Moja historia jest bardzo długa bo trwała 5 lat. Wyszłam za mąż bardzo młodo podobno z wielkiej miłości. Teraz wiem że to nie było to uczucie to najprawdziwsze, skoro poznałam i pokochałam Jego. On kawaler. Zaczęliśmy się spotykać i zaczęłam żyć. Zakochałam się i czułam się kochana. Było cudownie, ale ponieważ jestem też matką wahałam się czy zostawić męża czy odejść z nim. Może dlatego że nigdy nie padło z jego słów jakieś zapewnienie ze zamieszkamy razem i stworzymy rodzinę po prostu rozstałam się z mężem i zaczęłam żyć sama. Z rozwodem zwlekałam ze względu na dziecko ale zamieszkałam z rodzicami i spotykałam się z nim. W końcu złożyłam wniosek o rozwód i czekaliśmy aż sprawy się skończą i wtedy zaczniemy nowe życie. Moje dziecko polubiło Jego razem wyjeżdżaliśmy i wszystko robiliśmy razem. Z racji tego że mieszkamy od siebie daleko widywaliśmy się głównie w weekendy. Któregoś dnia zobaczyłam ze zachowuje się trochę inaczej że chowa telefon laptopa , że pisze z kimś na gg , ale nie panikowałam , bo ja kochałam bezgranicznie i wierzyłam że jestem, kochana. Aż pewnego dnia przestał się odzywać tak po prostu napisał że mnie nie kocha , że się wypalił. Prosiłam o rozmowę dzwoniłam, zmienił numer telefonu. Któregoś dnia pojechałam do niego i nie otworzył mi drzwi, a za chwilę schodził z mieszkania z inną dziewczyną. Kiedy ich zobaczyłam , zrozumiałam że nie byłam jedyna, że mnie nie kocha, że nie byłam dla niego dobrą partią. Chciał pewnie miec wolną kobietę bez zobowiazań. W każdym razie zero kontaktu. Minęło od tej pory przeszło 4 miesiące, a ja nie potrafię sobie poradzić. Zyję jak roślinka, nie uśmiecham się , nie chcę żyć. Nie ma dnia bym nie myślała o nim, w nocy mi się śni. Nie potrafię wymazać go z pamięci, nie umiem spotykać sie z przyjaciółmi, nie potrafię pobyć z żadnym facetem. Nie chce mi się żyć. Nie potrzebuję rad chciałam tylko sobie pomóc się wygadać. Myślę, że to moja wina, że za bardzo kochałam , za bardzo długo tez zwlekałam z tym rozwodem. Męczę sie strasznie , bo dla mnie sensem życia jest miłość. Masakra.
Zbudowałaś szczęscie na nieszczęsciu swojego męża i dzieci...a takie szczęscie nigdy ale to przenigdy się nie uda. Czy to na prawde aż taka wielka miłość? Co z dziecmi (dzieckiem) co z biologicznym ojcem? Pomyślałaś tu choć raz o swoich dzieciach i o swojej rodzinie a nie tylko o sobie i o swoim pragnieniu "zakochać się na nowo"
Coż wspołczuje Ci bardzo, że cierpisz...ale szczerze przyznam należało Ci się...chyba, że mąż źle Cie traktował i był złym ojcem, wtedy jestem w stanie zrozumieć Twoje odejście...
Niekoniecznie chciał mieć kobietę bez zobowiązań, ale mężczyźni na ogół kiepsko radzą sobie z myślą, że przed nimi był mąż. Kobieta, dla której mężczyzna się rozwiedzie, jest dumna i szczęśliwa: "Wygrałam, on naprawdę mnie kocha, jestem od tamtej ładniejsza/mądrzejsza/seksowniejsza/lepiej gotuję." A mężczyzna, dla którego kobieta porzuciła męża na ogół myśli: "Zostawiła/zdradziła tego, któremu przysięgała i z którym ma dziecko (jeśli ma). Dlaczego mam wierzyć, że jutro nie odejdzie z moim kumplem, w czym jestem lepszy od jej byłego?"