Mam na imię Wiola i mam wiele powodów do radości. Mam interesującą pracę, zdrowe dzieci oraz wspaniałego męża. Dla nich zrobiłabym wszystko, choć kiedyś było inaczej? Kiedyś myślałam innymi kryteriami?
W czasach licealnych spotykałam się z Kubą, który podobał się większości młodych dziewczyn z naszej szkoły. Wysoki, przystojny, wesoły, inteligentny, zabawny. Spotykaliśmy się codziennie i słuchaliśmy muzyki, oglądaliśmy filmy i planowaliśmy wspólną przyszłość. On miał iść na AWF a ja na uniwerek i po 3 góra 4 roku mieliśmy się pobrać. Wszystko było piękne i ładne - mówione. Doszło do matury, po której mój luby oświadczył, że wyjeżdża do USA do ojca i nie wie, kiedy wróci. Płakałam, prosiłam, błagałam by nie jechał, bądź by zabrał mnie ze sobą. Mówiłam, że znajde pracę i będę zarabiać. Że tam możemy pójść na studia. Niestety on był głuchy i zaraz po wynikach maturalnych wyjechał.
Płakałam, cierpiałam itp. W tym czasie w moim życiu pojawił się Andrzej, mój dobry przyjaciel z dzieciństwa, którego odsunęłam gdy związałam się z Kubą. Okazał się prawdziwym przyjacielem. Przychodził codziennie i wyciągał na spacery, do kina, na rozmowy itp. Z czasem zaczęłam zapominać o Kubie i ponownie odżyłam. Postanowiłam pójść na studia w mojej miejscowości, bo bliżej domu, bo z rodziną, no i z Andrzejem. Naturalnie nie uważałam go wtedy za moją miłość, ale za bliską mi osobę.
Minął rok i nagle pewnego dnia dostałam SMSa od Kuby, który poinformował mnie, że przyjechał do Polski i robi imprezę. Zaproponował bym przyszła i się z nim spotkałam. Podkusiło mnie coś i poszłam, mimo, że Andrzej, któremu powiedziałam o wiadomości prosił bym nie szła, bo będę żałować. Ale przecież nie odmawia się miłości!! Poszłam...
Pamiętam jedynie, że wieczór spędziłam w ramionach Kuby, który opowiadał jak wspaniale mu się żyje za oceanem i obudziłam się w jego ramionach następnego dnia. Z racji, iż impreza była zakrapiana rano bolała mnie strasznie głowa. Szybko zaczęłam się zbierać i przy wyjściu usłyszałam "cieszę się, że spędziliśmy miło wieczór, takiego powitania sobie nie wyobrażałem, następnym razem gdy przyjadę, powtórzymy to". Uciekłam. Wstydziłam się samej siebie i tego co zrobiłam. On mnie wykorzystał, a ja jak głupia dałam się zwabić z racji, iż kochałam go!!
Zamiast do domu pobiegłam do Andrzeja, który przyjął mnie z otwartymi rękoma. Zrobił śniadanie, pozwolił się wykąpać i wyspać się... Gdy już się obudziłam Andrzej był obok i czytał książkę. Zaczęliśmy rozmawiać o wszystkim. Przyznałam się przed nim, że jestem głupia, bo kocham Kubę, a on ma mnie gdzieś (o wspólnej nocy nie wspomniałam - było mi wstyd). Rozmowa była szczera, w końcu rozkleiłam się i poczułam, że Andrzej mnie przytula. Poszliśmy do łóżka. Rano gdy się obudziłam nie miałam ochoty uciekać. Byłam przytulona do faceta, który minionej nocy przyznał się, że kocha mnie od dobrego roku, a ja zdałam sobie sprawę, że zależy mi na nim, jednakże bałam się związku...
Minęły 2 miesiące i okazało się, że jestem w ciąży. Bałam się, że to może być dziecko Kuby. Wiedziałam, że jeśli powiem mu o ciąży nawet palcem nie kiwnie. Myślałam, że przecież może to być również dziecko Andrzeja, który na pewno mnie nie zostawi. I tak się stało. Gdy się dowiedział nosił mnie z radości na rękach, nie pozwolił dźwigać, męczyć się itp. Oświadczył się, a potem z radością poszukiwał niewielkiego mieszkania dla naszej trójki. Ślub mieliśmy skromny, moi rodzice i Andrzeja byli zadowoleni i bardzo się polubili, wszystko szło tak jak powinno. Jednakże ja żyłam ciągłą niepewnością.
W dniu porodu było okropnie, poród trwał kilkanaście godzin, na szczęście urodziłam uroczą córeczkę Alicję. Teściowie doszukiwali się podobieństwa do mnie i Andrzeja, a ja modliłam się by prawda nie wyszła na jaw. Na szczęście podczas badań okazało się, że córka ma taką samą grupę krwi jak moja, więc byłam pewniejsza, że prawda nie zobaczy światła dziennego.
Zaczęliśmy żyć we trójkę, Andrzej świetnie sobie radził w opiece Alicji, a ja mogłam spokojnie uczyć się do sesji, którą ostatnio na uczelni zawaliłam. Było dobrze, jednakże z czasem zaczęłam zauważać podobieństwo małej do Kuby. Pewnego ciepłego grudniowego dnia poszłam z Alą na spacer i spotkałam Kubę. Okazało się, że przyjechał na święta do rodziców. Pochwalił się pracą, mieszkaniem w Stanach i... zaskoczył się widokiem wózka. Nieskładnie zapytał ile mała ma i jak się czuje... Powiedziałam, że niecałe 8 miesięcy i wtedy usłyszałam "czy to moje?". Boże, jasne że Twoje! To Twoja córka, sam zobacz, te same oczy, ten nosek!! Wykapany Ty!! Jednakże tego nie powiedziałam, opowiedziałam, że wyszłam za Andrzeja i że to jego córka, po czym poszłam do mieszkania...
Minęły Święta i zbliżaliśmy się do końca starego roku. Tego dnia mój małżonek miał wrócić później z pracy, więc postanowiłam na późniejszą godzinę przygotować obiad. Kiedy wrócił zauważyłam, że nie był w humorze. Przyznał się, że spotkał Kubę, z którym rozmawiał i zapytał w prost czy Ala jest jego córką?! Nie wytrzymałam, przyznałam mu rację. Andrzej usiadł na kanapie i powiedział, że od razu wiedział, bo mała nie jest w ogóle do niego podobna, ani do nikogo z rodziny, jednakże nie poruszał tego tematu, bo czekał aż sama mu powiem. Zaczęłam przepraszać i tłumaczyć mu, że bałam się, iż znając prawdę zostawi mnie. Wtedy usłyszałam słowa, które do dnia dzisiejszego dzwonią mi w uszach "Nigdy bym Cię nie zostawił, bo Cię kocham! Kocham Cię od momentu, gdy znów zbliżyliśmy się do Ciebie. Cierpiałem widząc jak płaczesz po nim, bolało mnie jak o nim wspominasz. Ale wytrwale czekałem i pokazywałem, że mi na Tobie zależy i Cię kocham. A Ty co? Czy Ty mi kiedykolwiek powiedziałaś co czujesz do mnie?" po czym wyszedł. Nie wrócił na noc, a ja pełna obaw zaczęłam się zastanawiać. Prawdą było to, że nigdy nie wyznałam Andrzejowi swoich uczuć względem jego samego. Przyzwyczaiłam się, że od momentu gdy Kuba mnie zostawił Andrzej był przy mnie. Pomagał, wspierał, rozśmieszał. Poświęcał swój cenny czas dla mnie. Ocierał łzy, pocieszał. Nauczył tylu wspaniałych rzeczy, wyremontował dla mnie mieszkanie i odciążył mnie od małej bym mogła się uczyć. Pokochał mnie i zaakceptował, że urodziłam nie jego dziecko. Ba nawet się ze mną ożenił i żył ze mną, pomimo tego, iż wiedział co zrobiłam i czyją córką jest Ala. Sięgnęłam po telefon i wybrałam jego numer po czym powiedziałam mu, żeby wrócił do domu, który oboje stworzyliśmy. Że mała jest jego córką, bo to on ją wychowuje i tak będzie zawsze. Ponadto przyznałam się, że go kocham i przeprosiłam że dopiero teraz wyznaje mu uczucia, ale po dłuższym czasie dotarło do mnie, kim tak naprawdę jest dla mnie mój przyjaciel... Mój przyjaciel stał się moją miłością
Minęło kilka wspaniałych lat, podczas których urodziłam Andrzejowi syna - Tomka. Kupiliśmy większe mieszkanie, a Andrzej dostał awans. Ja ukończyłam studia i pracuję w biurze. Powodzi nam się - to przyznam. Ale nigdy nie osiągnęłabym tego wszystkiego bez Andrzeja. Jest on nie tylko wspaniałym ojcem dla moich dzieci, ale i kochanym mężem. Czasem zastanawiam się jakby wyglądałoby życie u boku Kuby i choć widzę je w różnych barwach, wiem jedno, że nigdy bym nie zamieniła swojego życia jakie teraz mam na nowe u boku Kuby. Przyznaje kochałam go, jednakże z czasem zdałam sobie sprawę, że na dłuższą metę nie mogłabym liczyć na Kubę tak jak mogę na mojego Andrzeja, którego pokochałam ponad życie i ciesze się, że tego pewnego dnia przyszedł do mnie, by mnie pocieszyć po zerwaniu z ulubieńcem szkolnych korytarzy.