własciwie nie wiem dlaczego pisze..szukam kolejnego sposobu by sobie poradzic, ale czy to mozliwe..?
poltora miesiaca temu (po1,5 rocznym malzenstwie) mąż powiedzial ze nie widzi juz dla nas szans, ze nie chce byc ze mna za caloksztalt i ze mnie juz nie kocha. od kilku miesiecy czesto sie do mnie nie odzywal, omijal jak smiecia, nie patrzyl na mnie,bylam piatym kolem u wozu we wlasnym domu. gdy probowalam rozmawiac mowil ze nie ma ochoty ze mna gadac i nie wie kiedy bedzie mial. mamy 9miesiecznego synka, dlatego bardzo zalezalo mi na ratowaniu malzenstwa, zwlaszcza ze moj mezulek to milosc mojego zycia, nigdy nikogo tak nie kochalam, nikomu tyle nie dalam, nie poswiecilam.. dowiedzialam sie ze opiekuje sie tylko dzieckiem a w mieszkaniu syf, ze nie mam nawet czasu ugotowac dla Niego porzadnego obiadu, ze mam sie zastanowic kto jest dla mnie najwazniejszy (bo chodzilam do umierajacej w szpitalu babci codziennie na pol godziny), ze nie szanuje Jego rodzicow (bo gdy nasz synus goraczkowal powiedzialam ze nie powinnismy wychodzic na obiad do Jego rodzicow,zeby nie ryzykowac).. gdy zapytalam czy chce zebysmy razem wrocili do domu z odwiedzin u rodzicow,czy mam juz nie wracac do domu, udal ze spi... spakowalam najwazniejsze rzeczy i wyjechalam. probowalam walczyc, zreszta nie poraz pierwszy,ale dla Niego to wystarczajace powody by tak po prostu sie rozstac,by skonczyc nasze malzenstwo.
potem bylo juz tylko gorzej. nie chcial sie rozliczyc wspolnie w US,zdjal obraczke,zmienil nawet zamki w naszym wspolnym mieszkaniu,wykasowal z sieci wszystkie zdjecia na ktorych bylam, potem oddal mi wszystkie pamiatki slubne,powiedzial ze nie zwiaze sie juz z zadna kobieta bo ma dosc po zwiazku ze mna,teraz nie chce oddac reszty moich rzeczy...
a ja wciaz kocham Go tak bardzo ze to mnie rozrywa od srodka.. plakalam ze szczescia tylko raz, gdy bylismy para, On nauczyl mnie wierzyc w siebie,pokazal ze jestem cos warta jako kobieta i czlowiek.nikt nigdy o mnie tak nie walczyl,choc na poczatku nie chcialam z Nim byc. Potem wszystko potoczylo sie szybko bo o tym marzyl. po 3,5 miesiaca zwiazku oswiadczyl sie,dokladnie rok po tym jak sie poznalismy slub,potem szybko dziecko, ktorego napocztku nie chcialam. wiedzialam ze tempo duze, ale czulam ze kocham Go tak bardzo ze damy rade. zreszta sam dawal miliony dowodow by w to uwierzyc. smsy 5 minut po rozstaniu ze juz teskni, ze teraz dopiero wie co to szczescie, ze nigdy nie pozwoli bym przez Niego plakala, ze zrobi wszystko bm bylaszczesliwa..
spelnialismy Jego marzeniaa,a dzis zostalam z nimi sama... nie wiem kto Go buntuje przeciw mnie i nienawidzi tak bardzo ze chcial pozbyc sie mnie z Jego zycia za wszelka cene, nawet naszego malzenstwa i szczescia dzieciatka, ktore uratowalo mi zycie bo o malo co juz by mnie nie bylo..nie mam juz co na tylek wlozyc, wszystko spada, nie moge spacjesc...
nie mam sily walczyc z niuenawiscia meza ktora az z Niego kipi.. wszyscy radza mi rozwod ale ja nie mam sily.. zniszczyl mnie, zdeptal, ponizyl a ja nadal chce z Nim byc. wiele znaczy dla mnie religia, to tez powod dla ktorego walcze, przysiega zlozona przed Bogiem to dla mnie swietosc, niestety niewielu bliskich to rozumie..nigdy nie sadzilam ze osoba kterej dalam wszystko o czym marzyla zrobi z mojego zycia koszmar, a teraz to sie dzieje naprawde... z mojego starego zycia niezostalo mi po slubie nic,zrezygnowalam z wszystkiego co mialam dla rodziny, aOn teraz tym gardzi, gardzi mna...powiedzial ze rezygnuje z rodziny,tylko ze mnie..
nie mam pracy wiec mysli kotluja sie coraz bardziej, staram sie zeby zawsze ktos ze mna byl bo boje sie ze zrobie cos glupiego, ciagle mysle jak mija dzien mojemu Dziubkowi, czy nie zaspal, czy bezpiecznie dojechal.. kocham mimo wszystko, taka juz jestem... kocham do konca. a On zakochal sie w 1 dzien, w 1 dzien sie odkochal. myslalam ze jestem wyjatkowa bo mamy slub dziecko, abylam jedna z wielu..kiedys sie zastanawialam jak taki mezczyzna jak On moze chciec kogos takiego jak ja, pytalam wiele razy-ale nie zostawisz mnie nigdy prawda..?
i zostawil, jak zuzyta zabawke.. a ja nadal Go kocham..