Co Wam kochane kobiety, pomogło sie dzwignąc i ruszyc do przodu? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Co Wam kochane kobiety, pomogło sie dzwignąc i ruszyc do przodu?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 48 ]

1

Temat: Co Wam kochane kobiety, pomogło sie dzwignąc i ruszyc do przodu?

Mam pytanie do Kobiet z tego forum, które ,,wstały na nogi" i odnalazły sens, by dalej żyć i iść przez życie. Co Wam pomoglo w tym? Jakie sytuacje? Jakie zalozenia? Czy odnalazłyście Siebie w nowej rzeczywistośći i na popiolach przeszłosći odrodziłyscie sie niczym Feniks?

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Co Wam kochane kobiety, pomogło sie dzwignąc i ruszyc do przodu?

Przede wszystkim trzeba zastanowić się nad sensem naszego istnienia. Postawić sobie jasne pytania po co żyjemy i dla kogo? A najlepszym momentem kiedy pojawiają się takie zamysły jest właśnie spadek formy, potknięcie. Wtedy musimy znaleźć w sobie tyle siły by wstać i iść naprzód. Każdy moment jest dobry by zacząć nowe życie, lepsze życie. Nawet nie mamy pojęcia ile codziennie zdarza się sytuacji, które są dla naszego życia 'efektem motyla'. Musimy obserwować siebie, swoją osobę, potrzeby i kontrolować swoje życie. Nie można się poddawać, bo życie należy do odważnych. Stagnacja to najgorsza rzecz w życiu. Kiedy nadchodzi moment w którym czujemy się bezbronni i nic nie warci, to dobry moment by zmienić sposób myślenia.

3

Odp: Co Wam kochane kobiety, pomogło sie dzwignąc i ruszyc do przodu?

h3x, w pelni sie z Tobą zgadzam. Własnie takie myslenie, załaczyłam rowno rok temu i dzieki temu, nie tylko wstalam ale odnalazłam nowe cele. Siedze na tym forum juz ponad rok i czytam o życiu innych. Wiele jest tu osób, które wchodzac z problemem, zostały i teraz udzielaja wiele nieocenionych rad. Zastanawiałam sie ostatnio, jak sobie poradziły, co ostatecznie wpłyneło na to, ze teraz sa silne i pewnie stoją na nogach.  Wzbogacone o nowe doswiadczenia, które są jednoczesnie cennymi radami, dla innych kobiet.

4

Odp: Co Wam kochane kobiety, pomogło sie dzwignąc i ruszyc do przodu?

Warto pozbyć się schematów, że kobieta jest jednostką słabą i nie zdolną nic osiągnąć. Czasy się zmieniają, a aktualnie kobieta naprawdę może być postrzegana jako profesjonalistka. Coraz więcej kobiet zakłada firmy, osiąga postawione sobie cele, kształci się, wzbogaca. Wszystko możemy zmienić, tylko wystarczy pozbyć się schematów. I przede wszystkim trzeba działać. Działanie to klucz do sukcesu w każdym elemencie naszego życia.

5

Odp: Co Wam kochane kobiety, pomogło sie dzwignąc i ruszyc do przodu?

h3x a co podpowiesz kobietom, które są w rozsypce emocjonalnej, bez mozliwosci pomocnej dloni, pozostajace w ruinie przeszlosci i o slabszej psychice? Bardzo trudno jest takiej osobie powiedziec, ,,wstan, zyj , idz" kiedy powiedzmy, ozostaja z dziecmi, z dlugami, bez rodziny

6

Odp: Co Wam kochane kobiety, pomogło sie dzwignąc i ruszyc do przodu?

Dużo kobiet które przechodzą depresję zamykają się w sobie na długi okres i nie pozwalają by do nich dotrzeć. Prędzej czy później jednak znajdzie się osoba obok, która się zainteresuje, wyciągnie pomocną dłoń. Niestety nie każdy jest zdolny do przekonania drugiej osoby że życie ma sens, więc jedyne co można zrobić, to polecić dobrego psychiatrę, psychologa lub po prostu osobę, która zna się na motywacji ludzi do życia. Ciężko jest mówić osobie pogrążonej w depresji o tym że życie ma różne kolorowe barwy, ale za każdym razem warto próbować. Ale decyzja o podniesieniu jakości swojego życia natomiast musi wypływać z wnętrza osoby dotkniętej depresją. Wtedy coś naprawdę można zmienić. Nie ma rzeczy nie do rozwiązania. Na wszystko jest jakiś sposób, plan. Jeśli więc widzimy w naszym środowisku osobę, która potrzebuje pomocy - wyciągnijmy pomocną dłoń. Parę słów podnoszących na duchu naprawdę może zdziałać cuda. Tylko trzeba wierzyć. smile

7

Odp: Co Wam kochane kobiety, pomogło sie dzwignąc i ruszyc do przodu?

W pelni sie z Tobą zgadzam Spotkanie kogos, kto ma podobną sytuację, do naszej, daje poczucie, ze nie jestesmy same, mimo, ze kazda osoba  inywidualnie musi to przejsc a dobre słowo, to szczebelek, ktory pozwala sie wydostawac z dołka, dziekuje:)

8

Odp: Co Wam kochane kobiety, pomogło sie dzwignąc i ruszyc do przodu?

Sorki dziewczyny. Ale to brzmi jakbyscie rozprawke pisały albo pseudodialog do jakieś gazety. Prawdy objawione.. Kobiety są wydaje im się popełniają błąd .... Piszecie jakaś prace na zaliczenie?? Zgadzam się z tobą dokładnie uważam.... 
Pseudopsychologia taka. Nie macie wrażenia? Uogolniacie podajecie racje uniwersalne i fundamentalne dajecie jedyne słuszne rady.
Jednym zdaniem- moderatorki zakonczcie wszystkie wątki. Jak ktoś będzie potrzebował wsparcia wejdzie tutaj i dostanie przepis na życie.

9

Odp: Co Wam kochane kobiety, pomogło sie dzwignąc i ruszyc do przodu?

ofinderka witaj. Faktycznie, tak to wygląda, jednak piszac tego posta, chciałam poznać co zmotywowało kobiety, co pozwoliło im wyjść z sytuacji dla nich trudnych. Nie sądze, ze napisanie czegos, co wskazuje, ze mamy w sobie wystarczajaco siły, by sie nie poddac, jest czyms niestosownym na tym Forum. Ludzie, ktorzy tu wchodzą, mają sytuacje, gdzie często nie widzą swiatełka w tunelu. Inne osoby, w oparciu o swoje doswiadczenia, daja często bezcenne wskazówki, które pomagaja spojrzeć na sytuacje z innej perspektywy. Ludzie, ktorzy pokonali przeciwnosci losu, są pewnego rodzaju nauczycielami-przewodnikami, pod warunkiem, ze chcą sie swoimi doswiadczeniami podzielić. Ja osobiscie bardzo lubię czyttac historie ludzi, którzy potrafili pokonać bariery, w pierwszym momencie wydajace sie nie do przejscia i nie ukrywam, działa to na mnie motywująco, bo skoro ktos, dal sobie rade z tym czy z tym, oznacza, ze nie jestem sama w podobnej sytuacji i sa sposoby, by odniesć sukces nad slabosciami. Bardzo duzo sie mówi o tym, ze życie jest cieżkie, trudne, uslane kolcami a bardzo malo o tym, ze są ludzie, którzy mimo to idą na przód i potrafią wyłamywac te kolce. Mysle, ze oprócz porad, wspólczucia i ostrzeżen, także powinniśmy motywować. Kazdy tu opisuje historie, które są tragiczne, smutne, nieszczesliwe, jednak mało kto dopisuje później ciąg dalszy tego, bo chyba te zdarzenie nie konczy calego życia skazujac na wegetacje? Mi wlasnie pomogli ludzie, ktorych historie nie konczyły sie na upadku. Wstali i poszli dalej. Jedna z osób z tego Forum, ,,pokazala"mi swój sosób, który jej pomógł i to było punktem zwrotnym. Dzieki temu, mimo ze minal dopiero rok od rozpadu mojego 15 letniego zwiazku żyje i naprawdę staram sie życ calą pełnia życia .

10

Odp: Co Wam kochane kobiety, pomogło sie dzwignąc i ruszyc do przodu?

Ja tez korzystam z tego forum pełnymi garściami:)

11

Odp: Co Wam kochane kobiety, pomogło sie dzwignąc i ruszyc do przodu?

Co mi pomogło się dźwignąć i ruszyć do przodu? Mnie akurat pomogła złość, energia w niej zawarta. W wieku 22 lat wiedziałam, że moje wczesne małżeństwo się wali, a byłam zupełnie sama, daleko od domu rodzinnego, bez żadnego wsparcia, bo mój mąż odciął mnie od świata z powodu patologicznej zazdrości. Złość długo tłumiłam ze strachu przed nieznanym, ze wstydu z powodu porażki. W końcu tamy puściły i energia zawarta w złości pozwoliła mi na odejście z wielkim hukiem. W ciągu jednego dnia przeorganizowałam swoje życie. Ta energia długo mnie niosła, dawała taki power, że wszystko mi się udawało. Powrót do rodzinnego miasta, rozwód, nowa praca, nowe szanse, nowe życie.  Z tą energią ulatniał się też mój żal i uraza. Z tego nieudanego małżeństwa zostało doświadczenie życiowe, które pozwoliło mi trzeźwo patrzeć na siebie i na facetów i nie popełnić drugi raz tego samego grzechu naiwności i ślepoty na ewidentne sygnały porazki. Drugie małżeństwo było i jest strzałem w dziesiatkę!

12

Odp: Co Wam kochane kobiety, pomogło sie dzwignąc i ruszyc do przodu?

Ja jestem w trakcie wstawania... daleka droga przede mną, ale to co mi pomaga iść do przodu to chyba bunt i strach. Bunt na to , co się stało, na ludzi, na ludzi którzy krzywdzą i ta chęć udowodnienia im, że mimo wszystko można podnieść się z bagna, bez niczyjej litości, taka wewnętrzna potrzeba szacunku do samej siebie. Druga sprawa to strach. Wyobraziłam sobie, że umieram, sama, gdzieś w ciemnym zaułku, bez nikogo, brudna, głodna,zapomniana. Samotna dlatego, ze kiedyś nie chciałam walczyć o swoje życie. Przeraziłam się tego obrazu...a tak łatwo jest się poddać, ulec pokusom, przespać swoje życie, płacząc w fotelu nad tym, co było i stać w miejscu, albo ewentualnie wylądować w szpitalu psychiatrycznym. Przeraziła mnie ta cienka granica... ten taniec nad przepaścią. Dlatego stwierdziłam że trzeba wiać z nad tej przepaści.

Odp: Co Wam kochane kobiety, pomogło sie dzwignąc i ruszyc do przodu?

...jestem osobą wycofaną, na zewnątrz spokojną i niestety nie mam motywatora w postaci złości (chociaż bardzo byłby potrzebny)...troche pomogła mi taka wewnętrzna potrzeba wolności, w codziennych działaniach,  jak pomyślę sobie, że będę mogła to czy tamto i nikt nie będzie mnie wówczas ograniczał...to u mnie działa
obecność na forum...czasem też pomaga, motywuje do działania...widze ludzi z podobnymi problemami, którzy coś robią, próbują...
bo w życiu realnym, codziennym niechętnie mówi się do otaczających ludzi o porażkach, problemach...z wielu powodów
uważam, że rozmowa czyni cuda...to prawda, ale nie każda, nie z każdym, a takie zainteresowanie i dawanie rad czasem akurat mnie bardzo wycofuje...a na pewno w niczym nie pomaga
rozmowa, gdzie mogę sama się wygadać, sama wyciągnąć wnioski, zebrać myśli i wiedza, że jest takie miejsce, czy osoba, że mogę to bez konsekwencji czy jakichś oczekiwań na działanie z mojej strony zrobić....to bardzo pomaga dźwignąć się z dołu...
ps przepraszam za chaos wypowiedzi

14

Odp: Co Wam kochane kobiety, pomogło sie dzwignąc i ruszyc do przodu?

Witajcie,
a ja mam wrażenie że stoję w miejscu.... Rozwód odbył się dwa lata temu, a ja odkąd straciłam pracę /rok temu - przez mojego ex!! / nie mam siły na "wielkie zmiany".... Szukam pracy, co jest trudne bo mam dziecko szkolne i muszę je zawozić i przywozić do/z szkoły... a na pomoc rodziny nie mogę liczyć sad Tak więc siedzę w domu i nadmiar wolnego czasu mnie dobija.. Kiedyś miałam wszystko /tak mi się wydawało/: kochanego męża, dom, dziecko, super pracę... Teraz oprócz dziecka nie mam powodów do szczęścia. Wiem, że to brzmi depresyjnie ale nie potrafię się dźwignąć... A chciałabym pokazać "byłemu" że na nim świat się nie kończy, że też mogę się uśmiechać i cieszyć się życiem!!! Ale jak to zrobić?? Nie mam z kim pogadać, znajomi z chwilą rozwodu - nie mają czasu... Jak odszukać w sobie pokłady pozytywnej energii???

15

Odp: Co Wam kochane kobiety, pomogło sie dzwignąc i ruszyc do przodu?

cześć Agat  gdzie mieszkasz????????????

16

Odp: Co Wam kochane kobiety, pomogło sie dzwignąc i ruszyc do przodu?

Wik, mieszkam w okolicach Katowic smile

17

Odp: Co Wam kochane kobiety, pomogło sie dzwignąc i ruszyc do przodu?

Ja ciągle stoję w miejscu, nie umiem zrobić kroku do przodu. Zamknęłam się w sobie i przerażają mnie mężczyźni, nie umiem im zaufać, nie umiem się otworzyć, nie umiem szybko się angażować, a mam wrażenie, że każdy facet teraz od razu przechodzi do "konkretów", a ja tak nie potrafię, nie potrafię tak szybko się angażować. Obawiam się, że przez to nikt nie będzie na mnie czekał. Ale ja nie umiem tak szybko się otwierać na kogoś:(

18

Odp: Co Wam kochane kobiety, pomogło sie dzwignąc i ruszyc do przodu?

Loona84,
też mam takie odczucia. Tłumaczę sobie to tym że człowiek raz zraniony, niestety bywa potem bardziej ostrożny i nieufny do ludzi, szczególnie płci przeciwnej.....

19 Ostatnio edytowany przez Loona84 (2011-05-17 20:08:59)

Odp: Co Wam kochane kobiety, pomogło sie dzwignąc i ruszyc do przodu?

Nie wiem czy jestem jakąś dziwna, czy coś ze mną nie tak, że nie umiem się tak szybko angażować. Podziwiam, że inni umieją poznać nowych facetów, że potrafią się łatwiej angażować. Może jestem za mało tolerancyjna, może wyobrażam sobie kogoś kogo nie ma w ogóle. Nie wiem, może ze mną jest coś nie tak. Czuję się jak z epoki kamienia łupanego. Mam wrażenie, że nie pasuję do dzisiejszego świata. Ten dzisiejszy świat, wymagania jakie stawia, mnie przeraża. Może zabrzmi to mało skromnie, ale czuję,że jestem zbyt delikatna dla mężczyzny, boję się ich. Czuję się jak mała, bezradna dziewczynka.

20 Ostatnio edytowany przez Aga30 (2011-05-17 20:04:52)

Odp: Co Wam kochane kobiety, pomogło sie dzwignąc i ruszyc do przodu?

Ja niby nie jestem już zraniona. Myślę o mojej przeszłości jak o fajnym wspomnieniu (niefajne już nie bolą). Jestem w najlepszym momencie swojego życia. Czuję się ze sobą najlepiej. Mam fajną pracę. Ale nie mogę ruszyć z miejsca. Nie mogę się zakochać. W każdym facecie doszukuję się wad i tylko na nich się koncentruję. Nie jestem w sanie się zmusić do bycia z kimś, do kogo nic nie czuję. Czuję się samotna i powoli się poddaję... Taki paradoks - najlepszy i najgorszy czas w moim życiu.

21

Odp: Co Wam kochane kobiety, pomogło sie dzwignąc i ruszyc do przodu?

Pare lat temu miałam taki czas w życiu ( nie mogłam poradzić sobie z przeskokiem studia-praca) i stanełam w miejscu. Byłam totalnie i absolutnie bierna na wszystko; prace (stałam sie wycofana, zbyt uległa i wystraszona), mężczyzn ( unikałam zawierania nowych znajomości, tak że przez dłuuuuugi czas nie byłam na żadnej randce), czułam, ze powoli sie rozpadam, zacierają sie moje kontury jako osoby- przestaje istnieć.
I w pewnym momencie poczułam, ze tak dalej być nie moze, że moje życie przecieka mi przez palce, trace lata, które już nigdy nie wrócą. Ta świadomośc doprowadzała mnie do rozpaczy, bardzo dużo wtedy płakałam- ale miałam świadomośc, ze tylko ja moge coś zmienić- nikt tego za mnie nie odwali.
Powoli nabrałam sił by zmienić swoje życie. Nadal jestem w fazie zmian, ale już pare rzeczy zmieniłam na plus ( jestem z tego b. zadowolona) i odzyskałam kontrole nad swoim życiem i poczucie, że moge dużo sama w nim zmienić. Zaczełam od realizacji postanowień (komuś może sie to wydać nieco śmieszne, ale dla mnie to był milowy krok naprzód, bo wcześniej postanowienia rodziły sie i umierały w wyobraźni)
Najlepszy okres mojego życia jeszcze przedemną, ale nie jest tak źle jak było.

22

Odp: Co Wam kochane kobiety, pomogło sie dzwignąc i ruszyc do przodu?
NiobeXXX napisał/a:

Najlepszy okres mojego życia jeszcze przede mną...

I tego się trzymajmy!!! Musimy wszystkie w to wierzyć!!!...... Choć wiem że będzie trudno..

23

Odp: Co Wam kochane kobiety, pomogło sie dzwignąc i ruszyc do przodu?

NiobeXXX witaj:) Podchodzisz do życia, podobnie, jak ja. Takze w pewnym momencie, stwierdziłam, ze cos mi ucieka, ze cos marnuje a życie przeciez mam tylko jedno i pochować sie za jego trwania juz w mogiłe i czekac na śmierc, to zadna frajda. Mimo, ze nie było latwo, sróbowalam przełamac wlasne myslenie, stereotypy i zbędne nalecialosci z czasów, w ktorych zakladalam, ze ,,cos musi być tak, nie inaczej", bo kazdy tak mowi. Postanowilam ,,odnależć siebie" i ,,przyjrzec sie sobie blizej", jaka ja jestem naprawdę. Czulam sie wtedy podle, Odszedł mąz a ja uwazalam, ze wiekszosc winy jest moja. Nie bylam go godna, to znaczy, ze jestem nikim. Tępilam te błedy mysleniowe, niekiedy walac lbem w sciane, w bezsilnosći nad sama sobą. Wreszcie sie raz porzadnie zawziełam i  ruszyłam. Przestalam sie bac. postanowilam wreszcie sie rozjerzec wokól siebie, nie , jak do tej pory, dwie klapki na oczach i tylko praca, dom , maz...teraz eks juz :)Zycie obok trwalo a ja powoli odszukiwałam w nim to, co do tej pory przeoczylam. Jeszcze szczytów nie osiagnelam, ale to przezde mna. Stoje teraz prosto na nogach, odnoszę swoje male sukcesy, w zaleznosci od wielkosci kroków, jakie podejmuje w ich kierunku. Staram sie te kroki, robic coraz wieksze i isc w kierunku terenów, ktore do tej pory, odwiedzali inni , ale ja nie mialam odwagi, by tam pójść. Na swojej drodze, odnajduje ciągle cos nowego i cennego. To moje cegielki, z ktorych chce wybudowac przyszłosc. Wierzę, ze to Tobie tez sie uda, bo jestes na najlepszej do tego drodze. Pozdrawiam

24

Odp: Co Wam kochane kobiety, pomogło sie dzwignąc i ruszyc do przodu?

Tak racja można przeczytać porad ale tak naprawdę każdy sam musi się z tym uporać.A jak zacząć coś na nowo,jak odnależć samą siebie z przed związku kiedy się było tamtą osobą?Jak udowodnić sobie,że jest się wartościową osobą,jak się dzwignąć nie potrafię nie umiem...

25

Odp: Co Wam kochane kobiety, pomogło sie dzwignąc i ruszyc do przodu?

k .iness witaj, Wiem, jak to trudno, jednak co innego Ci pozostaje? Stac w miejscu i patrzec, jak koło Ciebie swiat pedzi..Jakos trzeba życ dalej. ,, Nie umie, ,,nie potrafie", to nic, co Ci pomoze. Rady sa po to, by czasem pokazac jakas droge, swiatełko, chcociaz mały płomyk nadzieI. bo to jednak bardzo jest potrzebne. Kazdy z nas w chwilach trudnych, mimo ludzi wokól, jest sam. Cała sila drzemie w Tobie i od Ciebie zależy, czy po nią siegniesz , czy  nie. Konsekwencje tego pamietaj, zawsze zaowocują w przyszłosci.

26

Odp: Co Wam kochane kobiety, pomogło sie dzwignąc i ruszyc do przodu?

No właśnie - gdzie jest ten moment (i jak do niego dojść), od którego wszystko zaczyna się kręcić w dobrym kierunku?

27

Odp: Co Wam kochane kobiety, pomogło sie dzwignąc i ruszyc do przodu?

Aga30, myśle, ze jest to koniec pewnego etapu w zyciu, kiedy uznajemy, ze jestesmy na dnie. Zostaje, albo zostac na tym dnie. albo sie odbić od niego. Jezeli masz od górke, oznacza, ze jednak idziesz ku szczytowi. Zrobilam bilans zysków i strat, Podsumowalam, co zostało, co straciłam i co mogę. Nie wiedzialam, jak zrobic pierwszy krok. Zrobilam go wbrew sobie, na sile. Nie chcialam nigdy ale to nigdy juz tak sie czuc, jak sie czułam, kiedy odszedł ktos, kto stanowił do tej pory całe moje zycie. Uzaleznilam swiat od jednej osoby. Jak odeszła, zabrala ten swiat, zostawila z niczym...tak myslalam wtedy.Swiat jednak istnial dalej a ja czy chciałam, czy nie, musialam w nim egzystowac. Wiec rozpoczęlam walke,ale  nie z nim. Ze sobą. Czy mialam inne wyjscie? Innego nie ma, jezeli cos chcesz ze swoim życiem zrobic.

Odp: Co Wam kochane kobiety, pomogło sie dzwignąc i ruszyc do przodu?

jeśli chodzi o angażowanie się też mam uczucie, że jestem nie z tej epoki, też nie potrafię, czy raczej nie chcę fizyczności z kimś kogo nie kocham i nie pragnę...ale czy to źle?...myślę, że jeśli znajdzie się taki mężczyzna...dla którego ta powściągliwość będzie moim atutem i poczeka...i da mi czas na to bym zapragnęła i chciała to będzie właśnie ten...i tego się trzymam
a jeśli taki się nie znajdzie?...to trudno...przecież jest tyle rzeczy, które cieszą, które mogę robić sama, czy ze znajomymi, których jeszcze poznam na swojej drodze...

29

Odp: Co Wam kochane kobiety, pomogło sie dzwignąc i ruszyc do przodu?

Tak nie ma co patrzeć jak życie toczy się dalej,tylko jak wrócić do tego życia,cieszyć sie z małych sukcesów?Jak odszukać swoją poprzednią osobę?Radosną uśmiechniętą nie mam pojęcia,jak odmienić swoje życie.Kompletne wypalenie.Co robic?

30 Ostatnio edytowany przez Zazdrosc (2011-05-20 23:19:47)

Odp: Co Wam kochane kobiety, pomogło sie dzwignąc i ruszyc do przodu?

Podpierajac sie przeczytana literatura stwierdzam, ze najlatwiej otrzasnac sie gdy:
-odmawiamy jakiegokolwiek kontaktu (jesli musi byc ze wzgledu na dzieci to mailowo i w punktach)(Moze byc zawieszenie znajomosci na czas okreslony)
-idziemy na terapie albo przynajmniej tworzymy sobie dorazna grupe wsparcia z przyjaciol
-zaczynamy uprawiac sport (to jest juz na tyle sposobow naukowo uzasadnione, ze nie bede sie o tym rozpisywac)
-zaczynamy jakies cwiczenia relaksacyjne (joga, muzykoterapia, trening autogeniczny)
-czytamy literature fachowa
-robimy dla siebie drobne dajace ucieche rzeczy
-jak juz nie wyrabiamy emocjonalnie, zawalamy prace etc... to lykamy przepisane przez lekarza tabletki.

zawsze mozna powiedziec, ze to i tak nie zadziala i popadac w coraz wieksza depresje

31

Odp: Co Wam kochane kobiety, pomogło sie dzwignąc i ruszyc do przodu?

hmmm, to chyba zależy od każdego indywidualnie. Mi jak narazie nic nie pomogło, a przeczytałam i nasłuchałam się wielu rad. Niestety z tym każdy sam się musi uporać. Lecz od mojego rozstania minęły już 2 miesiące,i muszę nieśmiało stwierdzić,że jest odrobinę lepiej. Bywają te gorsze dni, bywa też,że jest ich w tygodniu znacznie więcej niż tych dobrych, ale staram się myśleć pozytywnie, gdy tylko powraca myśl o ex zasypuję się stertą pracy, prasuję, sprzątam, wychodzę z domu, oglądam głośno telewizor, słucham głośno muzyki, w taki sposób zagłuszam myśli smile

32

Odp: Co Wam kochane kobiety, pomogło sie dzwignąc i ruszyc do przodu?

13 maja 2011 r. minął rok jak powiedział mi przez telefon, że będzie miał dziecko z inną. Byliśmy razem 11 lat. Nie wiem jak przeżyłam to wszytko, ale już nie płakałam codziennie, zakopałam wszystko głęboko, przysypałam, przyklepałam, zapominałam. Od ponad roku go nie widziałam, aż do dzisiaj. I wszystko się rozsypało . Spotkałam go tak ok. 18 tej, taki mój koniec świata. I nie wiem po co walczyć o normalność, jak to się moze znów w każdej chwili zawalić. Nie da się zapomnieć, ani ruszyć do przodu, to jest tylko trwanie żeby się nie rozsypać

33

Odp: Co Wam kochane kobiety, pomogło sie dzwignąc i ruszyc do przodu?
terraluna napisał/a:

13 maja 2011 r. minął rok jak powiedział mi przez telefon, że będzie miał dziecko z inną. Byliśmy razem 11 lat. Nie wiem jak przeżyłam to wszytko, ale już nie płakałam codziennie, zakopałam wszystko głęboko, przysypałam, przyklepałam, zapominałam.

Więc jednak się da smile Teraz będzie już łatwiej, bo już to przerabiałaś. Taki gwałtowny, nagły ból - ale szybciej minie. Trzymaj się smile

34

Odp: Co Wam kochane kobiety, pomogło sie dzwignąc i ruszyc do przodu?

Ale nie ruszę do przodu....... mam wrażenie, że  przybrałam formę przetrwalnikową : nie myśleć, nie czuć, czekam... Starciłam wiarę we wszystko: w ludzi,  prawdę, szczęście. Gdzieś tam w środku, jest jakiś kawałek mnie który na to "trwanie" się nie zgadza, chciałabym żyć ale nie potrafię. Nie wiem po co się podnosić, zawsze myślałam że  będę z jedną osobą przez całe życie

35

Odp: Co Wam kochane kobiety, pomogło sie dzwignąc i ruszyc do przodu?
terraluna napisał/a:

Ale nie ruszę do przodu....(...)Nie wiem po co się podnosić, zawsze myślałam że  będę z jedną osobą przez całe życie

PO to się podnosić ABY ruszyć do przodu właśnie smile
Wydaje mi się, że KAŻDY decydując się na małżeństwo liczy na to, że z tą właśnie osobą przeżyje całe swoje życie - na dobre i na złe.
CZASEM się nie udaje. TRZEBA to zaakceptować. Poczytaj to forum - WIELU osobom to się nie udaje.
Zrób coś by odmienić swoją formę przetrwalnikową - coś DUŻEGO kalibru. Zmień miejsce zamieszkania ALBO środowisko (np. idź na jakieś studia) poznaj INNYCH ludzi smile Właśnie - uruchom swój rozrusznik - rusz z miejsca smile Wierzę, że się da - trzeba spróbować. Powodzenia big_smile

36

Odp: Co Wam kochane kobiety, pomogło sie dzwignąc i ruszyc do przodu?
terraluna napisał/a:

Ale nie ruszę do przodu....... mam wrażenie, że  przybrałam formę przetrwalnikową : nie myśleć, nie czuć, czekam... Starciłam wiarę we wszystko: w ludzi,  prawdę, szczęście. Gdzieś tam w środku, jest jakiś kawałek mnie który na to "trwanie" się nie zgadza, chciałabym żyć ale nie potrafię. Nie wiem po co się podnosić, zawsze myślałam że  będę z jedną osobą przez całe życie

Mam dokładnie te same odczucia, nie potrafię iść dalej...Stoję w miejscu. Chciałabym być kochana, ale mam wrażenie, że nie pasuję do tego świata, że jestem z innej epoki i nie ma takich facetów,którzy by mi odpowiadali. Ja po prostu boję się ich, jestem jakby zbyt delikatna dla nich:( zbyt emocjonalna, zbyt wrażliwa, łatwo mnie urazić, zranić. Nie nadaję się do tego świata:( Wiem, że nie ma ideałów, ale ja nie potrafię przymrużyć oka na niektóre cechy charakteru. Boję się, że zawsze w mojej głowie będzie obraz mojego byłego, że ciągle będę myślała nad tą przerwaną,niedokończoną, niespełnioną miłością:( Dlaczego ja taka jestem, inni podnoszą się szybko, jakoś zapominają, cieszą się następnym związkami, a ja nie potrafię:(

37

Odp: Co Wam kochane kobiety, pomogło sie dzwignąc i ruszyc do przodu?

Zauważyłam, że przez jakiś czas miałam nadzieję (a może to leki, które przepisał mi lekarz), rozstanie przytrafiło mi się kiedy wychodziłam z doła tak więc cały rok ciężkiej pracy fiuuuuuuuu. Ale może dlatego nie umarłam, bo miałam jako tako odzyskaną równowagę. Teraz, kiedy minął rok te kilka osób,z którymi utrzymuję jako taki kontakt  (mam takie wrażenie) chciałyby żebym już stanęła na nogi i ruszyła do przodu. A ja nie wiem  po co? Moje jedyne zajęcie to wrócić do domu wleźć pod kołdrę i czekac na następny dzień żeby pójść do pracy wrócić i położyć się znowu. I trzymać fason, żeby nie płakać przez te 9 godzin poza domem. Na studia pójdę bo już miałam to zaplanowane, rozstanie też przeżyłąm w trakcie podyplomowych. Nic to nie daje, nic .... Po co robić cokolwiek, żeby znów  stracić nadzieję? Żyję sobie po cichu, szaro-buro. Może ktos się zapyta czemu zatem piszę na formu? Bo jakaś głupia mała część mnie  chce być kiedyś szczęśliwa. A najbardziej to chciałabym nic nie czuć

38

Odp: Co Wam kochane kobiety, pomogło sie dzwignąc i ruszyc do przodu?
terraluna napisał/a:

...te kilka osób,z którymi utrzymuję jako taki kontakt  (mam takie wrażenie) chciałyby żebym już stanęła na nogi i ruszyła do przodu. A ja nie wiem  po co?
(...) Bo jakaś głupia mała część mnie  chce być kiedyś szczęśliwa.

Niech ta głupia mała część Ciebie powie - co się będzie działo z Tobą, gdzie będziesz za 5, 10, 15 lat? Chcesz mieć dzieci? rodzinę? cokolwiek???

39

Odp: Co Wam kochane kobiety, pomogło sie dzwignąc i ruszyc do przodu?

Nie potrafię sobie niczego wyobrazić, mam już 40 lat i trochę późno na zakładanie rodziny.
Nie widziałam go od roku, a teraz przez okno w kuchni widzę go jak siedzi z kolegami na jedynym widocznym (pomiędzy drzewami) przez moje okna miejscu. Nawet nie myślę, ze robi to specjalnie, ale czemu mi się to przydarza? Ten świat jest taki wielki...

40 Ostatnio edytowany przez Anhedonia (2011-05-22 19:47:11)

Odp: Co Wam kochane kobiety, pomogło sie dzwignąc i ruszyc do przodu?
terraluna napisał/a:

Nie potrafię sobie niczego wyobrazić, mam już 40 lat i trochę późno na zakładanie rodziny.
(...)ale czemu mi się to przydarza? Ten świat jest taki wielki...

Myślisz, że tylko Tobie? Poczytaj sobie może inne wątki na tym forum. Zdarzają się zdrady i po 35 latach wspólnego życia. Dużo tego...
Może trzeba zauważyć, że oprócz naszych nieszczęść są i inne
Tak się po prostu czasem zdarza

41

Odp: Co Wam kochane kobiety, pomogło sie dzwignąc i ruszyc do przodu?

No właśnie, dlatego z nikim na ten temat nie rozmawiałam, są inni co mają gorzej : zdrada po 35 latach, cięzka choroba dziecka, gwałt, głód, katastrofy naturalne.... Wiem, że zdarzaja się gorsze "sprawy" ale miałam nadzieję, że tutaj mogę się przyznać że jest mi bardzo ciężko i nie moge się pozbierać, czytam inne wątki, współczuję innym, ale jest mi po prostu bardzo źle i uważam że ja nigdy się nie pozbieram. Widocznie "moja zdrada" jest za mało spektakularna.Ironiczne jest to, że jest to pierwsze forum na którym sie zalogowałam, ale widać tutaj też nie pasuję.

42

Odp: Co Wam kochane kobiety, pomogło sie dzwignąc i ruszyc do przodu?
terraluna napisał/a:

Widocznie "moja zdrada" jest za mało spektakularna.Ironiczne jest to, że jest to pierwsze forum na którym sie zalogowałam, ale widać tutaj też nie pasuję.

A dlaczego tak uważasz? Bo może fakt, że inni też mają nieciekawie a Ty się czujesz głęboko nieszczęśliwa ŁĄCZY a NIE dzieli? Przecież w tych innych postach są rady, które i Ty możesz wziąć dla siebie.
Nikt Ci nie powie dlaczego Tobie się to przytrafiło tak jak i dlaczego innym się zdarza.
Możesz wejść w to środowisko pełne problemów, czytać i próbując rozumieć udzielić jakiegoś wsparcia lub odciąć się od całego świata, obrażona na niego i kisić w swoim nieszczęściu.
"Bo jakaś głupia mała część mnie  chce być kiedyś szczęśliwa" (napisałaś) ale do tego trzeba wyjść ze swojej skorupy.
Ale czy TY chcesz ? smile dlaczego nie chcesz pomyśleć o swej przyszłości? dlaczego chcesz tkwić w martwym punkcie?

43 Ostatnio edytowany przez niekochana72 (2011-05-23 18:36:26)

Odp: Co Wam kochane kobiety, pomogło sie dzwignąc i ruszyc do przodu?
terraluna napisał/a:

No właśnie, dlatego z nikim na ten temat nie rozmawiałam, są inni co mają gorzej : zdrada po 35 latach, cięzka choroba dziecka, gwałt, głód, katastrofy naturalne.... Wiem, że zdarzaja się gorsze "sprawy" ale miałam nadzieję, że tutaj mogę się przyznać że jest mi bardzo ciężko i nie moge się pozbierać, czytam inne wątki, współczuję innym, ale jest mi po prostu bardzo źle i uważam że ja nigdy się nie pozbieram. Widocznie "moja zdrada" jest za mało spektakularna.Ironiczne jest to, że jest to pierwsze forum na którym sie zalogowałam, ale widać tutaj też nie pasuję.

Się przyznałaś. Rozumiemy, że nie możesz się pozbierać, bo większość z nas też tak miała. Ale co da utwierdzanie Cie w tym mylnym twierdzeniu. Dostałaś mnóstwo rad - jak widzę TY WIESZ LEPIEJ. A no kochana - tak daleko nie zajedziemy. Albo chcesz zmian i otwierasz się na nie, albo chcesz siedzieć w kącie i posypywać głowę popiołem. Twój wybór.

Kochana ja mam 40 na karku i zaczynam życie od nowa. Wcale nie tak miało wyglądać moje życie, ale cóż - bywa i tak.
Jeśli brałaś już leki, byłaś na jakiejś terapii - chyba warto znów zwrócić się o pomoc fachowca. Moim zdaniem to mocno przesadzona reakcja po takim długim okresie czasu.
Może zacznij od opisania swojej historii w osobnym wątku. Wylej swoje żale, gniew i co tam jeszcze chowasz pod skorupą.

44 Ostatnio edytowany przez Zazdrosc (2011-05-23 18:58:09)

Odp: Co Wam kochane kobiety, pomogło sie dzwignąc i ruszyc do przodu?
terraluna napisał/a:

Ale nie ruszę do przodu....... mam wrażenie, że  przybrałam formę przetrwalnikową : nie myśleć, nie czuć, czekam... Starciłam wiarę we wszystko: w ludzi,  prawdę, szczęście. Gdzieś tam w środku, jest jakiś kawałek mnie który na to "trwanie" się nie zgadza, chciałabym żyć ale nie potrafię. Nie wiem po co się podnosić, zawsze myślałam że  będę z jedną osobą przez całe życie

To sie nazywa depresja i to sie leczy.
Depresja i sposob widzenia rzeczy w czasie depresji nie ma nic wspolnego z rzeczywistoscia.
Idz do lekarza. Wysypiaj sie duzo.
Pewnie dostaniesz cos na sen i na przetrwanie dnia.
Rozpacz po straconej milosci jest jak choroba. Musisz przez nia przejsc ale niech Ci przyswieca mysl, ze nie jest to nieuleczalne. albo przyjmiesz sposob leczenia "samo wlazlo samo wylezie" albo dopomozesz duszy wyzdrowiec.
1. Lekarz i rozmowa o depresji
2. Zajmowanie mysli czyms innym niz swoje nieszczescie. Na sile. Przymuszaj sie.
3. Zacznij robic to co sprawia Ci przyjemnosc. Jest chyba jeszcze cos co lubisz robic oprocz bycia zona?
4. sport (szkoda, ze mieszkam tak daleko, wyciagnela bym Cie na badmingtona).
5. Ludzie, rozmowy, kontakty, imprezy

Gdyby pare lat temu ktos powiedzialby mi, ze bede tu gdzie jestem. Rozesmialabym mu sie w nos bo nie wierze w bajki.
Wiec zasmiej mi sie w nos prosze bardzo! ale Ci powiem, ze za pare lat Twoje mysli beda juz w calkiem innym miejscu.
Obraza mnie mowienie, ze kobieta czterdziestoletnia zakonczyla swoje zycie....
... bo ja wlasnie zaczelam neutral
i to jeszcze kobieta kobiecie tak mowi?

45 Ostatnio edytowany przez karen (2011-05-23 20:58:57)

Odp: Co Wam kochane kobiety, pomogło sie dzwignąc i ruszyc do przodu?
Zazdrosc napisał/a:

Obraza mnie mowienie, ze kobieta czterdziestoletnia zakonczyla swoje zycie....
... bo ja wlasnie zaczelam neutral

co ja mam powiedzieć patrząc na swój licznik? ale nie, O NIE!!! MOJE ŻYCIE JESZCZE SIĘ NIE SKOŃCZYŁO!!!

jak dobrze pójdzie to pożyję jeszcze jakieś 20-30 lat, mam je sobie odpuścić?
właśnie zmieniam swoje przekonania i zamiast mówić "jestem za stara", mówię "w kazdym wieku mogą się spotkać dwie odpowiadające sobie pod każdym względem osoby i moga wejść ze sobą w harmonijny związek" - dlatego tak bardzo staram się wyjść z dołka, zmienić siebie i wtedy będę gotowa na ten nowy szczęśliwy związek smile

terraluna napisał/a:

No właśnie, dlatego z nikim na ten temat nie rozmawiałam, są inni co mają gorzej : zdrada po 35 latach, cięzka choroba dziecka, gwałt, głód, katastrofy naturalne.... Wiem, że zdarzaja się gorsze "sprawy" ale miałam nadzieję, że tutaj mogę się przyznać że jest mi bardzo ciężko i nie moge się pozbierać, czytam inne wątki, współczuję innym, ale jest mi po prostu bardzo źle i uważam że ja nigdy się nie pozbieram. Widocznie "moja zdrada" jest za mało spektakularna.Ironiczne jest to, że jest to pierwsze forum na którym sie zalogowałam, ale widać tutaj też nie pasuję.

zacznij od tego, żeby przestać uważac, że nigdy się nie pozbierasz, powiedz sobie, ze jest to stan przejściowy i z każdym dniem będzie lepiej, z każdym dniem będziesz czuć się lepiej, powtarzaj to sobie, postaraj się tak mysleć sama dla siebie, bo nikt za Ciebie nie zacznie myśleć inaczej i jesli nadal będziesz uważać, że się nie pozbierasz to się nie pozbierasz, a gdy zaczeniesz uważać że się pozbierasz to tak będzie, uwierz, walcz o siebie
życzę powodzenia smile

46

Odp: Co Wam kochane kobiety, pomogło sie dzwignąc i ruszyc do przodu?
terraluna napisał/a:

No właśnie, dlatego z nikim na ten temat nie rozmawiałam, są inni co mają gorzej : zdrada po 35 latach, cięzka choroba dziecka, gwałt, głód, katastrofy naturalne.... Wiem, że zdarzaja się gorsze "sprawy" ale miałam nadzieję, że tutaj mogę się przyznać że jest mi bardzo ciężko i nie moge się pozbierać, czytam inne wątki, współczuję innym, ale jest mi po prostu bardzo źle i uważam że ja nigdy się nie pozbieram. Widocznie "moja zdrada" jest za mało spektakularna.Ironiczne jest to, że jest to pierwsze forum na którym sie zalogowałam, ale widać tutaj też nie pasuję.

ja rowniez mialam wrazenie, ze moje rozstanie jest za malo spektakularne w porownaniu do innych..niecale 3 lata zawiazku, w tym 2 na odleglosc. Ale ten zwiazek byl dla mnie "spektakularny" i najwazniejszy jakikolwiek do tej pory mialam, pomimo ze bylam rowniez mezatka i niestety bardzo szybko wdowa. Mija juz 5 miesiecy od rozstania, a nie ma dnia zebym o "nim" nie myslala i zastanawiala sie co moglam zrobic "lepiej", dlaczego nie bylam "na luzie", dlaczego bylam zazdrosna i zabieralam mu powietrze, to byl "oficjalny" powod rozstania. Faktem jest, ze jak zaczely sie nasze problemy, to byly mi nie pomogl, choc posilam o ta pomoc, mowilam co sie ze mna dzieje.

Ja rowniez niedlugo bede miec 40 lat i boje sie naprawde sie boje, ze nie bede miala rodziny itd...ze wszystkie moje plany "diabli" wzieli wraz z odejsciem bylego, ze to juz tylko "czarna rozpacz" mnie czeka.

Ale wiem, ze tak nie mozna myslec, zmuszam sie do jakiejkolwiek aktywnosci, spotykania sie ze znajomymi, do wyjazdow, czy krotkich wycieczek, pomimo, ze czasem a nawet czesto mam takiego dola, ze mysle, ze juz nie daje rady, brakuje mi energii... zmieniam prace , na bardziej odpowiedzialna, boje sie strasznie, ze nie dam rady, przez ten bol, ktory teraz czuje.. ale to robie. Wiem, ze jesli sama sie nie zmusze, to zaden psycholog czy tabletki mi nie pomoga. I jeszcze jedno, trafia mnie szlak, jak sobie pomysle, ze ja sie "umartwiam", i byc moze "marnuje" moje zycie, a moj byly ma super szczesliwe zycie w tym momencie i nawet nie zapyta sie, jak mi sie wiedzie, bo przeciez ja jestem silna babka, mozna ja kopnac w tylek, przewroci sie co prawda, ale podniesie , otrzepie i pojdzie dalej. I ta zlosc dodaje mi tez troche sily, zeby nie zostac na dnie "dola".
Wiem, ze teraz nie mam motywacji, nie widze sensu w niczym o robie, ale wiem, ze musze to zmienic, zeby za jakis czas nie zalowac, ze zmarnowalam tyle czasu na rozpamietywanie zwiazku z bylym, i pograzanie sie w samej rozpaczy.

Terraluna, wiem ze to tylko slowa, ale musisz sie sama pozbierac, zmuszac sie do sportu, do spotykania z ludzmi, do normalnych czynnosci, ktore robilabys i tak, gdyby nie ten "cholerny" bol po rozstaniu,   pomimo, ze myslisz, jaki to ma wszystko sens, ale to co zaczniesz robic teraz ze swoim zyciem, bedzie mialo sens moze za miesiac, moze za pol roku. Nie mozesz sie poddac, przez jakiegos "dupka", ktory i tak zmarnowal Ci jakis czas zycia i marnuje nadal, bo nie potrafisz wyswobodzic sie z mysli o nim. Uwierz w siebie, zycie jest przed Toba i nie poddawaj sie.

47

Odp: Co Wam kochane kobiety, pomogło sie dzwignąc i ruszyc do przodu?

Wiele osób uważa, że najlepszy sposób żeby zapomnieć, to spotkania ze znajomymi, imprezy, poznawanie nowych ludzi, itp. Ja jednak myślę, że to by było za proste, a nasze życie bądź co bądź lubi być skomplikowane smile Takie postępowanie to tylko zatajanie problemu, a nie jego rozwiązywanie. Oczywiście siedzenie w domu i lamentowanie to nic dobrego, ale z mojego małego, ale jednak, doświadczenia wiem, że trzeba się wypłakać, oczyścić, pocierpieć niemiłosiernie, żeby stanąć na nogi. Nie można udawać silnej, żaden normalny, zdrowy człowiek nie udźwignie bez urojenia nawet jednej łzy cięzaru jakim jest rozstanie. Dlatego polecam, naprawdę, dwa góra trzy dni takiego płaczu w łóżku smile A potem, trzeba się podnieść, znaleźć sobie jakieś zajęcie, najpierw niewielkie, mało ambitne, jak np. umycie samochodu, poukładanie w końcu sukienek w szafie, itp. Potem, już bez lamentu, usunięcie wszelkich śladów po ex : zdjęć, smsów, maili, wszystkiego co tylko się da, żeby nie korcilo, jak juz bedzie dobrze, wracac do wspomnień. Potem poszukanie ciekawszego zajęcia : rower, basen, kino. Tutaj dopiero pojawia się miejsce na znajomych. Imprezy, oglądanie całujących się par na kanapie ? to troche za szybko. No a potem warto zająć się czymś, czego nie robilismy będąc z partnerem z powodu braku czasu : nauka języka obcego, fitness, spa ? Jest milion sposobow zeby zapomniec o facecie. Nie wy pierwsze kobiety, nie ostatnie jestescie porzucone/zdradzone/oszukane. Grunt to sie nie poddac, nigdy. To doswiadczenia, ktore przypisal nam los, aby wzmocnic nasz charakter smile Pozdrawiam.

Posty [ 48 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Co Wam kochane kobiety, pomogło sie dzwignąc i ruszyc do przodu?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024