Zaczęłam się udzielać tutaj...wciągnęłam się a ponieważ również mam dość pokaźny bagaż doświadczeń...pozwoliłam sobie poruszyć jeden temat... Powiem coś mało popularnego ale kobiety chwilami potrafią sobie nawzajem wyrządzić taką krzywdę na jaką chyba nie każdy facet by wpadł. Mam naturę " obserwatorki" i patrzę sobie od ładnych juz lat na ludzi wokół mnie.... np. kobieta, mężatka, matka dzieciom... spada na nią rozwód... ok. dramat... wiadomo.. i co? jest teraz samotna w sensie bez faceta... i co robi? podrywa każdego faceta bez względu na to czy to facet siostry, najlepszej koleżanki czy jakiś inny... Dlaczego? nie wie jak to boli? nie zna tego? zemsta? kolejny przykład... koleżanki z pracy... singielki po 30 stce .. dobre posady, dobra pensja...pewne siebie... ale nie potrafią znaleźć " tego jednego jedynego" z niewiadomych przyczyn... wyjazdy integracyjne w firmach... i wtedy okazuje się ,że nie ma znaczenia czy kolega z pracy ma żonę, czy partnerkę czy one ja znają czy nie.... zabawa pt. " idź na całość" i po tym wszystkim przyjeżdża np. na proszonego grila i tej żonie, partnerce patrzy śmiało w oczy.... jakim cudem??? EKS.... rzuciła, zraniła, poszła sobie w diabły...facet sie pozbierał znalazł sobie kogoś z kim układa życie..kobietę? .. i zaczyna się ..sms-y telefony, maile... aranżowanie niby przypadkowych spotkań... po co komuś rozwalać życie?? tym bardziej kolejny raz..?? JA WIEM że faceci są też winni.... wiem ale porozmawiajmy o nas .. o kobietach....
2 2011-07-21 11:28:34 Ostatnio edytowany przez smutnamonia (2011-07-21 11:29:43)
Faktycznie coś w tym jest!
Nie wiem, czy wynika to z jakiegoś wyrachowania. Może taka kobieta myśli sobie: jak ja jestem nieszczęśliwa, samotna to dlaczego inne maja mieć lepiej.
I włazi z buciorami w czyjeś poukładane życie.
Przykład z mojego życia.
"Sympatia" mojego męża też jest singielką po 30 stce. Właściwie nie poznała prawdziwego życia. Mieszka u rodziców, pieniążki wydaje tylko na własne potrzeby, ciuszki, kolejne szpileczki (które tak cholernie sie podobają mojemu mężowi!!!).
Nie wiem, czy miała jakies przejścia w życiu, czy po prostu nie znalazła tego jedynego.
Ale, gdy okazało się, że facet którym się zainteresowała jest żonaty, ma rodzinę to jakoś nie odpuściła sobie.
Niby mówiła, że nie chce rozbijać rodziny, że nie interesuje ją trójkąt. Ale decyzję mu zostawiła. I to się nazywa dwulicowość i wyrachowanie!
Nawet nie miała odwagi sie ze mną spotkać, czy choćby odpisać na moje wiadomości...taka ona podobno wrażliwa i delikatna....
sama sobie nie radzi z tym problemem, tak twierdzi mój mąż.
Cholera, powinna kubeł zimnej wody na niego wylać i kopnąć w tyłek.
No ale przecież ona nic złego nie robi, bo to przecież nie ona zdradza!!!!!!!!!!!!!
Jak mawia moja Mama : "kobiety to ch***" i chyba coś w tym jest, że często okazuje się, ze to my - niby słaba płeć - jesteśmy w stanie zrobić rzeczy tak okropne, na jakie mężczyzny nigdy nie byłoby stać. Niektóre kobiety mają w sobie wiele zawiści, wręcz nienawiści, w stosunku do wszystkich dookoła, inne nie widzą nic więcej niż czubek własnego nosa a jeszcze inne są po prostu głupie i w swej własnej ignorancji biją na głowę całą resztę
Aczkolwiek mimo iż mam świadomość, ze takie są kobiety to wolałabym myśleć, ze na takie draństwo jak opisałaś, ich (nas) nie stać, albo że tylko naprawdę maleńki odsetek "wyrzutków" stać na taką degradację moralną.
Witam.
Nie każda kobieta jest harpią polującą na faceta innej kobiety.Ale faktem jest że niektóre kobiety nagle zauważą walory sąsiada lub męża koleżanki.
Niestety czasami winni są sami mężczyźni że sami pakują się ze swoją pomocą panią po przejściach.
A kobiety nawet najlepsze przyjaciółki potrafią rozwalić sobie związki ze zwykłej zawiści nie wiem co się stało ze zwykłą solidarnością kobiet chyba jej nie ma i nigdy nie było.
Sama jestem po przejściach i jakoś nie interesują mnie mężowie moich koleżanek ani innych kobiet ale za to ja ich interesuję bo jak usłyszałam od jednego z nich my kobiety(rozwódki i wdowy )jesteśmy łatwym łupem.
Jak to wytłumaczysz ?
Nie cennym ,nie wartościowym ale łatwym to robią kobiety kobietą a faceci to po prostu wykorzystują i stad wyizolowanie niektórych kobiet .
//Faktycznie coś w tym jest!
Nie wiem, czy wynika to z jakiegoś wyrachowania. Może taka kobieta myśli sobie: jak ja jestem nieszczęśliwa, samotna to dlaczego inne maja mieć lepiej.
I włazi z buciorami w czyjeś poukładane życie.///
dokładnie.... będąc nieszczesliwą/niespełnoną kobieta innej kobiecie posługując sie facetem potrafi chyba zadać cios jakiego w innych realiach nie zadałaby... starszne...
Witam.
Nie każda kobieta jest harpią polującą na faceta innej kobiety.Ale faktem jest że niektóre kobiety nagle zauważą walory sąsiada lub męża koleżanki.
Niestety czasami winni są sami mężczyźni że sami pakują się ze swoją pomocą panią po przejściach.
A kobiety nawet najlepsze przyjaciółki potrafią rozwalić sobie związki ze zwykłej zawiści nie wiem co się stało ze zwykłą solidarnością kobiet chyba jej nie ma i nigdy nie było.
Sama jestem po przejściach i jakoś nie interesują mnie mężowie moich koleżanek ani innych kobiet ale za to ja ich interesuję bo jak usłyszałam od jednego z nich my kobiety(rozwódki i wdowy )jesteśmy łatwym łupem.
Jak to wytłumaczysz ?
Nie cennym ,nie wartościowym ale łatwym to robią kobiety kobietą a faceci to po prostu wykorzystują i stad wyizolowanie niektórych kobiet .
Tak... byłam singielką przez jakiś czas po rozwodzie i odczułam na własnej skórze niechęć, obawy koleżanek, znajomych kobiet że wyrwe im ich faceta... np. Sylwester..zdarzyło mi się iść samej...z toarzystwem w parach.. now iadomo, trzeba było i mnie zapewnic pzreciez taniec, rozmowe.. czułam spojrzenia i wzdychania partnerek.. a zapewniam NIC nie robiłam takiego co mogłoby świadczyć, że lece na faceta jakiegokolwiek...ale sam fakt, że jestem SAMA i pewnie " potrzebująca" sprawoadzał moja osobe właśnie do roli " łatwego łupu".... ale zasady są zasadami... i nawet jeśli... miałabym większa sympatię do faceta nie potrafiłabym skusić się... na tego typu sytuację.....
Malwina! jesteś mądrą kobietą o zdrowym kręgosłupie moralnym!
Szkoda, że nie mogę tego powiedzieć o mojej rywalce!
dlatego , że podobnie mysle o Tobie uważam ,że uda się Wam uratować wasz związek bo Twój mąż ma super babke a tamtej.. szpilka w oko ;-))))
Jak mawia moja Mama : "kobiety to ch***" i chyba coś w tym jest, że często okazuje się, ze to my - niby słaba płeć - jesteśmy w stanie zrobić rzeczy tak okropne, na jakie mężczyzny nigdy nie byłoby stać. Niektóre kobiety mają w sobie wiele zawiści, wręcz nienawiści, w stosunku do wszystkich dookoła, inne nie widzą nic więcej niż czubek własnego nosa a jeszcze inne są po prostu głupie i w swej własnej ignorancji biją na głowę całą resztę
Aczkolwiek mimo iż mam świadomość, ze takie są kobiety to wolałabym myśleć, ze na takie draństwo jak opisałaś, ich (nas) nie stać, albo że tylko naprawdę maleńki odsetek "wyrzutków" stać na taką degradację moralną.
i ten mały odsetek ..może komuś spaprac dokumentnie życie.................
Dzięki!
A z tą szpilką to nawet miałabym ochotę tak zrobić!
Dzięki!
A z tą szpilką to nawet miałabym ochotę tak zrobić!
zrób to a zobaczysz jakie działają cuda
jeszcze sama je polubisz, dobrze wyprofilowana szpilka jest bardzo wygodna, spróbuj je założyć do jakiejś fajnej bielizny a mąż oszaleje jeszcze bardziej
smutnamonia napisał/a:Dzięki!
A z tą szpilką to nawet miałabym ochotę tak zrobić!zrób to a zobaczysz jakie działają cuda
jeszcze sama je polubisz, dobrze wyprofilowana szpilka jest bardzo wygodna, spróbuj je założyć do jakiejś fajnej bielizny a mąż oszaleje jeszcze bardziej
Wiesz, ja miałam na myśli to, żeby rywalce tą szpilke w oko wsadzić! :-)
nici napisał/a:smutnamonia napisał/a:Dzięki!
A z tą szpilką to nawet miałabym ochotę tak zrobić!zrób to a zobaczysz jakie działają cuda
jeszcze sama je polubisz, dobrze wyprofilowana szpilka jest bardzo wygodna, spróbuj je założyć do jakiejś fajnej bielizny a mąż oszaleje jeszcze bardziej
Wiesz, ja miałam na myśli to, żeby rywalce tą szpilke w oko wsadzić! :-)
hihi no też dobry pomysł
ale raczej nie warto bo Ty musisz starać się zapomnieć o tym wszystkim
ale co to by była za ulga........................ ech ;-)))
a niektorym tak jak mi to facet sie wpakowuje w zycie z buciorami mimo ze wie ze mam meza (wtedy jeszcze przyszlego meza) a sam ma zone.
i jest mi ciezko. i wiem ze nigdy nikomu nie bede mogla opowiedziec calej historii, wszystko zaszlo zbyt daleko, probuje sie od tego odciac, zapomniec. nie wychodzi mi to. siedzi mi w glowie. dobrze ze jest kilkaset km dalej ode mnie.
Delto!
Dlaczego pozwoliłaś zeby zaszło to wszystko za daleko?
Nie zaświeciła Ci się w głowie czerona lampka?
Jesli nie byłaś pewna uczuć do swojego męża, to po co ten śłub?
Ja się boję, że z głowy mojego mężą ona też nigdy nie wyparuje! Tym bardziej, że w jednej firmie pracują!
wszystko zalezy od tak wielu czynników, od charakteru, od temperatury aktualnej w związku, od relacji wzajemnych, od urazów... az strach sie bać a najgorsze jest to, że nie ma na to wszystko recepty.......
... to zabłysłam złota myślą.. ;-))
lampka sie swiecila, a ja probowalam uciekac. wszystko skomplikowane jest. uczuc do meza jestem pewna -oczywiscie mialam chwile zwatpienia i mocno sie zastanawialam przez pewien okres...a ON jeszcze sie upewnial o ironio ze ja slubu nie odwolam.
Malwina oj tak wszystko zalezy od tak wielu czynników....
kolejna złota myśl......;-)) nie ma dwóch identycznych historii.... zycie mi to pokazuje każdego dnia.... rozwód rozwodowi nierówny, miłość miłości nierówna.....
wlasnie ostatnio tez o tym myslalam dlaczego tak jest i wiecie co, gdy mi kolega(super facet) mowi "znajdz mi kobiete, moze byc z dzieckiem rozowdka" to mysle i mysle i nie mam takiej ktora by byla ok, gdy kolezanka mowi "zapoznaj mnie z jakims facetem ktory mnie pokocha" to mysle i mysle i dochodze do wniosku, ze wszyscy ok faceci sa zajeci!
moze o to chodzi, ze "zdatny towar do sporzycia" jest juz zajety, a wolni to sami "przeterminowani".
taki facet ktory ma kobiete jest juz "osfojony" przystosowany do zycia z kobieta, jakas poswiecila czas, energie aby pokazac jak sie mieszka z kobieta, odbyla wiele rozmow aby wiedzial jak kobeite powinno sie traktowac wiec czego chcec wiecej, jak taki pan jest juz gotowy do zwiazku, moze to o to chodzi?
jesli widze ze kolezanka jest szczesliwa z tym afcetem, ze jesli zazdroszcze jej jak ja traktuje to pewnie i ja na jej miejscu mialabym tak samo, wiec wpucham sie dupa na jej miejsce i nadstawiam sie zeby i mi troche skaplo tego dobra
przykre to co pisze, ale tak wlasnie mi sie zdaje, ze to co dobre to juz zajete i zostaly same wraki.
faceci tez to robia, np moj byly(z przed ponad 5lat) pisze ciagle ze ma mnie w myslach, ze jestem jemu wazna i ze np tego i tego dnia bedzie w moim miescie, jasna sygestia-sex z tym ze mezczzyni od mezatek i dzieciatych bab z regoly niechca niczego wiecej-zyj sobie z mezem, wijcie sobie te gniazdko, rodz mu dzieci a ja chcem tylko podupczyc bo dobrze to robisz, tyle, same korzysci zero obowiazku(oczywiscie sa od tego wyjatki)
a kobieta, chce zwiazku, chce byc wazna i jest tak zachlanna ze chce miec wszystko.
ja od paru tygodniu probuje sie odnalesc w czyms innym. zawsze pracowalam, nawet jak siedzialam z dziecmi to jezdzilam do rodzicow cos zrobic dzieci biegaly, lub zalatwialam jakies sprawy z nimi, od 2-3tyg wyszlo tak ze siedze na lawce pod blokiem, co dnia oczy mi doslownie wypadaja jak slysze jak siedza i kazda na kazda gada, jestem w szoku!! drogie panie, PILNUJMY SWOJEJ DUPY!!
wiem tez jestem kobieta ale jak tak mozna? nie znam tego, bylam wychowana w domu i nawet jak przychodzila np kolezanka do mojej mamy gdy bylam mala to mialy czas tylko wymienic sie informacjami co u jednej i drugiej, wygadac sie aby ulzyc bo nie mialy czasu na nic wiecej, lecialy, ogrodek pielic, obiad robic, pranie namoczyc, dzieci odebrac ze szkoly...
a od kiedy mieszkam w bloku jestem w szoku jak mozna w zycie polotami komus wlazic
rozmawiam z mezem, wiem ze tez plotkuja ale raczej na tematy im blizsze, np co ktory ma w garazu, czym jezdzi i raczej opowiadaja i wyraza swoje zdanie, a babsko to sobie jeszcze historie dorobi skad ta sasiadka ma nowe buty(pewnie sie puszczala), bo tego wyzucili z mieszkania, bo ten przyszedl pijany, bo ten kupil tv, bo ten nie umie parkowac, bo ta to jakas patologia ma AZ 3dzieci, bo ten za granica a mloda zonka ciagle gdzies poza domem...
SZOK, SZOK, SZOK tyle co moge powiedziec na te sprawy
czy to o ploty chodzi czy o rozbijanie zwiazkow, jedna zasada dla mnie jest najwazniejsza(to chyba z bibli) pilnuj pozadku na swoim podworku! a nie widzisz papierek na sasiadki podworku a u siebie caly wor smieci niezauwazasz.
mysle ze o wiele bylo by lepiej, gdyby kazdy pilnowal siebie
lampka sie swiecila, a ja probowalam uciekac. wszystko skomplikowane jest. uczuc do meza jestem pewna -oczywiscie mialam chwile zwatpienia i mocno sie zastanawialam przez pewien okres...a ON jeszcze sie upewnial o ironio ze ja slubu nie odwolam.
No to swoją drogą ciekawy facet! Zachęcał Cię do ślubu, żeby sobie życia nie komplikować. Trochę przyjemności na boku bez zobowiązań.
On żony nie zostawi, Ty od męża nie odjedziesz!
Wygodny układ....tylko, że Ty cierpisz..
23 2011-07-21 13:33:08 Ostatnio edytowany przez Delta (2011-07-21 13:40:37)
kazda ma inne doswiadczenia
ja wiem ze nikt mi nie pomoze i nikt nie zrozumie
walcze sama ze soba o kazdy dzien
mnie zastanawia dlaczego tez facetow nie odstrasza to ze jestem w zwiazku (i nie przeszdza im to ze oni tez są) ? wiecie co -historia sprzed kilku dni -zaczepil mnie facet na ulicy zaczelismy gadac oczywiscie chcial sie umowic mowie mu ze mezatka jestem -a on na to ze sie nei przestraszyl -i ze moze sie rozwiode ? to on poczeka... wiecie zadziwia mnie taka bezczelnosc.
humor mi sie poprawil w zwiazku z cala ta sytuacja miłą ale ta bezczolność nie przestanie mnie dziwic ![]()
edit:
smutnamonia -wlasnie tak... jakby sie obawial ze dla niego zrezygnuje ze slubu !!! rany...
a nie myslisz ze chodzi tylko o sex? o to ze pasuje aby kobieta byla mezatka, przynajmniej cala przyjemnosc jest dla nich, a obowiazki codziennosci dla meza
wlasnie ostatnio tez o tym myslalam dlaczego tak jest i wiecie co, gdy mi kolega(super facet) mowi "znajdz mi kobiete, moze byc z dzieckiem rozowdka" to mysle i mysle i nie mam takiej ktora by byla ok, gdy kolezanka mowi "zapoznaj mnie z jakims facetem ktory mnie pokocha" to mysle i mysle i dochodze do wniosku, ze wszyscy ok faceci sa zajeci!
moze o to chodzi, ze "zdatny towar do sporzycia" jest juz zajety, a wolni to sami "przeterminowani".
taki facet ktory ma kobiete jest juz "osfojony" przystosowany do zycia z kobieta, jakas poswiecila czas, energie aby pokazac jak sie mieszka z kobieta, odbyla wiele rozmow aby wiedzial jak kobeite powinno sie traktowac wiec czego chcec wiecej, jak taki pan jest juz gotowy do zwiazku, moze to o to chodzi?
jesli widze ze kolezanka jest szczesliwa z tym afcetem, ze jesli zazdroszcze jej jak ja traktuje to pewnie i ja na jej miejscu mialabym tak samo, wiec wpucham sie dupa na jej miejsce i nadstawiam sie zeby i mi troche skaplo tego dobraprzykre to co pisze, ale tak wlasnie mi sie zdaje, ze to co dobre to juz zajete i zostaly same wraki.
faceci tez to robia, np moj byly(z przed ponad 5lat) pisze ciagle ze ma mnie w myslach, ze jestem jemu wazna i ze np tego i tego dnia bedzie w moim miescie, jasna sygestia-sex z tym ze mezczzyni od mezatek i dzieciatych bab z regoly niechca niczego wiecej-zyj sobie z mezem, wijcie sobie te gniazdko, rodz mu dzieci a ja chcem tylko podupczyc bo dobrze to robisz, tyle, same korzysci zero obowiazku(oczywiscie sa od tego wyjatki)
a kobieta, chce zwiazku, chce byc wazna i jest tak zachlanna ze chce miec wszystko.ja od paru tygodniu probuje sie odnalesc w czyms innym. zawsze pracowalam, nawet jak siedzialam z dziecmi to jezdzilam do rodzicow cos zrobic dzieci biegaly, lub zalatwialam jakies sprawy z nimi, od 2-3tyg wyszlo tak ze siedze na lawce pod blokiem, co dnia oczy mi doslownie wypadaja jak slysze jak siedza i kazda na kazda gada, jestem w szoku!! drogie panie, PILNUJMY SWOJEJ DUPY!!
wiem tez jestem kobieta ale jak tak mozna? nie znam tego, bylam wychowana w domu i nawet jak przychodzila np kolezanka do mojej mamy gdy bylam mala to mialy czas tylko wymienic sie informacjami co u jednej i drugiej, wygadac sie aby ulzyc bo nie mialy czasu na nic wiecej, lecialy, ogrodek pielic, obiad robic, pranie namoczyc, dzieci odebrac ze szkoly...
a od kiedy mieszkam w bloku jestem w szoku jak mozna w zycie polotami komus wlazic
rozmawiam z mezem, wiem ze tez plotkuja ale raczej na tematy im blizsze, np co ktory ma w garazu, czym jezdzi i raczej opowiadaja i wyraza swoje zdanie, a babsko to sobie jeszcze historie dorobi skad ta sasiadka ma nowe buty(pewnie sie puszczala), bo tego wyzucili z mieszkania, bo ten przyszedl pijany, bo ten kupil tv, bo ten nie umie parkowac, bo ta to jakas patologia ma AZ 3dzieci, bo ten za granica a mloda zonka ciagle gdzies poza domem...
SZOK, SZOK, SZOK tyle co moge powiedziec na te sprawy
czy to o ploty chodzi czy o rozbijanie zwiazkow, jedna zasada dla mnie jest najwazniejsza(to chyba z bibli) pilnuj pozadku na swoim podworku! a nie widzisz papierek na sasiadki podworku a u siebie caly wor smieci niezauwazasz.
mysle ze o wiele bylo by lepiej, gdyby kazdy pilnowal siebie
sumując;;;;
nie rob innym tego co Tobie nie miłe... jakie to proste prawda??
nie rob innym tego co Tobie nie miłe... jakie to proste prawda??
Święte słowa!
a jakie trudne w praktyce
a nie myslisz ze chodzi tylko o sex? o to ze pasuje aby kobieta byla mezatka, przynajmniej cala przyjemnosc jest dla nich, a obowiazki codziennosci dla meza
oczywiscie ze takim osobnikom chodzi tylko o sex. zero codziennej szarej rzeczywistosci - sama przyjemnosc
coz za egoizm
Delta napisalas
"humor mi sie poprawil w zwiazku z cala ta sytuacja miłą "
rozumiem ze milo jak ktos wogole zwroci na kobiete uwage,wtedy jakos samo:P piers sie prostuje i podnosi sie wyzej glowe... ale z drugiej strony czy wogole taki ktos jest wart uwagi? nei uwazasz ze tu nie ma sie z czego cieszyc? ze faceta nie interesuje nawet czy umiesz caly alfabet liczy sie tylko twoja zgrabna d...
mnie obrazaja takie uwagi, co innego komplement ze jest sie ladna ale to nie chodzi zupelni eo czlowieka, tylko o dziurke do pchania-przepraszam, moze za daleko zaszlam.
ale wlasnie w takich sytulacjach licza mezczyzni tylko na sex, a kobieta liczylaby na milosc
wiesz tego dnia akurat mialam paskudny humor, ciezki dzien w pracy, a gosc zaczepil niesterotypowo i ciezko szlo splawienie go... dlatego humor ciut lepszy mialam po tym i ubawiona bylam sytuacja i wytrwaloscia samca ![]()
alez oczywiscie wiem ze tu chodzi o sam seks, naiwna nie jestem :-)
Nawet nie wiecie jak durni są niektórzy faceci.
W pracy mam z nimi dużo do czynienia niektórzy oficjalnie nagabują ,,Żona wyjechała mam chatę wolną co Ci szkodzi jesteś rozwódką więc co ci szkodzi"Cholera bardziej jak myślał i boleśnie się o tym przekonał.
Wolne żarty nie po to uwalniałam się z beznadziejnego związku żeby wyświechtać sobie opinię takim dupkiem.
Nawet były bez szczelne oświadczyny bo on se weźmie kobietę z 3 dzieci no ciemnogród .
Ale to własnie kobiety które przelatują z kwiatka na kwiatek utwierdzają panów że skoro tamta poszła to ta też co jej szkodzi to tylko sex- nie mydło i się nie wymydli.
Albo Taka pi...da cieszy się ze mimo że mężatka to ma wzięcie .
Jak 35 letnia kobieta może wziąść 18 latka za kochanka bo małżonek chwilowo się znudził a bawić się nim przez 2 lata a jak chłopak wpadł po uszy i zaproponował wspólną przyszłość - wywalić jak stary łach bo status by się jej obniżył.
Małolaty też się bawią w dorosłe kobiety bez zażenowania proponują sex i byle facet miał kasę to obleci.
Jeden na 10 odmawia takiej panience.
Łatwy łup - to nie tylko kobiety ale i mężczyźni status obojętny.
Anula 70 święte słowa.... nie wiedziałam o co chodzi gdy byłam sama a potem dość szybko sie zorientowałam... "utarło' się dzięki ciężkiej pracy niektórych kobiet, że jak samotna to już napewno chce... ostatnią rzeczą a o jakiej wtedy myślałam był romans.. miałam tyle kłopotów, rozterek i zmartwień, że zabawa w romans zupełnie mnie nie interesowała .. nie mówiąc z zajętym facem.. ale praktycznie na codzień obserwuję jak wyrachowane potrafią być kobiety... włos się jeży na głowie...ręce opadają...żenada.... i dziwić się, że faceci później mają takie podejście do nas..?
Anula 70 święte słowa.... nie wiedziałam o co chodzi gdy byłam sama a potem dość szybko sie zorientowałam... "utarło' się dzięki ciężkiej pracy niektórych kobiet, że jak samotna to już napewno chce... ostatnią rzeczą a o jakiej wtedy myślałam był romans.. miałam tyle kłopotów, rozterek i zmartwień, że zabawa w romans zupełnie mnie nie interesowała .. nie mówiąc z zajętym facem.. ale praktycznie na codzień obserwuję jak wyrachowane potrafią być kobiety... włos się jeży na głowie...ręce opadają...żenada.... i dziwić się, że faceci później mają takie podejście do nas..?
I dlatego uważam, że "koleżanka" mojego mężusia wcale taka niewinna nie była! Ale on twierdzi, że to wszystko jego wina.
Ale stare przysłowie mówi "jak s...a nie da, to pies nie weźmie"
Malwina69 napisał/a:Anula 70 święte słowa.... nie wiedziałam o co chodzi gdy byłam sama a potem dość szybko sie zorientowałam... "utarło' się dzięki ciężkiej pracy niektórych kobiet, że jak samotna to już napewno chce... ostatnią rzeczą a o jakiej wtedy myślałam był romans.. miałam tyle kłopotów, rozterek i zmartwień, że zabawa w romans zupełnie mnie nie interesowała .. nie mówiąc z zajętym facem.. ale praktycznie na codzień obserwuję jak wyrachowane potrafią być kobiety... włos się jeży na głowie...ręce opadają...żenada.... i dziwić się, że faceci później mają takie podejście do nas..?
I dlatego uważam, że "koleżanka" mojego mężusia wcale taka niewinna nie była! Ale on twierdzi, że to wszystko jego wina.
Ale stare przysłowie mówi "jak s...a nie da, to pies nie weźmie"
dokładnie....doooooooookładnie... absolutnie nie jest święta tylko chce za taką uchodzić...to jeden z " modeli" takich kobiet....ja tez takie znam....baaaaaardzo dobrze... kolejny " model' to kumpele..... do wypicia, do zabawy..zwłaszcza świetnie się bawią jak nie ma żon kolegów... wtedy jest impreza na całego...
Wiele w tym prawdy, choć jest to dziwne, bo w teorii kto lepiej zrozumie kobietę, jak nie druga kobieta? Niestety tylko w teorii.
Przykro czytać o historiach, których świadkami byłyście, lub co gorsza przeżyłyście na własnej skórze. Sama zrobiłam kiedyś krzywdę pewnej dziewczynie i ta historia wiele mnie nauczyła. Obiecałam sobie, że nigdy więcej nie wyrządzę nikomu takiej krzywdy, bez znaczenia czy kogoś znam, czy nie. Jestem zdania, że wszystko co robimy w naszym życiu złego, kiedyś do nas wróci. Śmieszą mnie usprawiedliwienia że 'w końcu Jej nie znam, więc co mi tam...', że 'jeśli się nie dowie, to nie wyrządzę Jej krzywdy', że 'może nie układa Mu się w małżeństwie, więc jestem usprawiedliwiona'. Co za bzdury. Nie na jednym forum byłam i niejedną historię już czytałam, poznając je często się we mnie kotłuje i nie pojmuję jak dorosłe, doświadczone kobiety kopią pod sobą nawzajem dołki. Ale kobietki wierzmy w naszych mężczyzn. Wierzmy, że nawet jeśli spotkają którąś z nich na swej drodze nie skorzystają. Wiem, że życie jest przewrotne, ale warto wierzyć.
Wiele w tym prawdy, choć jest to dziwne, bo w teorii kto lepiej zrozumie kobietę, jak nie druga kobieta? Niestety tylko w teorii.
Przykro czytać o historiach, których świadkami byłyście, lub co gorsza przeżyłyście na własnej skórze. Sama zrobiłam kiedyś krzywdę pewnej dziewczynie i ta historia wiele mnie nauczyła. Obiecałam sobie, że nigdy więcej nie wyrządzę nikomu takiej krzywdy, bez znaczenia czy kogoś znam, czy nie. Jestem zdania, że wszystko co robimy w naszym życiu złego, kiedyś do nas wróci. Śmieszą mnie usprawiedliwienia że 'w końcu Jej nie znam, więc co mi tam...', że 'jeśli się nie dowie, to nie wyrządzę Jej krzywdy', że 'może nie układa Mu się w małżeństwie, więc jestem usprawiedliwiona'. Co za bzdury. Nie na jednym forum byłam i niejedną historię już czytałam, poznając je często się we mnie kotłuje i nie pojmuję jak dorosłe, doświadczone kobiety kopią pod sobą nawzajem dołki. Ale kobietki wierzmy w naszych mężczyzn. Wierzmy, że nawet jeśli spotkają którąś z nich na swej drodze nie skorzystają. Wiem, że życie jest przewrotne, ale warto wierzyć.
Witaj ;-)) błądzić ludzka rzecz... sprawa oczywista...a spytam konkretnie tak; co w takiej sytuacji jak ta byscie zrobiły..? koleżeństwo męża z " koleżanką" ( mojej przyjaciółki) moooocno im miesza w małżeństwie... i mimo odległości jaka dzieli " koleżankę" od męża ..dzwonią, mailują, smsuja i raz na jakis czas mają wspólny wyjazd...nazwijmy to integracyjny... żona ucierpiała na tym już bo odkryła jego kłamstwo( miało być szkoelnie a była impreza imieninowea u niej - 3 dniowa..) normalnę, że się wkurzyła..i oprócz awantury jaką zrobiła mężowi napisała maila do niej z jasnym przekazem żeby odp... dzieliła się od nich...( nie łącza już ich sprawy zawodowe bo on juz nie pracuje w tej samej firmie).... i nawet jesli nie doszło do spraw łóżkowych między nimi to ja osobiście uważam, że nie miałabym prawa na miejscu " koleżanki" bruździć w czyimś życiu i bym jasno powiedziała ,że jesli to negatywnie wpływa na ich związek to koniec... poczucie winy że komus rozwalam życie ( brak zupełnie porozumienia, kłótnie, kłamstwa) nie pozwoliłby mi trwać w tym.... co Wy na to..?
błądzić ludzka rzecz... sprawa oczywista...a spytam konkretnie tak; co w takiej sytuacji jak ta byscie zrobiły..? koleżeństwo męża z " koleżanką" ( mojej przyjaciółki) moooocno im miesza w małżeństwie... i mimo odległości jaka dzieli " koleżankę" od męża ..dzwonią, mailują, smsuja i raz na jakis czas mają wspólny wyjazd...nazwijmy to integracyjny... żona ucierpiała na tym już bo odkryła jego kłamstwo( miało być szkoelnie a była impreza imieninowea u niej - 3 dniowa..) normalnę, że się wkurzyła..i oprócz awantury jaką zrobiła mężowi napisała maila do niej z jasnym przekazem żeby odp... dzieliła się od nich...( nie łącza już ich sprawy zawodowe bo on juz nie pracuje w tej samej firmie).... i nawet jesli nie doszło do spraw łóżkowych między nimi to ja osobiście uważam, że nie miałabym prawa na miejscu " koleżanki" bruździć w czyimś życiu i bym jasno powiedziała ,że jesli to negatywnie wpływa na ich związek to koniec... poczucie winy że komus rozwalam życie ( brak zupełnie porozumienia, kłótnie, kłamstwa) nie pozwoliłby mi trwać w tym.... co Wy na to..?
Nie no masakra!!
Kurde jak sobie pomyślę, że mój mąż i jego koleżanka z pracy chcieli tylko sie lepiej poznać, zaprzyjaźnić to nóż mi się w kieszeni otwiera!
Nie ma kolegowania się z cudzym mężem i basta!
Wiadomo, że mąż to nie własność, ale bez przesady!. Jak można przyjaźnić się z cudzym mężem i udawać, że to jest ok? Udawać, że przecież to nic złego????????
Nie mogłabym spojrzeć w lustro, gdybym miała być taką "koleżanką"!!
wiesz..... na dodatek dodam ,ze " koleżanka" jest oczywiście singielką sporo po 30-tce...i ..cytuję" nierozumie tych żon..o co im chodzi?? nic sie nie dzieje? coś musi byc w ich związku nie tak skoro mąz kłamie" ooooczywiście nie przesądzam sprawy i nieradykalizuję ( cholera chyba nowe słowo stworzyłam) ALE jak ktoś, ktokolwiek wchrzania sie w czyjś związek to jest ogromne prawdopodobieństwo że go rozwali...lub mocno namiesza.... Mąz i Żona zawsze bys ię prędzej dogadali gdyby nie " inni" co wsadzaja nos w nie swoje sprawy ..DLACZEGO? prosty przykład-prostrzego nie jestem w stanie wymyslić...; jak świat światem żyjąc razem dochodzi czasami do spięć ..i po nawet niewinnym , mało groźnym spięciu mąż dzwoni do koleżanki ( która nota be ne guzik ma pojęcie o związkach bo jej związek to tylko ewentualny seks ) i jej sie skarży... a ona co? dolewa oliwy do ognia... pociesza go, rozumie... głaszce bo główce.. super... bo to napewno nie on winny tylko zła żona..a nawet jesli żona winna to " koleżanka" upewni go i wzmocni w problemie... //miaaaaałeś rację, że na nia nawrzeszcałeś..itd...// i zamiast sie rozejśc po kościach zaognienie konfliktu gotowe, podgrzane... super......
faceci dają sie manipulować... są wygodni... ciagnie ich tam gdzie jest miło, lekko i przyjemnie.. i sa kobiety które baaaaaaaaaaardzo dobrze to wiedzą.....
wiesz..... na dodatek dodam ,ze " koleżanka" jest oczywiście singielką sporo po 30-tce...i ..cytuję" nierozumie tych żon..o co im chodzi?? nic sie nie dzieje? coś musi byc w ich związku nie tak skoro mąz kłamie" ooooczywiście nie przesądzam sprawy i nieradykalizuję ( cholera chyba nowe słowo stworzyłam) ALE jak ktoś, ktokolwiek wchrzania sie w czyjś związek to jest ogromne prawdopodobieństwo że go rozwali...lub mocno namiesza.... Mąz i Żona zawsze bys ię prędzej dogadali gdyby nie " inni" co wsadzaja nos w nie swoje sprawy ..DLACZEGO? prosty przykład-prostrzego nie jestem w stanie wymyslić...; jak świat światem żyjąc razem dochodzi czasami do spięć ..i po nawet niewinnym , mało groźnym spięciu mąż dzwoni do koleżanki ( która nota be ne guzik ma pojęcie o związkach bo jej związek to tylko ewentualny seks ) i jej sie skarży... a ona co? dolewa oliwy do ognia... pociesza go, rozumie... głaszce bo główce.. super... bo to napewno nie on winny tylko zła żona..a nawet jesli żona winna to " koleżanka" upewni go i wzmocni w problemie... //miaaaaałeś rację, że na nia nawrzeszcałeś..itd...// i zamiast sie rozejśc po kościach zaognienie konfliktu gotowe, podgrzane... super......
Oczywiście, że jest singielką, bo przecież gdyby sama miała rodzinę i związek do zniszczenia to by się trzy razy zastanowiła, zanim wlezie w czyjeś życie....
No i pogłaszcze małego chłopca po głowie, bo przecież żona jest beee........
Piszesz o facetach jakby zostali pozbawieni umiejętności rozumowania. A nie są. Nic nie dzieje się bez woli 2 osób. Skoro facet lubi skok w bok to na pustyni znajdzie chętną.
Piszesz o facetach jakby zostali pozbawieni umiejętności rozumowania. A nie są. Nic nie dzieje się bez woli 2 osób. Skoro facet lubi skok w bok to na pustyni znajdzie chętną.
to inna bajka jesli lubi skok w bok....
ja mam na mysli mieszanie innym w zyciu osób które wykorzystuja swój wolny stan... bo im nie zależy, bo nie maja pojęcia o tym jakie trudnosci dnia codziennego przewijąja sie w każdym związku....
Smutnamoniu może faktycznie miał rację i była to jego wina ma facet jaj by się do tego przyznać nie wszystko zło pochodzi od kobiety.
Nawet na forum jest temat panów po kursach uwodzenia .
Nie wszystkie kobiety mają silną psychikę i wiedzą co chcą a na pewno boją się samotności .
Desperacja jest nie najlepszym doradcą dlatego rzucają się w wir uwierających związków lub decydują się na status kochanki.
Nikt nie jest stworzony do życia w samotności .
Smutnamoniu, o ile dobrze pamiętam, to Twój mąż powiedział, że jest w separacji z Tobą. To taki głupi żart, tak twierdził. Jednym slowem wprowadził w błąd te kobietę, a potem się zreflektował. Ty masz pretensje, że ona jak twierdzisz zostawiła mu "otwartą furtkę" zamiast dac mu po pysku i kopnąć w tyłek. Powiedziała, że to jego sprawa i sam ma dokonać wyboru.
Ty swoją złość kierujesz do tej kobiety, zamiast do męża. Ja osobiście wcale go nie postrzegam jako wspaniałego i uczciwego faceta. Wręcz przeciwnie. Wprowadził w błąd tamtą kobietę, a potem przyleciał wypłakac się do Ciebie i mało tego, przez długi czas bujał sie ze swoją niepewnością na Twoich oczach, doprowadzając Cię do szału. Tak nie robi prawdziwy mężczyzna.
I powiem jeszcze, że drazni mnie traktowanie mężczyzn jak bezwolnych kukieł, którym wystarczy tyłkiem przed oczami pokołysać, a oni lecą jak ćmy. Bo to nieprawda, że wszyscy są tacy. Jasne, niektórzy faceci bez zasad zawsze będą latac za babami i nie jest to wina tych kobiet. To nie one mają pilnować ich rozporków, to sam mężczyzna ma mieć kontrolę nad swoją seksualnością. Myslenie, że oni tego nie potrafią jest obraźliwe dla męzczyzn uczciwych, a wygodne dla nieuczciwych, bo zostawia ich w spokoju. Niech się kobiety między sobą szarpią, niech się parasolkami po głowach leją, a on biedny miś niewinny, bo przecież co mógł poradzić na nagły atak pożądania. To powiedzenie, że jakby suka nie dała, to pies by nie wziął jest głupie i szowinistyczne, podobne do tlumaczenia gwałciciela, że zgwałcił bo kobieta miała krótką spódniczkę. Takie stwierdzenia kierują całą odpowiedzialność za to, że facet nie potrafi utrzymać ptaka w portkach na kobiety. A winien jest ON, bo łamie składane przysięgi i zasady. Nie da się "wleźć" w cudze życie, jeśli nie ma na to zgody wlaściciela tego zycia!
Smutnamoniu, o ile dobrze pamiętam, to Twój mąż powiedział, że jest w separacji z Tobą. To taki głupi żart, tak twierdził. Jednym slowem wprowadził w błąd te kobietę, a potem się zreflektował. Ty masz pretensje, że ona jak twierdzisz zostawiła mu "otwartą furtkę" zamiast dac mu po pysku i kopnąć w tyłek. Powiedziała, że to jego sprawa i sam ma dokonać wyboru.
Ty swoją złość kierujesz do tej kobiety, zamiast do męża. Ja osobiście wcale go nie postrzegam jako wspaniałego i uczciwego faceta. Wręcz przeciwnie. Wprowadził w błąd tamtą kobietę, a potem przyleciał wypłakac się do Ciebie i mało tego, przez długi czas bujał sie ze swoją niepewnością na Twoich oczach, doprowadzając Cię do szału. Tak nie robi prawdziwy mężczyzna.I powiem jeszcze, że drazni mnie traktowanie mężczyzn jak bezwolnych kukieł, którym wystarczy tyłkiem przed oczami pokołysać, a oni lecą jak ćmy. Bo to nieprawda, że wszyscy są tacy. Jasne, niektórzy faceci bez zasad zawsze będą latac za babami i nie jest to wina tych kobiet. To nie one mają pilnować ich rozporków, to sam mężczyzna ma mieć kontrolę nad swoją seksualnością. Myslenie, że oni tego nie potrafią jest obraźliwe dla męzczyzn uczciwych, a wygodne dla nieuczciwych, bo zostawia ich w spokoju. Niech się kobiety między sobą szarpią, niech się parasolkami po głowach leją, a on biedny miś niewinny, bo przecież co mógł poradzić na nagły atak pożądania. To powiedzenie, że jakby suka nie dała, to pies by nie wziął jest głupie i szowinistyczne, podobne do tlumaczenia gwałciciela, że zgwałcił bo kobieta miała krótką spódniczkę. Takie stwierdzenia kierują całą odpowiedzialność za to, że facet nie potrafi utrzymać ptaka w portkach na kobiety. A winien jest ON, bo łamie składane przysięgi i zasady. Nie da się "wleźć" w cudze życie, jeśli nie ma na to zgody wlaściciela tego zycia!
Targają mną poważne wątpliwości, czy powinnam mu jeszcze zaufać, dać drugą szansę. Zawiódł mnie potwornie, oszukał, dręczył tyle czasu. I co z tego, że go kocham? Cholernie ciężko przyjdzie mi zaufać, ciągle będę go podejrzewać, a sama się zadręczać.
Cała sprawa o męskiej seksualności w mojej sytuacji jest drugorzędna. Chociaż masz rację, że mężczyźni to nie bezwolne zwierzęta. Ale ja uważam, że kobieta ma ogromny wpływ na to jak mężczyźni się wobec niej zachowują, chociaż nie generalizuję (przykład gwałciciela).
Współczuje Ci monia. Całe to rozważanie czy masz mu zaufać czy nie, nie ma sensu, bo nie da się zaufac na rozkaz, nawet swój wlasny. Zranił Cię, oszukał i Twoj brak zaufania jest absolutnie zrozumiały. Od niego zależy, od jego zachowania czy zaufanie powróci. Potrzeba na to czasu i pokory z jego strony.
Tak, kobieta ma wpływ na to jak się mężczyźni wobec niej zachowują. I mężczyzna też ma wpływ na to, jak się wobec niego zachowują kobiety. Jeśli oboje mają w sobie godność i szacunek dla siebie samej czy samego, szacunek do decyzji, które kiedyś podjęli, świadomość swoich granic, to nie są podatni na uwodzenie i sami nie uwodzą.
Obojętnie.... ja będe twardo stała na stanowsku, że gdyby nie wtrącanie sie osób " trzecich" do jakiegokolwiek związku wiele można by było uniknąć. Założyłam ten wątek w celu pogadania na temat jak kobieta kobietę może potraktować mając wiedzę, że facet jest w związku... bo seks... to juz sprawa pozamiatana....
Święta prawda!
Czyli u mnie sprawa niepozamiatana bo sexu nie było?
No to jest nadzieja!
49 2011-07-25 14:35:30 Ostatnio edytowany przez Anhedonia (2011-07-25 14:36:26)
No ja myślę ![]()
A błędy i wypaczenia każdemu się zdarzają. Grunt, że NIE DOPUŚCIŁ do niczego więcej, że miał tyle morale/miłości/godności/szacunku dla Ciebie, by się wycofać z krańca przepaści. Nie każdy to potrafi lub chce sobie odmówić. A potem głupie tłumaczenia. Ech...
Jedźcie na te wczasy i odnajdzie się od nowa. Powodzenia ![]()
50 2011-07-26 08:13:13 Ostatnio edytowany przez Malwina69 (2011-07-26 08:21:20)
I powiem jeszcze, że drazni mnie traktowanie mężczyzn jak bezwolnych kukieł, którym wystarczy tyłkiem przed oczami pokołysać, a oni lecą jak ćmy. Bo to nieprawda, że wszyscy są tacy. Jasne, niektórzy faceci bez zasad zawsze będą latac za babami i nie jest to wina tych kobiet. To nie one mają pilnować ich rozporków, to sam mężczyzna ma mieć kontrolę nad swoją seksualnością. Myslenie, że oni tego nie potrafią jest obraźliwe dla męzczyzn uczciwych, a wygodne dla nieuczciwych, bo zostawia ich w spokoju. Niech się kobiety między sobą szarpią, niech się parasolkami po głowach leją, a on biedny miś niewinny, bo przecież co mógł poradzić na nagły atak pożądania. To powiedzenie, że jakby suka nie dała, to pies by nie wziął jest głupie i szowinistyczne, podobne do tlumaczenia gwałciciela, że zgwałcił bo kobieta miała krótką spódniczkę. Takie stwierdzenia kierują całą odpowiedzialność za to, że facet nie potrafi utrzymać ptaka w portkach na kobiety. A winien jest ON, bo łamie składane przysięgi i zasady. Nie da się "wleźć" w cudze życie, jeśli nie ma na to zgody wlaściciela tego zycia!
////Nie da się "wleźć" w cudze życie, jeśli nie ma na to zgody właściciela tego życia!/// no właśnie a skąd ta zgoda?? testuję na własnym organizmie i własnej duszy takie przypadki... i z jednej strony oczywiście masz rację bo ja też osobiście nie wrzucam wszystkich facetów do jednego wora ( chociaż mało mi brakuje) ciągle wierzę, że są wspaniali i mądrzy, z zasadami i kręgosłupem moralnym nie ruszonym...ALE ..życie mi pokazuje tyle przypadków i tak wiele rozczarowań,że faceci o których myślałam, że właśnie tacy są albo się łamią bezsensu albo złamali...dzięki włażeniu innych kobiet w jego życie albo odwrotnie...
51 2011-07-26 09:16:19 Ostatnio edytowany przez shedir (2011-07-26 09:33:06)
To proste. Jest po 30 i zaczyna do niej docierac, że dla większości męzczyz zaczyna byc juz mniej atrakcyjna ze względu na wiek i się boi, że będzie sama. A że faceta łatwo złapac na seks, od czegoś trzeba zacząc. Wiek kobiety troche inaczej się liczy niż mężczyzny i mężczyźni inaczej na to patrzą. Chce się dowartościowac, poczuć lepiej. A facet...no cóż. Dla mnie mężczyźni to inne stworzenia i kobiety nie są w stanie ich zrozumiec. Tez chce wierzyć, że są jeszcze tacy, którzy mają zasady, sa świadomi konsekwencji i krzywdy jaką wyrządzą bo to tylko dzieki nim facet skorzysta albo nie. Biologia stworzyła ich jednak tak aby korzystali i jednak ogromna wiekszośc z biologią przegrywa.
Obojętnie.... ja będe twardo stała na stanowsku, że gdyby nie wtrącanie sie osób " trzecich" do jakiegokolwiek związku wiele można by było uniknąć. Założyłam ten wątek w celu pogadania na temat jak kobieta kobietę może potraktować mając wiedzę, że facet jest w związku... bo seks... to juz sprawa pozamiatana....
Tu się nie zgodze. Jeśli chodzi o mężczyzn to uważam, że akurat u wielu w kategorii seksu w związku może być oki bo męzczyźni nie łączą uczuć z seksem i jest to dla nich automatyczne jak "wal...e konia w kiblu tylko przyjemniej" (tak wiele razy usłyszałam),pragnienie nowości, "świeżego mięsa" i nic więcej, a może to dac tylko inna kobieta, a facet który jest niedojrzały, nie ma przewartościowane wielu rzeczy albo jest nieświadomy konsekwencji lub wydaje mu się, że mu to ujdzie płazem skorzysta. Natomiast jak facet wchodzi w relacje psychicznie z kims innym to juz jest cos nie tak w związku. Uważam że żadna osoba trzecia bez przyzwolenia danej strony nie rozwali związku, czy to jeśli chodzi o seks czy relacje psychiczną.
///To proste. Jest po 30 i zaczyna do niej docierac, że dla większości męzczyz zaczyna byc juz mniej atrakcyjna ze względu na wiek i się boi, że będzie sama. A że faceta łatwo złapac na seks, od czegoś trzeba zacząc. Wiek kobiety troche inaczej się liczy niż mężczyzny i mężczyźni inaczej na to patrzą. Chce się dowartościowac, poczuć lepiej. A facet...no cóż. Dla mnie mężczyźni to inne stworzenia i kobiety nie są w stanie ich zrozumiec. Tez chce wierzyć, że są jeszcze tacy, którzy mają zasady, sa świadomi konsekwencji i krzywdy jaką wyrządzą bo to tylko dzieki nim facet skorzysta albo nie. Biologia stworzyła ich jednak tak aby korzystali i jednak ogromna wiekszośc z biologią przegrywa.///
taaaak...masz rację... jakieś przygnębienie mnie dopadło....eeechhhhhhhh
Postanowiłam sobie mysleć pozytywnie... dam radę.. mimo, że tyle bałaganu wokól, tyle szarpaniny.. dam rade.. Są przeciez historie, które sie dobrze konczą.. ;-)
http://www.netkobiety.pl/viewtopic.php?pid=702037#p702037
Dzis przy okazji powyższego watku, gdzie musiał niestety interweniować moderator... przy dośc burzliwej dyskusji dotyczącej faktu, że niektórym żonom, partnerkom nie podobaja się spotkania z 'eks"... przypomniałam sobie przypadek z mojego własnego życia... i to potwierdza wszystko co pisałam...na ten temat.. Nie narzucam nikomu własnego zdania..każdy pielegnuje swój związek jak chce i jak potrafi...ale nie pozole sobie na wyśmiewanie tego jak ja to robie.. ( czy akurat inni)
otóż;
będąc młoda dziewczyną, baaaaaaaaaardzo młodą zakochałam się na zabój w chłopaku z sąsiedneigo bloku...bla, bla..jak to wygląda wszyscy wiecie..ale to uczucie trwało kilka ładnych lat...NIGDy miedzy nami nic nie było..on był starszy o 6 lat co w moim wieku było różnicą ogromniastą... nie spotykalismy sie oprócz mijania bo ostatecznie mieszkał tuż obok...dowiedział się co do niego czuję niepamietam jak... i był facetem na poziomie bo nigdy nie zrobił z tego głupiego użytku... wręcz jako dorosła dziś kobieta ( babcia dzieciom) ;-))) oceniam, że bardzo szanował moje uczucia ... czułam, że jest w moim życiu a ja w jego.. mimo,że to nie byl żaden związek...Wiedziałm ,że ma dziewczynę, potem miał z nią brać ślub.. i kiedyś ..tuz pzred ślubem poprosił mnie o rozmowę... opowiedził mi wtedy co myśli o tym wszystkim, byłam w szoku... bo tak naprawde to była historia jednego aktora, jednego bohatera czyli " ja kocham.. on nie" To było dla mnie bardzo ważne... pożegnał sie w jakimś sensie ze mną... ...założył rodzine, ja też...
Kiedys był jakis bal charytatywny, na którym po kilku ładnych latach spotkalismy się.. ja byłam ze swoim mężem , on ze swoja żoną.. Gdy go zobaczyłam jak wchodzi... zabrakło mi oddechu...prawie zemdlałam.. zatańczył ze mną 3 razy... opowiedział mi wszystko co o mnie wie..a wiedział faktycznie wszystko.... ja o nim mniej.... no i niby NIC.. rozmowa... taniec... a serce mi biło z niewiadomych bliżej przyczyn, bo męża kochałam bardzo, byłam z nim szczęśliwa, wszystko nam się układało ( niewiedziałam tylko ze to wszystko jednak pieprznie z hukiem).. minęło kilka lat.. rozwiodłam sie itd..itd.. to nie temat na ten wątek...
Sylwester .. ja po rozwodzie sama ..bez pary ale z moją paczką przyjaciół...i znów On... ze swoją żona.. znów zatańczył ze mną.. i znów cały taniec przegadany, jeden przez drugiego... i znów jakby mało tej rozmowy... i wszystkiego....
pamietam jak stał w drzwiach.. a ja odjeżdżałam samochodem... nie podeszłam sie pożegnac nawet... bo serce mi tak łomatało..że bałam sie .. ze on to zobaczy...
i co powiecie... NIGDY z nim nie byłam w związku.. kochałam sobie go po kryjomu... ( do czasu ;-)) pieknym czystym uczuciem... mhmhm .. nie było seksu, nic... może jakis dotyk... czuły..
i nawiązując do tamtej burzliwej dyskusji... o spotkaniach z byłymi partnerami podtrzymuje pytanie PO CO? i wiem, że niemogłabym z nim pójśc na kawe... jak z przyjacielem.. bo ... niewiem PO CO..? żeby to wszystko poczuć? zamieszać sobie w życiu? jemu namieszać? po co..? ;-))
On ma zone... ja obecnie mam mężą.. a nawet gdybym go nie miała.. po co? on ma zonę... kobieta kobiecie ..tego nie robi... Kobieta swojemy facetowi tego nie robi... ;-)))
Malwina, opisałaś swoje osobiste doświadczenie i sprawa jest dla mnie jasna. Mam takie samo zdanie jak Ty!!! Bo tu jednak o co innego chodzi niż o oskarżenie obcych kobiet, że się faceci za nimi oglądają, za ich dekoltami, nogami i pupami. Tu chodzi o spotykanie się z byłymi partnerami, z którymi cos nas łączyło. Tak, takie spotkania to prowokowanie losu! I tego nie powinna robić kobieta kobiecie, ani mężczyzna mężczyźnie! Ani kobieta swojemu mężczyźnie i na odwrót.
Na tym polega odpowiedzialność za swoje uczucia. Na tym, że unikam sytuacji, które mogą we mnie obudzić emocje, których nie chcę. Tak jak nie chodzę nocą po ciemnym parku, żeby nie dostać w łeb.
A PO CO niektórzy i niektóre to robią? PO CO spotykają się na kawce z byłymi partnerami? Chyba po to, by sprawdzić czy ich urok jeszcze działa, przetestować swoją atrakcyjność. Mam tez wrażenie, że jest w tym jeszcze jakaś bardzo brzydka rzecz. Chodzi o jakąś mściwą satysfakcję, o "pokazanie" aktualnej partnerce byłego, że "... on niby Cie kocha, ale gdybym tylko chciała, to twoje zycie legło by w gruzach, to ode mnie zależy, bo byłam tu przed tobą i znam jego czułe miejsca lepiej niż ty. A teraz ci go łaskawie oddaję, ale wiedz o tym, ze jestem blisko i w każdej chwili mogę odwołać się do moich intymnych przeżyć z nim i ci go odebrać, nie bądź zbyt pewna siebie..." Nawet jak się tej aktualnej partnerki byłego nigdy nie widziało i sie jej nie zna! To taka mentalność psa ogrodnika.
Są też absolutnie niedojrzałe osoby, nie zdajace sobie zupełnie sprawy z tego skąd sie biora emocje i nie biorace za nie odpowiedzialności. One poprostu robią co chcą i nie używają wyobraźni. Potem pisza na forum, że"... mają męża i dziecko, są 2 lata po ślubie i właśnie odnowiły znajomość z byłym i teraz jego własnie "kochają", choć on ma żonę, albo dziewczynę..." A inne niedojrzałe osoby im radzą, żeby odejść, bo "... miłość jest najważniejsza i chyba mąż nie dał ci tego czego ci potrzeba i to on jest winny, że znowu zakochałaś się w byłym..."
No i oczywiście są tacy, którzy nie ominą żadnej okazji, żeby sobie pobzykać. Ci robią wszystko, żeby zrealizować cel, uwodzą na nowo byłych czy byłe na równi z obcymi, nie przepuszczą żadnej okazji. Odpowiedzialność, empatia to obce im słowa i nie zamierzaja sobie głowy tym zawracać. Liczy się tylko własna przyjemność. To takie emocjonalne kalectwo.
Malwina, historia którą opisałaś jest bardzo piękna. To historia o miłości, odpowiedzialności, empatii i nieprzekraczaniu granic.
Serdecznie Cię pozdrawiam!
Znam taką jedną piękną dziewczynę....Nie udało jej się w związku i miała jeden cel- rozwalać inne. Duże cycki, ładna dupa, twarz. Udało jej się.
A teraz zarabia na dupie kasę. Smutne, ale prawdziwe.
Postanowiłam sobie mysleć pozytywnie... dam radę.. mimo, że tyle bałaganu wokól, tyle szarpaniny.. dam rade.. Są przeciez historie, które sie dobrze konczą.. ;-)
http://www.netkobiety.pl/viewtopic.php?pid=702037#p702037
Dzis przy okazji powyższego watku, gdzie musiał niestety interweniować moderator... przy dośc burzliwej dyskusji dotyczącej faktu, że niektórym żonom, partnerkom nie podobaja się spotkania z 'eks"... przypomniałam sobie przypadek z mojego własnego życia... i to potwierdza wszystko co pisałam...na ten temat.. Nie narzucam nikomu własnego zdania..każdy pielegnuje swój związek jak chce i jak potrafi...ale nie pozole sobie na wyśmiewanie tego jak ja to robie.. ( czy akurat inni)otóż;
będąc młoda dziewczyną, baaaaaaaaaardzo młodą zakochałam się na zabój w chłopaku z sąsiedneigo bloku...bla, bla..jak to wygląda wszyscy wiecie..ale to uczucie trwało kilka ładnych lat...NIGDy miedzy nami nic nie było..on był starszy o 6 lat co w moim wieku było różnicą ogromniastą... nie spotykalismy sie oprócz mijania bo ostatecznie mieszkał tuż obok...dowiedział się co do niego czuję niepamietam jak... i był facetem na poziomie bo nigdy nie zrobił z tego głupiego użytku... wręcz jako dorosła dziś kobieta ( babcia dzieciom) ;-))) oceniam, że bardzo szanował moje uczucia ... czułam, że jest w moim życiu a ja w jego.. mimo,że to nie byl żaden związek...Wiedziałm ,że ma dziewczynę, potem miał z nią brać ślub.. i kiedyś ..tuz pzred ślubem poprosił mnie o rozmowę... opowiedził mi wtedy co myśli o tym wszystkim, byłam w szoku... bo tak naprawde to była historia jednego aktora, jednego bohatera czyli " ja kocham.. on nie" To było dla mnie bardzo ważne... pożegnał sie w jakimś sensie ze mną... ...założył rodzine, ja też...
Kiedys był jakis bal charytatywny, na którym po kilku ładnych latach spotkalismy się.. ja byłam ze swoim mężem , on ze swoja żoną.. Gdy go zobaczyłam jak wchodzi... zabrakło mi oddechu...prawie zemdlałam.. zatańczył ze mną 3 razy... opowiedział mi wszystko co o mnie wie..a wiedział faktycznie wszystko.... ja o nim mniej.... no i niby NIC.. rozmowa... taniec... a serce mi biło z niewiadomych bliżej przyczyn, bo męża kochałam bardzo, byłam z nim szczęśliwa, wszystko nam się układało ( niewiedziałam tylko ze to wszystko jednak pieprznie z hukiem).. minęło kilka lat.. rozwiodłam sie itd..itd.. to nie temat na ten wątek...Sylwester .. ja po rozwodzie sama ..bez pary ale z moją paczką przyjaciół...i znów On... ze swoją żona.. znów zatańczył ze mną.. i znów cały taniec przegadany, jeden przez drugiego... i znów jakby mało tej rozmowy... i wszystkiego....
pamietam jak stał w drzwiach.. a ja odjeżdżałam samochodem... nie podeszłam sie pożegnac nawet... bo serce mi tak łomatało..że bałam sie .. ze on to zobaczy...
i co powiecie... NIGDY z nim nie byłam w związku.. kochałam sobie go po kryjomu... ( do czasu ;-)) pieknym czystym uczuciem... mhmhm .. nie było seksu, nic... może jakis dotyk... czuły..
i nawiązując do tamtej burzliwej dyskusji... o spotkaniach z byłymi partnerami podtrzymuje pytanie PO CO? i wiem, że niemogłabym z nim pójśc na kawe... jak z przyjacielem.. bo ... niewiem PO CO..? żeby to wszystko poczuć? zamieszać sobie w życiu? jemu namieszać? po co..? ;-))
On ma zone... ja obecnie mam mężą.. a nawet gdybym go nie miała.. po co? on ma zonę... kobieta kobiecie ..tego nie robi... Kobieta swojemy facetowi tego nie robi... ;-)))
Malwinko kochana!
Wielki szacun dla Ciebie!
Szkoda, że inne babiszony nie sa takie jak Ty!
Pozdrawiam!
I powiem jeszcze, że drazni mnie traktowanie mężczyzn jak bezwolnych kukieł, którym wystarczy tyłkiem przed oczami pokołysać, a oni lecą jak ćmy. Bo to nieprawda, że wszyscy są tacy. Jasne, niektórzy faceci bez zasad zawsze będą latac za babami i nie jest to wina tych kobiet. To nie one mają pilnować ich rozporków, to sam mężczyzna ma mieć kontrolę nad swoją seksualnością. Myslenie, że oni tego nie potrafią jest obraźliwe dla męzczyzn uczciwych, a wygodne dla nieuczciwych, bo zostawia ich w spokoju. Niech się kobiety między sobą szarpią, niech się parasolkami po głowach leją, a on biedny miś niewinny, bo przecież co mógł poradzić na nagły atak pożądania. To powiedzenie, że jakby suka nie dała, to pies by nie wziął jest głupie i szowinistyczne, podobne do tlumaczenia gwałciciela, że zgwałcił bo kobieta miała krótką spódniczkę. Takie stwierdzenia kierują całą odpowiedzialność za to, że facet nie potrafi utrzymać ptaka w portkach na kobiety. A winien jest ON, bo łamie składane przysięgi i zasady. Nie da się "wleźć" w cudze życie, jeśli nie ma na to zgody wlaściciela tego zycia!
Bardzo madre slowa! Wreszcie kobieta z rozumem a nie malym poczyciem wlasnej wartosci tu pisze:))
58 2011-08-05 11:43:53 Ostatnio edytowany przez Kriss (2011-08-05 11:46:17)
Coś Wam powiem Dziewczyny. Z własnych obserwacji. Kobiety są o wiele lepsze w werbalizacji uczuć, zachowaniach społecznych, wiedzą gdzie nacisnąć "guziczek" żeby otrzymać pożądaną reakcję na bodziec.
Mężczyźni są dużo prostsi w "obsłudze". Można zauważyć nawet u dzieci na podwórku - zero "namawiania", obgadywania, szczucia. Dadzą sobie po razie w przypadku konfliktu i po sprawie. Dziewczynki będą kombinowały, zrzeszały się w podgrupy, chichotaly znacząco.
W doroslym życiu jest identycznie. Pomijam tu przypadki notorycznych panów podrywaczy o inklinacjach sukinsyńskich. Weźmy zwykłego faceta. Uczciwego, dobrze wychowanego, kultura, obycie. Zagina na niego parol pani - może być z pracy, może być sąsiadka, może być 'była". Dzwoni do pana z pierdołą - z chęcią spotkania po latach, z pękniętą rurą, nieskoszonym trawnikiem, zepsutym samochodem - wachlarz damskich podchodów jest nieograniczony. Pan dobrze wychowany a zajęty (związek) damie chce pomóc. Tak został wychowany, tę cechę uwielbia w nim partnerka/żona - że nie jest chamem, burakiem i gburem. Jest na tyle prosto skonstruowany przez matkę naturę - że niestety to, co my, kobiety wyczuwamy na kilometr (nauczone ciężką podwórkową szkołą) - przechodzi u niego niezauważone. Trzeba damę ratować z opresji.
Resztę scenariusza dopiszcie sobie same. Gdy dowiadując się o takiej chętnej pani podejmujemy radykalne działanie, tupiemy nogą i mówimy NIE! Jesteśmy posądzane o zazdrość, zaborczość, pierdolca, bujną wyobraźnię i brak pewności siebie (co za bzdura). Bo wiemy, kochamy i mamy pewność, że ona - ta dowolna pani w potrzebie - mogłaby leżeć nago na schodach naszego domu, a on i tak by nie tknął kijem.
TU NIE O TO CHODZI. Chodzi o to, że sprawy, sprytnie kierowane przez ową pania, mogą zajść na tyle daleko - nie do łóżka - ale ciągle za daleko. My gdzieś z tyłu potylicy wiemy, że ona ma taki właśnie plan. Bo do spotkań ma się własnego męża, rodzinę i przyjaciół i dziwne jest dzwonić do byłego po 25 latach i umawiać się na spotkania w "kameralnym gronie", do skoszenia trawnika zatrudnia się dzieci w wieku adekwatnym, albo bierze dupę w troki i kosi samej, od hydrauliki jest hydraulik albo ginekolog. Od samochodu - mechanik. Proste jak budowa cepa. Nie ma potrzeby się wówczas "odwdzięczać".
Faceci często ze zwykłej konstrukcji swojego gatunku dają się wmanewrowywać w sytuację patową. A potem - cóż, potem to faktycznie od niego samego zależy czy skorzysta z wdzięków czy nie. Dla mnie osobiście najważniejsze są początki - i tak naprawdę to tylko ci namolni podrywacze nagminnie zdradzający swoje partnerki są już na tyle obeznani w "babskich sztuczkach" aby je odczytywać ze względną poprawnością.
Malwinko kochana!
Wielki szacun dla Ciebie!
Szkoda, że inne babiszony nie sa takie jak Ty!
Pozdrawiam!
Witaj Monia... wszystko dobrze oczywiście? pozdrowionka ciepłe!!!!
Cześć Dziewczyny, jestem tu nowa,ale od razu jak zobaczyłam temat nie mogłam się powstrzymać od wejścia i choćby przeczytania od początku do końca.
Wydaje mi się,że jest wiele kobiet po przejściach często mocno zranionych do tego stopnia, że zapadają na coś w rodzaju choroby psychicznej. Objawiającej się tym,że skoro im się życie spiep..rzyło to one chcą wymierzyć sprawiedliwość na własną rękę. Lub też odbijanie faceta innej kobiecie ( o ile im się uda) zaczynają traktować jak swoje trofeum. W ten sposób udowadniają sobie swoją wartość i wszystkim innym dookoła albo też swojemu byłem partnerowi pokazują jak to one sobie świetnie radzą i pokazują ,że ich eks zrobił największy błąd w swoim życiu. I bez kosztów dodatkowych czerpią przyjemność i na pewno nie spędzają samotnie wieczorów.
Z kolei samotne kobiety z niewiadomych przyczyn wybierają facetów zajętych z prostej przyczyny ,bo przecież taki facet po iluś tam latach związku utożsamia kobietę z pranie, gotowaniem ,wyciągniętm dresem , a także z kłótniami/ problemami finansowymi. Kiedy pojawia się kokieteryjna Pani X w szpilkach z idealnym makijażem i fryzurą to oni widzą po pierwsze walor estetyczny po drugie ich rozmowa nie będzie się toczyć na temat tego ,ze trzeba marchewke kupić czy czynsz opłacić. On się pani X ( tak jak wczesniej pisałyście) pożali ,a pani X uda wielce zażenowaną zachachowaniem żony przytuli go , nie mówiąc o innych rzeczach. No i wtedy wydzieli się ta granica żona =problem Pani X = przyjemność.
Najgorsze jest to, ze my kobiety jesteśmy na tyle słabe ,że się dajemy albo mamić albo jesteśmy tak nielojane wobec własnej płci i część z nas nie szanuje samych siebie lub też nei zna własnej wartości i widząc ,ze na więcej jej nie stac bierze się za zajętego.
smutnamonia napisał/a:Malwinko kochana!
Wielki szacun dla Ciebie!
Szkoda, że inne babiszony nie sa takie jak Ty!
Pozdrawiam!Witaj Monia... wszystko dobrze oczywiście? pozdrowionka ciepłe!!!!
Aniołku kochany!
Czy dobrze? Oj długo jeszcze nie będzie, ale mam nadzieję, że w końcu sie uda!
Mam ciągle wiele wątpliwości, ale ślubny się stara! Tylko ja mam problem,żeby ciągle o tym nie myśleć!
Za tydzień jedziemy na wakacje i już tylko tym żyję!
Buźki ciepłe dla Ciebie!
Coś Wam powiem Dziewczyny. Z własnych obserwacji. Kobiety są o wiele lepsze w werbalizacji uczuć, zachowaniach społecznych, wiedzą gdzie nacisnąć "guziczek" żeby otrzymać pożądaną reakcję na bodziec.
Mężczyźni są dużo prostsi w "obsłudze". Można zauważyć nawet u dzieci na podwórku - zero "namawiania", obgadywania, szczucia. Dadzą sobie po razie w przypadku konfliktu i po sprawie. Dziewczynki będą kombinowały, zrzeszały się w podgrupy, chichotaly znacząco.
W doroslym życiu jest identycznie. Pomijam tu przypadki notorycznych panów podrywaczy o inklinacjach sukinsyńskich. Weźmy zwykłego faceta. Uczciwego, dobrze wychowanego, kultura, obycie. Zagina na niego parol pani - może być z pracy, może być sąsiadka, może być 'była". Dzwoni do pana z pierdołą - z chęcią spotkania po latach, z pękniętą rurą, nieskoszonym trawnikiem, zepsutym samochodem - wachlarz damskich podchodów jest nieograniczony. Pan dobrze wychowany a zajęty (związek) damie chce pomóc. Tak został wychowany, tę cechę uwielbia w nim partnerka/żona - że nie jest chamem, burakiem i gburem. Jest na tyle prosto skonstruowany przez matkę naturę - że niestety to, co my, kobiety wyczuwamy na kilometr (nauczone ciężką podwórkową szkołą) - przechodzi u niego niezauważone. Trzeba damę ratować z opresji.
Resztę scenariusza dopiszcie sobie same. Gdy dowiadując się o takiej chętnej pani podejmujemy radykalne działanie, tupiemy nogą i mówimy NIE! Jesteśmy posądzane o zazdrość, zaborczość, pierdolca, bujną wyobraźnię i brak pewności siebie (co za bzdura). Bo wiemy, kochamy i mamy pewność, że ona - ta dowolna pani w potrzebie - mogłaby leżeć nago na schodach naszego domu, a on i tak by nie tknął kijem.
TU NIE O TO CHODZI. Chodzi o to, że sprawy, sprytnie kierowane przez ową pania, mogą zajść na tyle daleko - nie do łóżka - ale ciągle za daleko. My gdzieś z tyłu potylicy wiemy, że ona ma taki właśnie plan. Bo do spotkań ma się własnego męża, rodzinę i przyjaciół i dziwne jest dzwonić do byłego po 25 latach i umawiać się na spotkania w "kameralnym gronie", do skoszenia trawnika zatrudnia się dzieci w wieku adekwatnym, albo bierze dupę w troki i kosi samej, od hydrauliki jest hydraulik albo ginekolog. Od samochodu - mechanik. Proste jak budowa cepa. Nie ma potrzeby się wówczas "odwdzięczać".
Faceci często ze zwykłej konstrukcji swojego gatunku dają się wmanewrowywać w sytuację patową. A potem - cóż, potem to faktycznie od niego samego zależy czy skorzysta z wdzięków czy nie. Dla mnie osobiście najważniejsze są początki - i tak naprawdę to tylko ci namolni podrywacze nagminnie zdradzający swoje partnerki są już na tyle obeznani w "babskich sztuczkach" aby je odczytywać ze względną poprawnością.
Pooooooooooooooooooprostu strzał w dyche .. to jest dokładnie tak jak napisałaś... i a pro po's konstrukcji męskiej... do gamy przypadków dodam cos z własnego zycia..; jedziemy do znajomych, oni poznaja nas z innymi znajomymi.. fajni ludzie , naprawdę fajni, normalni...impreza.. a raczej grilowanko.. Kobieta czworo dzieci, mąż, normalna rodzina... zgrani, fajni... i co? dostaje szajby, inaczej tego nie ujmę, robi słodkie oczy do innego faceta na oczach własnego i zony tamtego ( czytaj moich ;-)) .... nic nie robie, nic nie mówię....bo wychodze z założenia, że przecież każdy ma swój rozum..ALE ja nie siadam na kolanach obcych mężów, nie wieszam się im na szyjach, nie komentuję dwuznacznie... teksty " mój pierwszy facet miał na imie tak samo jak Ty -wspominam te czasy ciagle"... " moge sie troszke poocierać o Ciebie?"'' " ojej... jak Ty slicznie jestes zarosnięty..ja tak lubię. wieeeeeesz" .. Nie wspomnę, że mój mąz jak mu siadła na kolanach z tekstem" zobaczymy czy Cię to bierze" miał mine dezertera wojenngo ;-))) Żenada... i ja się znam na żartach, wiem co to fajnie sie bawić .... ma poczucie humoru ale .... jak ze wszystkim... są jakieś granice... i nie chodzi o zazdrość tylko poczucie dobrego smaku, po co ja mam sie dziwnie czuć, mój mąz też... jej mąż... hmhmmh nie kumam... kum kum... ;-)))
Malwina69 napisał/a:smutnamonia napisał/a:Malwinko kochana!
Wielki szacun dla Ciebie!
Szkoda, że inne babiszony nie sa takie jak Ty!
Pozdrawiam!Witaj Monia... wszystko dobrze oczywiście? pozdrowionka ciepłe!!!!
Aniołku kochany!
Czy dobrze? Oj długo jeszcze nie będzie, ale mam nadzieję, że w końcu sie uda!
Mam ciągle wiele wątpliwości, ale ślubny się stara! Tylko ja mam problem,żeby ciągle o tym nie myśleć!
Za tydzień jedziemy na wakacje i już tylko tym żyję!
Buźki ciepłe dla Ciebie!
.. no skoro wakacje to urlop od myslenia!! nie mysleć! bawić się, seksować się... zatracać się... nie patrzec w tył!!!!
Cześć Dziewczyny, jestem tu nowa,ale od razu jak zobaczyłam temat nie mogłam się powstrzymać od wejścia i choćby przeczytania od początku do końca.
Wydaje mi się,że jest wiele kobiet po przejściach często mocno zranionych do tego stopnia, że zapadają na coś w rodzaju choroby psychicznej. Objawiającej się tym,że skoro im się życie spiep..rzyło to one chcą wymierzyć sprawiedliwość na własną rękę. Lub też odbijanie faceta innej kobiecie ( o ile im się uda) zaczynają traktować jak swoje trofeum. W ten sposób udowadniają sobie swoją wartość i wszystkim innym dookoła albo też swojemu byłem partnerowi pokazują jak to one sobie świetnie radzą i pokazują ,że ich eks zrobił największy błąd w swoim życiu. I bez kosztów dodatkowych czerpią przyjemność i na pewno nie spędzają samotnie wieczorów.
Z kolei samotne kobiety z niewiadomych przyczyn wybierają facetów zajętych z prostej przyczyny ,bo przecież taki facet po iluś tam latach związku utożsamia kobietę z pranie, gotowaniem ,wyciągniętm dresem , a także z kłótniami/ problemami finansowymi. Kiedy pojawia się kokieteryjna Pani X w szpilkach z idealnym makijażem i fryzurą to oni widzą po pierwsze walor estetyczny po drugie ich rozmowa nie będzie się toczyć na temat tego ,ze trzeba marchewke kupić czy czynsz opłacić. On się pani X ( tak jak wczesniej pisałyście) pożali ,a pani X uda wielce zażenowaną zachachowaniem żony przytuli go , nie mówiąc o innych rzeczach. No i wtedy wydzieli się ta granica żona =problem Pani X = przyjemność.
Najgorsze jest to, ze my kobiety jesteśmy na tyle słabe ,że się dajemy albo mamić albo jesteśmy tak nielojane wobec własnej płci i część z nas nie szanuje samych siebie lub też nei zna własnej wartości i widząc ,ze na więcej jej nie stac bierze się za zajętego.
Witamy Cie ciepło.. święta racja co napisałaś.. bo tak dokładnie jest... Zwykle zycie, codzienność nie może nawet konkurować z luźnym nieformalnym związkiem .. spotkania, randki.. a kłopoty, problemy zostają poza ta sfera.. wszyscy o tym wiemy.... i nic odkrywczego w tym... ale powiem Wam dziewczyny tak...sa kobiety, które tą wiedzę wykorzystuja własnie w walce z innymi kobietami.. wiedzą jak mozna zmanipulowac i facetem ( z całym szacunkiem) sytuacją...emocjami...
Weźmy zwykłego faceta. Uczciwego, dobrze wychowanego, kultura, obycie. Zagina na niego parol pani - może być z pracy, może być sąsiadka, może być 'była". Dzwoni do pana z pierdołą - z chęcią spotkania po latach, z pękniętą rurą, nieskoszonym trawnikiem, zepsutym samochodem - wachlarz damskich podchodów jest nieograniczony. Pan dobrze wychowany a zajęty (związek) damie chce pomóc. Tak został wychowany, tę cechę uwielbia w nim partnerka/żona - że nie jest chamem, burakiem i gburem. Jest na tyle prosto skonstruowany przez matkę naturę - że niestety to, co my, kobiety wyczuwamy na kilometr (nauczone ciężką podwórkową szkołą) - przechodzi u niego niezauważone. Trzeba damę ratować z opresji.
Resztę scenariusza dopiszcie sobie same.
No to Ci dopisze:
ponad rok temu po zimie zauwazylam, ze mi sie w pokoju syna jakas dziwnia i roznaca szpara w tynku na scianie pojawila. Panika, bo nie wiadomo ani skad ani ile naprawa bedzie kosztowac. Byly maz juz wyprowadzil sie dawno i zreszta obejrzal to ale nie umial nic poradzic. Administrator postal, pokrecil glowa i polecil zawolac fachowca i samej sie tym zajac. Na murarce nie znam sie a fachowcy sa "w cenie". Napisalam maila do mojego innego exa, ktory akurat w firmie budowlanej pracuje z prosba o polecenie mi moze jakiekos, znanego mu, fachowca. Pokrotce opisalam o co chodzi.
Sam z siebie zaproponowal, ze jakos tak za pare tygodni moze wpasc z materialami i sam sprobuje naprawic. W tym czasie on byl (i nadal jest) w zwiazku z inna pania. Ja bylam tak pol na pol sama, bo moj partner jeszcze byl za granica. Pozniej dojechal i o calej sprawie mu powiedzialam.
No i coz to sie stalo??? Zgroza w bialy dzien: ex przyszedl, pogadal ze mna troche, szpare zaszpachlowal i pomazal czyms tam jeszcze, wypil jedno piwo, bo bylo goraco i..poszedl. W tym czasie jak to naprawial, rozmawial ze swoja partnerka a ja na dole obiad dzieciakom gotowalam.
Podziekowalam mu, bo ani nie musial tego sam robic (pytalam jedynie o namiary na firmy) ani swoim kosztem (material i robocizna, dojazd tez) ani narazac sie na sceny zazdrosci swojej kobiety. Bo ona wiedziala, gdzie on jest, u kogo i co robi.Tyle, ze on ma madra kobiete i tylko mu pozazdroscic takiej.
Z tym eksem i paroma innymi do dzis mam czysto kolezenskie i przyjazne uklady. I oni i nasi partnerzy mamy sie dobrze.
Gdyby ktorys z nich probowal przekroczyc te granice, uklad przyjazny na pewno skonczylby sie. No i gdyby ktorys z nich mial zolze zamiast madrej partnerki w domu:)