pół roku temu zdiagnozowano u mnie NERWICĘ LĘKOWĄ, musiałam przerwać studia kilka dni po ich rozpoczęciu, ponieważ choroba uniemożliwiała normalne funkcjonowanie. Dzisiaj czuję się już dużo lepiej, jestem pod stałą opieką psychiatryczną i uczęszczam na spotkania z psychologiem. To wszystko sprawiło, że zaczynam żałować straconego roku, zazdroszczę znajomym życia studenckiego, przejmowania się kolokwiami i zaliczeniami i nie mogę doczekać się pierwszego października. Z drugiej strony obawiam się, że sytuacja sprzed pół roku może się powtórzyć i nie będę w stanie nigdy studiować, bo po prostu najzwyczajniej w świecie się do tego nie nadaję emocjonalnie (wynki z matur rozszerzonych miałam powyżej 90 procent). Nie wiem dlaczego tutaj piszę, mam gorszy wieczór, potrzebuję pocieszenia? chociaż nie jest to jakiś objaw chorobowy, po prostu jak każdy potrzebuję czasem ciepłego słowa.
Ze swojej strony mogę jedynie napisać, że z nerwicy lękowej da się wyjść i to ja jestem najlepszym tego przykładem.