Tomka poznałam jeszcze w gimnazjum. To dopiero była miłość hu hu
W połowie 1 klasy szkoły średniej zaczęliśmy być razem. Nasza miłość rozwijała się stopniowo. On był moim pierwszym ja jego pierwszą, wiadomo jak w bajeczce. Łączyło nas bardzo wiele, przy nim dorastałam przy nim stawałam się prawdziwą kobietą on przy mnie mężczyzną. Tyle wspomnień i pięknych chwil. Pierwszy raz, Matura, Prawo jazdy, Bal studniówkowy, oj wiele wiele wiele przemiłych wydarzeń życiowych które miały miejsce w naszym życiu. Wszystko robiliśmy razem. Poświeciłam dla niego wszystko, przyjaciół swoje hobby. Oddałam mu całe serce i duszę, jak prawdziwa nastolatka otworzyłam mu cala furtkę .....
Koniec szkoły średniej oznaczał i nasz koniec. Coś się zaczęło psuć, miłość powolutku gasła przy codzienności. Nowa praca studia ..... Tomasz wpadł na pomysł by wypłynąć w rejs, a że był po szkole morskiej szybko dostał kontrakt. Z tym że nie to była praca w porcie Gdańskim. Wszyscy mnie pocieszali mówiąc że to będzie sprawdzenie naszych uczyć, że mam myśleć o tym jak się będziemy witać a nie żegnać itp itd .... Tomasz wyjechał początki były straszne. Dla mnie istniała tylko praca i komórka, bo tylko taki kontakt z nim miałam. On mówił że tęskni i tak bardzo kocha i że nie wie czy wytrzyma. Po miesiącu wszystko się zmieniło ... ON zaczął mniej pisać mniej dzwonić, kiedy ja dzwoniłam słyszałam słowa "nie sprawdzaj mnie ". Przyjechał do domu na weekend w środku kontraktu. Nie patrzył mi w oczy nie był sobą już, wrócił ktoś zupełnie inny. Od tamtej pory wiedziałam ze to się już skończyło. Kolejne dni mijały już szybciej. Tomasz wrócił postanowiliśmy nie być razem, ale i tak pisał mi że nie wie czego chce, czy chce być ze mną czy nie. Ja chciałam by było jak dawniej, mówiłam mu że tęsknie za tym Tomaszem co był kiedyś że chce odbudować NAS. Wykorzystywał moje uczucia bawił się mną. Kochał się ze mną jednego dnia, a na drugi dzień mówił ze nic z tego nie będzie. Aż pewnego dnia spadło to na mnie jak grom z jasnego nieba "Tomasz Cię zdradzał jak tam był" .... Padłam na kolana ze łzami w oczach, rodzice nie mogli mnie uspokoić, klęska na całego. Tomasz przyznał się do wszystkiego. Ja zmieniłam się całkowicie. Nie było łatwo...... Zniknęłam z jego życia, przestałam odpisywać na smsy na wiadomości na gg typu "ale sobie faceta znalazłaś beznadziejnego" albo "wszystkiego dobrego z okazji urodzin" lub zwykłe "co słychać". Po prostu zniknęłam.
Od tamtego czasu minął rok, jestem na nowo zakochana i szczęśliwa
To była prawdziwa lekcja dla mnie. Co prawda do dziś ciągnie się za mną strach przed zaufaniem i trochę niska samoocena, ale daje rade. Wiem dzisiaj że jego rola w moim życiu się skończyła, wiele się dzięki niemu nauczyłam i jestem mu za to wdzięczna, za te całe 5 lat ...
Pamiętajcie dziewczyny że każda kobieta ma takie życie miłosne jakie chce. Nie możecie tylko pozwolić by to FACET stał się całym waszym światem, zostawcie coś dla siebie, bo kiedy odejdzie .... zostaniecie z niczym. DZIĘKI ZA CIERPLIWOŚĆ OSOBOM KTÓRE TO PRZECZYTAŁY ![]()
2 2008-11-30 16:33:58 Ostatnio edytowany przez Ansja (2008-11-30 16:34:11)
Pamiętajcie dziewczyny że każda kobieta ma takie życie miłosne jakie chce. Nie możecie tylko pozwolić by to FACET stał się całym waszym światem, zostawcie coś dla siebie, bo kiedy odejdzie .... zostaniecie z niczym.
.. bardzo mądre słowa ...
Gratuluję Ci siły i trzymaj tak dalej ![]()
"Nie możecie tylko pozwolić by to FACET stał się całym waszym światem" tak sie zastanawiam na tymi slowami ... ale nie moge sobie wyobrazic ze ktos kogo kocham calym sercem nie bedzie moim calym swiatem.Moze dlatego ze nigdy nie doswiadczylam zadnej przykrosci. Gartuluje Ci sily ! ja pewnie dluuugooo nie zaufalabym zadnemu mezczyznie. Dzielna kobieto ![]()
Szirina, powiem tyle, JESTEŚ SILNĄ I NAPRAWDĘ DZIELNĄ KOBIETĄ. Tym bardziej życzę Ci, by ta nowa miłość już Cię nie zawiodła, bo jesteś jej warta.
Karino77 kochać można
kochajcie śmiało całym serduszkiem, ale i z głową. Nie zapominajcie że życie może dokopać nie raz, i lepiej mieć dla siebie coś w zapasie ![]()
Ale wiesz szirinko, jak się kocha, to człowiek mimochodem oddaje się cały swojej miłości, bo gdyby zaczął się zastanawiać, ile zostawić sobie, to wtedy nie byłby szczęśliwy tak do końca. Miłość ma to do siebie, że pochłania nas w całości i każdy z nas daje tyle ile chce i ile ma do zaofiarowania.
chodzi mi generalnie o to, by nie rezygnować ze swoich marzeń, ze swoich zainteresowań, hobby.... Bo kiedy coś się złego wydarzy, tylko dzięki swoim hobby i marzeniom będziecie potrafiły bez TEGO JEDYNEGO żyć.... i w miarę szybko wyjść z dołka. Zostawcie w związku trochę SIEBIE co pozwoli wam odpocząć od partnera, ale i w chwili kryzysu odnaleźć odpowiednie wyjście
Całkowicie zgadzam się z sziriną.
Wiadomo,że kochając oddajemy drugiej osobie maksimum swoich uczuć,bo albo się kocha,albo nie,nie można kochać w jakiejś części...Ale jeśli będąc z kims nie zapomnimy o sobie,o własnej wartości jako osobnej istoty,o swoich pasjach,swoich przyjaciołach,swoich marzeniach...to zachowamy nie tylko zdrową wewnetrzną równowagę,poczucie,że nie zatracamy dla miłości wszystkich innych ważnych dla nas aspektów,nie tylko będzie nam łatwiej w razie rozstania,ale i umocnimy szacunek partnera do nas.Bo szacunek do kobiety,która żyje jedynie związkiem,partner przesłania jej cały świat,oddycha nim,jej marzenia ograniczają się do ich wspólnych chwil czy choćby kontaktów wirtualnych,pokazuje mu cały czas ze on jest dla niej absolutnie wszystkim,szybko topnieje.A od braku szacunku bardzo blisko do końca miłości.
Dziewczyny,kochajmy:)Ale nie zatracajmy w tym siebie i nigdy nie wyłączajmy myślenia.
Dziewczyny, ale rozumiecie? bo mi chodzi o to, że ja jak kocham, to się zatracam, bo to daje mi szczęście, przecież nie mogę robić coś wbrew sobie np. spotykam się z przyjaciółką..i co z tego jak nie sprawia mi to radości, bo tak strasznie tęsknię? Co z tego, że pójdę na aerobik, jak się tam męczę, bo nie jestem z nim?
Dobrze jest, gdy faktycznie ta osoba nie pochłania nas tak bez reszty, ale to już zależy od człowieka.
Radości z innych rzeczy mozna się nauczyć.Jesli partner nie jest zaborczy,nie ogranicza nas,sam ma swój świat,czujemy się bezpiecznie i spokojnie w związku to z jakiej racji mamy wisieć mu cały czas na szyi?:)Związek to nadal dwoje ludzi.Dwoje osobnych,całkowicie indywidualnych istot.A jeżeli cos zaczyna sie psuć to nagle okazuje się,że jestesmy z tym same,bo przyjaciele nie byli potrzebni,a pasje,umiejetności i nasze własne poczucie wartości leżą gdzieś pod grubą warstwą kurzu...
Wspaniale jest kochać mocno,wspaniale jest tesknić bo to słodki ból.I czasem trzeba sobie na tę tęsknotę naprawdę pozwolić,przypomnieć sobie kim jestem kiedy nie jestem cały czas przy nim.Przecież przez parę godzin bez niego świat się nie zawali,z tęsknoty nie umrzesz;)Szacunek do siebie samej.Szacunek jego do nas.Świadomość własnej wartości.Siła w związku i poza nim.To w ten sposób zyskujemy.
Wierz mi Samanto,ja też kochałam kiedyś do bólu,bez pamięci,do zatracenia.Uzalezniłam się od niego całkowicie.On był wszystkim.Teraz z perspektywy czasu i przy kimś zupełnie innym widzę jak wielki to był błąd.
kjersti ma całkowitą racje
kobitki kochajcie i szalejcie, ale zachowajmy zdrowy rozsądek ![]()
Podziwiam, chyba bym nie umiała tak zniknąć. Naprawdę PODZIWIAM
mam podobna historie do twojej... tylko ze moja nadal "trwa".... bylam z chlopakiem mozna powiedziec z 6 lat... od 1 klasy gimnazjum...
rozstalismy sie przed matura poniewaz powiedzial ze nie kocha...cierpialam... depresja.... wrocil do mnie po 4 miesiacach stwierdzajac ze kocha mnie nad zycie ze juz zawsze chce ze mna byc ze jest tego pewny... uwierzylam mu ... wybaczylam wszystko... znow czulam sie szczesliwa...
jednak miesiac temu wszytsko powtorzylo sie... znow powiedzial ze nie kocha... ze sie wypalil... ze nie moze ze mna byc... odszedl... ja blagam zeby zostal wytlumaczyl... ponizam sie...
dzis nie potrafie normalnie zyc... znow mam stany depresyjne.... tylko ze pol roku wczesniej byla przy mnie rodzina... teraz jestem na studiach w obcym miescie... nie mam z kim porozmawiac.... nie potrafie soebie z tym wszyskim poradzic.... czuje ze nie mam sensu zyc... moj caly dzien wyglada podobnie... z reguly albo placze albo spie albo pale albo pije albo probuje skupic sie nad czyms i probowac sie uczyc....
to wszystko tak strasznie boli....
uwierz mi kochanie że jak wszystko juz sie uspokoi będziesz się z tego śmiać i dziekować bogu ze tak sie stało jak się stało. Ja nawet miło wspominam tamten czas bo stałam się inną osobą. Wiem, że jak znów by mnie spotkało cierpienie z miłości dam sobie radę bo przeszłam już tyle że nic mnie nie złamie. Ale jak to mówią nigdy nie mów nigdy
chcesz pogadać wal jak dym ![]()
mam podobna historie do twojej... tylko ze moja nadal "trwa".... bylam z chlopakiem mozna powiedziec z 6 lat... od 1 klasy gimnazjum...
rozstalismy sie przed matura poniewaz powiedzial ze nie kocha...cierpialam... depresja.... wrocil do mnie po 4 miesiacach stwierdzajac ze kocha mnie nad zycie ze juz zawsze chce ze mna byc ze jest tego pewny... uwierzylam mu ... wybaczylam wszystko... znow czulam sie szczesliwa...
jednak miesiac temu wszytsko powtorzylo sie... znow powiedzial ze nie kocha... ze sie wypalil... ze nie moze ze mna byc... odszedl... ja blagam zeby zostal wytlumaczyl... ponizam sie...dzis nie potrafie normalnie zyc... znow mam stany depresyjne.... tylko ze pol roku wczesniej byla przy mnie rodzina... teraz jestem na studiach w obcym miescie... nie mam z kim porozmawiac.... nie potrafie soebie z tym wszyskim poradzic.... czuje ze nie mam sensu zyc... moj caly dzien wyglada podobnie... z reguly albo placze albo spie albo pale albo pije albo probuje skupic sie nad czyms i probowac sie uczyc....
to wszystko tak strasznie boli....
Najlepiej jest zachować równowagę tak jak mówią dziewczyny ale niestety czasem jest to naprawdę trudne... Ja na początku nie wyobrażałam sobie chwilki bez R i teraz też tak mam, ale obserwuję cieszącą mnie tendencję, że już trochę tęsknię za takim babskim spotkaniem. Ale jak już się na takie wyrwę (tzn teraz nie mam nawet z kim) to i tak myślę o nim...
Ale teraz zawsze w razie czego mam was ;*
i potem mówią na dziewczyny, że my zdradzamy .. ale nie patrzą jacy oni są wobec nas
Fajnie,że szybko się pozbierałaś
tak trzymaj
historia sama w sobie niefajna... ale wnioski, które wyciągnęłaś są właściwe i miło, że się z nimi dzielisz...
pozdrawiam serdecznie
dzielna z Ciebie kobieta
- świetnie że podniosłaś się i wiesz jak dalej żyć aby już nie cierpieć - i tego Tobie życzę
Eh. A ja nie wiem jak sie pozbierac. Bylismy razem 3 lata. Milosc od pierwsszego wejrzenia, para klasowa przez cale liceum, spedzalismy razem caaaaly czas. On zostawil mnie 6 tygodni temu. Nie podal zadnego wyjasnienia dlaczego to robi, przestal sie odzywac, wszedzie mnie pokasowal. Przez 3 tygodnie wygladalam jak trup nie jak ja. Totalna depresja. Po 3 tygodniach pojawil sie na nowo... juz w nowym miejscu (na nowej uczelni, do ktorej szlismy RAZEM) ze chce wrocic. nie wiedzialam o co chodzi. spotkalismy sie. mowilam ze chce wiedziec ze mu zalezy. Bylam niezdecydowana, nie potrafilam mu wybazyc. Mowil ze mnie zostawil bo nie potrafil mi zaufac, ze sie oddalilismy i wogole. niestety to prawda, teraz wiem ze glownie ja jestem winna temu rozstaniu. Wlascwie chyba bylam zbyt pogubiona na caly ten powrot, bo najpierw mu napisalam smsa ze nie chce, na pewno nie .. dzwonil dzwonil, pisal - zero mojej reakcji. nagle cos mi sie przebudzilo - zadzwonilam do niego , spotkalismy sie, powiedzialam ze mozemy sprobowac... potem znowu - spotkalismy sie, powiedzialam ze potrzebuje czasu, ze chce zobaczyc ze jemu zalezy. to chyba po prostu toczylo sie zbyt szybko... przyszedl do mnie w najwieksza ulewe i wichure, zapewnial ze kocha, zostawil list na 3 strony z samymi wyznaniami ze kocha i wyjasnieniami.. potem zaskoczyl mnie na uczelni z roza.. chcial spedzic wiecej czasu, ale ja pojechalam do domu . napisalam mu wieeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeelkkiego maila, ze nie potrafie mu zaufac, ze to koniec... ;/ teraz on pisze ze mnie nie kocha, ze ten powrot to byl blad, ze tylko sie ranilismy, ze ja na niego nie zasluguje.. wytyka mi moje bledy i wady, poniza, mowi ze jestem egoistka i wydaje mi ise ze jestem idealna. to tak cholernie boli. tymmbardziej ze ja chcialabym z nim byc... bardzo... ale jakos nie potrafilam...jestem totalnie zagubiona. ciagle placze. nie wiem czy sie z nim spotkac - sprobowac zawalczyc.. ale zaraz pojawia sie mysl ze on mnie wysmieje, ze tylko sie jeszcze bardziej zblaznie. a poza tym nadal nie jest 100% pewna ze to taki wysmienity pomysl zebysmy do siebie wrocili... a jak on smie mi mowic takie chamskie rzeczy? no i to chyba definitywny koniec :((((( i tak caigle placze i placze i nie wiem jak sie pozbierac... dajcie jakas rade;/ jestem totalnie zagubiona. ciagle przytlacza mnie mysl ze nikogo juz tak nie pokocham, ze wciaz bede o nim myslala... bo on byl i nadal jest moim idealem. wydaje mi sie byc najpiekniejszy, najmadrzejszy, najprzystojniejszy... ;/// straszzzzne. chce sie obudzic i nie czuc juz tej milosci.
dziewczyny mój ex ma na 21 sierpnia wyznaczoną datę ślubu hehe
żeni się z tą z która mnie zdradził. powiedziała mi to moja koleżanka która z nim ostatnio gadała. nic mnie to nie wzięło nic nie poczułam ani nic nie powiedziałam na to, tylko " no i dobrze niech mu się powiedzie".
naprawdę warto było przeżyć coś takiego ![]()
Podziwiam Cię, że tak szybko się podniosła... Ja po pięciu latach... nie wiem, ale chyba nie dałabym rady...
Jak poznałam mego ukochanego to przestałam utrzymywać bliższe kontakty z koleżankami z gimnazjum i nie żałuje tego i pewnie nie żałowałabym jakbym nie była z Mym. Po prostu chciałam zakończyć z nimi znajomość, która była - fałszywa.
Z drugiej strony zgadzam się, że nie warto zatracać się dla drugiej osoby z którą się jest, bo gdy okaże się, że to nie to... i zostajemy sami bez perspektyw.
no i rozsypał się mój kolejny związek .... i na nowo wydaje mi się że nigdy się nie zakocham bla bla bla masakra. póki co mam ochotę zamkną się w pokoju i zwyczajnie ryczeć.
zerwał ze mną bo był niedojrzały głupi i dzieliła nas przepaść intelektualna. rozumiem te wszystkie minusy jego i wiem ile łez przez niego też wylałam ale kiedy cierpisz pamiętasz tylko te dobro które się skończyło i nigdy nie wróci. ALE
wiem że wyjdzie słońce i mimo że jeszcze wyje z bólu za nim kiedy nikogo nie ma w domu, to jakoś muszę wyjść z tego. byłam z nim na odległość 2 lata i teraz kiedy kończę studia on dostał pracę na morzu i świat stał już przed nami otworem, on zawiną nogi i spier....ił. czyż on nie jest głupi ?:P wiem że będzie tego żałował on też to wie, ale jeszcze nie docenił co miał. kiedy będzie na statku sam ze sobą w ciasnej kajucie, zrozumie. ale będzie za późno.
23 2010-06-20 23:05:01 Ostatnio edytowany przez Abra (2010-06-20 23:06:02)
Jak doskonale Cię rozumiem...
Czytając twoją historię pierwszej miłości to tak jak bym czytała o swojej.
Poznałam go gdy miałam niespełna 15 lat,pokazał mi co znaczy kochać,dorastałam u jego boku,był mi przyjacielem,bratnią duszą.Byłam całkowicie pewna że to jemu dam założyć sobie obrączkę i to z nim będę miała dzieci.Jednak musiał po szkole wyjechać do pracy.Nasz związek stał się związkiem na odległość.On zaczął się zmieniać,szpanować.Widziałam że bardzo się pogrążył w świecie swoich nowych kolegów,znajomych.Stopniowo zaczęłam coś podejrzewać,sprawdzać,popadłam w paranoję,jednak od cały cza się wypierał.Aż kiedyś w końcu po kilku miesiącach oszukiwania mnie,okłamywania przyznał się że sypia z kimś.Był ze mną i z nią jakieś pół roku.Co ja przeszłam-rok miałam straszną depresję.Minęło kilka lat ja mam teraz męża,córcię,on ma teraz żonę( tą z którą mnie zdradzał),synka.W tym samym roku wzięliśmy ślub i w tym samym roku urodziły nam się dzieci.Czas zaleczył ranę ale blizna jest,myślę że na całe życie. . .
To prawda nie można oddać się bezgranicznie,nie można rezygnować z przyjaciół,z hobby bo później jest bardzo ciężko a nigdy nie wiemy co przyniesie nam los. . .
Kobietki teraz też wiem, że nie można oddawać się w całości związkowi, oddawać całe serce, tylko niestety to nie takie proste. Jestem po rozstaniu 5 tygodni, nie była to pierwsza miłość, ja mam 23 lata, on 27, byliśmy ze sobą 3 lata...odszedł bo powiedział, ze się wypalił, ze mnie już nie kocha (ale przez pierwsze dwa tyg. po rozstaniu dawał nadzieje na powrót). Wiem, że sama się podłożyłam w tym związku, był dla mnie całym światem, taki idealny, z resztą on sam mnie w tym utwierdzał, ze to już na zawsze. Zrezygnowałam dla niego z całego swojego życia, nie oczekiwałam tego samego w zamian. Miał swobodę, ja miałam do niego zaufanie...niestety oszukiwał mnie. Dziś właśnie mija rocznica moich zaręczyn, jestem załamana i rozsypana. Kocham i tęsknie...choć wiem, ze to już definitywny koniec.
Szirino jesteś bardzo silną i mądrą kobietą. Wiem, ze wyjdziesz z tego dołka, a ten facet który Cię zostawił na pewno będzie żałował. Wezmę z Ciebie przykład, może kiedyś i ja będę potrafiła mile wspominać wspólny czas z nim, może kiedyś i dla mnie zaświeci słońce.
wiem że on już żałuje bo pisze mi smsy "myślisz że kiedy zmądrzeje i zrozumiem kilka spraw to wróciła byś do mnie??" masakra a potem sms "ale chyba nie dał bym rady z moimi głupimi myślami że w tym czasie kiedy byliśmy osobno ktoś BYŁ" jeszcze bardziej utwierdza mnie w przekonaniu że to jest niedojrzały egoista masakra. a to że on by z kimś spał to już nie ważne jest he. napisałam mu tylko "ty nigdy nie zmądrzejesz i nic nie zrozumiesz, szkoda mojego czasu mimo że kocham ale już więcej wracać do ciebie nie będę zabawką na POTEM nie jestem i nigdy nie będę."
KAŻDY DZIEŃ TERAZ JEST INNY NIE WIEM CO ZROBIĆ DALEJ ZE SWOIM ŻYCIEM BO NAJBLIŻSZE CZASY PLANOWALIŚMY RAZEM. MIESZKANIE ZMIANA MIASTA ZAMIESZKANIA, NOWA SZKOŁA. HMM TERAZ NIE WIEM CO DALEJ ROBIĆ. PÓKI CO ZACZNĘ OD PRAWA JAZDY ![]()
A moja pierwsza miłość trwa do dziś... Miałam 14 lat jak się poznaliśmy:) Dzisiaj, po 8 latach, wciąż spoglądam w te same, błękitne, roześmiane oczy... i wciąż tak samo kocham:) Po wielu przykrych dniach, po wielu rozstaniach .... wciąż wszystko trwa:)
Czasem pierwsza miłość może być zarówno ostatnią. To takie romantyczne... Niby...
Ale znam i takie historie, jak Twoja szirina...
Pomyśl, że każde następne rozstanie będzie Cię hartować. Będziesz coraz silniejsza.
A każdy następny związek uczy.
A może jeszcze wrócicie do siebie...?
A moja pierwsza miłość trwa do dziś... Miałam 14 lat jak się poznaliśmy:) Dzisiaj, po 8 latach, wciąż spoglądam w te same, błękitne, roześmiane oczy... i wciąż tak samo kocham:) Po wielu przykrych dniach, po wielu rozstaniach .... wciąż wszystko trwa:)
Czasem pierwsza miłość może być zarówno ostatnią. To takie romantyczne... Niby...
Ale znam i takie historie, jak Twoja szirina...Pomyśl, że każde następne rozstanie będzie Cię hartować. Będziesz coraz silniejsza.
A każdy następny związek uczy.
A może jeszcze wrócicie do siebie...?
ahhh jak ja Ci zazdroszcze i gratuluje :*
way_to_love
Dzięki:*
u mnie jest podobnie (może oprócz zdrady).
i od jakiegoś czasu nachodzą mnie takie czarne dni jak dziś, kiedy rozum góruje nad sercem i zaczynam na nowo rozwazać - zostać z nim czy odejść? cholernie to wszystko skomplikowane. czasami chciałabym się cofnąć 3 lata w przeszłość aby móc odwrócić głowę gdy po raz pierwszy się spotkaliśmy...
Hmm... Moja pierwsza miłość. Pamiętam jak dziś, Łukasz z przedszkola. Ohh ja ja go "kochałam", mówiłam ciągle, że wyjdę za niego za mąż. ^^
A taką prawdziwą pierwszą miłością, jest mój obecny partner:) Oboje nie mieliśmy przed sobą nikogo. Poznaliśmy się w 1 klasie LO. Cóż, burzliwe mieliśmy początki, dodam, że nie gadaliśmy w ogóle. Teraz oboje się z tego śmiejemy.
Sasza....naprawdę gratuluję! Takich związków od początku do końca jest jak na lekarstwo.....:)
ehh.. moja pierwsza miłość była nieodwzajemniona...nie ma czego wspominać:)