Witam Serdecznie!, pisze do Was z prośbą o wsparcie. Trochę się poplątałam i pogubiłam w życiu czego owocem jest lekka paranoja ( odnoszę wrażenie, że ludzie mówią coś do mnie, zeby mnie sprawdzić moja reakcje, której i tak później się wstydzę, nikomu nie ufam i nie wieże, raz sie otwieram a później żałuję)....może zacznę od początku, trzy lata temu rozpoczęłam nowe życie w innym kraju, przez pierwszy rok pracowalam poniżej kwalifikacji, ponieważ rozwiazano firme chcialam sie bardziej skoncentrowac na nauce jezyka oraz w przyszlosci wybrac jakis kierunek studiów, który umożliwił by mi zmianę i podjęcie lepiej płatnej pracy. W tak zwanym międzyczasie poznałam pewną kobietę, która pracowala dla fundacji działającej na rzecz emigrantów. Postanowiłysmy otworzyć fundację. Miałam jasna wizję tego co chce robić i w jakim kierunku fundacja ma zmierzać, stalo sie to moja pasją i głównym motorem napędowym. Pomimo, ze do końca nie odpowiadała mi jej osobowość starałam sie przymykać oko na jej krytykę i uwagi ( i moze tu byl błąd). Czulam jak z czasem narusza moje granice a pomimo tego nic nie zrobilam tylko pozwolilam jej na wchodzenie z butami w głąb mojego "ogródka". W rezultacie stalam sie zalekniona i przejelam jej punkt widzenia, ze wszystkim sie zgadzamłam, choc w srodku mnie zzerałao nie potrafilam sie jej sprzeciwic. Nie wiem jak to sie stało, ale stala mi sie bliska zaczelam sie przed nia otwierac wiedzac, ze mnie nie szanuje i mna manipuluje i tak do niej lgnelam. W pracy staralam sie wszstko uporzadkowac, ale w pewnym momencie nie wiedzialam w którym kierunku to zmierza raz slyszalam, ze ona wraca do Polski zów innym, ze zostaje. Na koniec jej pracy uslyszalm, ze ona ma mnie dosc, ze jestem egoistka i egocentryczka i mam schize...poczulam, ze sie rozpadam. Przyjelam jej rozliczenia i zostalam z calym balaganem, który rosnol i rósł a ja nie potrafilam go uporzadkowac, prosilam osoby zaangazowane o pomoc, ale tylko slyszlam, ze mi pomoga a jak przychodzilo co do czego to zostawalam z tym sama. Dodatkowo nasza / moja? organizacja współdzieliła pokoj z innymi oranizacjami ( przez jedną z nich ) bylam oplacana. Dodam, ze oplacana nie legalnie tzn., bez umowy i odprowadzania skladek. Po kilku rozmowach udalo mi sie wynegocjowac, ze po przeprowadzce do nowego biura, przejde na samozatrudnienie po czym uslyszalam, ze mi niczego nie obiecywano....projekty, które robiłam mój płacodawca wpisywal jako swoje....czulam sie coraz gorzej, zaczęłam miec leki, nie moglam spac, moja samoocena zeszla na samo dno razem ze mna. Coraz czesciej myslam o rezygnacji, nie mialam alternatywy a pozostanie tam dluzej nie wplywalo na mnie dobrze. Maz mnie niby wspieral, ale nie czulam, ze mnie popiera w rezygnacji z pracy bez możliwości rozpoczecia nowej. W zasadzie to na nim wymusilam....nie wiem co mam zrobic, wszystko mnie przeraza i blokuje czuje sie skompromitowana i osmieszona. Nie potrafie podjac decyzji, czuje sie jakbym nie miala wlasnego zdania i nie potrafila ocenic sytuacji. Ciagle analizuje i zastanawiam sie, nad tym ze jestem zlym czlowiekiem, nie kompetentnym wariatem....czasem mysle o samobojstwie, ale to bylo by najprostsze rozwiazanie...sama nie wiem co o tym myslec i jak sie zachowac. Jest to male miasteczko a plotki roznosza sie blyskawicznie Jak sobie z tym poradzic?, jak to udzwignac?,boje sie wychodzic z domu, ze wszystcy beda mnie wytykac palcami i smiac sie ze mnie, ze to ta idiotka...przepraszam za chaos oraz tak długi post!
Nie ma sensu popełniać samobójstwa z takiego powodu. Ludzie gadali, gadają i będą gadać - nie przejmuj się, ci którzy interesują się nadmiernie cudzym życiem nie mają własnego albo mają kompleksy. Popełniłaś błąd - trudno, ten nic nie osiąga,co nic nie robi. Byłaś zagubiona, jak ćma leciałaś do świeczki, ale możesz z tego wybrnąć! Odpowiedź sobie na pytanie, czy czyny, które popełniałaś są w gruncie rzeczy złe, jeśli odpowiedź brzmi nie to znaczy, że działałaś zgodnie ze sobą samą, jeśli jesteś przekonana, że gdzieś popełniłaś błąd i nie powinnaś tak robić - nie popełniaj tego w przyszłości. Nie wiem czy jesteś egoistka, ale wiem, że każdy mierzy ludzi własną miarą i czasem zdarza się, że ktoś to jest egoista widzi to we wszystkich tylko nie w sobie, są też wampiry energetyczne, może trafiłaś na taką osobę? Nielegalne działanie jest na pewno złe. Przynosi chwilowe korzyści, można się nimi zachłysnąć, ale kiedy przejrzysz na oczy widzisz, że długofalowych korzyści nie ma, np. nie masz praw domagać się umieszczenia twojego nazwiska w projektach, których jesteś autorem. Może masz instynkt przewodnictwa albo musisz postawić na swoim, ale zawsze można pracować nad sobą. Nie łam się, jeden z renesansowych pisarzy powiedział "będziesz mieć z życia tyle, ile jesteś w stanie wziąć". Czy oby na pewno możesz tylko zyskać pomieszanie z poplątanym? :-)
Wierzę w Ciebie, jeśli popełniłaś błąd musisz wiedzieć, że...może popełnisz ich więcej, ale życie polega na tym, by nie popełniać tych samych i uczyć się jak być dobrym człowiekiem. Dobro zawsze wygrywa. Stań prosto i zacznij naprawiać, co zepsułaś. Mówisz,że nie masz siły? A miałaś sił, by brnąć i zarabiać nieuczciwie? Nie oceniam Cię, może wtedy wydawało Ci się to logiczne, ale kiedy już wiesz, ile straciłaś, pomyśl, ile możesz zyskać wszystko naprawiając. Ludzie....nie przejmuj się, kiedy staniesz na nogi będą mówić,że nie podejrzewali i zaczną mówić Ci dzień dobry, tacy są niektórzy ludzie. Trzymaj się.
Obejrzyj sobie film z Monicą Bellucci "Malena", może inna sytuacja, ale pokazuje ironię losu, w jakiej czasem się znajdujemy.
Pozdrawiam
Nie ma sensu popełniać samobójstwa z takiego powodu. Ludzie gadali, gadają i będą gadać - nie przejmuj się, ci którzy interesują się nadmiernie cudzym życiem nie mają własnego albo mają kompleksy. Popełniłaś błąd - trudno, ten nic nie osiąga,co nic nie robi. Byłaś zagubiona, jak ćma leciałaś do świeczki, ale możesz z tego wybrnąć! Odpowiedź sobie na pytanie, czy czyny, które popełniałaś są w gruncie rzeczy złe, jeśli odpowiedź brzmi nie to znaczy, że działałaś zgodnie ze sobą samą, jeśli jesteś przekonana, że gdzieś popełniłaś błąd i nie powinnaś tak robić - nie popełniaj tego w przyszłości. Nie wiem czy jesteś egoistka, ale wiem, że każdy mierzy ludzi własną miarą i czasem zdarza się, że ktoś to jest egoista widzi to we wszystkich tylko nie w sobie, są też wampiry energetyczne, może trafiłaś na taką osobę? Nielegalne działanie jest na pewno złe. Przynosi chwilowe korzyści, można się nimi zachłysnąć, ale kiedy przejrzysz na oczy widzisz, że długofalowych korzyści nie ma, np. nie masz praw domagać się umieszczenia twojego nazwiska w projektach, których jesteś autorem. Może masz instynkt przewodnictwa albo musisz postawić na swoim, ale zawsze można pracować nad sobą. Nie łam się, jeden z renesansowych pisarzy powiedział "będziesz mieć z życia tyle, ile jesteś w stanie wziąć". Czy oby na pewno możesz tylko zyskać pomieszanie z poplątanym? :-)
Wierzę w Ciebie, jeśli popełniłaś błąd musisz wiedzieć, że...może popełnisz ich więcej, ale życie polega na tym, by nie popełniać tych samych i uczyć się jak być dobrym człowiekiem. Dobro zawsze wygrywa. Stań prosto i zacznij naprawiać, co zepsułaś. Mówisz,że nie masz siły? A miałaś sił, by brnąć i zarabiać nieuczciwie? Nie oceniam Cię, może wtedy wydawało Ci się to logiczne, ale kiedy już wiesz, ile straciłaś, pomyśl, ile możesz zyskać wszystko naprawiając. Ludzie....nie przejmuj się, kiedy staniesz na nogi będą mówić,że nie podejrzewali i zaczną mówić Ci dzień dobry, tacy są niektórzy ludzie. Trzymaj się.
Obejrzyj sobie film z Monicą Bellucci "Malena", może inna sytuacja, ale pokazuje ironię losu, w jakiej czasem się znajdujemy.
Pozdrawiam
Hej nike -z-samotraki:), dziekujé za slowa otuchy. czasem jak sie nad tym zastanawiam to mysle, ze byc moze trafilam na wampira energetycznego....wiesz najgorsze w tym wszystkim jest to , ze wzielam sobie wszystko do serca, stracila dystans i poplynelam zbyt gleboko. Na koniec mojej pracy zostalam poproszona o zorganizowanie kilku rzeczy z czego sie wywiazalam, ale nie spodziewalam sie, ze mozna tak kogos potraktowac w organizacji ktora dziala na rzecz mniejszosci, ludzi. Zabolalo gdy uslyszalam, ze mnie tu nie bylo, ze tak naprawde to nic dla nic nie zrobilam, nie dostalam mojej wyplaty na koniec...to naprawde zabolalo...a najgorsze jest to , ze moj placodawca powiedzial , ze "oszalalam" jestem zakompleksiona i nie potrafie sobie poradzic ze stresem. Najgorsze jest to , ze go wszyscy znaja i cieszy sie szacunkiem spolecznym co powoduje we mnie lek i obawe przed wyjsciem z domu i poszukaniem pracy bo boje sie , ze nie wystawi mmi dobrych referencji........Wiesz nie chce byc banalna, ale emigracja nie jest latwa sprawa, chyba wiekszosc ludzi nie zdaje sobie do konca sprawy na co sie porywa i jakie moga byc konsekwencje ich decyzji oraz jak one moga wplywac na rodzine, najgorzej maja dzieci...ja przynajmniej nie dokonca zdawalam sobie sprawe, czasem czuje sie jak w potrzasku, nie moge zlapac oddechu czuje sie oceniana i kwalifikowana jako wariatka.Choc z drugiej str., nie rozumiem skad sie wziela u mnie tak wysoka potrzeba akceptacji przez srodowisko?...wczoraj odwioedzilam znajomych Polakow i bylam swiatkiem awantury rodzinnej w która dalam sie niepotrzebnie wkrecic..... zasugerowalam , ze skoro dziecko lubi malowac po stole i tylko tym stole to moze niech przykleja kawalek tapety zmywalnej na blat....nawet nie dano mi dokonczyc zdania...uslyszlam, ze jestem idiotka....doszlam do wniosku, ze chyba kompletnie nie jestem przystosowana do zycia, do ludzi...wkurza mnie ciagla licytacja co kto ma, gdzie jedzie i ile zaplacil...z drugiej strony bedac na emigracji ciagnie mnie do ludzi, choc nie czuje aby byli to ludzie ktorzy nadaja na podobnych falach...jak sobie radzic z samotnoscia?....i bolem egzystencjalnym....