czytając to forum historia po historii dostrzegam że takich jak ja dziewczyn wcale nie jest mało. tylko szkoda, że moje problemy nie są na tyle uniwersalne by rozwiązanie z poprzednich historii było również dla mnie wskazówką. Jestem młoda i jak na razie to chyba tylko jedyna pozytywna rzecz, którą dostrzegam. Studiuje, ale najwyraźniej niedługo, jest to coś co w ogóle mnie nie kręci, nie mam odwagi tego rzucić(ale to dziekan mnie chyba jutro wywali z uczelni- wcale się nie dziwie) gdyż za studia płacili rodzice za ciężko zarobione pieniądze- co z każdym dniem jest mi przypominane. Do tego nie mam pieniążków na opłacenie szkoły( kursy powtórkowe, które sama muszę opłacać) w domu wieczna wojna miedzy rodzicami i między rodzeństwem. Jest początek lata, a ja siedzę w domu i z łóżka nie chce wychodzić, nie chce z nikim się widywać, jak tylko nikt nie widzi wychodzę poryczeć w samotności bo od zawsze uczono mnie że płaczą tylko słabi a ja mam być twarda.mam ogromną ochotę rzucić wszystko i wyjechać daleko.... ale boję się i czy to rozwiąże moje problemy??
witaj!
ucieczka nigdy nie rozwiązuje problemów. problemom trzeba stawiać czoło.
ja na Twoim miejscu bym się usamodzielniła. idą wakacje a Ty leżysz? idź do pracy, zarób pieniążki na początek. wykorzystaj to, że właśnie młodych teraz szukają. ludzie mają gorsze rozterki w życiu. dopadł Cię gorszy moment.
chciałabyś rzucić studia? i co potem? skoro już się tam dostałaś i na dodatek rodzice Ci płacą, jak możesz mieć taki stosunek do tego?
a może od początku studia to był zły pomysł i nie miałaś odwagi powiedzieć:nie dam tam rady?
ale skoro masz taką możliwość zdobywaj wykształcenie! daje ono na przyszłość o wiele więcej.
Ja też mam czasami gorszy dzień. Shanty pisze, że oderwanie się od tego wszystkiego nie pomoże. Ja kilka lat temu "uciekłam" od moich problemów.
Po maturze zaczęłam kierunek, który mnie rozczarował. Dodatkowo trochę poplątałam sobie życie osobiste. Także nie miałam siły wstać rano z łóżka. Czasami dzwoniłam do kierowniczki mówiąc, że coś mi wypadło i nie mogę przyjść do pracy. Wyjechałam do pracy za granicę na trzy miesiące. To było najlepsze co zrobiłam. Wróciłam odmieniona, zaczęłam nowy rozdział. Odezwał się do mnie kolega z czasów liceum, spotykaliśmy się. Wszystko zaczęło się kręcić, rozpoczęłam inny kierunek. Później choroba, rok wyjęty z życiorysu. Ale po tym wszystkim pozbierałam się, mam nowego chłopaka z którym spotkam się już rok, jest dobrze (tamten poprzedni ze mną zerwał gdy czekałam na drugą operację). Zaliczam wszystko na studiach. Ale potrzebowałam właśnie takiego kopa. Za granicą nie było lekko. Jechałam do pracy o 12, wracałam o 1 w nocy. Teraz wszystko doceniam.
Niby podobny problem do mojego, ale jest jedna ogromna różnica. Od moich rodziców nie dostaję pieniędzy na studia, na pokój, na jedzenie. Na wszystko muszę sama zgromadzić sobie pieniądze. Fakt mam lżej, bo dostaję stypendium z powodu choroby itd. Jednak praca odmienia wszystko. Mam więcej energii, czuję że żyję. Niby nie robię nic wielkiego, ale to uskrzydla. Teraz na wakacje także znalazłam sobie pracę w kierunku studiów, co dodatkowo mnie mobilizuje. Tobie też to polecam, to jest świetna motywacja. Czasami dopada mnie gorszy dzień, ale przypominam sobie moje pobyty w szpitalu i przypadki, które tam widziałam. Inni naprawdę mają gorzej. Tylko właśnie czasami trudno jest to docenić, jeżeli nie konfrontujemy się ogromnym problemem na co dzień.
Dobra rada? Wyjdź z cienia, jezeli jestes na studiach, ktore CI sie nie podobaja to je rzuć i moze popraw mature? Skoro jestes na płatnych i nie pracujesz, to po co płacic. Poznaj przyjaciół i nie zwracaj uwagi na kółtnie, omijaj dom. WIem, ze to trudne, ale wszuytlo zalezy od Ciebie- ty jestes kowalem własnego losu. Głowa do gory i pnij sie po drabinie szczescia, az na sam szczyt!
Nie ma sensu robić nic na siłę. Jeśli czujesz się dobrze w kierunku, na którym jesteś, weź się w garść i zmień go! Teraz są wakacje, możesz trochę popracować, zarobić na siebie - od razu poczujesz się lepiej. Powodzenia!
Studia na których się źle czujesz to bezsens.. Rodziną staraj się nie przejmować, bo Oni będą Cie tylko dołować. Postaraj się coś zmienić w swoim życiu.. Zacznij od szkoły, pracy potem może miłość.. i w końcu się może wyprowadzisz
) Będzie dobrze, ale uwierz w siebie!!! ![]()
Dobre i mądre rady,jednak nie obrażając nikogo nie wiecie drogie panie jak to jest gdy nie widzi się sensu czegokolwiek.Wówczas nie przemawiają do świadomości żadne racjonalne rady typu:weź się w garść.
Jest taki moment,że człowiek przestaje panować nad swoim życiem i to nazywa się depresja...
Rozumiem co czujesz i przez co przechodzisz famme fatale,bo sama przechodziłam przez podobne sytuacje...a wszystko skończyło się tak smutnym stanem,że skończyłam u psychiatry...