witam, pierwszy raz szukam porady...zawsze jakoś dawałam sobie rade ale dzisiaj nie bardzo....
jesteśmy małżenstwem 3 lata.... od zawsze czesto sie sprzeczalismy głownie przez to ze mieszkamy z rodzicami...ale mimo wszystko dawaliśmy sobie rade.... niedawno mąż wyjechał na 3 miesiace do oracy za granice wrócił i nagle sie zmieniło....niby cieszył sie ze jest w domu ale ja nie dokonca czułam to ze bardzo sie cieszy....
wiecznie wytykał mi moje błędy to ze krzykliwa jestem nerwoa ze wiecznie sie jego czepiam....bo nawet zwykłe zwrócenie uwagi jest czepianiem sie.... cały czas byłam ta zła niedobra a on super... po powrociue pracował przez miesiac potem niestety stracił...od 3 tyg szukał pracy dośc nieudolnie,...chyba czekał az sama do niego przyjdzie....przez to ja też byłam nerwowa bardzo bo opiero co otworzyłam swój koncik stylizacji paznokci w sierpniu mielismy sie wyprowadzic do wynajetej kawalerki a tu taki mega problem.... tydzien temu mielismy powazna rozmowe zarzucił mi ze moje ucucie to przyzwyczajenie....i nie tylko to bo i ze sie czepiam ze krzycze że nie zmieniam sie pod tym względem...że on nie czuje juz tego co czuł ze jego uczucie słabnie i nie czuje potrzeby bycia ze mną..... po długiej rozmowie stwierdzilismy ze spróbujemy naprawiać.
no i tu problem kolejny ja sie starałam a on nic.... nie doceniał mało tego czekał tylko na moment gdzie podniose głos...nie koniecznie an niego by mi dowalic ze ja nic nie robie w kierunku zeby było lepiej.... od kilku dni tylko dogryzanki były...z jego strony zero uczucia ja jeszcze próbowałam.... i co dzisiaj gdy byłam w pracy napisał ze zdecydował że odchodzi....wogole nie radze sobie udaje mega twardzielke a płąkać się che...a raczej wyć....a najgorsze jest to ze wiem ze to nie tylko moja wina....a on sie tak zachowuje jakbym tylko aj winna była... w dodatku czuje ze juz naprawde nic z tego nie bedzie....wydaje mi sie ze te 3 miesiace bycia samemu uderzyły mu do głowy i stwierdził po co mu żona jak moze byc sam i miec dziecko na weekendy....nie wiem co robić....