witam
Moja historia jest poniekąd niesamowita, ale w sensie negatywnym
Wszystko zaczęło się od wyjazdu na studia. Pochodzę z województwa lubuskiego. Zawsze marzyłam o tym, by studiować na śląsku prawo. niecałe 2 lata temu przeprowadziłam się do Katowic, gdzie miałam swoją przyjaciółkę, z którą się znałam ok 10 lat(ona rok wcześniej wyjechała na śląsk; Obecnie razem wynajmujemy mieszkanie), bardzo bliską koleżankę, z którą znam się jakieś 6 lat i chłopaka ( przez rok można powiedzieć utrzymywaliśmy związek na odległość, a poznaliśmy się na festiwalu muzycznym jakieś 3 lub 4 lata wcześniej. Rozmawialiśmy często na gadu i po jakimś czasie stwierdziliśmy, że między nami jest coś więcej niż zwykła znajomość). Wszystko po przeprowadzce niby się układało. Pisze niby ponieważ czegoś mi zawsze brakowało. Wiadomo, nowe miejsce, brak starych znajomych. Niestety miałam tate bardzo chorego, drugi rok na raka chorował tak więc bardzo często musiałam jeździć do domu by pomagać moim rodzicom. Wszystko się skomplikowało w czerwcu ubiegłego roku. Problemy finansowe mojej rodziny plus pogorszenie zdrowia taty. Całe wakacje pomagałam mamie w biurze ( prowadzi biuro nieruchomości), chodziłyśmy codziennie do szpitala do taty. Z tatą było raz lepiej raz gorzej. W między czasie mój chłopak, którego tu zostawiłam był troche zły, że nie przyjeżdżam do katowic bo on teksni itd. Nie potrafił zrozumieć, że jestem potzrebna w domu a poza tym było cienko z pieniędzmi. Bardzo drogie było leczenie mojego taty, wizyty prywatne u lekarza. Generalnie w tym okresie byłyśmy z mamą bardzo wykończone całą sytuacją. Mój brat niewiele nam pomagał, jest o 5 lat młodszy ode mnie. Nikt z rodziny nawet nie zadzwonił, żeby nas wesprzeć, dodać słowa otuchy czy coś. Pod koniec sierpnia musiałam wracać do Katowic ponieważ miałam poprawki egzaminów, byłam na maxa wykończona psychicznie i fizycznie. Na szczęście zdałam egzaminy.
Kilka dni później, 18 września zadzwoniła mama, że niestety tata zmarł. To było coś strasznego, nie pamiętam nawet dokładnie tego dnia. Niestety do Katowic musiałam wrócić tydzień później. Październik cały zleciał mi na zajęciach na uczelni i jeżdżeniu do domu bo nie byłam wstanie sama wysiedzieć tu w Katowicach. Płakałam cały czas, średnio do mnie wszytko docierało. Przed wyjazdem do domu na koniec października rozmawiałam z moim chłopakiem czy nie pojechałby ze mną do domu. On stwierdził, że nie ma pieniędzy i może innym razem. Dzień później napisał mi, że jedzie ze znajomymi w góry na weekend ( ja jego znajomych nie poznałam przez czasu czas bycia razem) Przez cały weekend nie odzywał się, a wiecie pewnie jak to jets jak Wasz facet jedzie z kimś kogo nie znacie i wtedy dziwne myśli chodzą po głowie. Po jego powrocie niby sobie wszytsko wyjaśniliśmy. 1 listopada, pierwsze święto zmarłych, gdzie odwiedzałam grób mojego taty, stojąc nad grobem dostałam smsa, że to koniec naszego związku.
Mega ciężki rok zakończył się dla mnie najgorzej jak mógł - śmiercią taty. Na dodatek straciłam jedyną bliską osobę na śląsku ponieważ cały wolny czas poświęcałam chłopakowi. Na bok odstawiłam przyjaźnie.
To tak w wielkim wielkim skrócie moja historia. Teraz już jest lepiej, czuję się mega silna po tym wszystkim, ale brakuje mi znajomych. Troche lepiej układa się z mojej grupie na uczelni, więcej czasu spędzam z moją współlokatorką - przyjaciółką, ale wiadomo, ona ma swoje życie, faceta i tez nie może za dużo czasu mi poświęcic. Czasem czuje się dlatego samotna.Można na tym forum znajdę jakąś bratnią duszę ![]()
pozdrawiam
Bardzo mi przykro z powodu śmierci Twojego taty. Bardzo dużo przeżyłaś w zeszłym roku. Mam nadzieję, że ten rok będzie rekompensatą.
już jest lepiej, sesja bez poprawek:) chodzę uśmiechnięta
Jak dla mnie jesteś Wielka egzaminy na prawie tyle przykrych chwil a dałaś rade .Wiem jak trudno jest usłyszeć przez tel wiadomość o śmierci taty .Sama tego doświadczyłam . Niezależnie od tego czy tak jak w twoim przypadku tata chorował długo czy jak w moim śmierć przyszła znienacka zawsze ziemia usuwa się z pod nóg . Ja z moim tatą jeszcze półgodziny wcześniej rozmawiałam i ubolewał że nie mam dzieci a on nie może cieszyć się z wnuków. Minęły już dwa lata a szczerze mówiąc doszło do mnie że go niema przy mnie dopiero jak zaczęłam przygotowania do ślubu . Rozryczałam się jak sobie pomyślałam że nie odprowadzi mnie do ołtarza nie będzie cieszył się z wnuków . Wcześniej jeździłam na jego grób ale nie dochodziło do mnie że w tej ziemi jest on człowiek który zawsze był do mnie ostoją który mówił córcia nie martw się dasz rade pomogę ci .Twój były nie dorósł do tego żeby Cię wesprzeć w trudnych chwilach a najlepiej pokazał to forma rozstania przez sms w chwili dla ciebie trudnej w 1 święto zmarłych koszmar !! Jestem z tobą całym sercem i wierze że znajdziesz osobę która pokochasz wzajemnością. Człowieka który nie ucieknie od problemów i będzie dla Ciebie ostoją w trudnych chwilach nawet jeśli jak to czasem bywa będzie musiał odsunąć się na jakiś czas w cień . I jeszcze jedno mam nadzieje że wyniesiesz z tego jedna lekcje że nie warto odsuwać przyjaciół od siebie na rzecz chłopaka . Warto znaleźć choć od czasu do czasu czas dla nich bo prawdziwe przyjaźnie są potrzebne jak powietrze w trudnych chwilach jak i w chwilach szczęścia . Pozdrawiam Cię serdecznie trzymaj się tak dzielnie jak dotychczas ![]()
Jesteś Mega wielka:)
pozdrawiam i powodzenia zyczę:)
Wiem, co czułaś, bo przeżyłam podobną sytuację - matura i egzamin zawodowy za pasem, a tu śmierć Taty. No, coś okropnego! Nikomu tego nie życzę... A Ty miałaś jeszcze dodatkowo ciężko, że facet z Tobą zerwał. Ale tak jak poprzedniczka, zgadzam się, że on do tego nie dorósł.
Trzymaj się, pozdrawiam ![]()
dzieki dziewczyny, jesteście mega:) od razu lepiej się poczułam jak przeczytałam to, co naskrobałyście:)