spotkała Pana X, to pewnie po prostu efekt jakiejś fascynacji Nim, zauroczenia i myślę, że można to wybaczyć.
Ja bym Jej nie skreślała, tylko spotkała się, znalazła dla Niej czas, spokojnie porozmawiała.

4

Odp: Potrzebuję waszej rady i opinii na temat "przyjaciółki"

Truskaweczko, jest sporo prawdy w tym co napisałaś. Wiem, że X nie jest toksyczną osobą, ale jednak często denerwuje mnie jej zachowanie i może dlatego przestało mi już tak zależeć na tej znajomości.

Jeśli chodzi o wspólne z nią imprezy czy wypady to wyglądało to tak: jeśli idziemy do moich znajomych (np z liceum), ja dbałam o to, żeby nie czuła się osamotniona, czy żeby "nie odstawała" od reszty, wciągałam ją w nowe rozmowy, znajomości, bo jest nieśmiała i sama może by się nie odważyła do kogoś pierwsza odezwać. Kiedy ja gdzieś wychodziłam z nią to "rzucała mnie na głęboką wodę", że tak powiem miała gdzieś czy dobrze się bawię i czy nie siedzę sama w kącie, a bywało, że siedziałam.. Teraz to już bez znaczenia, bo się zmieniłam i nie jest dla mnie problemem zagadać do obcej osoby, ale jednak imprez z jej znajomymi nie wspominam jakoś świetnie, co też zniechęciło mnie do wychodzenia z nią.

Jest jeszcze jedna ważna sprawa, która mnie zniechęca do X. Mianowicie to, ze lubi naginać prawdę i robi to, jak mi się zdaje, bardzo często. W relacjach ona-matka, ona-siostry, ona-mężczyzna, wiem bo sama mi o tym opowiada. Podejrzewam więc, że w naszych relacjach nie jest szczera. Poza tym - może nie jest to grzech śmiertelny, ale niesamowicie irytujący - podsłyszy gdzieś jakąs informację i opowiada ją jako pewnik koloryzując. Przykład: Moja siostra znalazła świetną pracę, BARDZO DOBRZE PŁATNĄ, jednak trochę stresującą, ale to wiadomo, bo to taka doskonale prosperująca firma. Rozmawiam z nią za miesiąc i okazuje się, że jej siostra jest na 3-miesięcznym, BEZPŁATNYM stażu!! a ona zachowuje się jakby nie pamiętała tego, co mówiła mi wcześniej.

Znamy się od już prawie 7 lat, ale moje zaufanie do niej wygasało po trochu, za jakieś drobne kłamstewka.

Nie chcę kończyć definitywnie tej znajomości, ale nie chcę też nadal czuć pretensji. Ale czy można powiedzieć jej po tylu latach, że już nie traktuje jej jak przyjaciółkę? Podejrzewam, że się obrazi na śmierć i życie..

Tak w ogóle dziękuje za odpowiedź, dziewczyny;) trochę się naczekałam zanim dostałam odpowiedź, myślałam, że już nikt nie odpisze.

5

Odp: Potrzebuję waszej rady i opinii na temat "przyjaciółki"

Witam wszystkie czytelniczki. Dotarłam tutaj zupełnie przypadkowo, jestem troszkę zagubiona i potrzebuję rady. Rady, która pomoże podjąć mi odpowiednią, dojrzałą decyzję..
Znałyśmy się z moją przyjaciółką ponad 3 lata. Byłyśmy nierozłączne, wiele razem przeżyłyśmy. Mimo widocznych różnic między nami potrafiłyśmy bardzo dobrze się dogadać i liczyć na wzajemną pomoc. Wszystko się zmieniło, kiedy moja przyjaciółka poznała chłopaka. Cieszyłam się jej szczęściem, jednak tęskniłam za nią i jak każda dziewczyna potrzebowałam "chwili dla nas". Zupełnie na wyłączność, ja i ona.. Moja przyjaciółka wraz ze swoim chłopakiem oraz jego najlepszym kolegą i jego dziewczyną spędzała mnóstwo czasu. Dziewczyny zbliżyły się do siebie, traktowały siebie być może jako przyjaciółki, a ja niestety odeszłam w zapomnienie. Brakowało jej dla mnie czasu, brakowało też zaangażowania z jej strony. Odsunęłam się na bok, nie naciskałam. Jaki był finał? Chłopak ją oszukał, koleżanką, z którą spędzała tak wiele czasu opuściła. Wróciłam, przecież tak bardzo mnie potrzebowała.. Znów byłam na piedestale, znów poświęcała mi całą swoją uwagę. Kilka miesięcy później tym razem ja poznałam chłopaka. Zakochałam się. Byłam naprawdę szczęśliwa, pragnęłam więc również szczęścia dla mojej przyjaciółki. Wiedziałam, że będę poświęcała jej mniej czasu, ponieważ w moim życiu pojawił się ktoś wyjątkowy i to właśnie on będzie skupiał całą moją uwagę. Postanowiłam więc pomóc mojej przyjaciółce w poszukiwaniu szczęścia. Poznałam ją z moim kuzynem, wydawali się idealnie do siebie pasować! Chciałam, abyśmy razem przeżywały pierwsze pocałunki, zbliżenia, randki.. Chciałam, abyśmy dzieliły się szczęściem. Wspólnie, tak jak kiedyś. Niestety moja przyjaciółka odsunęła się ode mnie. Przestała pisać, dzwonić, a nawet się spotykać. Całą swoją uwagę poświęciła swojemu chłopakowi, tak jak było to już kiedyś.. Zabiegałam o spotkania, dzwoniłam, pisałam, jeździłam do niej, jednak jej zapał zmalał. Doszło do tego, że widząc mnie na przystanku nawet nie podeszła, nie odezwała się. Nie zaproponowała żadnego wspólnego wypadu, mimo że moje propozycje ignorowała. Kiedy prosiłam ją o wspólne spędzanie czasu, wyłącznie ja i ona, przyprowadzała swojego chłopaka i skupiała się na nim. Kiedy proponowałam jej wypad we czwórkę - ja, ona i nasi mężczyźni - odmawiała. Przez kilka miesięcy nie dzwoniła, nie pisała, mijała mnie bez słowa. Kiedy napisałam do niej wiadomość z prośbą o spotkanie i wytłumaczenie całej sytuacji, zgodziła się. Jednak kiedy na drugi dzień napisałam jej kolejną wiadomość z informacją, że przeżywam trudne chwile i musimy nasze spotkanie przełożyć na inny termin, odpisała wyłącznie: ok. Bez zainteresowania co się stało, mimo że tak bardzo tego potrzebowałam.. Przeżywałam najtrudniejsze chwile w moim życiu, a jej nie było. Nie chciała uczestniczyć w mojej codzienności. Napisała po kilku miesiącach z pytaniem: co u Ciebie? Kiedy odpowiedziałam jej dosyć sceptycznie, była zdziwiona moją reakcją. Stwierdziła, że to pytanie nie było ani dziwne, ani oficjalne, aby w ten sposób odpowiadać.. Zaproponowałam jej spotkanie, wyjaśnienie całej tej sytuacji - nie skorzystała z propozycji.
Dziewczyny, proszę o waszą opinię. Czy powinnam ratować tę przyjaźń? Czy powinnam mimo wszystko zapomnieć o wszystkich złych słowach i czynach? Nie każdy jest przecież idealny, ja także popełniłam wiele błędów.. Czy może jednak ta dalsza więź nie przetrwa próby czasu? Proszę o pomoc..

6

Odp: Potrzebuję waszej rady i opinii na temat "przyjaciółki"

Kasiu z tego co tu piszesz jesteś bardzo dobrą i pomocną osobą jednak Twoja przyjaciółka tego nie docenia całkowicie nie doceniła opuszczając Cie dla innej kolezanki olewała majac chłopaka a gdy wszyscy ją opuścili do kogo się zwróciła do Ciebie....jednak znowu odeszłaś w zapomnienie jak się jej poukładało i jestem równie święcie przekonana że jeśli się to powtórzy znowu zawita w Twoje progi...Moim zdaniem to nie przyjażń tylko wykorzystywanie. Prawdziwa przyjażń nie polega na tym że odwiedzisz drugą osobę kiedy masz problem a tak to odrzucasz ją w zapomnienie. Moim zdaniem szkoda czasu, smutku, nerwów oraz Twojej nadziei jednak może saą tu osoby które z moim zdaniem się nie zgodzą:)

7

Odp: Potrzebuję waszej rady i opinii na temat "przyjaciółki"

Kto nadużywa słowa "przyjaźń" nie wie co to przyjaźń i nie jest przyjacielem .. O "przyjaźni" się nie mówi, ona JEST lub JEJ NIE MA wink

Posty [ 8 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » RELACJE Z PRZYJACIÓŁMI, RELACJE W RODZINIE » Potrzebuję waszej rady i opinii na temat "przyjaciółki"

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024